Wysłany: 06-08-10, 13:19 Klasyka Khorinis I - Obrona Miasta (Zawieszone!)
Ogólnie to myślę żeby było kilka takich serii Klasyki Khorinis. W tym opowiadaniu naszym bohaterem będzie 15-letni chłopak którego dziadek był w armii która broniła Khorinis przed najazdem orków. Cała ta seria Klasyki Khorinis to będą krótkie opowiadania które właśnie będzie opowiadał dziadek naszemu bohaterowi. W tym opowiadaniu dziadek będzie wspominał dawne lata gdy był jeszcze w gwardii.
Rozdział I - Wstęp
Miasto Khorinis, rok 1450. Naszym bohaterem jest dość niski chłopak. Ma 15 lat i potrafi dobrze władać bronią. Właśnie biegnie do dziadka posłuchać nowych opowiadań które ów dziadek opowiada wieczorem w piątki. Dzisiaj nasz bohater o imieniu Frank usiadł naprzeciwko dziadka i wsłuchał się uważnie w jego słowa. Starał się o nic nie pytać i uważnie słuchać. Dziadek zaczął opowiadać historię swojej młodości, gdy był jeszcze w armii.
-Był w miarę słoneczny poniedziałek. Chodziłem sobie po mieście portowym w mojej nowej zbroi. W pochwie miałem uwieszony swój pięknie zdobiony miecz. Po chwili usiadłem na ławce i siedziałem wpatrując się w morze. Po dwóch godzinach niebo się zachmurzyło. Momentalnie zaczęły trzaskać pioruny, wiedziałem wtedy że nadchodzą orkowie. Pobiegłem do Lorda Hagena i ostrzegłem go. Wtedy dał mi dowództwo nad jednym z oddziałów wojska. Mój oddział stanął przed północną bramą, a oddział Khertisa stanął przed bramą wschodnią. Wszyscy czekaliśmy na orków mężnie trzymając swe bronie. Orkowie podbiegli do bram, wojna o wschodnią bramę już dawno się zaczęła. Orkowie nie podchodzili do nas, czekali. Ich szamani spuszczali na miasto pioruny, deszcze, grady oraz śniegi. Orkom zmiana temperatury nie przeszkadzała ponieważ mięli grube futra. W końcu gdy wszystko minęło, szaman zauważył że dalej stoimy, mamy zardzewiałe zbroje ale nadal stoimy. Herszt orków dał znak do ataku i dzielnie zaczęliśmy bronić bramy. Herszt coraz bardziej się wkurzał ponieważ mięliśmy przewagę. Nas było stu, a orków już zaledwie trzydziestu. Herszt wycofał całą armię w las. Rozkazałem kilku kusznikom i łucznikom żeby weszli na bramy. Wykonali mój rozkaz i czekali na atak orków. Wszyscy wojownicy którzy umieli dobrze władać mieczem, stali obok mnie dzielnie czekając na następną falę uderzeniową. Rozkazałem jednemu posłańcowi pobiec do wschodniej bramy. Po dwóch minutach wrócił i powiedział mi, pamiętam to jak dziś, że tylko kilku żołnierzy zostało. Wtedy kilku moich ludzi pobiegło wesprzeć tamten oddział i powiedzieć im o strategii dzięki której mogą więcej wytrzymać. Strategia była taka aby postawić łuczników i kuszników na bramie, a wojowników postawić trochę dalej od bramy. Nasza północna brama miała już kraty wyrwane, leżały na ziemi ale we wschodniej bramie jeszcze stały. Obywatel miasta miał zamknąć bramę jak orkowie by wbiegli do miasta. Brama spadłaby na ich głowy i ucięła by im je. Wszystko szło dobrze ale nie u nas. Orkowie atakowali co godzinę potężnymi grupami , a czasami używali nawet trollów.
-I co było dalej dziadku? Daliście radę? -Spytał Frank.
-Tego, dowiesz się w następny piątek. Do zobaczenia! -Powiedział śmiejąc się dziadek.
Zastanawiam się, o czym jest to opowiadanie. Sama seria tej twojej "klasyki Khorinis" to całkiem całkiem pomysł, ale powinna być raczej poprowadzona w postaci luźnych wspomnień danej osoby, ale sama historia winna być opisywana z perspektywy trzeciej osoby, która była w danym miejscu. Ty za to, nie wiadomo czemu, ciągle piszesz w czasie teraźniejszym, co raczej wskazuje na jakąś... formę raportu, nie opowiadanie. Poza tym dużo problemów z interpunkcją, a sama historyjka... cóż, jak historyjka. Nie porywa ani sposobem opisu, ani fabułą.
Jeszcze wiele przed tobą ćwiczeń, zanim będziesz pisał co najmniej poprawnie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach