Ogłoszenie


Oscary GothicKomiksy 2012!
Zapraszamy do wzięcia udziału w zabawie!

Został edytowany regulamin porad. Od dziś zezwalamy na komentarze w tym dziale.


Poprzedni temat :: Następny temat
Grim - Historia (SKOŃCZONE!)
Autor Wiadomość
ReDmAsTeR(PL) 



Postów: 180
Monet: 3
Skąd: Syców

Wysłany: 24-07-10, 11:29   Grim - Historia (SKOŃCZONE!)  

Zapraszam do oceniania opowiadania. Wydarzenia dzieją się w czasie Gothic I. Zupełnie inny bohater, zupełnie inna historia. Plany z Sauronem Zwycięzcą trochę źle się potoczyły. Przepraszam za to. Fabuły mi brakło. Jest teraz Grim.

I CZĘŚĆ HISTORII - KOLONIA

Rozdział I - Powrót do Kolonii
Grim stał na skale. Pod nim była magiczna bariera. Wiedział że zabicie Gubernatora to był zły pomysł. Co prawda zrobił to w obronie własnej ale nie miał już nic do gadania. Sędzia uznał go za winnego. Rozłożył pergamin i zaczął czytać.
-Ten oto Grim, zabił Gubernatora. Jak oznajmił jeden z obywateli miasta Valentino miał on odebrać za to nagrodę. Ów Valentino trafił do Kolonii wcześniej niż nasz skazaniec. Okazuje się że Grim współpracował z Valentinem. Sędzia uznał Grima za winnego. Możecie go zrzucać.
I wtedy Grim wpadł przez barierę do wody. Zemdlał ponieważ uderzył o dno. Gdy się obudził zobaczył postać w czerwono-czarnym ubraniu.
-Wstawaj, no już. Jesteś tu nowy więc powinieneś wiedzieć że ciężko jest tu przeżyć nie dołączając do żadnego z obozów. Chodź za mną. Jakbyś chciał wiedzieć to jestem Diego. Resztę objaśnimy sobie w obozie. -Powiedział Diego i ruszył ścieżką w dół.
Po chwili byli już w obozie. Cała ta kwatera nazywała się Starym Obozem. Grim od razu zaczął rozmawiać z Diegiem.
-Są tu jeszcze jakieś obozy oprócz tego? -Zapytał Grim.
-Tak. Jeden na wschodzie który nazywa się Nowy Obóz. Dowódcą tam jest Lee. Jego żołnierzami jest banda najemników. Na południu był Obóz Śniącego ale został zniszczony. Gomez, dowódca tego obozu, zebrał swoich ludzi przed główną bramą. Były ich setki jak nie tysiące. Zaatakowali Obóz Śniącego ponieważ wzywali oni jakieś dziwne duchy. Nie wiem o co chodziło. Według mnie to nawet dobrze. Połowa żołnierzy nie wróciła z tego zakazanego miejsca. -Odparł Diego.
-Co więc się stało z żołnierzami? Chyba nie poległo ich aż tak dużo? -Spytał ponownie Grim.
-Nie, tylko chyba setka poległa. A kilka setek zostało w obozie. Niedawno był tam Scatty. On powie Ci o tym coś więcej. Aha, do którego obozu chciałbyś dołączyć? -Spytał Diego.
-Nie wiem, myślę że do tego. Ale pewnie jak w każdym obozie muszę coś zrobić nieprawdaż?
-No u mnie robić nic nie musisz. Popieram Cię. Tylko zdobądź poparcie u innych cieni i zobaczysz że w oka mgnieniu dołączysz do obozu. Wokół zewnętrznego pierścienia jest pięciu cieniów. Wilk, Dexter, Scatty, Ja no i jeszcze Rączka. -Powiedział Diego i wszedł do chatki.
Wtedy Grim odwrócił się. Odnalazł już miejsce gdzie może zostać. Pozwiedzał trochę miejsc i w końcu zaczęło padać. Podszedł do jednego z kopaczy o imieniu Braco.
-Hej, wiesz gdzie mogę znaleźć jakąś chatkę? -Spytał Grim.
-Masz szczęście kolego, ta z czerwonym baldachimem jest wolna. Niedawno wyprowadził się z niej jeden z kopaczy. Jeżeli byś go szukał to poszedł gdzieś w stronę lasu. Ja już więcej o nim nie słyszałem. -Powiedział Braco.
-Dzięki za chatkę, ile płacę? -Spytał Grim.
-Nie, nic nie płacisz. Musisz coś dla mnie zrobić. Dzisiaj pada więc jutro to zrobisz. A konkretnie to chodzi o jednego z kopaczy. Nazywa się Haliar. Ostatnio pożyczyłem mu 30 bryłek rudy. Musisz mu je odebrać za wszelką cenę. W tym skromnym domu znajdziesz kilka kilogramów surowego mięsa oraz taki w miarę mocny nóż. Znajdź tego Haliara i za wszelką cenę odzyskaj moje bryłki. Ale teraz idź się prześpij. -Powiedział miło Braco.
Grim wszedł do chatki. Rozejrzał się uważnie. Przekąsił trochę surowego mięsa i założył pięknie naostrzony nóż. Grim nie zasnął ponieważ było jeszcze wcześnie. Poczekał aż deszcz przeszedł. Po chwili zauważył jakieś spodnie. Założył je. Od razu je założył. Wyszedł z chatki i skierował się w stronę Haliara. Podszedł do niego wolnym krokiem.
-Hej, ty! Braco mówi że pożyczył Ci 30 bryłek rudy, a ty jeszcze mu ich nie oddałeś. Mam je mu zanieść. -Powiedział spokojnie Grim.
-No, ale... ale ja nie mam nic przy sobie. Oddam mu później d...dobra? -Spytał przestraszony Haliar.
-Nie ma mowy! Dawaj rudę albo pogadamy inaczej! -Krzyknął wściekły Grim.
-N...no dobrze już dobrze. Masz tę rudę. Bloodwyn się o tym dowie! -Wykrzyknął ze strachu Haliar.
Grim odwrócił się spokojnie i poszedł w stronę Braco. Podszedł do niego dumnym krokiem.
-Masz, oto te 30 bryłek rudy. Mam na głowie teraz jakiegoś Bloodwyna. Mógłbyś mi z tym pomóc? -Spytał Braco.
-Mam swoje 30 bryłek rudy z powrotem, ty masz mieszkanie. Z Bloodwynem radź sobie sam. Chociaż... -Powiedział Braco.

Rozdział II - Nowy Obóz
Braco powiedział Grimowi jednak że nie może mu pomóc w żaden sposób. Grim obawiał się spotkania z Bloodwynem. Gdy przechadzał się wąską uliczką wśród domów kopaczy, wpadł na strażnika. Grim nie zdążył nic powiedzieć.
-Wyłudziłeś 30 bryłek rudy od Haliara. Jestem Bloodwyn. Haliar zapłacił mi za ochronę. Więc może powinienem przerobić Ci trochę buźkę co? -Spytał gniewnie Bloodwyn.
-Spokojnie. Nie wyłudziłem tych 30 bryłek rudy. Po prostu Haliar musiał spłacić dług Bracowi. Może mogę coś zrobić żebyśmy zapomnieli o całej sprawie? -Zapytał nasz bohater.
-A wiesz co, chyba tak. Mógłbyś powiedzieć Urgowi że umiem go wyciągnąć z niewoli? Urg znajduje się w Nowym Obozie. Był na zwiadach za całkiem pokaźną sumkę ale złapali go najemnicy. Teraz tam haruje. Jeszcze nie należysz do Starego Obozu więc powinno Ci pójść gładko i nie powinni Cię złapać. -Powiedział Bloodwyn.
-Zrobię to. Daj mi ten list. Ruszam. -Rzekł dumnie Grim.
Wybiegł z obozu. Ruszył ścieżką prosto na Wschód. Aby się nie zgubić pytał ludzi o Nowy Obóz. Po 30 minutach wędrówki dotarł do urwiska. Wskoczył na skałę i zobaczył że Lee szykuje najemników do najazdu na Stary Obóz. Było ich tam z kilka tysięcy. Wszyscy byli dobrze uzbrojeni. Po chwili dowiedział się że zaatakują wieczorem. Zszedł szybko ze skały i zszedł schodami na dół. Zauważył Urga na polach ryżowych. Podszedł do niego.
-Hej, masz ten list. Przysyła mnie Bloodwyn. Przeczytaj go później. Do zobaczenia. -Powiedział Grim i wymknął się z pól.
Czekała go znowu długa droga. Pędził przez łąki i góry aż dotarł do Starego Obozu. Podszedł szybkim krokiem do Diega.
-Słuchaj mnie uważnie przyjacielu, Lee szykuje najemników do ataku na obóz. Zaatakują wieczorem. Są ich jakieś tysiące. Byłem w Nowym Obozie, a czemu to już moja sprawa.
-Spokojnie Grim. Mówisz prawdę? Muszę ostrzec Gomeza! -Powiedział Diego.
Diego zerwał się z ławki przed swoją chatką i ruszył do wewnętrznego pierścienia. Po chwili Grim znalazł się obok Bloodwyna.
-Dałem list Urgowi. I wiem coś jeszcze ale chyba jest to warte 50 bryłek rudy. Zaufaj mi. -Rzekł spokojnie Grim.
-No dobra, ważne żeby mój kumpel wyszedł z niewoli. Masz te 50 bryłek, a teraz gadaj o co chodzi. -Powiedział podekscytowany Bloodwyn.
-Lee i jego najemnicy szykują atak na obóz. Będą ich tysiące więc najemników w Nowym Obozie zostanie bardzo mało, a ty będziesz mógł uratować Urga. Zaatakują oni wieczorem. -Rzekł Grim.
-To przydatna informacja. Masz tu jeszcze 50 bryłek. Biegnę teraz do chatki się przyszykować.

Rozdział III - Atak na Stary Obóz
Nastał wieczór. Było już słychać potężne kroki armii najemników. Stanęli przed północną bramą Starego Obozu. Grim dostał pancerz strażnika oraz łuk i miecz za dostarczenie informacji. Łucznicy stali i czekali na właściwy moment. Gomez stał na murach bramy. Lee wystąpił z szeregu najemników.
-Witam Cię Gomezie! Przybyliśmy tu by pokonać ten twój marny obóz! Nasi najemnicy nie wrócili z akcji pod Obozem Śniącego, a twoi strażnicy wrócili prawie wszyscy! Dzisiaj moja armia pomści tych poległych. Atak! -Wykrzyknął Lee i strzały leciały w powietrzu.
Grim szybko odepchnął Gomeza na ziemię aby nie został zraniony. Było widać że bóg był cały czas z Grimem ponieważ nic mu się nie stało. Wyjął wtedy łuk, napiął cięciwę i strzelił. Padł najemnik. Wtedy wśród najemników zrobiło się miejsce. Osłaniali się tarczami i uderzali taranem o bramę. Wszyscy ostrzeliwali siebie na wzajem. Gomez siedział w swoim pałacu w wewnętrznej części pierścienia i w razie przedostania się najemników do zewnętrznego pierścienia kazał ewakuować ludzi do zamku. Żołnierze Starego Obozu zeskakiwali z murów aby walczyć z najemnikami wręcz. Walka trwała dość długo. W końcu Brama puściła. Kobiety i dzieci zostały już dawno ewakuowane do zamku, a strażnicy walczyli z najemnikami. Grim wziął Scatty'ego, Rączkę, Wilka, Dextera oraz Diega na południową bramę. Najemnicy próbowali się również dobijać z drugiej strony. Wszyscy walczyli, krew się lała. Grim sięgnął po swój miecz i zeskoczył z murów miasta na najemników. Ciął wszystkich nie okazując litości. Północna brama cały czas się broniła. W końcu kilku strażników przyniosło drewniane bele. Zaczęli umacniać w połowie zniszczoną bramę. Na południowej bramie nie było lepiej. Dexter, Rączka i Diego strzelali z bramy, a Grim, Scatty i Wilk walczyli z najemnikami wręcz. Wszyscy starali się sobie pomagać aż w końcu północna brama została zdobyta. Wszystkie cienie wraz z Grimem pouciekały do zamku. Zamknęli bramy i czekali na cud. Tymczasem najemnicy którzy zdobyli zewnętrzny pierścień palili kopaczy i ich domy. Gomez wraz z pozostałymi strażnikami i magnatami zaszył się w zamku. Gdy odgłosy walki ucichły, najemnicy przyprowadzili katapultę. Obstrzeliwali zamek aż kawałek muru puścił. Lee i jego banda zaczęli podkładać 5 metrowe drabiny i wdrapywać się na zamek. Strażnicy starali się utrzymać zamek. W końcu gdy nadzieja już zanikła, z dala zauważyli całą armię wojowników. Biegli oni z krzykiem na najemników. Zabijali ich po kolei. W końcu gdy większość najemników poległa, a Lee i reszta uciekli, wpadli do zamku ci wojownicy. Dowódca wojowników podszedł do Gomeza.
-Witam Cię czcigodny Gomezie. Może mnie pamiętasz? Jestem Haruk. -Powiedział spokojnie dowódca.
-Haruk? Myślałem że zginęliście wtedy w walce o Kopalnię. Co się z wami działo przez tyle czasu?! -Wykrzyknął z radości Gomez.
-Ukrywaliśmy się przed najemnikami. Próbowali nas wytępić. Swój azyl znaleźliśmy w lesie. Teraz zamiast orłów na tarczach i zbrojach mamy drzewa. Ale nie czas na takie rzeczy. Złe rzeczy dzieją się za lasem w Obozie Śniącego. Tam są demony, zombie i inne straszne stwory których nawet nie mógłbym opisać. Możemy znaleźć u Ciebie schronienie? -Spytał łagodnie Haruk.
-Jasne przyjacielu. Ten obóz zginąłby gdyby nie wy. Dziękuję za ratunek. Czujcie się tu jak w domu. A wracając do tych stworów, to czy ktoś może je powstrzymać? -Spytał Gomez.
-Tak. Uratowaliśmy ten obóz bo jest ta osoba tutaj. Nazywa się Grim. Powiedział nam tak mag Oalrin. Gdzie właśnie jest ten Grim?
Wtedy do pałacu wpadł Grim wraz z cieniami. Wszyscy byli bardzo zmęczeni i cali zakrwawieni od walki z najemnikami.
-Ja jestem Grim. Jeżeli mam ratować całą Kolonię to muszę mieć drużynę. To moja drużyna. -Grim wskazał palcem na cieni.
-Potrzebujesz lepszego wyposażenia. Masz szczęście że mag zrobił magiczną zbroję i miecz. Trzymaj, a teraz musimy pogadać. -Powiedział spokojnie Haruk.

Rozdział IV - Obóz Śniącego
Grim pogadał z Harukiem. Przyjaciele Gomeza osadzili się w mieście, a raczej w tym co po mieście zostało. Nasz bohater wraz ze swoją drużyną był ubrany w Magiczną Zbroję. Posiadał również Magiczny Miecz o nazwie Uriziel. Grim patrzył na swoje ostrze. Cała jego drużyna miała również magiczne ostrza ale nie tak potężne jak oręż Grima. Przed wyruszeniem do Obozu Śniącego podszedł do Haruka.
-Hej, moje ostrze świeci na niebiesko. Czy to znaczy że jest zrobione z magicznej rudy? -Spytał.
-Tak. Jednak jeszcze mag dodał do niego magiczną moc. Dzięki temu ostrzu pokonasz demony i ich podłe sługusy. -Powiedział Haruk.
-Myślisz że mi się uda? -Spytał przerażony Grim.
-Oczywiście, to ty jesteś wybrańcem. Jeżeli TOBIE się nie uda to komu ma się udać? Musisz, musisz to zrobić. Inaczej całą Kolonię, a później może cały świat opanują demony.
I wtedy Grim wraz ze swoją drużyną wyruszył do Obozu Śniącego. Widok był przerażający. Szkielety ludzi wisiały na drzewach, a ciała strażników i najemników leżały porozrywane wielkimi pazurami. Diego podszedł do jednego z ciał.
-Co za bydle to zrobiło?! To musi być wielkie jak Troll. Nawet jak Czarny Troll! -Wykrzyknął z przerażenia.
-Masz rację. Jednak w takim momencie nie możemy się lękać. Jeżeli nie zrobimy tego my, nie zrobi tego nikt. -Powiedział Grim.
W końcu wszyscy ruszyli równym krokiem do tych gruzów. Drzewa były powyginane i stare. Gdy Grim popatrzył w bagna zauważył wiele trupów. Dryfowały na tej toksycznej wodzie. Z bagien wylatywał dziwny opar. Nagle ruszyli dalej. Na początku było dość cicho aż nagle zauważyli Kruka, zaginionego magnata, przyjaciela Gomeza.
-Hej, Kruku! Ty żyjesz? Co tu się stało? -Spytał Dexter.
-Ja nie żyje. Jestem teraz sługą Beliara! Ten obóz nie należy już do żadnego tam ''Śniącego''. Teraz rządzi tu Beliar! HA HA! -Wykrzyknął Kruk i zniknął we mgle.
-To mi się nie podoba. Nie wiem co tu się stało i nie wiem co się stało Krukowi ale to jest straszne! Szkielety strażników i najemników leżą bezkarnie przez całą drogę, ciała również. Później spotykamy jakąś chorą odmianę Kruka który bredzi coś o Beliarze. Co robimy?! -Spytał Scatty.
-Idziemy dalej aż zabijemy tego kto to zrobił. -Powiedział spokojnie Grim.
I ruszyli wszyscy równym krokiem. Dalej na placu głównym zauważyli znów Kruka tylko że z czterema demonami. Wszyscy wyjęli bronie i ruszyli z krzykiem do walki. Ich miecze były lekkie, a z ciężkiej magicznej rudy. Zadawały potężne obrażenia. Diego machał mieczem jakby leciutkim nożem. Demony zginęły, jednak Kruk stał dalej. Jego twarz była w połowie twarzą Demona. W końcu przemówił.
-Gomez jest skończony. Cała kolonia jest skończona. Zrozumcie że jedynym ratunkiem jest dla was Beliar. To Bóg który włada magicznymi i zarówno strasznymi mocami! Przyłączcie się do niego, a nic wam się nie stanie! -Krzyknął opętany Kruk.
I w tej samej chwili Grim zagłębił w Kruku swoje ostrze. I wtedy błysnęło z niego kolorowe światło ku niebu. Głowa odpadła mu pod wpływem energii, a czarna krew trysnęła na całą drużynę. Grim podniósł głowę i schował ją do sakwy. Po chwili dał znak że mają iść. Wbiegli do świątyni jak opętani i zaczęli wybijać potwory Beliara. Po trzech godzinach doszli do głównej sali. Było to pomieszczenie w którym stał most. Pod nim była lawa prosto z jądra ziemi, a na środku ów pomieszczenia było kamienne koło w którym stał Xardas, Nekromanta. Wśród niego stały demony. Cała drużyna podeszła do maga.
-To ty?! Ty jesteś tym Beliarem?! -Wykrzyknął wściekły Grim.
-Nie, ja jestem tylko sługą Beliara. Ale dzisiaj będę za niego przemawiał. Ale nie mówmy już o Beliarze. Walczmy!
I wtedy Xardas padł na kolana. Jego szata rozerwała się i trysnęła z niego fioletowa fala która odepchnęła całą drużynę na dwa metry. Z Xardasa zrobił się najstraszniejszy potwór. Demon Ciemności. Zaczęła się walka. Cienie wraz z Grimem władały potężnymi mieczami oraz dobrze zrobionymi zbrojami ale Demon Ciemności wraz ze swoimi sługami posiadali pazury które mierzyły cztery metry. Demon Ciemności mógł zionąć ogniem tak samo jak inne Demony w tym pomieszczeniu. Grim zaatakował pierwszy, zaraz za nim cienie. Potwory cięły zbroje drużyny ale magia była zbyt silna aby je zniszczyć. Gdy cała drużyna miała już polec, Grim wyciągnął tajemniczy amulet który dostał od Haruka. Z Amuletu wyszła niebiańska moc która zniszczyła Demony. Jednak Demona Cienia tylko osłabiła. Z ziemi wstały szkielety. Oczywiście cienie się nimi zajęły ponieważ Grim był zajęty walką z Demonem Cienia. W końcu zagłębił Uriziel w jego paszczy. Cała ziemia się zatrzęsła, a skały przywaliły Grima, a cienie zdążyły uciec. Bariera pękła, a Grim ocalił Kolonię od strachu przed demonami. Jednak gdy pękła bariera to i bandyci pouciekali z Kolonii. A Grim prawdopodobnie przypłacił za to życiem.

II CZĘŚĆ HISTORII - NOWE ZAGROŻENIE

Rozdział I - Spotkanie z przyjaciółmi
Grim dalej leżał pod gruzami. Po chwili jednak obudził się. Dalej miał na sobie zbroję, dalej miał na sobie miecz oraz dalej leżał w tej samej świątyni. Zdjął z siebie te ciężkie kamienie i wyszedł wolnym krokiem ze świątyni. Plecy przestały go boleć dzięki zbroi z magicznej rudy. Miecz też się nadał. W końcu to nim Grim pokonał Demona Cienia. Gdy chciał zobaczyć z powrotem ten Obóz Śniącego zauważył tylko spalone drzewa i suchą ziemię. Postanowił skierować się do Starego Obozu. Gdy tam dotarł, zaniemówił. Cały Stary Obóz był opustoszały. Nikogo już tam nie było, a lekki wietrzyk owiewał mu twarz. Słyszał szum. Rozglądał się ze zdziwieniem i szukał Diega, Gomeza oraz innych swoich przyjaciół. Nikogo nie znalazł. W końcu jednak spojrzał ku górze. Zauważył że nie ma już bariery.
-No, Grim. Leżałeś chyba dość długo pod tymi głazami. Teraz czas wyruszyć do Khorinis. No więc jazda! -Krzyknął Grim ze szczęścia i ruszył w stronę gór z których go zrzucono. Wdrapał się ostrożnie i stanął na wzgórzu. Popatrzył się raz jeszcze na Kolonię Więzienną z nadzieją że już jej nie zobaczy. Mylił się. Po chwili upadł na kolana, spocił się w dwie sekundy.
-Aaaargh! Co jest z tą zbroją?! -Wykrzyknął.
Zbroja stała się ciemna, a miecz nie był już niebieski. Grim ściągnął ją szybko i położył na ziemi. Wziął miecz do ręki i wepchnął go w tą przeklętą zbroję. Jakaś dziwna moc odrzuciła Grima w kierunku skały. Wstał i zauważył że w zbroi zrobiła się dziura.
-Muszę Cię gdzieś schować aż nie rozwikłam twojej tajemnicy. Możesz mi się jeszcze przydać. -Pomyślał Grim i schował zbroję oraz miecz niedaleko starego przewoźnika.
Momentalnie skierował się w stronę Khorinis. Po długiej wędrówce przypomniał sobie słowa posłańca sędzi co mówił o Valentinie. Że podobno był w Koloni Więziennej. Wtedy Grim pomyślał sobie że Valentino musi być już w Khorinis. Ruszył więc szybkim krokiem do Khorinis. Po dwóch dniach wędrówki znalazł się przed jakąś farmą. Daleko było widać już miasto ale postanowił wejść na teren farmy. Podszedł do jednego z farmerów.
-Witam pana, ma pan coś do jedzenia? Jestem głodny ponieważ idę z gór. -Zapytał Grim.
-Och chłopcze, widzę że jesteś głodny. My farmerzy nie jesteśmy tacy jak ludzie w mieście. Chodź do domu. Moja żona Lilia, da Ci coś do jedzenia.
Gospodarz i Grim zasiedli przy stole. Nasz bohater do jedzenia dostał chleb, a do picia mleko. Gdy najadł się już zaczęła się rozmowa z Gospodarzem. Zaczął Grim.
-Przepraszam ale czemu pan dał mi jeść? Przecież mogę być bandytom. A tak w ogóle jak pan ma na imię?
-Nie możesz być bandytom, zaatakowałbyś mnie. Poza tym to dałem Ci jeść bo jesteś spragniony, a farmerzy tak robią. Jeżeli pytasz o moje imię to jestem Lobart. Ile nie było Cię w mieście?
-Ja jestem Grim. Nie było mnie w mieście przez może sześć miesięcy. Wydarzyło się ostatnio coś ciekawego?
-No, można tak powiedzieć. Paladyni przypłynęli statkiem do Khorinis i bezkarnie przejęli sobie kontrolę nad miastem. Do tego strażnicy nie wpuszczą Cię do miasta jeżeli nie zatrudnisz się w jakiejkolwiek pracy. Możesz pracować u mnie jeśli chcesz. Później w mieście będziesz mógł podjąć się lepszej pracy. -Zasugerował poważnie Lobart.
-Niech będzie. Od czego mam zacząć? -Spytał Grim.
-Idź na pole obok domu i wyrwij trochę rzepy. Później idź do chłopców na farmie i zanieś im po jednej butelce wody. Dam Ci za tą robotę 5 sztuk złota. Pasuje?
-Może być. Płaci się tu złotem? Myślałem że bryłkami rudy. Dziwne. -Powiedział Grim.
-Ha! Jesteś z Koloni Więziennej. Ale to nic. Przecież nie mogłem się spodziewać w tych czasach kogoś z miasta. Masz robotę. Teraz leć na pole rzepy, a później do chłopów. -Powiedział stanowczo Lobart.
I Grim wyskoczył z domu jak szalony. Poszedł na pole rzepy i wykonywał co do niego należało. Gdy zebrał już całą rzepę ruszył do chłopów. Wszystkim rozdał po butelce wody. Wyciągnął z kieszeni buteleczkę wody i napił się. Ruszył szybkim biegiem do Lobarta.
-Proszę o to rzepa. Chłopcy są napojeni. Co mam dalej robić?
-Ode mnie już nic nie dostaniesz. Aha, przyjmij ten strój na oznakę że pracujesz na farmie. Jeżeli jeszcze chcesz jakiejś pracy to znajdziesz ją w mieście. Ruszaj w dalszą drogę Grimie. -Powiedział miło Lobart.
Grim wyruszył z farmy, w dodatkowej zapłacie za robotę dostał bułkę i jedną buteleczkę mleka. Przedostał się przez bramę miasta bez żadnego ''ale''. Gdy wszedł do miasta zauważył od razu znajomą twarz. Był to Diego. Grim od razu do niego podbiegł.
-Hej, stary jak się masz? Gdzie jest reszta cieni?
-Cieni? Jakich cieni? Od upadku bariery cienie już nie istnieją. Jednak witaj przyjacielu. Ale jeżeli chodzi o Scatty'ego to został on złapany przez straż jak chciał ukraść towar ze sklepu. Siedzi teraz w pierdlu. Dexter trzyma z bandytami i nie zadaje się ze mną i resztą przyjaciół. Wilk... Wilk zginął podczas ucieczki z tej przeklętej Górniczej Doliny. Zabił go jakiś najemnik. No, a Rączka dołączył do tej zakichanej szajki bandytów wraz z Dexterem. Jeżeli teraz możesz komuś ufać to jedynie mi no i Scatty'emu ale siedzi w pierdlu. Wyglądasz idiotycznie kolego. Załóż ten skórzany pancerz, dostałem go od przyjaciela. Tutaj masz Rapier. Też dostałem od kolegi. A to, to jest towar doskonały. Kupiłem tą kuszę za 300 sztuk złota wraz z bełtami. A tak ogólnie to jak się wydostałeś z Górniczej Doliny? -Spytał Diego.
-To długa historia. Ale dzięki za wyposażenie. Masz może jakąś robotę za którą dostałbym trochę sztuk złota?
-Tak się składa że mam. Valentino, ten obwieś wisi mi 100 sztuk złota. Jeżeli zdobędziesz od niego te kasę to dostaniesz powiedzmy że 50 sztuk złota. Wchodzisz w to? -Spytał poważnie Diego.
-No jasne. Mam nadzieję że Bloodwyn nie żyje bo nie chcę żeby znowu przytrafiło mi się to co w Starym Obozie. Ale w każdym razie pracowałem kiedyś z Valentinem. Masz rację, to obwieś. -Oznajmił ze śmiechem Grim.
-Bloodwyn żyje ale spokojnie, nie przebywa w Khorinis. Jest gdzieś daleko w górach. Powiedział mi że musi załatwić interesy. Ruszaj już bo słońce zajdzie!
Grim szybkim krokiem ruszył aby znaleźć Valentina. Cały ten obwieś zawsze przebywał w koszarach popijając piwo. Gdy Grim wędrował do koszar zauważył Valentina który przechadzał się przygnębiony uliczką. Podbiegł do niego.
-Hej, co jest?
-To ty? Z resztą nie ważne. Straciłem swoje WSZYSTKIE pieniądze. Wykiwał mnie jakiś ''obywatel miasta'' Rengaru. Mam nadzieję że dzień już mi się nie pogorszy. -Rzekł Valentino.
-Po pierwsze, jesteś gnidą bo wsypałeś mnie abym trafił do Górniczej Doliny, a po drugie to Diego domaga się swoich 100 sztuk złota. Oddasz mi je czy mam przetrzepać Ci gębę? -Zapytał wkurzony Grim.

Rozdział II - Życie w Khorinis
Valentino zrobił zakrzywioną minę.
-Tyle dla Ciebie zrobiłem, a ty tak mi się o...odpłacasz?! -Spytał zapłakany.
-O przestań! Dobrze wiemy że od początku chciałeś mnie wpierdzielić do Górniczej Doliny! To oddasz mi tę forsę?!
-Mówiłem Ci że n...nie mam tych p...pieniędzy. Okradła mnie ta świnia Rengaru. Z n...nim sobie pogadaj. -Rzekł zapłakany Valentino.
-No to pogadam. Ale zapomnij nawet o złamanym groszu z tego co dostanę od tego złodziejaszka. Chyba że mnie jakoś teraz przekupisz. -Powiedział Grim z uśmiechem.
-To może pismo dzięki któremu możesz wchodzić gdzie tylko chcesz w mieście? Kupiłem to pismo od handlarza za 1000 sztuk złota.
-No dobra, to ile Rengaru Ci zarąbał? -Spytał Grim.
-No jakieś 5000 sztuk złota. Teraz pewnie chodzi dumnym krokiem i pije piwo za moje pieniądze. Ile za to pismo mogę dostać jak zdobędziesz kasę? -Spytał poważnie Valentino.
-Myślę że 500 sztuk złota, ewentualnie 1000 powinno Ci starczyć. Dostałbyś więcej gdybyś nie wpierdzielił mnie do tego magicznego więzienia. Do zobaczenia kolego. -Powiedział z uśmiechem Grim i poszedł szukać Rengaru.
Szukał złodziejaszka pół godziny. Na szczęście Rengaru nie zdążył jeszcze nic wydać.
-Hej, Valentino mówi że masz jego forsę. Mam ją odebrać.
-Cho***a! Wpadłem. -Wykrzyknął Rengaru i zaczął uciekać.
Grim rzucił się w pościg. Rengaru dobiegł aż do dzielnicy portowej. Zmęczył się, a Grim podbiegł do niego.
-Dawaj kasę albo przywalę Ci w twarz!
-No już, wygrałeś. Oto pieniądze. Proszę Cię, nie wsypuj mnie do więzienia! -Powiedział Rengaru.
-Spokojnie. Chcę tylko wiedzieć jedno. JAK okradłeś Valentina w biały dzień? -Spytał zaciekawiony Grim.
-Otóż to, kolego jest sztuka złodziejstwa. Potrzebujesz do tego maks 30 sztuk złota i dobrej gadki. Zagadujesz swą ofiarę i stawiasz jej piwo za piwem. Gdy jest już dość pijana mówisz żeby pokazała Ci swój majątek. Ofiara wykłada wtedy kaskę na stół, ty ją bierzesz i uciekasz. Co jeszcze chcesz wiedzieć? -Spytał wystraszony Rengaru.
-Już nic. Nie wsadzę Cię do więzienia. Valentino to obwieś i wszyscy o tym wiemy. Ukradłeś mu kasę ale trochę mi go żal. Bez majątku jest jak rycerz bez miecza i dobrej zbroi. Jeżeli się dowiem że ktoś go okradł i to będziesz ty to pogadamy inaczej. A teraz idź bo nie chcę Cię już widzieć.
Rengaru odbiegł w stronę portu wycierając pot z czoła. Grim oddał obiecane 1000 sztuk złota Valentinowi i poszedł oddać kasę Diegowi. Rozliczył się z długów. Po kilku miesiącach Grim znalazł sobie dobrą pracę. Zdzierał skóry ze zwierząt. Podejmował coraz to znakomitsze wyzwania. Raz pokonał nawet Czarnego Trolla. W końcu gdy miał już dość pieniędzy chciał odbudować chociaż połowę swojej drużyny. Na początku ruszył do więzienia po Scatty'ego. Stanął przed jego celom.
-Witaj przyjacielu. Czemu tu tak siedzisz? Nie chcesz pozwiedzać miasta? -Spytał zabawnie Grim.
-Cześć Grim. Dawno Cię nie widziałem. Siedzę w pierdlu już kilka miesięcy. Przyszedłeś się ze mnie pośmiać? -Zapytał zrozpaczony Scatty.
-W żadnym wypadku kolego. Zabieram Cię stąd. Znowu pochodzisz sobie po ulicach. Jednak będziesz musiał pracować u Bospera. Oczywiście będziesz mi pomagał zdejmować skóry ze zwierząt. Zyskami się podzielimy. -Powiedział radośnie Grim.
Po chwili nasz bohater wyjaśnił wszystko dowódcy straży i Scatty wyszedł z więzienia. Szli razem przez uliczki do Diega i cały czas się śmiali. W końcu do niego doszli. Diego zaczął rozmowę.
-Scatty, dobrze jest Cię znów zobaczyć. Grim, Ciebie również bo byłeś zapracowany przez te kilka miesięcy. Co teraz robimy? Chyba będziemy musieli działać tylko we troje. Obawiam się że reszta drużyny już rozpadła się na zawsze. -Diego chciał coś jeszcze powiedzieć ale wszedł Wilk przez bramy miasta i podszedł do Grima oraz reszty.
-Hej, ja wcale nie zginąłem. Ten najemnik lekko mnie dźgnął. Przez cały ten czas pracowałem na życie. Mam teraz kasę, zbroję no i dobry topór. Fajnie was znowu widzieć kumple. Teraz usłyszycie złe nowiny. Dexter oraz Rączka nie żyją. Chcieli wrócić do Górniczej Doliny po trochę kasy. Gdy mięli już się stamtąd wynosić, orkowie ich złapali i zabili. No i jeszcze jedna zła jest taka że orkowie zabili najemników na farmie Onara. Kierują się ku miastu. -Powiedział Wilk.

Rozdział III - Orkowie
Wilk wrócił, Scatty również. Wszyscy przyjaciele siedzą i popijają piwo w karczmie. Nagle strażnik wpadł do karczmy. Wielu strażników wpadło do karczmy.
-Wszyscy mieszkańcy miasta mają się ewakuować. Wszyscy biegiem na ''Esmeraldę''! Orkowie zaatakowali! -Krzyknął strażnik i wybiegł z budynku.
Czterej przyjaciele wybiegli za strażnikiem. Paladyni bronili wschodniej bramy jednak orkowie kosili ich potężnymi toporami. Po kilku minutach został ostatni ork. Trzech paladynów zaszarżowało na niego. Wtedy ork machnął raz toporem i trzech paladynów uniosło się w powietrze lądując po chwili na ziemi. Byli martwi. Zostało jeszcze dość dużo paladynów. Wtedy szereg się rozstąpił i wyszedł rycerz w zwykłej kolczudze. Napiął cięciwę i wystrzelił w orka.
-Arrrrrrr! -Krzyknął ork i padł trupem na ziemię.
Diego odwrócił się do przyjaciół. Spojrzał na nich i przemówił.
-Orkowie zaatakowali. Co teraz robimy? Chyba nie będziemy się ewakuować nie?
-Obawiam się że będziemy musieli. Patrz! -Krzyknął przerażony Grim.
Diego odwrócił się powoli i zobaczył wielkiego Czarnego Trolla. Troll maszerował na przyjaciół, przygniatając paladynów. Po chwili czterej kumple zaczęli biec w stronę portu. Troll gonił ich i niszczył wszystko co stało mu na drodze. Wtedy paladyn wszedł na dach jednego z domów. Przyjaciele przebiegli obok ów domu, a troll pobiegł za nimi. Gdy paladyn miał wykonać skok na trolla, ów potwór zahaczył ramieniem o dom i zrównał go z ziemią. Paladyn leżał martwy. W końcu przyjaciele zakręcili w stronę koszar. Było za późno. Orkowie dobrali się do koszar już wcześniej. Troll przestał gonić przyjaciół ponieważ paladyni strzelali do niego z armat. Scatty się obrócił. Czarny Troll leżał trupem na ziemi z wielkimi dziurami po kulach. Grim usłyszał jakieś krzyki z więzienia w koszarach.
-Za mną! Musimy sprawdzić co tam się dzieje.
Wszyscy poszli za Grimem. Wtedy zauważyli wielu więźniów którzy bili paladynów i strażników miejskich gołymi rękami. Mieli dużo siły ponieważ powalili większość obrońców. Lord Andre kazał puścić więźniów na wolność. Na zewnątrz do koszar wbiegli orkowie i zaczęli zabijać zbiegłych. Gdy więźniowie chcieli wbiec z powrotem do więzienia, paladyni zagrodzili im drogę. Orkowie w końcu zabili wszystkich zbiegłych, a wtedy z dachu zaczęły strzelać nowe oddziały paladynów. Raniły orków bełtami i strzałami. W końcu Grim popatrzył na Lorda Andre z wyrzutem.
-Czemu ich nie wpuściłeś?! -Krzyknął i uderzył Lorda Andre w twarz.
Łucznicy i kusznicy wycelowali w Grima. Lord Andre się uśmiechnął.
-Chcesz, możesz mnie dalej bić. Wtedy oni wystrzelą. Co ty na to?
Grim puścił Andre. Wyszedł wraz z resztą przyjaciół na zewnątrz. Paladynów było coraz więcej i orkowie powoli nie dawali rady. Większość oddziałów przypłynęła zza Khorinis. W końcu pokonali oddziały orków. Lord Hagen który przebywał w ratuszu, wyszedł na mównicę. Wszyscy mieszkańcy oraz żołnierze zebrali się pod ów mównicą.
-Jak widzicie, poległo wielu naszych braci. Żołnierze ginęli w obronie miasta. Teraz wszystkie oddziały paladynów mają skierować się do Górniczej Doliny. W mieście zostanie tylko straż oraz obywatele. W razie ataku kobiety i dzieci mają być ewakuowane za Khorinis. Wszyscy mężczyźni zdolni do walki idą z paladynami. Na chwałę Innosa! -Krzyknął Lord Hagen.
Wilk odwrócił się ze strasznym wyrazem twarzy do Diega. Po chwili przemówił.
-Musimy wynosić się z miasta! Zaraz dostaniemy zbroję, miecz i poślą nas do Kolonii! Uciekajmy. -Wykrzyknął oburzony Wilk.
-Spokojnie. Z tego co mi wiadomo to paladyni mają zamek w Dolinie. Ale jeżeli orkowie się przedostali tutaj to albo po prostu wyszli sobie nie atakując zamku, albo zrównali go z ziemią. Wolałbym żeby jednak zrobili to pierwsze bo chce się mieć gdzie ukryć jak zostanie nas garstka. -Powiedział Diego.
Grim, Diego, Scatty i Wilk stali się żołnierzami. Mimo iż paladynów było prawie dziesięć tysięcy to dostali się do wojska. Lord Hagen wytłumaczył im że wbił ich do wojska Lord Andre. Maszerują teraz do Górniczej Doliny i mogą stamtąd nie wyjść cało.

Rozdział IV - Górnicza Dolina
Cała armia paladynów dostała się do zamku kapitana Garonda w Dolinie. Wybili wszystkich orków dookoła zamku ponieważ było ich tylko trzydziestu. Lord Andre kazał zrobić postój. Czterej przyjaciele poszli do jednego z budynków i zasiedli przy stole aby porozmawiać o sytuacji. Grim zaczął rozmowę.
-Słuchajcie, w pierwszej walce wyszliśmy bez szwanku. Jest nawet dobrze. Lord Andre myśli teraz co dalej robić. Jeżeli jest mądry to nie wyda rozkazu aby zaatakować resztę Górniczej Doliny. Ale kto wie.
-No ale jak on wyda taki rozkaz to zginiemy. Widać już w tym miejscu że były tu smoki. Poprzewracane stoły, spalone dachy. Jak one zamieszkują gdzieś dalej to padniemy trupem. Nawet cała armia paladynów nie da tym smokom rady! -Wykrzyknął ze strachu Wilk.
Przyjaciele rozmawiali jeszcze chwilę. Trzy godziny siedzieli w ów pomieszczeniu aż Lord Andre zwołał wszystkich na środek zamku, a raczej tego co z niego zostało.
-Słuchajcie mnie żołnierze! Przeszukałem wraz z kilkoma strażnikami wszystkie pomieszczenia w zamku. Znaleźliśmy tylko ciała oraz szkielety. Najwyraźniej należały do ludzi Garonda. Strażnicy znaleźli TYLKO jednego żywego. Był to Knecht. Nie posiada jednej ręki ponieważ stanął oko w oko ze smokiem. Żołnierz ten opowiedział mi co się stało w zamku. Smoki były aż trzy i na dodatek orkowie weszli do zamku przez dziurę w murze. Orkowie wiedzą gdzie jesteśmy i planują nas zaatakować masowo. Będą wbiegać do zamku wraz z Czarnymi Trollami. Będziemy musieli się bronić. Jednak zwiadowca przyniósł mi też dobre wieści. Smoki są daleko stąd i nie zaatakują nas. Jednak w razie ich wizyty proszę o wchodzenie do byle jakich budynków. Smoki potrafią dać w kość.
Z muru do Lorda Andre zeskoczył strażnik. Biegł tak szybko że nie dogoniłby go nawet rozpędzony goblin. Wziął mocny wdech i krzyknął.
-Do broni! Jak na oko patrzeć to cały milion orków tu biegnie! Do broni!
Wtedy wszyscy szybko zajęli pozycję. Kusznicy i łucznicy osadzili się na wieżach i dachach no i niektórzy na murach, a zwykli wojownicy atakowali orków z ziemi. Grim i cała reszta trochę się bała ale nie mięli jak uciec. Orkowie atakowali z każdej strony i wpadali do zamku jak mrówki. Jedyne co im pozostało to walka o zamek. Grim usłyszał w oddali jakiś ryk. Wskoczył zwinnie na mur i nie wierzył w to co zobaczył.
-SMOKI!!! MAJˇ RÓWNIEŻ TROLLE!!! -Krzyknął głośno.
Cała czwórka przyjaciół schowała się do ciemnego pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Było słychać krzyki i odgłosy walki. Scatty odchylił lekko drzwi. Widział jak ork złapał Lorda Andre i wbił mu miecz w brzuch. Andre padł na kolana z mieczem orka w brzuchu. Wtedy przyleciał smok i zionął w Lorda Andre ogniem. Scatty zwinnie zamknął drzwi i odsunął się z wystraszoną minom. Po chwili do pomieszczeń zaczęli wchodzić paladyni. Orkowie przetrzepywali pomieszczenia jedno po drugim. W końcu ork elita otworzył silnie drzwi do pomieszczenia w którym byli czterej przyjaciele. Rozejrzał się poważnie i wszedł głębiej. Nikogo tam nie było. Wyszedł z pomieszczenia. Orkowie zabili prawie wszystkich paladynów i wybiegli z zamku. Po kilku minutach z pomieszczeń wyszło dwunastu paladynów. Wśród nich nie było grupki naszych bohaterów. Paladyni prędzej czy później muszą zostać wybici. Tymczasem nasi bohaterowie obudzili się w dziwnej wieży. Zauważyli maga w białej szacie. Ów mag zaczął rozmowę.
-Witajcie przyjaciele. Ja jestem Drag. Drag Biały. Wy czcigodni paladyni nie musicie mi się przedstawiać. Pewnie już zapomnieliście kiedy w Starym Obozie kilka miesięcy temu wspominał o mnie pewien człowiek. Tak to ja wykułem dla was te magiczne zbroje i zrobiłem to jeszcze raz. Teraz jednak ktoś znalazł ukrytą zbroję Grima. Ktoś kto nie powinien jej znaleźć. Był to pewien najemnik. Mogłeś Grim zabrać tę zbroję ze sobą bowiem Demon Cienia drasnął ją pazurami. Z czasem z koloru białego i błyszczącego zrobił się czarny i ponury. Wyrosły na niej pióra i kolce. Ów najemnik miał na imię Kruk i nazwał tą zbroję, zbroją Kruka. Gdy ją założył opętała go ona. Teraz musimy go powstrzymać. Inaczej będzie z nami źle. Dobył on również miecza który zesłał mu Beliar. Nazywa się Szpon Beliara. Proszę was więc abyście przyjęli te oto zbroje oraz miecze które pozwolą wam pokonać Kruka i znów ocalić świat.
Grim wstał jako pierwszy z zimnej podłogi.
-Wiesz co jest dziwne czcigodny magu? Że zawsze ale to zawsze jak przychodzimy do Górniczej Doliny to dzieją się złe rzeczy. Przecież kilka miesięcy temu jak tu byliśmy zaczęły narastać siły demonów i musieliśmy je pokonać. Teraz zaś jakiś przebieraniec myśli że jest wysłannikiem Beliara. To przeznaczenie czy po prostu pech? -Spytał śmiejąc się Grim.
-Raczej przeznaczenie. Gdyby to był pech to już byś tu nie stał. Ale wracając do tych zbroi... Wykułem je własnoręcznie. Wykułem w lawie, ochładzałem w jeziorach i rzekach. Te cztery zbroje są tak silne że nawet ten Demon Cienia nie wpuści do nich swego jadu. Do tego zaczarowałem je aby były jeszcze bardziej wytrzymałe. Jednak uważam że powinniście coś wiedzieć. Smoki... smoki to nie wszystko. Jest jedna bestia potężniejsza od smoków która służy Krukowi. Ale teraz przyjmijcie tę zbroje i miecze. Dodatkowo wiedźcie że jak miecze zaświecą się na niebiesko to oznacza kłopoty. Proszę was abyście pokonali Kruka jak najszybciej. -Powiedział przekonująco mag.
Wilk, Scatty i Diego wstali z ziemi. Wszyscy zapytali jednocześnie.
-Jak my mamy przejść niezauważeni obok miliona orków?!

Rozdział V - Przeznaczenie
Mag wytłumaczył całej drużynie o co chodzi. Gdy Wilk nałożył na siebie dziwny płaszcz, zniknął. Grim zrobił to samo, a reszta poszła w jego ślady. Wszyscy delikatnie przechodzili za plecami orków. Diego miał chęć strzelenia któremuś w głowę ze swojego pięknego łuku ale mięli teraz ważniejsze sprawy na głowie. Musieli dostać się przez moczary do opuszczonej wieży nekromanty w której podobno osadził się Kruk. Wszyscy weszli równym krokiem do wieży i osaczyli nekromantę zamykając mu ucieczkę. Wszyscy zdjęli równocześnie płaszcze. Nekromanta wiedział o ich obecności od czasu przekroczenia progu wieży. Nie odwrócił się do nich ale odezwał.
-Spodziewałem się was tutaj. To ja stworzyłem demona który opętał Kruka, a to już pewnie wiecie. Chodzi mi o to że teraz Kruk wymknął mi się spod kontroli, a dokładniej to właśnie demon w nim zawarty. Zbuntował się i nie mogłem go zatrzymać moją najciemniejszą magią. Myślałem że opętanie Kruka to będzie dobry plan ale tak się nie stało. Proszę was tylko o jedno... zabijcie go i wygnajcie tego demona z powrotem do królestwa Beliara. Teraz możecie mnie zabić. -Powiedział spokojnie nekromanta.
Grim schował miecz ale reszta trzymała swoje miecze zaciśnięte w dłoniach. Przywódca grupy odezwał się.
-Słuchaj, jeżeli chcesz aby ten demon zginął to powiedz nam gdzie on jest. Inaczej świat ten ogarnie niewyobrażalny strach i rozpacz. To jak będzie, powiesz nam?
-Moja wieża jest dość wysoka, stoimy w jej środkowym pomieszczeniu. Wejdźcie do góry po schodach i skręćcie w prawo, tam wykonuje swój rytuał. A co do wysokości mojej wieży to większość przykrywają ciemne chmury. Ale teraz nie czas na to, biegnijcie prędko i postarajcie się powstrzymać Kruka. Życzę wam powodzenia bo zapewne już się nie spotkamy, a zapewne nie z wami wszystkimi.
Cała drużyna wbiegła po schodach i momentalnie zaatakowała Kruka. Na górze było wielkie pomieszczenie w którym było kilka demonów które zaatakowały Diega, Scatty'ego oraz Wilka. Tylko Grim był od nich wolny i ruszył na Kruka. Demon ukryty w Kruku po skończeniu rytuału miał z niego wyjść. Grim przerwał ów rytuał swym pięknie zdobionym mieczem. Jednak gdy uderzył w zbroję kruka, na plecach zobaczył odbicie pazura demona który zranił wcześniej Grima. Kruk wstał i obrócił się w stronę naszego bohatera.
-Nie pokonasz mnie z tak żałosnym wyposażeniem. Biegnij do mamusi, cwaniaczku! Ha ha!
Grim wkurzył się i zaatakował Kruka jeszcze raz, a ten odepchnął Grima mroczną mocą. Walka trwała kilka dni, a pioruny trzaskały z nieba. To była walka tytanów. Wysłannik Innosa i wysłannik Beliara stanęli w końcu naprzeciwko siebie. Podczas długiej walki i Kruk jak i Grim doznali ciężkich obrażeń. W końcu Kruk użył całej swojej mocy i tchnął w Grima mroczną moc która odrzuciła go na niedokończoną część wieży. Grim miał głowę nad chmurami. Kruk podszedł do niego wolnym krokiem i położył stopę na jego brzuchu jako oznakę zwycięstwa. Docisnął ją mocno łamiąc Grimowi żebra.
-Mówiłem że nie wygrasz. A teraz Beliar zawładnie tym światem i pokona wszystkich ludzi! -Wykrzyknął śmiejąc się Kruk.
Zza rogu wyszła tajemnicza świecąca postać odziana w białą szatę. Miała kostur biały jak śnieg, włosy tak samo białe jak światło w ciemnościach.
-On Cię może nie pokona ale ja tak! -Wykrzyknęła tajemnicza postać i uderzyła Kruka magiczną mocą z kostura.
Kruk spadł na ziemię, a z takiej wysokości nawet moc Beliara mu nie pomoże. Gdy Grim się odwrócił tajemniczej postaci już nie było. Jego przyjaciele również zniknęli. Zdjął z siebie swą zbroję, wyrzucił z ręki miecz. Wyruszył na poszukiwania swojego wybawcy oraz swoich przyjaciół.

KONIEC! :D
_________________
Moja Twórczość:
Sylwester 2010/2011!
Zaginione w Akcji: ''Dragon Pokemon''
_________________

  

Ostatnio zmieniony przez ReDmAsTeR(PL) 06-08-10, 12:34, w całości zmieniany 14 razy  
 
 
 
Gwizdek 



Postów: 172
Monet: 7
Skąd: Radom
Warn: 2/4

Wysłany: 24-07-10, 12:21     

No cóż:

Kod:
Dzisiaj gdy Aragorn był niezmiernie szczęśliwy że może dobrze rządzić Śródziemią Sauron już szykował plan.


Powinno być tak:
Kod:
Dzisiaj, gdy Aragorn był niezmiernie szczęśliwy że może dobrze rządzić Śródziemiem Sauron już szykował plan.


Powiem tak: Akcja leci za szybko i jest bez sensu. Czy ciągu 30 sekund 9 osób może wylecieć od Saurona - z Mordoru, zabić Aragorna, Gimliego i Legolasa i uciec? Do tego nie wiem czy Aragorn wstał z ta maską, ktoś mu ją założył czy jak? Nie wiem. Opowiadanie oceniam na 6/10.

EDIT: Człowieku, co ty robisz? Dajesz jedno opowiadanie by potem je usunąć i dać nowe? Bierze się do tego drugi temat.
_________________
Twoja sygnatura była nieregulaminowa i została usunięta przez Pumo.
Zapoznaj się z regulaminem.

  

 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


GothicKomiksy.pl © 2007 - 2012
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Forum Literackie Inkaustus

Strona wygenerowana w 1,63 sekundy. Zapytań do SQL: 18