Wysłany: 12-08-08, 09:21 Konkurs na najlepsze opowiadanie lata!
Tak, tak.
Konkurs na najlepsze opowiadanie lata właśnie się zaczął!
Jury: Ja, Dawcor i Pumo.
Nagroda:
1. Dwie pochwały +Granatowy kolor nicku.
2. Jedna pochwała
3. Jedna pochwała
Termin oddawania prac: 31 sierpień, godzina... 12:00
Zapisy: Wstęp wolny, nie trzeba pisać postów typu "Ja się zgłaszam!". Wszyscy mogą wziąć udział w konkursie, jury też, ale, dajmy przykład: Dawcor dał opowiadanie, ale oceniać je będę tylko ja i Pumo, rozumiecie? Fabuła: "Kopacz Zotac uwielbiał czytać stare księgi... W jednej z nich znalazł wzmiankę o Artefakcie Śmierci, rozłączonym kiedyś na kilka części. Odważny kopacz postanawia go odnaleźć... [PRACA UCZESTNIKA] Zotac odnalazł Artefakt, jednak zapłacił za to wysoką cenę..."
W miejsce [PRACA UCZESTNIKA] userzy dają swoją pracę.
Kary: Za plagiat czeka ban
Dobra, zapraszam do brania udziału w konkursie! Prace proszę dawać w tym temacie
_________________ Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą
A więc skończyłem! Oceniajta XD. Ale musicie wiedzieć, że Gówna Kopalnia = Zawalona Kopalnia, zaś akcja 4 rozdziału działa się równolegle do III i V . A oto i opowiadanie :
Prolog
Kolonia karna... Miejsce, gdzie zrzucano przestępców, nieważne, co złego uczynili. Lecz najczęściej lądowali tutaj ludzie biedni, którzy nie mieli za co zapłacić podatków dla króla. Oni na ogół stanowili w koloni najniższą warstwę... Ja zaś zajmę się opowiedzeniem historii jednego z tych ludzi. Działo się to 7 lat po buncie Gomeza.
Kopacz Zotac był dziwakiem. Nie miał żadnych przyjaciół ani kolegów. Jedynie Diego mu pomagał zlitości nad nim. A Zotac nie mógł żyć bez ksiąg. Gdy jakiegoś dnia nie mógł czytać, stawał się tak wyczerpany, jakby nie spał przez tydzień. Dlatego Diego pokazał mu tajne przejście do biblioteki Magnatów i powiedział, iż może czytać tylko stare, nieużywane już tomy, żeby Magnaci nie zauważyli, iż ich księgi znikają. Zotac zakradał się więc co noc po coś do czytania, a następnie czytał aż do świtu. Jednak na swą zgubę wziął kiedyś najstarszą księgę w bibliotece – Klątwę Losu Doliny
Rozdział I
Zotac jak zwykle wrócił do swej stojącej na uboczu chaty. Położył księgę na stole, usiadł przy nim i zaczął czytać...
Kosa Śmierci
Działo się to pięć lat przed chwilą, gdy Gomez ze swymi poplecznikami zawładnął Kolonią Karną. Do doliny schodził właśnie kolejny sznur więźniów. Jeden z nich został skazany za wyznawanie Beliara i czytanie ksiąg o najstraszliwszej, najgorszej i najpotężniejszej
z dziedzin magii – nekromancji. Pracował w zachodnim skrzydle Głównej Kopalni, które zawaliło się dwa dni potem. Wszyscy strażnicy i skazańcy zginęli... Prócz jednego. Nekromanta wydostał się na powierzchnię i zaczął wędrować po Kolonii Karnej. Zyskiwał coraz potężniejszą moc. Beliar był zadowolony, ale postanowił go sprawdzić. Nasłał na niego swego najpotężniejszego sługę – Śmierć. Sługa Beliara przebywał właśnie w opuszczonej cytadeli wynoszącej się nad Ziemiami Orków. Niegdyś była zamieszkiwana przez strażników króla Wolnej Doliny, ale wkrótce sale pozostały puste, a jedynie malowidła na ścianach mówiły o tym, kto kiedyś tutaj przebywał. Śmierć wpadła do środka i rzuciła się na Nekromantę. Zaczęła się straszliwa walka. Po dwóch dniach i dwóch nocach Nekromanta wyrwał Śmierci jej kosę, a następni obezwładnił ją i przywiązał do kolumny. Niestety, w czasie tej walki zabytkowa cytadela została niemal całkowicie zniszczona, a jej ruiny stoją tam aż do dziś. Jednak gdy Śmierć została pokonana, ludzie przestali umierać. Uciekali więc tłumami z więzień i kopalni, wszczynali bunty, i linczowali znienawidzonych Magów Ognia.
Innos i Adanos, przerażeni tą sytuacją, zażądali od Beliara, by coś z tym zrobił. Władca cieni rozkazał uwolnić Śmierć. Nekromanta posłuchał, ale zachował jej kosę dla siebie. Od tamtej chwili ktokolwiek wszedł mu w drogę ginął od jednego cięcia. Kosa Śmierci zapewniła też jej posiadaczowi nieśmiertelność. Wreszcie Innos i Adanos zwrócili się do swych sług z prośbą,
by zabili Nekromantę. A oni wykradli słudze ciemności ową kosę i stoczyli z nim magiczną walkę, która zakończyła się śmiercią Nekromanty. Potem magowie podzielili kosę na trzy części – ostrze, trzon i rękojeść, a następnie ukryli je i odeszli. A zwali się oni Xardas, Corristo, Vatras i Saturas.
Zotac przeczytał opowiadanie kilkakrotnie. Potem odłożył księgę i runął na łóżko, a w głowie dźwięczało mu tylko jedno: „Od tamtej chwili ktokolwiek wszedł mu w drogę ginął od jednego cięcia. Kosa Śmierci zapewniła też jej posiadaczowi nieśmiertelność.”
Zotac wstał wczesnym rankiem. Podjął już decyzję. Spakował jedzenie i wodę na drogę, wziął kij podróżny i wymknął się z obozu, by nigdy już doń nie wrócić.
Rozdział II
Zotac udał się w stronę bramy prowadzącej na ziemie orków. Niestety, pilnowali jej dwaj strażnicy. Zotac postanowił wziąć ich podstępem. Zebrał kilkanaście kamyków i zawinął je w worek. Następnie podszedł do żołnierzy.
- Stój! Nie wolno ci wejść dalej! Tam są ziemie orków!
- Nie chcę iść dalej! Przyniosłem wam tylko pożywienie!
- Jedzenie! Nareszcie! – zawołali strażnicy i chwycili woreczek z kamieniami. Gdy zajmowali się jego rozpakowywaniem, Zotac zdołał wślizgnąć się na ziemie orków.
Ale głupi ci strażnicy – pomyślał kopacz, gdy już oddalił się na bezpieczną odległość.
Gdy doszedł do długiej, lecz niskiej skały, wspiął się na nią i idąc po jej grzbiecie omijał patrole orków. Gdy się skończyła, wszedł na następną i tak poruszając się po skałach zdołał dojść aż do kamiennych stopni. Zaczął się na nie wspinać. Jednak gdy stanął na pierwszym z nich, przeszył go paniczny strach przed wspinaczką. Chciał zejść z powrotem, ale na dole, ku jego przerażeniu, czekała nań sfora wygłodniałych orkowych psów. Zotac nie miał wyboru – musiał się wspinać dalej. Wreszcie, po ponad godzinie wyczerpującej wspinaczki kopacz dotarł na ścieżkę prowadzącą do starej cytadeli. Zotac ruszył pod górę. Szło mu ciężko, mimo, iż pomagał sobie kijem. Wreszcie dotarł do ruin, ale tam spotkała go przykra niespodzianka. Ork.
- Morra! Zabić!
Kopacz schylił się przed ciosem topora i pod ramieniem orka wymknął się do cytadeli. Wróg zawzięcie gonił go po ruinach. Wreszcie zrezygnowany oparł się o mur i czekał na śmierć. Nagle podłoga pod nim załamała się i kopacz spadł do starych piwnic cytadeli. Ork skoczył za nim, jednak przewrócił się na stercie kamieni i nim się podniósł, Zotac zabił go uderzeniem kamienia w głowę. Następnie poszedł w głąb podziemi. Tam jednak dalszą drogę zablokowała mu ściana. Obok niej był jednak przycisk. Zotac podszedł doń i po chwili wahania nacisnął.
Rozdział III
Za ścianą znajdowała się duża komnata, pełna najróżniejszych posągów i ozdób, nienaruszona przez straszliwą walkę Nekromanty ze Śmiercią. Podłoga wysadzana była dużymi kaflami, a na każdym z nich znajdowały się najróżniejsze symbole. Gdy kopacz postąpił krok naprzód, salę wypełnił potężny dźwięk jakiegoś magicznego chóru.
Ognia Płomienie, Lodowe Tchnienie, Wodne Tornada, Wichrów Zwada, Ziemskie Burze, Nicości Stróże, Suchości Moce, Gorące Noce, Wilgoci Wiry, Chłodu Zrywy, Władzy Mroki, Pamięci Kroki. Gdy kto to dobrze umysłem spamięta i spęta, ostrza dosięgnie, przekleństwa serca.
Głos zamilkł, ale Zotac powtarzał sobie to co usłyszał, patrząc zarazem na symbole na podłodze. Znajdowały się na nich wizerunek Płomieni, Wody, Lodu, Ziemi, Powietrza, Nicości, Gorąca, Chłodu, Suchości, Wilgoci, Korony i Umysłu. Korona oznacza tu władzę, a mózg – pamięć – pomyślał Zotac. Muszę przejść tymi kaflami we właściwej kolejności. Kopacz po bez wahania wszedł na pierwszy kafel i bezbłędnie, choć wielokrotnie musiał się namyślać dotarł do podestu na środku sali, gdzie leżało ostrze Kosy Śmierci. Zotac chwycił je i schował do podróżnej torby, a następnie opuścił salę stąpając po tych samych kaflach co wcześniej. Gdy opuszczał pomieszczenie, nagle odezwał się głos:
Ostrze zdobyte w Starej Cytadeli Podziemiach, Trzonu w Górskiej Fortecy szukaj, Rękojeść zaś leży w Przemian Klasztoru wieży.
Kopacz zapamiętał dobrze te słowa i opuścił salę. Gdy z niej wyszedł, ściana zatrzasnęła się za nim i już więcej nie otwarła. Zotac postanowił na początek iść do Górskiej Fortecy. Z podziemi cytadeli wydostał się dzięki ruchomej kolumnie. Następnie udał się do Górskiej Fortecy tak jak poprzednio, chodząc po skałach. Nie trafiając na żadnego przeciwnika doszedł aż do mostu nad rzeką przed głównym podejściem na wzgórzem, na którym stała Forteca. Był on jednak pilnowany przez golema. Kopacz wyminął go błyskawicznie i nim ten się zorientował, był już na drodze do Górskiej Fortecy. Zotac odetchnął i zaczął wchodzić na górę. Gdy wszedł na dziedziniec ujrzał ogromną ilość szkieletów zabitych harpii. To sprawka tych czterech magów – pomyślał kopacz. Kopacz skierował się do komnat Górskiej Fortecy. Przeszukał wszystkie komnaty na pierwszym poziomie, potem wyszedł wyżej. Wreszcie doszedł do drabiny na ostatnie piętro. Wzdrygnął się, gdy dotknął pierwszego szczebla, jednak wyszedł na górę. Na górze czekał nań golem otoczony dziwną, niebieską poświatą.
- Szalony śmiertelniku! Nie zdobędziesz trzonu Kosy Śmierci!
Po tych słowach zaatakował Zotaca.
Rozdział IV
Był spokojny, acz pochmurny dzień. Saturas czytał końcówkę księgi zatytułowanej „Porozumienia Trójcy”. Opowiadała ona o sytuacjach, w których Innos, Beliar i Adanos działali zgodnie. Właśnie czytał epilog, gdy do jego komnaty wszedł nekromanta Xardas.
- Witaj, Saturasie – przywitał go.
- Xardas! To ty? Co tu robisz?
- Wykryłem naruszenie naszych zapór magicznych sprzed wielu lat.
- To znaczy? – spytał Saturas
- To znaczy, że ktoś chce złączyć razem wszystkie fragmenty Kosy Śmierci – odpowiedział nekromanta.
- Kim on jest i ile części zdobył?
- Nie wiem, nasze bariery osłabły i nie mogę wykryć nic prócz tego, że zdobył już ostrze i jest blisko uzyskania trzonu. Musimy go powstrzymać.
- Musimy więc zawiadomić Corristo. Idziemy? – rzekł Saturas.
- Idziemy – odparł Xardas.
- Ruszajmy więc, bo czasu nie zostało nam wiele.
***
Corristo zajmował się właśnie przygotowywaniem wielkiego eksperymentu magicznego. Mieli wziąć w nim udział wszyscy kolonijni Magowie Wody i Ognia. Nagle do pomieszczenia wszedł Milten i zapowiedział, że Saturas właśnie przybył. Corristo skinął dłonią i odesłał młodego Maga. Po chwili do sali wszedł Arcymag Wody razem z jakimś nieznajomym.
- Witaj, Saturasie – rzekł Corristo. Kogo przyprowadziłeś ze sobą?
- Ty mnie naprawdę nie poznajesz? Starość nie radość, jak mawiają – zadrwił nekromanta.
- Xardas! Ty podła kreaturo, pomiocie Beliara, nędzny sługo ciemności, szumowino zdradziecka, co tu robisz?
- Nie strzęp języka, Corristo. Ktoś próbuje złożyć w całość Kosę Śmierci. Wykradł nam już ostrze i trzon, wkrótce zdobędzie rękojeść. A my musimy jeszcze ściągnąć Vatrasa z Khorinis.
- Przeklęty głupiec! Musimy go powstrzymać. Czy zdołamy tu ściągnąć Vatrasa?
- Zdołamy z pewnością. Musimy tylko połączyć siły i zaczerpnąć siły z bariery w trakcie burzy. Czyli ściągniemy go późnym wieczorem, Corristo. Możesz zająć się swoimi eksperymentami – rzekł Xardas i opuścił pomieszczenie.
- Stara gnida... Czemu musimy z nim współpracować?
- Bo on bez nas nie da rady a my bez niego także. I dlatego nie mamy wyboru. – odpowiedział Saturas.
***
Zapadła noc. Nad Kolonią rozpętała się potężna burza. Xardas, Corristo i Saturas stali na piętrze Domu Magów i zaczynali rytuał. Czerpiąc energię ze straszliwych piorunów wysłali macki energii mające ściągnąć Vatrasa do nich. Po chwili na środku pięcioramiennego pentagramu pojawił się Arcymag Wody z Khorinis. Był niezwykle zdumiony.
- Co ja tu... Xardas? Corristo? Saturas? Po co mnie tu ściągnęliście?
- Ktoś grzebie przy Kosie Śmierci. Ma już złożone wszystkie jej fragmenty, teraz idzie ją naładować mocą piorunów z bariery. Jeśli mu się uda, będzie skończony na wieki! Teraz musimy się tam razem teleportować! – odpowiedział Xardas.
Po tych słowach czwórka Arcymagów teleportowała się na szczyt wieży Górskiej Fortecy.
Rozdział V
Zotac uskoczył przed potężnym ciosem. Golem uderzył w ścianę i niemal wybił w niej dziurę. Gdyby człowiek został tak uderzony nie zdołałby nawet się zdziwić – byłby już w królestwie Innosa. Kopacz raz po raz unikał ataków. Było jednak oczywiste, że nie zdoła tego robić wiecznie. Spróbował więc zejść w dół po drabinie. Na próżno. Jakaś siła nie pozwalała mu na to. Wreszcie postanowił sam zaatakować jedyną bronią jaką ma. Wyciągnął ostrze Kosy Śmierci i z całej siły uderzył w pierś golema. Wielkie było zdziwienie Zotaca, gdy magiczna istota nagle rozsypała się w drobny pył. Na kupce niebieskiego proszku leżało ostrze Kosy Śmierci, błękitny klucz i granatowy kamień - serce golema. Kopacz podniósł to wszystko i schował. Następnie podszedł do stojącej obok skrzyni i otworzył ją kluczem golema. W środku leżał trzon Kosy Śmierci. Kopacz chwycił ostrze i połączył je ze znaleziskiem. Teraz została już tylko rękojeść – pomyślał. Zadowolony Zotac zszedł w dół. Gdy stanął na dziedzińcu Fortecy odezwał się potężny głos magii:
Ostrze zdobyte w Starej Cytadeli Podziemiach, Trzon z Górskiej Fortecy wynosisz, Rękojeść jednak wciąż leży w Przemian Klasztoru wieży.
Gdy głos zamilkł, Zotac ruszył dalej. Wciąż zastanawiał się, o jaki klasztor chodzi. Wreszcie zrozumiał. Klasztor mnichów przemiany obok Starego Obozu.
***
Kopacz postawił drżące nogi na kłodzie drewna. Jeden zły krok spowoduje upadek w głęboką przepaść. Jednak Zotac zdołał przejść na drugą stronę nie trafiając przy tym do królestwa Innosa. Natrafił jednak na kolejną przeszkodę. Stado zębaczy. Potwory te stały blisko wejścia na dziedziniec i skubały trawę. Zotac zaczął czekać. Po dwóch godzinach zębacze poszły spać. Wtedy kopacz przemknął się bokiem i doszedł do bramy. Wtedy usłyszał głos magii:
Przez kraty ciśnij kamienne serce, a jeśli go nie masz to biadaj dziś wielce,
Bo gdy on w minutę nie wejdzie w me mienie, to zaraz zabije cię moje tchnienie.
Kopacz stanął zdumiony. Serce z kamienia – pomyślał. To chyba chodzi o... Tak! O serce golema! Zotac zaczął szukać tegoż kamienia. Wkrótce wydobył go i cisnął za kraty, na dziedziniec klasztoru. Nagle ten eksplodował, zmieniając się w istną burzę magicznego pyłu, która zabiła wszystkie zębacze na dziedzińcu i zniszczyła kratę w bramie klasztoru. Po chwili wszystko znikło. Zotac wszedł na dziedziniec i skierował się do stojącej na uboczu wieży. Drzwi blokowała jednak jakaś dziwna poświata. Gdy kopacz się zbliżył odezwał się głos magii:
Próba ostatnia ciebie teraz czeka, słuchaj więc, bo czas ucieka:
Ogień i Mrok razem się łączą, krwi strugi poleją się dziś. Z Ciemności połowa, z Jasności połowa i razem łączą się Tchnieniem. Powstaje Granica między jednym a drugim i jedno staje się przeciwieństwem dla ego co drugie i wzajemnie pragną się zniszczyć, ale niewzruszona Granica nie pęka. A pytanie brzmi: Czym jest granica?
Zotac zaczął myśleć : Ogień i Mrok a między nimi granica... Innos i Beliar...
Wreszcie rzekł:
- Granica jest Adanosem, Równowagą.
Gdy tylko wyrzekł te słowa, bariera w drzwiach rozpłynęła się. Kopacz wszedł do środka. Ujrzał tam wielką skrzynię. Zotac przyklęknął przy niej i otworzył. W środku leżała jakaś szata, na której ktoś położył rękojeść Kosy Śmierci. Kopacz wziął ją i założył szatę. Była cała czarna z najróżniejszymi ozdobami. Zotac zrozumiał. Należała do Nekromanty. Nagle usłyszał głos:
Kosa złączona twą ręką nocą , lecz by siłę zyskała naładuj ją piorunu mocą.
Gdy kopacz wyszedł na dziedziniec ujrzał ciemne chmury. Uśmiechnął się i ruszył w stronę Górskiej Fortecy.
Rozdział VI
Zotac stanął na szczycie wieży Górskiej Fortecy. Świeże powietrze dodawało mu otuchy. W ręku ściskał Kosę Śmierci i czekał na nadchodzącą burzę. Nagle za jego plecami rozległ się cichy, dziwny dźwięk. Były kopacz odwróci się i ujrzał czterech magów. Zrozumiał. Byli to Xardas, Corristo, Vatras i Saturas.
- Witaj, Zotacu – odezwał się jeden z nich, noszący szatę Nekromanty. – Jestem Xardas.
- Skąd znasz moje imię? I co tu robicie? – odwarknął były kopacz.
- Nie złość się tak. Mamy dla ciebie propozycję. – odpowiedział Xardas. Mogę cię teleportować do Khorinis razem z Vatrasem i zostaniesz szanowanym Magiem Wody. Zgodzisz się?
- Nie! Dlaczego miałbym się zgadzać? Przecież mogę zostać nieśmiertelnym i niepokonanym!
- Jeśli naładujesz Kosę będziesz zgubiony! Zgódź się, inaczej...
Ale Xardas nie dokończył, gdyż Zotac zakrzyknął „NIE!” a następnie rzucił się na Corristo. Arcymag Ognia odbił cios i zaczęła się walka. Zotac nie pozwalał swym wrogom rzucać zaklęć, oni zaś pragnęli go ogłuszyć. W międzyczasie rozpętała się burza. Zaklęcie Corristo zakłócił piorun i szata Arcymaga zapłonęła. Ten błyskawicznie ją zgasił, ale nagle Zotac wbił mu kosę w pierś. Corristo westchnął cicho i osunął się martwy na ziemię. Walka trwała dalej, jednak po śmierci Arcymaga Ognia Zotac zaczął zyskiwać przewagę. Wreszcie potężnym ciosem obalił Vatrasa i uniósł kosę, aby go dobić. Nagle jednak drogę zagrodził mu Saturas. Ostrze wbiło się w pierś Arcymaga Wody z Koloni Karnej. Ten umarł zadowolony z tego, że osłonił swego przyjaciela własną piersią. Wtedy Xardas nie wytrzymał. Zebrał całą swoją moc i wystrzelił w stronę Zotaca w postaci potężnego czarnego pioruna. Ten jednak uderzył w Ostrze Kosy Śmierci i ześlizgnął się prosto na pierś Nekromanty. Ten krzyknął, gdy siła uderzenia odrzuciła go daleko poza wieżę. Zotac odwrócił się by dobić Vatrasa, ale ten zdołał się teleportować daleko poza Górską Fortecę. Zotac nie zwlekając uniósł swą kosę do góry. Po chwili uderzył w nią piorun i napełnił mocą. Nagle były kopacz zatracił świadomość, umysł, istotę...
Zotac stał się istotą ani żywą ani umarłą, pamiętającą swoje dawne życie, lecz dodawało to tylko cierpienia jego egzystencji. Osiągnął swój cel – stał się niepokonany i nieśmiertelny, ale zapłacił za to wielką cenę - Do Końca Świata musiał istnieć z bolesnym uczuciem, że zniszczył samego siebie.
_________________ "Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo" "Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."
W starym obozie żył pewien kopacz o imieniu Zotac. Kochał on czytać stare księgi; pewnego razu zobaczył wzmiankę o pewnym artefakcie zwanym Artefaktem Śmierci. Zaczął czytać dogłębnie o Artefakcie, aż z pewnej strony wyleciała mała karteczka. Zotac dokończył rozdział o Artefakcie oraz podniósł karteczkę…
Rozdział I Przygotowania
Na karteczce była narysowana mapa z zaznaczonym miejscem w lesie, było to nieopodal Starego Obozu w małym lasku, Zotac zaczął dalej czytać książkę, i zobaczył, że by zdobyć Artefakt, trzeba odnajdywać kolejne wskazówki; ta mapa, to pierwsza wskazówka, która najprawdopodobniej prowadzi do kolejnej wskazówki… Kopacz zamknął książkę i odłożył ją do swojej ,,tajemnej skrzyneczki” którą trzymał pod łóżkiem by jak by co Strażnicy jej nie znaleźli, oraz zaczą rozmyślać: CO DALEJ?!?! Kopacz czuł wielką chęć przeżycia przygody, ale strażnicy by go nigdy nie wypuścili, chyba, że do kopalni. Ale nawet wtedy Kopacze są odprowadzani w konwojach, konwojach za ucieczkę grozi śmierć; biorąc pod uwagę fakt, że w Starym obozie są najlepsi kusznicy, są nikłe szanse na ucieczkę.
Zotac był w wielkim dylemacie… czy uciec i odnaleźć artefakt i być może postrzelonym przez strażników, czy nie iść i zmarnować życiową szanse. Ale kopacz powiedział sam do siebie:
- NIE! I tak mam przez nich zatrute życie! Nie zatrzymają mnie tutaj! Zaraz coś wykombinuję…
Zotac usiadł przy stole i zaczął wymyślać plan jak się wymknąć z obozu; Górą nie, bo strażnicy, bramą też nie a za sabotaż to mnie rzucą na pożarcie jakimś wilkom, czy innym cholerstwom!
Minęło już jakieś Pół godziny a kopacz nie wymyślił jeszcze żadnego planu; postanowił się przejść w nadziei, że pomysł mu z nieba spadnie… i rzeczywiście tak było! Podczas gdy przechodził koło zniszczonego domku i zawalonej wieży, w gruzach chatki był kufer. Zotac podszedł do kufra i otworzył go… nie wierzył własnym oczom! Oprócz tego, że znalazł księgę o Starożytnych wojownikach, to jeszcze amulet, którego poszukiwał dowódca warty na południowej bramie. Kopacz sobie zatrzymał amulecik, dopóki nie uzbiera odpowiedniego sprzętu. Wrócił do swojej chatki i ze swojej już znanej ,,tajnej skrzyneczki” wyciągną Rudę, którą przechowywał na czarną godzinę. Wyszedł z chatki na Plac targowy, i u kupca Fiska – Cienia Starego Obozu chciał kupić potrzebne rzeczy…
Zotac- Witaj Fisk, chcia…
Fisk- Nie marnuj mojego czasu! Mów, o co ci chodzi.
Z- Chciałbym kupić kilka drobiazgów…<sarkastycznie>
F- aaaaa… więc o to ci chodzi, w takim razie zapraszam, zapraszam.
Z- więc chciał bym kupić: 3 pochodnie, Linę, trochę jedzenia i 2 butelki wody iii… piwo.
F- … będzie to 79 bryłek rudy.
Z- Proszę bardzo.
F- Z kąd masz tyle rudy, co?
Z- A co cię to obchodzi? Jak nie chcesz zarobić to już sobie idę.
F-Yy, CZEKAJ! Oto twoje towary, a teraz daj mi rudę.
Z-oto twoja, należna ruda.
F- hehe, dziękuję i życzę miłego dnia.
Z- nawzajem.
Kopacz po udanej wymianie zdań, zwrócił się w stronę swojego domu z nowo nabytym sprzętem, by przygotować się do wyprawy. Zotac sprawdził wszystko po kolei…
- …lina, jest; woda, jest; amulet dla strażnika? Jest.
Kopaczowi te zakupy zajęły cały dzień, Postanowił, że wyruszy jutro z samego rana…
ROZDZIAŁ II Na poszukiwanie
Słońce wschodziło nad kolonia karną, a ludzie budzili się by rozpocząć nowy dzień. Wstał również, Zotac, który miał akurat wolne od pracy w kopalni. Natychmiast zerwał się z łóżka i wyciągnął ze swojej ,,tajnej skrzyneczki” ekwipunek, oraz amulet. Wyszedł ze swojej chatki, oraz czym prędzej pobiegł do Strażnika. Po drodze, minął list gończy za tym amuletem, była tam wzmianka o tym, że w miarę możliwości będzie się starał spełnić 1 życzenie osoby, która odnalazła amulet, oraz mu go zwróciła.
Zotac był już dosłownie kilka kroków od strażnika; zagadał go.
Z- ekchem…
Strażnik- Słucham kopaczu, o co chodzi?
Z- Znalazłem pańską zgubę.
S- ech… słuchaj, jeśli stroisz sobie ze mnie żarty to…
Z- Ten amulet, na pewno należy do pana. <wręcza amulet>
S- ALE?! To mój amulet! Wedle tego co napisałem w liście gończym, spełnię jedno z twoich życzeń… przynajmniej spróbuję.
Z- otóż mam jedno życzenie.
S- mianowicie?
Z- ,,Mianowicie” chcę opuścić obóz.
S- hmmmm… nie tego się spodziewałem… dobrze, droga wolna. Idź
Z- Dziękuję, i życzę miłego dnia.
S- heh… nawzajem chłopcze.
Zotac ruszył przed siebie, nie był głupi i zabrał swój stary miecz ze ,,skrzyneczki”, więc jak by co miał czym walczyć. Wyją również z kieszeni mapę, która wypadła z księgi. Przyglądał się jej trochę, a następnie skierował swoje kroki wzdłuż klifu. Gdy już dotarł na drugi koniec Obozu zauważył Strażników, oraz ten las. Poznał go! To las, którym zawsze chodził do kopalni! Zotac zakradł się zaraz za mostem, i czekał aż zauważą ścierwojada, który powoli podchodził w stronę mostu. Udało się! Strażnicy mostu pobiegli walczyć ze ścierwojadem, w tym czasie Zotac skorzystał z okazji: przebiegł przez most, oraz schował się w lesie. Zotac wdrapał się na górkę, i spojrzał na mapę. Okazało się, że to ta jaskinia obok. Pilnował jej jeden Kretoszczur. Zotac wyciągnął swój miecz i ruszył na kretoszczura. Walka była zażarta, ale Zotac pracował w kopalni już bardzo długo i zdołał sobie wyrobić mięśnie, więc gdy wziął większy zamach i rozbił czaszkę Kretoszczura swoim mieczem; droga do jaskini stała otworem. Gdy Zotac wszedł do jaskini trochę głębiej, zrobiło się straszliwie ciemno. Zapalił pochodnię i ruszył dalej. Gdy doszedł do końca jaskini, zauważył inne pochodnie, oraz jakąś metalową planszę z dziurkami. Zotac nie miał pewności czy to pułapka, czy nie. Rzucił pochodnią w planszę, a z niej wyskoczyły dziesiątki ostrych i długich jak pika, igieł.
Zotac był wyjątkowo inteligentnym Kopaczem, zauważył, że pochodnia na lewo się trochę kiwa. Zotac ją wziął, i przekręcił w lewo, tym samym wyłączając pułapkę. Zotac poszedł dalej, aż zauważył kufer. Przykucnął przy nim, i otworzył bez najmniejszych problemów.
problemów środku kufra była paczuszka, oraz kolejna kartka, Zotac wyjął zawartość kufra, i zaczął sprawdzać co tam może być. Otworzył paczuszkę, a z niej wypadł jakby kawałek pierścienia, był to kawałek oprawy od amuletu zwanego Artefaktem Śmierci. Zotac również zaczął się przyglądać karteczce; była to zagadka: ,,Gdzie z jeziora woda opada, tam jest wnęka, a we wnęce przedmiot, którego szukasz". Zotac również nie miał z rozszyfrowaniem zagadki, najmniejszych problemów. Chodziło o wodospad, nieopodal Nowgo Obozu. Zotac mijał to miejsce codziennie, więc pamięta że tam chodzi różnorodna zwierzyna. Postanowił rozpalić ogień w jaskini, i poczekać aż zwierzęta zasną, w nadziei, że ,,nie mieszka w pobliżu jakiś Cieniostwór"...
Rozdział III Amulet i wysoka cena
Nastała już noc, wszystkie zwierzęta już śpią. Zotac zgasił ognisko, oraz wyszedł więc z jaskini i udał się do tego wodospadu. Topielce spały jak zabite, a szum zagłuszał kroki Zotaca. Wszedł więc pod wodospad, i znalazł się w jakiejś jaskini, o której nie miał wcześniej pojęcia.
Zotac zaczął się rozglądać po jaskii i zauważył w ziemi kawałek metalu. Wyciągnął go z piasku i połączył z drugim kawałkiem amuletu. Pasowały do siebie jak ulał! Ale nie było żadnej kartki, ani nic. Ale... coś mu kazało iść przed siebie. To była niezwykle potężna moc! Zotac szedł w stronę skały. Gdy w nią wszedł, okazało się że to był bardzo zmyślnie ukryty trleporter, a skała to była tylko iluzja. Kamień teleportacyjny przeniósł Zotaca do Pewnej fortecy w górach, gdy się już tam znalazł, usłyszał w głowie głos: ,,chodź do mnie, czekam na ciebie." Zotac nie miał wyboru, musiał się posłuchać tego głosu. Gdy doszedł do tego głosu, jego oczom ukazał się ogromny demon, który rzekł:
D- ach... jesteś wreszcie, czekałem na ciebie.
Z- cz...cz... czego chcesz?! (zapytał z przerażeniem Zotac)
D- Głupcze, wykorzystałem cię byś znalazł resztki tego Artefaktu. Ja nie mogę opuszczać tego miejsca, ale z pomocą całego Amuletu, mogę zaprowadzić chaos na tym świecie!
Z- czyli... czyyyli...
Demon rozszarpał Zotaca, ginął szybko, ale boleśnie. Gdy umarł ten biedny kopacz, Demon wziął od niego oprawę od amuletu (którego miał już przy sobie) i połączył go w całość...
EPILOG
Minęło 10 lat po tym wydarzeniu. Nieumarli i demony zapanowali nad światem, tylko garstka ludzi, która się nazwała ,,Buntownikami" stawia opór najeźdźcom, oraz po dziś dzień przeklinają ,,Zotaca, Kopacza który odmienił losy świata".
napisał, oraz puścił w internet autor tego opwwiadania na konkurs letni User: FIREWOLF
Wszystkie prawa zastrzeżone!!
_________________ DO KUJA Z POLITYKĄ Tu się Gothic i twórczość z niego liczy . Nie kłóćmy się o politykę, bo zobaczcie jak to nasze stosunki psuje... Ja + Fortuno = Korespondencyjni ziomale poróżnieni przez Politykę, ale zakopaliśmy to i cały czas ziomale. Tak samo z Darmorem.
Kopacz Zotac uwielbiał czytać stare księgi... W jednej z nich znalazł wzmiankę o Artefakcie Śmierci, rozłączonym kiedyś na kilka części. Odważny kopacz postanawia go odnaleźć. Jednak coś w opisie artefaktu go niepokoi. Opisane tam jest dziwne miejsce głęboko pod ziemią. Zotac rozpoczyna przygodę....
ROZDZIAŁ 1 - ZATRUTY NÓ?
I
Zotac wrócił do domu poźno. Nie miał przyjaciół. Cały czas myślał o artefakcie. Był on podzielony na trzy części. Każda część ma swoje miejsce ukrycia i każda jest dobrze strzeżona. Rano kopacz wyruszył na poszukiwania pierwszej części. Był nim zatruty nóż.
II
W księdze pisało o miejscu boga. To musi być stara cytadela., pomyślał Zotac. Po drodze zaczepił go strażnik.
- Witaj kopaczu. Dokąd idziesz ?
- Nie twój interes.
- Nieładnie. Bądź spokojny, a cię nie skopię.
- Idę na tereny orków, więc daj mi spokój.
- Idź. Chyba się już nie zobaczymy.
Zotac jednak znał skrót do cytadeli. Były to połki skalne prowadzące na górę Warlos gdzie wznosiła się cytadela. Na górze zobaczył szamana orków walczącego ze strażnikami świątynnymi z obozu bractwa.
III
- Wynoś się kopaczu - zawołał jeden ze strażników.
Zotac schował się za kamieniem. Gdy orkowie padli strażnik znów powiedział do kopacza:
- Co ty tu robisz samobójco ?
- Poszukuje... ech nieważne.
- Załatw swoją sprawę i zmykaj.
Zotac odnalazł w cytadeli dźwignię. Pociągnął za nią. Nagle podłoga zaczęła się zapadać. Strażnicy Świątynni spadli razem z kopaczem. Były to katakumby.
- Ty idioto ! Zabiję cię !
- Zamknijcie się i chodźcie dalej.
Strażnicy poszli za Zotacem, ponieważ nie mieli wyboru.
IV
Podziemia były mroczne. Na podłodze leżały szkielety, a w oddali słychać było krzyki. Wszyscy szli ku końcowi. Aż znaleźli. Grobowiec gdzie obok sarkofagu leżał wazon z różą oraz nóż. Zotac wziął go. Jednak jeden ze strażników zawołał:
- Tu się kończy twoje przygoda kopaczu. Giń !!!
Strażnicy rzucili się na Zotaca. Każdego z nich, kopacz zabijał nożem. Gdy miał unicestwić przywódcę strażników ten zamienił się w demona i uciekł.
V
Zotac wyszedł z lochów. Jednak na zewnątrz spotkał kogoś niezbyt przyjaznego.
- Witaj uciekinierze !
Zotac stracił przytomność.
ROZDZIAŁ 2 - PIERŚCIEń DUSZY
I
Zotac leżał na wozie ciągniętym przez trolla.
- Zobaczysz oblężenie Starego Obozu. - Powiedział tajemniczy człowiek.
Stary Obóz płonął. Kopacz próbował wołać o pomoc jednak to na nic się nie zdało. Wstał po czym uderzył człowieka.
- Już po tobie !!!
Człowiek jednak zniknął i pojawił się kilka metrów dalej.
- Pokażę ci te lata. Nie mogłeś sterować ciałem. Odnalazłeś wszystkie części artefaktu i zniszczyłeś świat.
- Nie, nniee !
Zotac zdjął z palca człowieka pierścień poczym przeniósł się w czasie.
II
Znalazł się w świątyni. Widział przed sobą masę czaszek. Wiedział gdzie jest. To Balobia Miejsce gdzie trafiają obcięte głowy. Zauważył kryształ na środku. Gdy go dotknął, przeniósł się na miejsce gdzie ostatnio był. Trakt do Starego Obozu. Jednak teraz wyglądał normalnie. Zotac wziął nóż i założył pierścień. Wyruszył do przodu...
III
Stary Obóz był zablokowany. Nikt nie mógł wchodzić i wychodzić z obozu. Zotac. Jednak przypomniał sobie wzmiankę o artefakcie:
Pierścień, nóż i amulet to tylko część. Prawdziwym artefaktem jest istnienie....
Kopacz postanowił nie wchodzić do obozu. Wszedł do lasu i zabił kilka wilków. Nagle zobaczył nekromantę.
- Ty chłystku ! Oddawaj te przedmioty, albo cię zabiję.
- To ty zginiesz.
Kopacz zacisnął nóż poczym wbił go w ciało nekromanty. Ten wyowiedział zdanie
- Użyj pierścienia...
Nekromanta padł, a Zotac przypadkowo poruszył pierścieniem.
ROZDZIAŁ 3 - AMULET
I
Pojawił się w świątyni. Poznał to miejsce po zapachu rozkładających się zwłok. To "Relikt ?niwiarza". Dom gdzie mieszka człowiek dający zmarłym wybory. Zotac podszedł do kadzi z gęstym czarnym płynem. Z początku nic się nie odbijało. Kopacz zobaczył nad sobą amulet. Wziął go szybko. Zobaczył w klejnocie twarz człowieka. Widział już go wcześniej. Twarz była mroczna. Jednak przypominała mu człowieka zła.
II
- Witaj spowrotem !
Zotac odwórcił się i zobaczył człowieka z czasów gdzie zniszczył świat.
- To ty !
- Tak. Jestem żniwiarzem, a ty jesteś jedynie duszą. Zginołeś wtedy w cytadeli. Nie zabiłeś tam strażników. Oni to zrobili.
- Po co mi zrobiłeś wodę z mózgu ? Myślałem, że ocalę świat.
- I ocaliłeś. Znalazłeś ostatnią część artefaktu. Teraz masz wybór. Zniszczenie świata lub odkrycie tajemnicy i swoją śmierć.
- Idiota jesteś. Ocaliłem świat, bo i tak zginąłem. Ześlij mnie do beliara żniwiarzu !
- Najpierw tajemnica. To ja jestem artefaktem śmierci. Te "części" to tylko moje rzeczy. Witaj w piekle.
- Jeszcze się spotkamy.
EPILOG - WYSOKA CENA
Los świata się odmienił. Ludzie żyli w spokoju. Jednak Zotac zapłacił wysoką cenę. Stał się wspmnieniem dla każdego. To był koniec.
Od autora: Prackę napisałem. Oceniajcie panowie jury
Kopacz imieniem Zotac uwielbiał czytać stare księgi, znalazł taką w drodze z kopalni do domu. Postanowił zapoznać się z nią w obozie.
Księga była obita w skórzaną oprawę, a jej tytuł brzmiał artefakty śmierci. Zotac bez wahania otworzył Wolumin i zobaczył obrazy artefaktów. Zaciekawił go amulet ,,spojrzenie wilka ‘’ miał srebrną oprawę z dziwnym kamieniem koloru fioletowego. Kopacz zasmucił się gdy wyczytał że go rozbito na trzy części. Zmartwiony wziął księgę pod pachę i ruszył do domu, zauważając, że coś wypada z księgi, była to mapa.
- Hej, Roroc
- Czego - Odburknął mu Roroc
- Choć tu
- Dobra już idę
- Czekam w chacie
Po chwili oczekiwania w chacie zjawił się cień Roroc.
- Popatrz co tu mam to mapa
Cień obejrzał ze zdziwieniem, wodząc palcem po mapie.
- Tu są przecież trzy krzyżyki, a na mapach skarbów jest zazwyczaj jeden
- Amulet do którego prowadzi mapa jest podzielony na trzy części, każda w innym miejscu
- Na co czekasz pakuj się wyruszymy jutro z rana
- Dobrze o świcie na targowisku
O świcie Zotac i Roroc spotkali się na targowisku obładowani całym potrzebnym do wyprawy sprzętem.
- To jak ruszamy – zaczął Roroc
- A jak – odparł Zotac
- Najpierw gdzie
- Na południe
Dwójka kompanów ruszyli na południe cel miał znajdować się na wielkiej górze, droga zleciała szybko bez atrakcji większych niż stado ścierwojadów.
- To co wspinamy się na tę górę – spytał Zotac
- Jak trzeba to trzeba – odpowiedział Roroc
Po wspinaczce która niebyła aż tak długa dotarli na szczyt i zobaczyli wykopany dół. Poszukując w mapie wskazówek doszli do wniosku, że to tam zakopany był fragment amuletu. Rozglądając się zobaczyli gobliny stojące na sąsiedniej górze za mostem linowym. Na szyi najpewniej przywódcy wisiał naszyjnik który został wykonany z szafirów, niepodważalnie musiał stanowić część amuletu. Roroc bez słowa wyciągnął łuk i wymierzył w przywódcę. Strzała utkwiła w głowie goblina… niestety nie tego z upragnionym skarbem. Gobliny masowo rzuciły się na poszukiwaczy przygód.
Rób to co ja – Wrzasnął Zotac
Po czym zeskoczył na małą półkę skalną razem ze swoim kompanem. Gobliny nie wyhamowały, spadły w przepaść. Widząc to kopacz wyciągnął kilof i nadział na niego stwora z wisiorkiem na szyi.
- I co teraz – Zapytał Zotac
- Poszukam liny w plecaku – Odpowiedział Cień
Roroc otworzył plecak i między miksturami leczniczymi znalazł długą, grubą linę.
- Mam – Powiedział triumfalnie Roroc
Udało się Rorocowi trafić hakiem przymocowanym do liny za kamień tym samym zahaczając go. Przyjaciele wyszli po linie i ponownie otworzyli mapę.
To co teraz – Zapytał Roroc
Dziwne krzyżyk jest w starym obozie nawet jest wskazówka, że odnajdziemy go tam gdzie błogosławiona przez Innosa ziemia, tam stoi teraz dom magów – oznajmił stanowczo Zotac
Ech… czyli powrót do obozu
Wędrówka przebiegła z kilkoma przeszkodami takimi jak wilki, a do obozu dotarli o zachodzie słońca.
Przyjaciele poszli do chat odpocząć przed wizytą u magów. Błyskotką zaopiekował się Zotac.
Następnego słonecznego poranka oboje spotkali się obok areny gdzie organizowano walki.
Musieli minąć Thorusa strażnika bramy lecz to nie był kłopot. Jako członkowie obozu mogli wchodzić do zamku kiedy im się podobało. Niedaleko klasztoru stało kilkoro strażników uzbrojonych w ciężkie miecze i zabójcze kusze. Podróżnicy zagadnęli pilnującego klasztoru Miltena.
- Przepuść nas mamy sprawę do mistrza Corristo
- Jaka to ma być sprawa – Zapytał stanowczo Milten
- Chodzi o amulet ,,Spojrzenie Wilka” – odpowiedział cień
- Ja mam jego fragment jeśli wam o to chodzi.
- Mógłbyś nam to podarować – Rzekł Kopacz
- Niema mowy
Przyjaciele Udali się do zewnętrznego pierścienie, a konkretniej do chaty złodzieja rączki.
- Rączka wyświadczył byś nam przysługę – Zapytał prosto z mostu Roroc
- Zależy o co chodzi
- Kradzież
- Dobra i tak ci to jestem winny
Rączka wyszedł z chaty i niedługo wrócił z srebrną oprawą w dłoni.
Kompani wyszli z jego chaty i skierowali się na zachód, ponieważ tam był ostatni fragment artefaktu.
- I co zrobimy jak znajdziemy ostatnią część amuletu – zapytał Roroc
- Sprawdzimy jego działanie i jeśli się nie przyda to go sprzedamy – padła odpowiedź
Przyjaciele dotarli pod jaskinię gdzie miał spoczywać ostatni fragment amuletu. Miał być to fioletowy klejnot. Oboje weszli do jaskini zapalając wcześniej pochodnię. Na samym środku stała wazy z zapieczętowaną pokrywą. Zotac bez namysłu otworzył wazę, łamiąc tym samym pieczęć z wazy wyłoniła się błękitna postać odziana w złoty pancerz i umocowany przy pasie miecz z tego samego kruszcu.
Widząc tę postać Zotac uskoczył za głaz tak, że postać go nie zauważyła. Miecz przebił ciało Roroca stojącego na środku jaskini. Postać pochylona nad zwłokami nie widziała skradającego się kopacza z przygotowanym kilofem. Stwór dostał cios w plecy i padł bezwładnie na ziemię, pogromca stwora na dnie urny znalazł ostatnią część amuletu. Złączony wyglądał pięknie, szczególni na szyi Zotaca. Chwilę po tym zdarzeniu artefakt zaczął działać, zamieniając Zotaca w wilkołaka. Zotac odnalazł Artefakt, jednak zapłacił za to wysoką cenę stracił przyjaciela i stał się wilkołakiem. Potwór uciekł na terytoria orków i tam został do końca życia.
The End
_________________ Piszę poprawnie po polsku.
Moja twórczość:
Zawieszone:
Asasyn Shargan - opowiadanie
Zoltac mógł w końcu odetchnąć z ulgą. Za nim właśnie 8 godzin ciężkiej pracy w podziemiach kopalni złota. Niestety, górnictwo to jedyne co zostaje ludziom bez wyższego wykształcenia niż 3 lata nauki - księstwo Modan jest wymagającym miejscem. Dopiero ludzie którzy prowadzą swoją edukacje przez 7 lat mogą liczyć na dobrze płatną robotę. Najpierw trzeba mieć na to pieniądze. Darmowe publiczne szkoły nie oferowały tak długiej edukacji, a prywatne... co tu dużo gadać były potwornie drogie. Zoltac przyzwyczajony jednak już do takiej roboty przetarł twarz śmierdzącą koszulką roboczą. Wraz z innymi poszedł do dużego drewnianego magazynu. Było tam trochę ławek zbitych z trzech desek każda, oraz parę szaf podzielonych na półki, każda podpisana. Zoltac wraz z dwoma innymi kopaczami podeszli do jednej z nich i zaczęli zdejmować przepocone robocze ciuchy.
-To jak Zoltac, co porabiasz po robocie? Wybieramy się do karczmy może zabierzesz się z nami.
-Nie... nie mam jak, muszę oszczędzać. Pójdę poczytać do biblioteki.
-Aj... gdybyś miał większe wykształcenie daleko byś pewnie zaszedł... u nas nikt nie lubi zbytnio czytać.
Zoltac, który już zmienił ubranie gestem pożegnał się z pozostałą dwójką robotników. Wziął małą skórzaną torbę i ruszył ku bramie wyjściowej. Musiał jeszcze tylko wpisać się do księgi na stróżówce, a dalej strażnicy nie robili mu problemów. znajdował się zaraz po wyjściu w dzielnicy zwanej "Górniczą" - dlaczego, wiadomo chyba od razu. Nie była to dzielnica ładna i schludna. Lecz nie było w niej zbyt dużego problemu z przestępcami. Mieszkali tu w większości górnicy, którzy mieli dosyć harmidru panującego w pracy aby psuć dzień innym. Jedynie obrzeża dzielnicy oblegały lepsze, wykonane z cegły domy. Tam mieszkali strażnicy. Zoltac chciał tam pracować, ale cóż - potrzeba 6 lat nauki. On jednak nie myśląc o tym wszedł do swojej małej chaty na którą składał się jeden tylko pokój. Nie było czego podziwiać. Stół, dwa krzesła, nieduża szafa i lekko rozklekotane łózko. To jedyne na co może sobie poradzić z taką pracą. Jedzenie smaży przy ognisku na dworze. Rozglądając się po domu czy, nie daj boże - czegoś brakuje kierował się ku szafie, aby wyjąć swoje najlepsze ubrania. Były jego najlepszymi ubraniami jednak odbiegały one od średnio bogatych stref, a co dopiero bogaczy. W każdym razie przywdziewając czarne podszywane spodnie i zwiewną szarą koszulę skierował się ku obrzeżom dzielnicy. Tam była biblioteka w której znajdowały się książki ze zbioru szefa straży kopalni. Inteligentny był z niego facet. Udostępnił swoje zbiory za darmo, a właściciel biblioteki teraz sam regularnie stara się powiększać zapasy. Rozmyślając nad tym co miałby dzisiaj ochotę przeczytać, doszedł do celu. Budynek z szarej cegły nie wyróżniał się niczym takim wśród podobnych domów. Jedynie w nieco większej niż inne szybie stało kilka książek a nad drzwiami na drewnianym szyldzie pisało "Biblioteka - Wstęp Darmo".
-Sie masz Zoltac. - Powiedział bibliotekarz gdy kopacz mijał próg. Był starszym człowiekiem, ale nie czuł potrzeby potrzeby zachowywania należnej ogłady. Może dlatego był tak lubiany w przeciwieństwie do szlachty? - Co słychać?
-Nic, ciekawego Paul. Masz jakieś nowe książki?
-No, żebyś wiedział. - Rzekł z niekrytą dumą bibliotekarz, wyciągając spod swojego biurka ok. 400 stronicową księgę. Była nietypowa, czarna z złotymi metalowymi wykończeniami. Były na niej jakieś wzory, ale zbyt niewyraźne, by sie dopatrywać. - To jedyna jaką ostatnio ściągnąłem, ale jest, bardzo interesującym towarem. Pierwszy raz taką widzę. Odłożyłem ją specjalnie dla ciebie. Masz. - Zoltac od razu ucieszył się na myśl o nowej lekturze. To co zostało w bibliotece nie było dla niego niczym takim. Historia magii i inne takie magiczne pierdoły. On wolał broń bezpośrednią. W końcu otworzył księgę. Przeminął puste pierwsze dwie strony i zagłębił się w lekturze. Jednak już pierwsze zdania zwróciły jego uwagę.
Niech rządzi światem ten kto znajdzie stary amulet związany z śmiercią i zniszczeniem. Niech jego siła wzrośnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Gdy znajdzie wszystkie 3 fragmenty, tegoż amuletu zobaczy on, iż było warto... - Zoltac nie wytrzymał i wyrwał parę pierwszych kartek traktujących o amulecie. Obejrzał jeszcze czy czegoś nie zabrał. Dalej jednak nie było już o tym nic. Wyjrzał zza regału czy Paul czegoś nie usłyszał. Złożył kartki w pół i skrył w kieszeni. Jakby nigdy nic oddał książkę i wyszedł, nie odpowiadając na pytanie Paula, gdzie się tak śpieszy. Śpieszył się do domu, by dokończyć lekturę w samotności. Rozłożył się na łóżku kładąc obok siebie kartki papieru. - Pierwszy z fragmentów skryty jest niedaleko serca księstwa Modan. Za lasem w, którym gęsto jest od historii i ludzkich cierpień, znajdziesz to czego szukałeś. Będzie tam zapomniany cmentarz, rewolucyjny wręcz... a w kryptach cel. - Zoltac nie rozumiał tej zagadki. Nie mógł tego rozgryźć. Czytał jednak dalej - Zaś druga część, leży w zamrożonych szczytach, w miejscu gdzie przelewa się stal i wzbijają się wysokie płomienie. Bez wiedzy jej mieszkańców, mając ją tuż pod stopami... - To było już dla niego łatwiejsze. W górach na północy znajdowała się kopalnia stali, a zarazem kuźnia. Prawdopodobnie chodziło o kopalnie. Ale jak nie zdołali znaleźć amuletu? - Trzecia część nie jest formalnością. Aby do niej dotrzeć będziesz musiał wrócić, tam gdzie zacząłeś i spytać o rade duchów. One zaś, wskażą ci miejsce. A tam oddać obłok ludzkich przyjemności i krzywd, aby połączyć wszystko w całość. A wtedy... poznasz nieskończoną moc jaka daje śmierć. - Zoltac skończył czytanie. Był podekscytowany tym jakie to może mu dać możliwości. Ale... sam nie da rady. Miał jednak pomysł. Nałożył na siebie jeszcze krótki płaszcz sięgający do pasa i do spodni przyczepił stary miecz. Miał w planach udać się do karczmy, w której często można było znaleźć awanturników, którzy za odpowiednią kasę, albo też i obiecującym zarobkiem zrobią wszystko. Skierował się do karczmy, po drodze mijając grupy ludzi. Patrzył na nich zupełnie inaczej niż zwykle. Spoglądał na nich myśląc, że to wszystko będzie jego, i tylko jego. Na chwile przystanął i uporządkował myśli. Co go popchnęło, żeby tam pomyśleć? Nie chciał zawracać sobie tym głowy. Dotarł w końcu do karczmy. Niepewnie wszedł do środka, mijając ochroniarza. W środku panowała straszna wrzawa. Jeden z gości śpiewał przy pomocy drugiego asystującego mu na gitarze. Wszyscy rozmawiali, barman i jego pomocnicy cały czas byli w innym miejscu roznosząc piwo czy posiłki. Kucharz miał pełne ręce roboty. On rozglądał się jedynie za kimś kto wyglądałby na chętnego do współpracy.
-Hej ty! Szukasz kogoś do pomocy? - Zoltac obejrzał sie za siebie. Zauważył rosłego mężczyznę. Brązowe, krótkie włosy gryzły się trochę z brodą sięgającą do piersi, ale nadrabiał posturą. Niewysoki Zoltac wyglądał przy wojowniku jak zapałka.
-Tak do ciebie mówię. - Zoltac poprawił swoje włosy. Czarne do ramion zawsze zadbane. Oczywiście zadbane w sensie, pracy ośmiu godzin pod ziemią... i przysiadł się do mężczyzny.
-Tak szukam kogoś kto pomógłby znaleźć pewien artefakt o którym pisze w starych księgach.
-Hm... a masz coś na zapłatę?
-Niestety nie... jestem tylko szarym górnikiem, który sam musi sobie radzić, dlatego liczę na ten artefakt. Podobno daje nieograniczoną moc.
-Nieograniczoną, hm? - Mruknął pod nosem. - A co ja bym z tego miał.
-Z tego na pewno będzie jakaś kasa. dostaniesz 40%.
-No, mistrzuniu. To jest stawka. Wchodzę w to. Nawet jeśli to bujda odrobina adrenaliny dobrze mi zrobi. Tylko... wiesz gdzie szukać?
-Właśnie mam pewien problem. Tutaj pisze, że pierwszą część znajdę w kryptach, na cmentarzu, który znajduje się "Za lasem w, którym gęsto jest od historii i ludzkich cierpień". Poza tym, pisze, że ten cmentarz jest "zapomniany, rewolucyjny wręcz". Nie wiem o jaki las tutaj chodzi. - Najemnik się zamyślił. Po chwili pstryknął palcami i z radością odpowiedział.
-Wiem! Chodzi o las rewolucji Rhoda. Rewolucja obaliła, panującego kiedyś Modanem, Horda II. Gdzieś w okolicach lasu, jest cmentarz wojskowy gdzie pochowano rewolucjonistów i samego Rhoda. Ta wyprawa może jednak być niebezpieczna... bardzo niebezpieczna.
-A co tam takiego jest?
-Chodzi tam bardzo wielu myśliwych, ale część z nich nie wraca. Naprawdę zaroiła się tam od zwierzyny. Ale... co to za bogactwo bez ryzyka? Chodźmy. - Zoltac był lekko przestraszony na myśl o tym. Nie miał prawie, żadnej wiedzy praktycznej w walce bronią, a to nie dawało mu dobrych wizji na tą wyprawę. W każdym razie ruszył za najemnikiem.
-Przepraszam panie, ale mam jedno pytanie. - Powiedział na chwile zatrzymując się na drodze. - Jak właściwie masz na imię?
-Jestem Arvas z Hedon. A ty?
-Moje imię Zoltac. Naprawdę pochodzisz z Hedon? To najbardziej wojownicze miasto w księstwie. Tam się roi od szkół i nauczycieli walki.
-Tak, stamtąd jestem. Ale walki uczył mnie ojciec, a nie jakieś zafajdanie "wielkie legendy Modanu", które tak naprawdę miały uczniów głęboko, a czekali na swoje wypłaty.
-Nie rozdrabniajmy się może na ten temat, tylko ruszajmy. - Arvas wydał sie zadowolony, ze Zoltac nie zagłębiał się w ten temat. Właśnie mijali bramy. Zoltac zdziwił się jednak widząc, że Arvas krzyczy za jakimś chłopem na wozie. Ten kazał zatrzymać się koniom i poczekał na najemnika. Wymienili kilka zdań, Arvas dał mu coś do ręki po czym machnął do Zoltaca, aby podszedł.
-Ten pan podwiezie nas praktycznie pod las. Ma po drodze. Ładuj się na siano. - Zoltac wskoczył na wóz i rozłożył się na sianie. Przez chwile trochę go kuło w plecy, ale się przyzwyczaił. Arvas nie czuł nic - koszulka kolcza, którą miał pod ubraniem nie dawała trawie szans. - Powiedz... jak to jest być górnikiem?
-To najgorsza praca jaką można wykonywać. Spędzasz pod ziemią 8 godzin, do tego w kopalni znajduje się odlewnia, więc po czasie robi sie strasznie duszno, pocisz się i śmierdzisz jak cholera. Poza tym warunki są miłe, strażnicy nie przeszkadzają kopaczom ani na odwrót. Każdy pilnuje się, by nie stracić posady. Ale mamy tylko 4 półgodzinne przerwy. Jak na tyle roboty, to mało.
-Ja bylem zawsze wiązany z wojskiem. Ale nie chciałem być rządzony przez kogokolwiek. Zwiałem z domu i wędrowałem od miasta do miasta pomagając ludziom. Czasami znalazło się coś mniej legalnego... zabójstwo, czy pomoc w przemycie. Ale to gdy zupełnie brakowało kasy, a człowiek musiał żyć.
-Nie miałeś przez to problemów?
-Raz tylko uciekałem przed strażą miejską w Kordat. Ochraniałem przemyt broni na jakieś wyspy. Razem z dwoma innymi ochroniarzami, związaliśmy walkę z strażą. Gdy jednak towarzysze zostali zabici i zostałem sam przeciw czterem postanowiłem uciec. Na szczęście byłem zamaskowany. - W momencie jednak rzuciło całym wozem, a właściciel krzyknął do tyłu.
-Wysiadka panowie. Stąd jest parę minut do lasu. - Pierwszy z wozu zeskoczył Arvas. Podziękował nieznajomemu, a ten po chwili odjechał.
-Dobra. Widać stąd korony drzew. Umiesz walczyć? - Zoltac niezbyt nie wiedział co odpowiedzieć swojemu towarzyszowi.
-Noo... tak jakby to powiedzieć.
-Nie umiesz walczyć i pomoc jest potrzebna ci właśnie z powodu braku tej umiejętności?
-No tak...
-W sumie nic dziwnego. Co ty masz u pasa? Takim czymś może obsługiwać się kucharz tworząc dania, a nie solidny wojownik. Po wizycie w lesie będzie trzeba załatwić ci broń. I jakiś pancerz. - Zoltacowi zrobiło się wstyd. Wyszedł przed Arvasem na totalnego frajera, który nie poradziłby sobie w dziczy sam nawet jednego dnia. - Na razie jednak ruszajmy. Znam drogę, którą nie jest obłożona potworami, więc będzie łatwiej. Nie chce nikogo narażać. - Po paru minutach marszu widać było już ścieżkę, która zagłębiała sie w gąszcz drzew. Dookoła było tylko słychać śpiew ptaków, a śladu jakiegokolwiek zagrożenia nie było. Zoltaca napawało to radością. Liczył na brak problemów w zdobyciu skarbu. Choć w wypadku takiego skarbu... brzmi to głupio. Arves nie kierował kopacza zbyt długo ścieżką. Po około stu metrach skręcił na wydeptaną w trawie ścieżkę. Szli w milczeniu. Wtedy Arvas przystanął. Zoltac się przestraszył co chcę zrobić. Najemnik dobył miecza i odwrócił się z skupieniem w oczach do towarzysza. - Słyszałeś?
-Co takiego miałbym słyszeć? Oprócz naszych kroków i trawy.
-Nadepnąłeś na jakąś gałązkę?
-Nie... - Wtedy obydwoje usłyszeli szumienie w wysokiej trawie. Coś się zbliżało. I to coś było bardzo szybkie.
-Na ziemie! - Krzyknął najemnik. Zoltac padł na ziemie a pół metra nad nim przeleciał wilk, który wyskoczył by go ugryźć. Arvas stanął tuż przy leżącym Zoltacu mierząc wilka wzrokiem. Gdy bestia wyskoczyła wykonał on standardowy manewr. Odskoczył na bok z wyciągniętą na bok ręka, aby bestia nabiła się na ostrze. Udało sie i tym razem. Arves jednak nie zorientował sie, że za nim skrada sie druga bestia. Zoltac który miał głowę zwróconą w tą stronę zauważył to. Starał się dobyć miecza. Zauważył, że wilk szykuje się do ataku. Udało mu się dobyć miecza i gdy wilk już przebiegał obok niego podciął mu nogi. Rany nie były spore, w końcu miecz był niskiej jakości. Wystarczyło jednak by wilk na chwile upadł, a Arvas, po chwili dezorientacji dobił leżącą bestie. - Dzięki - Powiedział pomagając wstać Zoltacowi. - Gdyby nie ty... ruszajmy. - Dalsza droga była łatwa. Bardzo zaintrygowało to Arvasa.
-Dziwne...zazwyczaj wystarczyło przejść 100 metrów, aby napadła cię kolejna bestia a tutaj? To wygląda jakby ktoś chciał, żebyśmy doszli na ten cmentarz. - Zoltac jednak nie odpowiedział na rozmyślania najemnika. Ten zbytnio się tym nie przejął i kontynuował. - Co właściwie da ci ten skarb? - Zoltac zdecydowanie ożył i z satysfakcją zaczął opowiadać.
-Czytałem, że ten amulet daje władze i ogromną potęgę. Nie wiem czy to prawda, ale warto zaryzykować... gdyby to działało oboje wyszlibyśmy na tym na dobre. Niezły interes co nie?
-Taa... ale jeśli będzie to bujda, to zaryzykujemy życie dla świecidełka...
-To musi być prawda. Nie wierze, że to bajka. - Odpowiedział bardzo przejętym głosem.
-Uspokój się chłopie...
-Uch... przepraszam. Ej ten cmentarz nie jest czasem tam?
-Faktycznie... przez te wilki zgubiłem orientacje i nie wyprowadziłbym nas prosto na cmentarz. Dobrze, że się zorientowałeś.
Cmentarz nie był - jak na cmentarz wypada - miejscem przyjemnym. Groby oznakowane były tylko wystającymi z ziemi krzyżami, dawno nie czyszczonymi. Teraz nie nadają się nawet do odrestaurowania. Były, pokryte różnym zielskiem, zabrudzone, niektóry były złamane na pół innym brakowało tylko skrawków. Nic dziwnego. Zwierzyna miała tu pełny dostęp, brakowało jakiegokolwiek ogrodzenia. Bohaterów interesował jednak mały budyneczek - krypta. W wnętrzu nie było nic poza schodami w dół. Arvas zdjął z ściany pochodnie i zszedł z nią na dół. Szli prostym korytarzem, zdawałoby się donikąd.
-Oho... ktoś miał pecha. - Powiedział Alvas szturchając szkielet, leżący na podłodze.
-Cholera! - Krzyknął Zoltac, który wpadł twarzą w jakąś pajęczynę. Na ślepo drapał i przecierał swoją twarz. Alvas lekko rozbawiony tym widokiem nie zauważył, że kościotrup, który przed chwilą, leżał bezwładnie na ziemi... stoi. Gdy się odwrócił przeraźliwie wrzasnął, szybko jednak uderzył pięścią w czaszkę trupa, a ta rozprysła się na wiele odłamków. Reszta szkieletu lekko się zachwiała i rozsypała po ziemi.
-To nie tak miało wyglądać. - Powiedział oglądając dłoń. Jeden palec byl lekko nacięty.
-Co się stało? Bylem zajęty... eee... czasowymi problemami w obserwowaniu otoczenia. - Powiedział Zoltac wycierając resztki pajęczyny o ścianę. Ta była niewiele czystsza, ale Zoltac wolał się ubrudzić niż mieć na palcach cienką i lepką pajęczynę.
-Kościotrup nagle wstał... nie wiem co miał w zamiarach bo rozłupałem mu łeb. Ale to trochę przeraźliwe nie sądzisz? - Zoltaca nagle przeszył dreszcz, ale nie zwrócił na to uwagi.
-No w sumie... trochę to dziwne, ale chodźmy dalej. - Alvasa zaskoczyła pewność siebie kopacza, który nie tak dawno temu leżał na ziemi bojąc się wilków, a gdy mają do czynienia z trupami ten zachowuje spokój i stalowe nerwy. "Gdybyś ty takie coś zobaczył pewnie robiłbyś w majty..." pomyślał na pocieszenie najemnik. Powoli ruszyli, mijając kolejne kościotrupy. Alvas przyglądał im sie dokładnie. Bał się zaskoczenia od tyłu. Na razie jednak wszystko przebiegało dobrze, poza jednym Zoltaciem. Najemnik niepokoił się pewnością i pożądaniem bogactwa towarzysza. Obawiał się, ze na samym końcu może wystawić go do wiatru. Doszli w końcu do oświetlonej owalnej sali. Dookoła walało się parę ciał, które nie wyglądały na takie stare. W tym momencie, żelazna pewność siebie Zoltaca trochę opadła, a jego towarzysz bacznie obserwował otoczenie. Nic wyjątkowo nie rzucało się w oczy. Zajęło mu chwilę, spostrzeżenie tego, iż w barwy ścian wkomponowane są kamienne drzwi. Alvas machnął do Zoltaca i wskazał mu drzwi. Ten trochę niepewnie podszedł do drzwi. Jednak gdy tylko ich dotknął w sali rozległ się gruby, basowy głos - Nie wejdziecie do komnat i nie zdobędziecie skarbu pana! Staniecie się sługami mej straży! - Komnatą poruszył silny wstrząs. Gdy wszystko się uciszyło towarzyszy dobiegł odgłos przypominający jęki. Alvas nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jedno z ciał zaczynało wstawać. Szybko ruszył do niego i paroma sprawnymi cięciami powalił zwłoki z powrotem na ziemie, a dla pewności wbił mu miecz w głowę. To jednak był dopiero przedsmak. Inne ciała też zaczynały wstawać. I nie były to pojedyncze przypadki. Teraz wstawało ich znacznie więcej.
-Zoltac do mnie! - Obydwoje przyparli do siebie plecami. Z wszystkich stron nadciągały żywe trupy. - Atakuj w głowę to chyba ich słaby punkt. - Dodał iście instruktorskim tonem. Sytuacja nagle się odwróciła. Teraz do Alvas był opanowany i skupiony, a Zoltac miał nogi z galarety. Pierwsze dwa stwory podeszły z strony Alvasa. Pierwszy padł po szybkich dwóch cięciach w głowę, a lekkość jednoręcznego miecza pozwoliła wytoczyć mu szybką kontrę i wbić miecz w klatkę piersiową stwora. Gorzej radził sobie Zoltac. Zadawał jedno-dwa uderzenia i szybko się wycofywał. Gdy Alvas powalił trzech rywali on poradził sobie dopiero z jednym. Widać było wyraźnie braki w umiejętnościach bojowych w stosunku do kompana. Gdy Zoltac powalił drugiego rywala po sali rozległ się okropny wrzask. Był to zombie, któremu Alvas wbił w oko pochodnie. Opadł na kolana, a potem runął na ziemie. Dzięki staraniom Alvasa, walka nie trwała już długo i zakończyła się dla nich szczęśliwym zakończeniem. Najemnik chwile jeszcze się rozglądał czy stwory nie spłatają im psikusa i nie uderzą na nich z zaskoczenia. Kiwnął do Zoltaca głową aby powoli ruszyli do drzwi, lecz nie schowali broni. Gdy zdawało się, że jedyną przeszkodą na ich drodze są drzwi, znów dał im o sobie znać tajemniczy głos. - Nie tak szybko śmiertelnicy. - Tym razem obyło się bez wstrząsu, jednak przed nimi zaczęło się coś materializować. Przypominało to wojownika, który od pasa w dół nie miał niczego. Zamiast tego unosiła się tam szara mgła, szara jak on cały.
-Pokonaliście moich strażników, śmiertelnicy. - Przemówił tym samym mocnym głosem. Z bliska jednak przyprawiał on o dreszcze. - Ale to nie koniec. Jeśli chcecie dostać pierwszą część amuletu musicie odpowiedzieć na moje pytanie. Słuchajcie więc. Stwórca świata i ładu w kosmosie i praw które nim rządzą. ?ródło ładu i nieskończonej mądrości. Jego symbolem według wiernych jest oczyszczający ogień. W księgach opisywany był w postaci uskrzydlonej tarczy słonecznej. Strącił w ciemności bratniego sobie ducha.- Obydwoje po tym pytaniu chcieli zacząć zbierać szczękę z podłogi. Nie mieli pojęcia o co chodzi duchowi, lecz chcieli stwarzać pozory tego, że się nad tym zastanawiają. Alvas zachowywał kamienną twarz choć wewnątrz panikował i nie mógł pozbierać myśli. Co się stanie? Zginą? Czy staną się martwym pomiotem na usługach tego ducha? Rozmyślania przerwał mu Zoltac, który zatrząsł się jakby trafił go piorun i wykrzyczał.
- Ahura Mazda! - Duch był wyraźnie zdziwiony, przyglądał się moment Zoltacowi, a po chwili na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
- Wybrany? Hmm... możesz wejść. - Po czym roześmiał się i zniknął. Zaraz po tym drzwi się odsunęły. Alvas stał spoglądając z zdziwieniem w kierunku, równie zdziwionego Zoltaca.
-Skąd ty to wiedziałeś?
-Nie wiem... powiedziałem to jakby mimowolnie... pierwszy raz słyszę o czymś takim jak... Ahura Mazda. - Podejrzliwość Alvasa co do Zoltaca znów wzrosła. Mimowolnie, wypowiedział nieznaną sobie nazwę? Czy może wiedział, ale się do tego nie przyznaje? To część jakiegoś podstępu? Zoltac nie widział jednak zamyślenia w oczach towarzysza i wkroczył do następnej komnaty. Alvas poszedł, za nim lecz przystanął w przejściu. Komnata była, tak jak poprzedniczka, owalna. Różniło ją jednak to, że rozbłyskiwało tu niebieskie światło. Sama komnata miała może 6 metrów średnicy. Na środku stał piedestał, przy którym stał Zoltac. Trzymał w ręku fragment amuletu. Miał kształt trójkąta. Zapewne taki sam kształt miały pozostałe części. Zaskakiwało jednak jego wykonanie. Większość wyglądała jakby była zrobiona z czarnego kamienia szlachetnego, a oprawę tworzyły cienkie, przeplatane złote nity. Tak cienkie, że widać było je dzięki ich połyskowi oraz ilości w jakiej się znajdowały.
-O czym myślał ten duch mówiąc o wybranym?
-Nie mam pojęcia... może wziął nas za kogoś innego?
-Sądzisz, że miał tu przyjść ktoś inny, a my go uprzedziliśmy i niespodziewanie udało nam się przetrwać?
-Być może... mi też ta sprawa wydaje się dziwna.
-Pomyślimy nad tym gdzie indziej. Nie chcę spotkać kolejnych przyjemniaczków. - Alvas zachował mimo wszystko pewne środki ostrożności. Powoli dopełzł do drzwi i z ciągle trzymanym w ręku mieczem wychylił się tak aby widzieć połowę komnaty, wraz z wyjściem na korytarz. Było czysto i niezmiernie radowało to zmęczonego wojownika. Zerwał z ściany pochodnie i wyruszyli na powierzchnie. Nie śpieszyli się. Nie chcieli się wysilać, by móc swobodnie dojść do cywilizacji. Przyśpieszyli dopiero na widok światła słonecznego. Alvas był strasznie rozpromieniony na myśl o wyjściu na powierzchnie. Gdy jednak już wychodził z krypty obok, od betonowej ściany odbiła się strzała. Schował się natychmiast i kazał zostać na miejscu Zoltacowi, który dopiero wchodził po schodach. Alvas zdjął z pleców kusze i przygotował ją do strzału. Wiedział gdzie prawdopodobnie są strzelcy. Wychylił się aby oddać strzał, ale najpierw zobaczył sylwetkę, która wypuszcza w jego kierunku strzałę. Schował się, a w miejscu gdzie stał śmignęła strzała.
-Cholera... profesjonaliści. Nie mamy szans chłopie. - Po minucie bezczynności łucznik zaczął krzyczeć do schowanych w krypcie ludzi.
-Wyjdźcie z rękoma w górze, a na razie będziecie żyć. Nie mamy wrogich zamiarów, ale jeśli wy je okażecie nie pożyjecie. - Zoltac spojrzał na towarzysza, a ten skinął głową po czym wyrzucił na dwór swoją kusze, podniósł ręce i wyszedł. W ślad za nim poszedł Zoltac. Teraz mogli się patrzeć rywalom. Było ich dwóch obydwoje trzymali w rękach łuki oraz strzałę, aby szybko wystrzelić do celu. Nie mogli dojrzeć twarzy gdyż łucznicy skrywali się pod szarymi płaszczami z kapturami obfitych rozmiarów. Widzieli tylko blask ich oczu. - Kogo my tu mamy. - Powiedział drugi z łuczników na widok dwójki. Powoli zaczął ich obchodzić. Drugi podszedł do Alvasa i zaczął patrzeć mu prosto w oczy.
-Jak cię zwą?
-Alvas... Alvas z Hedon.
-A twój towarzysz?
-Zoltac.
-Czego tu szukacie?
-Oglądaliśmy okolice. - Mężczyzna pokiwał głową.
-Do krypt nie chodzi się na wycieczki krajoznawcze. - Odpowiedział z niesmakiem. - Mów po co tu byliście. - Rzekł władczym tonem.
-Szukaliśmy części skarbu.
-Skarbu, mówisz? Cóż to za skarb?
-Jedna z trzech części amuletu.
-I ryzykowaliście dla byle świecidełka? To musi być coś cholernie cennego.
-Amulet może dać władze. - Powiedział Zoltac. Chwilę potem zrozumiał jaką strzelił gafę, ale było za późno.
-Władzę? - Łucznik nie wiedział, czemu ale to słowo przeszyło jego głowę niczym strzała i cały czas dźwięczało w jego uszach. Uśmiechnął się, ale pozostali tego nie widzieli.
-Idiota... - mruknął pod nosem Alvas.
-Nie dość ci przemytów Alvas?
-Co? Skąd wiesz?
-Każdy był kiedyś głupi. - Mężczyzna zdjął kaptur. Spoglądał na Alvasa kamiennym wzrokiem. Uwagę reszty skupiła jednak duża blizna idąca przez oko mężczyzny. Alvas chwilę mu się przyglądał, aż w końcu coś zaświtało w jego głowie.
-Helmar?
-W końcu załapałeś mięśniaku.
-Nie poznałem cię... to chyba przez tą... łysinę. Kiedyś byłeś troche bardziej owłosiony.
-Tak jest wygodniej. Spróbuj. Poznajcie mojego towarzysza - Nathana. - Drugi z łuczników ściągnął kaptur i lekko się ukłonił. - Łazimy po lesie i polujemy dla krawca z pobliskiej wioski. Tamtejsi ludzie bardzo lubią futra... a sprawnemu łucznikowi nietrudno znaleźć w takich mieścinach pracę.
-Skoro tu polujecie musicie znać las lepiej od nas. Pomoglibyście nam wyjść?
-Hm... a miałbym coś z tego?
-Nie zmieniłeś się Helmarze. Ten skarb musi być wart więcej niż sie spodziewamy. Na pewno coś ci odpalimy z tej sumki. - Helmar nie wyglądał na zadowolonego z tej propozycji, ale się zgodził. Z tak wprawnym przewodnikiem podróż nie trwała już tak długo. Poza tym Helmar znał wiele szlaków, którymi nie chadzają stworzenia zamieszkujące las. Alvas próbował parę razy nawiązać rozmowę z byłym towarzyszem jednak tez zbywał go krótkimi i konkretnymi odpowiedziami, dającymi znać, że nie ma on ochoty na rozmowy. W takiej nieprzyjemnej atmosferze wydostali się z lasu.
-Dziękuje ci towarzyszu. Gdyby nie ty moglibyśmy wpaść na tereny łowów jakiś bestii.
-Idź już.
-Zobaczysz nie oszukam cię i przyniosę ci zapłatę.
-Sam ją sobie wezmę. - Powiedział wyjmując miecz. - Myślisz, że jestem taki głupi i przepuszczę okazje na taki artefakt? Cała władza może byc moja, moja, moja! - Ostatnie zdanie wywrzeszczał z obłędem. Jego towarzysz poszedł jego śladem i również wyciągnął broń.
-Co ty robisz?
-Skarb będzie mój. Rozumiesz? Zdobędę władzę nad światem, to moje przeznaczenie. - Głos Helmara jakby cały czas zmieniał tonacje i brzmiał jak miks różnych postaci.
-Trzymaj się z tyłu. - Alvas wyciągnął broń.
-Dobra, Alvas. Załatwmy to w pojedynkę. - Helmar wykonał parę kroków do przodu, a jego towarzysz schował broń. Zoltac był pewny, ze nie będzie on biernym widzem i gdy Helmar będzie miał problemy zagra nie fair. Tymczasem Alvas i Helmar stali może 6 kroków od siebie. Widział obłęd w oczach rywala. Czy to jedno słowo - władza - mogło mu tak uderzyć do głowy? Co go napadło? Zazwyczaj to on był niechętny ryzykownym akcjom. A teraz? Jest gotów zabić dawnego kompana choć ma przed sobą jeszcze długie poszukiwania. Helmar nie dawał jednak czasu na rozmyślania i rzucił się do przodu starając dźgnąć rywala w klatkę piersiową. On jednak sprawnie odparował cios i sam spróbował kontrataku, lecz Helmar szybko zareagował i uderzenie przecięło powietrze. Alvas w porę odparował atak z flanki i drugim uderzeniem wytrącił Helmara z rytmu, a ten na chwile się odsłonił. Alvas natychmiast to wykorzystał i zaatakował niekryte lewe ramię. Helmar nie przejął się raną i nie zajmował się obmacywaniem ręki. Przyjął z powrotem pozycje bojową i czekał na kolejny ruch Alvasa. Zoltac spoglądał cały czas na towarzysza Helmara, który na razie stał jak skała. Z tą różnicą, że ponownie założył kaptur. Tymczasem w pojedynku na to kto pierwszy uderzy przegrał Helmar i po około trzydziestu sekundach uderzył na Alvasa, wyprowadzając serie cięć z boku, sprawnie zablokowanych przez rywala. Alvas starał odnaleźć sytuacje do wyprowadzenia kontry, ale uderzenia Helmara były bardzo szybkie. W końcu jednak rączka wyślizgnęła się z spoconej dłoni rywala, a ten ratował się chwyceniem miecza drugą ręką co sprawnie mu wyszło. Zrobił to na tyle szybko aby sparować cięcie Alvasa, które jednak wytrąciło go z równowagi. Kolejne cięcia pogarszały tylko jego sytuacje. Wtedy towarzysz Helmara zaczął zdejmować łuk co dostrzegł Zoltac. Nie przejmując się niczym przebiegł on obok dwójki wojowników. Łucznik nałożył już strzałę, gdy dostrzegł Zoltaca, który był tuż, tuż. Odwrócił się w jego kierunku, ale nie zdążył napiąć strzały. Ostrze miecza Zoltaca zanurzyło się w klacie łucznika przebijając mostek. Z wbitym mieczem padł na kolana, a wtedy stało się coś niespodziewanego. Wydal z siebie wrzask, który brzmiał jak setki przerażonych ludzi. Z rany zaczęła unosić się mgła, a po chwili pojawiła się w niej jakaś niewyraźna sylwetka, która przemówiła niewyraźnym głosem. - Jeszcze z tobą nie skończyłem wybrany! - Po czym sytuacja się ustabilizowała. Mgła zaczęła znikać, a łucznik padł trupem na ziemie. W tym momencie obydwóch wojowników stanęło i przyglądało się całej sytuacji z niedowierzaniem. Alvas zauważył kontem oka, że z Helmara wydobyło się odrobinę podobnej mgły.
-Ej... byliśmy chyba przy krypcie na cmentarzu?
-Przed chwilą chciałeś mnie zabić człowieku.
-Ja? - W tym momencie syknął i złapał się za ranę na ramieniu. - Nic takiego nie pamiętam... nie pamiętam nawet, żebym wychodził z lasu. I czemu Nathan leży martwy? - Alvas się pogubił. O co tu chodziło? Człowiek, który chciał go zabić nic nie pamięta. To miało jakiś związek z śmiercią Nathana? W końcu z niego wydobyła się podobna mgła tyle, że tamta... przemówiła.
-Nie pamiętasz jak zginął Nathan?
-Nie... pamiętam, że rozmawialiśmy przy krypcie i pytałem się o jakiś artefakt... potem mam wielką pustkę, aż do teraz. Ocknąłem się z raną, on stał nad ciałem Nathana, a ty tuz przy mnie z wyciągniętą bronią. - Tak był już pewny. Nathan chcąc czy nie chcąc miał jakiś związek z szaleństwem Helmara. Kazał mu chwile poczekać, a sam podszedł do Zoltaca.
-Ten cały Nathan miał jakiś związek z zachowaniem Helmara. Mówi, że nie pamięta nic od momentu spotkania w krypcie. - Alvas nie czekał na odpowiedź dalej zszokowanego Zoltaca. Wrócił do Helmara. - Kiedy poznałeś tego Nathana?
-Dwa dni temu. Do tej pory polowałem w lasach bliżej osady, ale on poradził mi, że tutaj jest znacznie lepiej. Tak samo dzisiaj powiedział, żeby rozejrzeć się po kryptach. - Ciekawe dlaczego akurat dzisiaj. Ta myśl kłębiła się w głowie Alvasa.
-A jak myślisz dlaczego?
-Mówił, że jakiś wieśniak mówił mu o grocie wilków niedaleko cmentarza. Nic nie znaleźliśmy...
-I kazał iść na cmentarz?
-Tak... mówił, ze może coś znajdziemy.
-I znalazł nas... razem z częścią amuletu. - Mruknął pod nosem. - Helmarze... możesz nas zaprowadzić do tej osady?
-Oczywiście... ale najpierw zadam ci pytanie. Dość mam łażenia po lesie i uganiania się za wilkami. To za łatwe, brakuje tutaj adrenaliny. Mógłbym zabrać sie z wami? Mógłbym załatwić transport. No i mam odłożoną pokaźną sumkę zarobioną na skórach.
-Co ty na to towarzyszu? - Powiedział Alvas.
-Jasne... każda pomoc się przyda. A na pewno wprawnego w walce.
-Witaj w drużynie.
Helmar odprowadził pozostałych do osady. Droga prowadziła przez jeszcze jeden las w którym jak mówił, polował wcześniej. Mieścina nie była zbyt duża. Składały się na nią cztery ulice, które układały się w tabelkę do gry w kółko i krzyżyk. Ulice te były zaś bardzo długie, a dookoła nich gęsto zasiało domy.
-Ile masz pieniędzy?
-Hm... około trzech tysięcy. Jeśli wykupie transport to już zależy.
-Zoltac, gdzie jest następny przystanek?
-Hm... chwile odświeżę sobie pamięć. - Wyjął wyrwane w bibliotece kartki i zaczął je wertować. - Kopalnia i kuźnia w górach. - Halmar zagwizdał.
-No... to wydamy na to tysiąc sztuk złota.
-Za pozostałe dwa kupimy sobie w górach jakieś lepsze uzbrojenie. Jest tam taniej, a wyroby są lepszej jakości... paradoksalne. - Dodał Alvas.
-Nie marnujmy czasu. Chodźmy po pieniądze i wykupmy ten transport. - Poganiał Zoltac. Helmar i Alves nie protestowali. Ruszyli ulicą i przeszli jakieś trzysta metrów, by dotrzeć do celu. Helmar wyjął z małej sakwy przyczepionej do pasa klucz i wszedł do domu. czekali na niego może minute, aż zjawił się z trzema sakwami.
-Trzy razy po tysiąc.
-Dobra Hlemar. Na czym ma polegać ten transport? - Zapytał Alvas.
-Od niedawna znajduje się tutaj stajnia dość dużej firmy. Zajmuje sie ona wypożyczaniem koni wraz z przewodnikami, którzy doprowadzają ludzi do celu.
-A skąd znasz ceny?
-Widziałem kiedyś cennik. Ruszajmy, to tuż za rogiem. - Przeszli sto metrów i skręcili w prawo. Budynek rzucał się w oczy. Trzypiętrowy dom obok, którego stała spora stajnia gotowa pomieścić 20 koni. Helmar poprowadził ich do stajni w która tętniła życiem. Paru pracowników dokarmiała konie, a jeden z nich sprawdzał ich nogi. trójka podeszła do mężczyzny siedzącego za biurkiem.
-Witam panów. W czym nasza firma może wam pomóc? - Powiedział z uśmiechem, który przysłaniała gęsta broda.
-Chcielibyśmy dostać się do kopalni żelaza w górach.
-Czyli północ, tak? Zobaczmy... bez przewodnika 700 sztuk złota. Z przewodnikiem 1000. Za dopłatą 400 sztuk złota przewodnik może zostać na wyznaczony okres czau z wami i doprowadzić wraz z rumakami z powrotem do osady.
-To miałoby sens. - Powiedział Zoltac. - Pisma mówią, że mamy potem wrócić do miejsca gdzie to wszystko się zaczęło.
-Jesteś pewien? - Zapytał Helmar.
-Chciałbym dodać, ze wyjdzie to taniej niż najmowanie drugiego przewodnika w naszej siedzibie w Galand, pół kilometra od kopalni. - Halmar bez protestów podał pracownikowi sakiewkę z odliczonym tysiącem i zaczął odliczać dodatkowe czterysta z drugiej. W końcu sprawa płatności była załatwiona.
-Niech któryś z was pójdzie bo Bjorga, a reszta niech przygotuje cztery konie i zapasy na podróż. - Wykrzyczał pracownik i kazał czekać.
Rozdział II - Skarbu część druga.
-Panowie zbliżamy się do Galand. Stamtąd prosto do do kopalni. Wszyscy trzej jechali powoli za przewodnikiem otuleni w ciepłe płaszcze, które kupili wcześniej. W górach było o co najmniej 14 stopni zimniej niż w okolicach stolicy. Z oddali widzieli już wieże Galandu zwanego "Górską Stolicą". Miasto było ogromne i żyło z handlu wyrobami, żelaznymi. A największym powodzeniem cieszył się wyroby militarne. Zbroje, miecze, hełmy... tak ludzie chcieli kupować tylko w górach. Tutaj dostawali je taniej niż w innych sklepach, a koszt podróży na pewno im się zwracał. Chcieli się o tym przekonać nasi bohaterowie. W planach mieli kupienie dwóch napierśników, dla Zoltaca i Helmara oraz jednego miecza dla Zoltaca.
-Przewodniku. Chcielibyśmy najpierw zakupić parę rzeczy w mieście. Moglibyśmy w nim przystanąć?
-Oczywiście. Znam karczmę blisko targowiska. Gorąco polecam kupowanie tutaj oręża i zbroi. Ceny są śmiesznie niskie, gdyż dowóz towaru nie zajmuje nawet pół godziny. Można powiedzieć, że handlarze dosłownie dostają "gorący" towar. Prosto z pieca...
-W takim też celu mamy zamiar się zatrzymać. - Przewodnik tylko skinał i dalsza podróż obeszła się bez rozmów. Ta nawiązała się dopiero za bramami miasta.
-Cóż za wrzawa... - Zachwycił się Helmar. Dookoła latali ludzie, cały czas wchodzili i wychodzili. Pomiędzy nimi przechadzali się nieliczny strażnicy. Wszyscy zrozumieli dlaczego Galand zwane jest stolicą gór... To miasto nie było mniejsze ani mnie żywe niż sama stolica. Na prośbę strażnika zeszli z koni i do karczmy przeszli się pieszo. Przed drzwiami stał młodszy mężczyzna, czytający coś jakby notes.
-Przepraszam. - Powiedział Bjorg.
-Tak słucham? - Powiedział mężczyzna nie przestając patrzeć w notes.
-Mamy zamiar zatrzymać się tu na noc. No i oczywiście chcemy, aby konie zostały schowane do stajni.
-Się robi. - Mężczyzna przejął od grupy konie. - W środku zapłacicie za nocleg. - Było im trochę zimno, więc oczywistym było, iż nie będą obserwowali jak mężczyzna odprowadza konie. W środku panował spokój. Wielu ludzi przesiadywało już w pokojach z względu na zbliżającą się noc.
-Słucham was. - Powiedział barman widząc zbliżającą się grupę.
-Chcielibyśmy zatrzymać się na noc.
-Tylko na jedną?
-Tak.
-No dobra, to będą dwa pokoje. Na jedną noc. To będzie 100 sztuk złota. - Helmar szybko odliczył wypowiedzianą sumę i wręczył ją barmanowi. - To są wasze klucze. Pokoje dwadzieścia trzy i dwadzieścia cztery.
-Wiesz czy targowisko jest jeszcze otwarte? - Zagaił Alvas.
-O tej porze przesiadują już tylko handlarze bronią. Jeśli nie wiesz gdzie znajduje się targowisko to zaraz po wyjściu skręć w prawo i idź przed siebie.
-Dzięki. - Alvas wziął od Helmara pozostałe złoto i ruszyl sam na targ. Za złoto, które im zostawił Helmar wziął trzy piwa i przysiadł się do stolika, który zajęli Bjorg i Zoltac.
-Po co właściwie ruszacie do kopalni?
-Mamy tam paru znajomych, których chcieliśmy odwiedzić. - Uprzedził Zoltaca, Helmar aby ten czasem się nie wygadał. - Pozwolisz więc, że do kopalni chcielibyśmy zejść sami.
-Oczywiście. Na górze jest parę karczm więc na pewno znajdę jakąś rozrywkę. - Wypili po jednym piwie i poszli do jednego z pokoi. Helmar był bardzo ciekawy Galandu więc Bjorg nie mógł się opędzić od jego pytań. Uratował go Alvas, który wszedł z dużym worem przerzuconym przez ramię. Wyjął z niego dwa lekkie napierśniki i miecz jednoręczny podobny do tego jakiego używała straż miejska.
-Ile za to dałeś? - Spytał Zoltac.
-Tysiąc dwieście pięćdziesiąt.
-Czyli zostało nam...dwieście sztuk złota. - Podsumował Helmar oglądając napierśnik.
-Proponowałbym kłaść się spać. - Powiedział Alvas. - Po tej podróży jestem wykończony, a jutro wybierzemy się do kopalni. będę spał z Helmarem, a Zoltac z Bjorgiem. Pasuje? - Nikt nie protestował, bo liczyło się tylko to, że mają do dyspozycji ciepłe łóżko.
Nad wysokimi szczytami dopiero co wstawało słońce. Miasto powoli budziło się do życia, handlarze wynosili towar. Nasi bohaterowie byli już gotowi do wyjazdu. Czekali tylko na Bjorga, który po chwili sie pojawił i ruszyli. Gdy wyjechali poza miasto Zoltac bawił się nowym mieczem.
-Trochę kaleko ci to idzie kolego. - Przerwał mu Helmar.
-Z zawodu jestem górnikiem nie wojownikiem.
-Dlaczego postanowiłeś wiec wyruszyć w tak ryzykowną podróż?
-Dla pieniędzy. Oczywiście część oddaje Alvasowi.
-Skąd masz informacje o tym artefakcie? - Helmar na chwile zwolnił, aby odsunąć się od przewodnika.
-Wyczytałem w bibliotece, a co?
-Skąd w bibliotece wzięła by się księga mówiąca o takim skarbie? Poza tym... nie za łatwo wam poszło?
-Owszem prostota tego zadania na razie jest podejrzana... ale sam rozumiesz. "Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby".
-Zbliżamy się do kopalni... widzę kominy kuźni. - Powiedział Alvas, który przyłączył się do Zoltaca i Helmara. Kominy kuźni były ogromnym dziełem budowlańców. Wysokie na 10 metrów, wytrzymywały ogromne temperatury, a ich rozmiary znacznie przyśpieszały proces przetapiania żelaza. Dookoła kopalni rozwinęło się małe miasteczko. Nie było w nim wielu domów czysto mieszkalnych. Duża część ludności to górnicy, płatnerze i kowale. Oni spali w wielkich - lecz dobrze urządzonych - koszarach. Najwięcej było tutaj knajp i noclegowni dla przyjezdni w jednym. Siedziby miały tu też trzy firmy transportowe, które dostarczały wyroby do miast spoza gór. Spora część, nie tylko broni, ale podków i wyrobów z metalu pochodzi właśnie stąd. Bohaterowie postanowili zatrzymać się w jednej z karczm. Zostawili w niej Bjorga i ruszyli do kopalni. Kopalnia była wolna dla zwiedzających. Oczywiście szlaki dla zwiedzających były wyznaczone, aby ci nie zapuszczali się w niebezpieczne rejony kopalni narażając zdrowie. Kopalnia zrobiła na wszystkich spore wrażenie. Mimo, że obecnie znajdowali się pod ziemią sprawny system oświetlania dawał doskonały widok na wszystko dookoła. Nie było mowy o zamarudzeniu w ciemnościach.
-Witam panów. - Zaczepił ich nie najwyższy, lecz dobrze zbudowany mężczyzna w lekko przepoconym ubraniu. - Mam na imię Berd. Czym mogę wam pomóc?
-Chcielibyśmy poznać miejscówki w kopalni, które warto zwiedzić. - Odpowiedział Zoltac.
-Achh... kiedyś polecaliśmy zwiedzanie naszych kuźni, ale teraz mamy dla turystów coś lepszego! Nasi górnicy w jednym z nowo eksploatowanych tuneli znaleźli fragment czegoś w rodzaju amuletu. Wysłaliśmy zawiadomienie do rady Magów z stolicy. I co ciekawe, za parę dni paru z nich przybędzie, by go obejrzeć. Podobno wzbudził wśród nich ogromne zainteresowanie.
-Moglibyśmy prosić, abyś zaprowadził nas do tego amuletu? - Zapytał z największą uprzejmością Zoltac.
-Oczywiście. Od tego tutaj jestem panowie. Mówię wam warto. Piękne świecidełko. Chodźcie. - Po drodze do tajemniczego amuletu nie mogli się nudzić. Wszystkich bardzo interesowało jak wygląda serce zbrojeniowe Modanu. Dookoła plątały się dziesiątki pracowników. Górnicy odłupywali kolejne kawałki brył, a tragarze przenosili je w dużych worach do magazynu pilnowanego przez strażników. Co górnicy zarabiali dwa razy tyle co kopacze złota z Modanu. A ci starsi stażem nawet i trzy razy tyle. Nie mieli dużo czasu na zwiedzanie gdyż podróż trwała może 8 minut. Po przekroczeniu drewnianej bramy pilnowanej przez dwóch strażników ujżeli to co czego pragnęli. Atrakcja turystyczna wyglądała identycznie jak zdobycz z krypt.
-Czy to można kupić? - Zapytał Helmar. Berd głośno się roześmiał.
-Uwierz mi panie... nie stać cię.
-Potrafię załatwić spore sumy.
-Nawet gdybyś mógł uzbierać dziesiątki tysięcy złotych monet nie jest na sprzedaż. Dzięki amuletowi, którym interesuje się rada magów staniemy się jeszcze większą atrakcją. Sprowadzą się do nas inwestorzy i firmy, które będą chciały zarobić na turystach.
-Tak, ale...
-Nie, nie to nie jest na sprzedaż. Coś jeszcze? Chcecie obejrzeć inne części kopalni?
-W sumie to poradzimy sobie dalej. - Powiedział Alvas. W zamiarach nie mieli jednak dalszego zwiedzania. Wszyscy wyszli na powierzchnie, prosto do karczmy w której siedział Bjorg. Na pytanie jak tam spotkanie z przyjaciółmi powiedzieli, że wszystko układa się dobrze, ale są umówieni na jutro. Bjorg nie sprzeciwiał się reszcie i zgodził się na kolejny nocleg. Tym razem jednak wyniosło ich to jedyne 80 sztuk złota za jeden duży pokój.
Noc przebiegała spokojnie. Jedynie około pierwszej w nocy Zoltac zaczął się kręcić na łóżku i miał problemy z zaśnięciem. Po paru minutach usiadł na łóżku i podparł głowę dłońmi. Ciągle martwiło go jak zdobyć drugą część amuletu. Przez jego umysł zaczęły przechodzić myśli, aby go ukraść za wszelką cenę. Wstał i zabrał czarny płaszcz Bjorga. Z stolika wziął czarną chustę i obwiązał ją dookoła swojej twarzy. Nałożył na siebie napierśnik, a na to zarzucił płaszcz. Gdy wychodził zabrał jeszcze oparty o framugę drzwi miecz. Było późno, więc w mieście panował spokój. Górnicy odsypiali stracone siły, jedynie nieliczni strażnicy przechadzali się po ulicach. Zoltac nałożył na głowę kaptur i omijał strażników przechadzając ciemnymi uliczkami. po paru minutach ukrywania się przed strażnikami był tuż przy wejściu do kopalni. Tej pilnowało dwóch strażników. Zoltac zaczął wchodzić po coraz to wyższych kamieniach, aż znalazł się na łuku skalnym tuż nad strażnikami. Wysokość wynosiła może dwa i pół metra. Zeskoczył pomiędzy nich i pierwszego z nich zaatakował sprawnym cięciem przy okazji rozcinając mu tętnice. Drugi z nich w szoku, nawet nie próbował się bronić i Zoltac wykończył go jednym sprawnym cięciem. Interesujące było skąd nagle wzięły się jego umiejętności walki, choć parę dni temu bał się wilków. Zachowywał się jak zawodowy zabójca. A może... może coś miało z tym jakiś związek? Nie chowając miecza wszedł do środka kopalni. Tutaj musiał zachowywać się podobnie jak w mieście. Skrywał sie za filarami i stropami, aby strażnicy go nie dojrzeli. Teraz jedynym źródłem światła były ich pochodnie więc o ukrywanie się było łatwiej. Ominął dwóch strażników i był przy bramce. Drzwi były zamknięte, ale dla niego nie był to problem. Parę razy uderzył w kruche drewno i wyciął sobie drogę. Gdy przekroczył bramkę kroki dzieliły go od amuletu. Podbiegł do stojaka i chwycił część amuletu chowając ją natychmiast do kieszeni spodni. Usłyszał za sobą jakiś krzyk. W drzwiach bramki stał strażnik, którego uwagę przykuł hałas niszczenia drzwi. Zoltac rozbiegł się i kopnął strażnika. Ten padł, krzycząc przy okazji jak najgłośniej mógł. Z bocznego korytarza tuż za Zoltaciem wybiegło dwóch strażników. Chwycił on jakiś ostry przedmiot i rzucił nim do tyłu trafiając strażnika w nogę. Ten upadł na ziemie i jęczał trzymając się za ranną kończynę. Drugi wybiegł za Zoltaciem poza kopalnie. Zauważył, że Zoltac chwyta się drabinki prowadzącej na dach domu. Strażnik ruszył za nim. Nie spodziewał sie, ze ten nie będzie uciekał i spadł z wrzaskiem po tym jak Zoltac przeleciał mu ostrzem miecza po oczach. Zszedł po drugiej stronie i w osłonie cienia ruszył do karczmy. Obudził Alvasa i Helmara. Kazał im się szybko ubrać, aby nie obudzić Bjorga. Nie zadawali mu pytań ponieważ powtarzał ciągle, żeby się śpieszyć. Zakradli się do stajni i wyjechali na swoich koniach w kierunku Galand.
-Zoltac wytłumacz mi o co ci chodzi? - zapytał Alvas parę minut po wyjechaniu z osady.
-Mam amulet, rozumiesz? Mam amulet!
-Jak go zdobyłeś?
-Zakradłem się do kopalni i ukradłem go. - Helmar, który jechał po drugiej stronie nie był pewny tej wersji Zoltaca. Widział, czubek jego miecza zabrudzony krwią. Jeszcze świeżą. Nie chciał jednak wzbudzać dyskusji. Cieszyło go to, że zdobyli kolejną część skarbu. - Teraz musimy wrócić na cmentarz i zagadka będzie rozwiązana! Tak! - Zoltaca energia rozpierała tak bardzo, że popędził do przodu galopem.
Rozdział III - Nie tak miało być...
Trojka zbliżała się powoli do lasu. Jechali już bez płaszczy z względu na zmianę klimatu. Kiedy postanowili je zdjąć Alvas zauważył krew na mieczu kompana. Został wtedy przez niego uciszony krótkim "Nie zadawaj pytań jeśli chcesz dole". W sumie... co go obchodziło paru ludzi skoro może pławić się w kasie. Na skraju lasu związali konie przy jakimś drzewie i zapuścili się pomiędzy gęste drzewa. Helmar pamiętał drogę do cmentarza więc opisał ją Zoltacowi, który bardzo nalegał, żeby szedł tam sam. Wskazówki Helmara były bardzo trafne i po dziesięciu minutach Zoltac był na cmentarzu. Tym wstrząsnęło i usłyszał głos brzmiący niczym setki demonów.
-Nareszcie jesteś wybrany!
-Miałem tu przyjść według księgi...
-To my doprowadzimy cię do ostatniej części amuletu wybrany!
-Więc na co czekacie?
-Chcemy ludzkich dusz!
-Nie ma na to czasu...
-Chcemy ludzkich dusz wybrany! Bez tego ci nie pomożemy!
-Skąd ja mam wsiąść wam ludzkie dusze?
-Daj nam tych dwóch którzy stoją w lesie! Zabij ich! Idź i zniszcz ich z naszą pomocą wybrany! Zniszcz, a zdobędziesz władze! - Zoltac chwilę się zastanawiał nad tym co robi. Wtedy jego ciało przeszły dreszcze. Po chwili znowu. Wyprostował się jak na wojskowej zbiórce i skierował się do towarzyszy. Emitowało od niego zło. Dookoła zaczęła unosić się znajoma im mgła. Taka sama jaką miał w sobie Nathan i ta sama, którą zamiast nóg miał duch w kryptach. Obydwoje dostrzegli go natychmiast gdy tylko się zbliżył. Zaczęli do niego biec nie wiedząc, że za plecami trzyma broń. Pierwszy podbiegł Helmar. Zoltac szybkim uderzeniem zza pleców przeciął jego szyje prawie, że do kości. Jego ciało padło bezwładnie na ziemie. Alvas zatrzymał się i wyciągnął miecz.
-Zoltac co dy do cholery robisz?! - Zoltac przyjął pozycje bojową.
-Chcę twojej duszy. - Odpowiedział głosem identycznym jak duch z Nathana. Alvasowi coś zaświtało w głowie. Szał Helmara, nagłe pobudzanie się Zoltaca przy wątpliwościach co do działania amuletu i to co się stało w górach. Coś go opętało i to chyba chciało, aby on odnalazł wszystkie części.
-Zoltac... słuchaj mnie. Jesteś opętany, rozumiesz? Opętany! Nie daj się temu czemuś. Walcz z tym. - Mimo jego słów Zoltac cały czas zbliżał się do niego z mieczem gotowym do uderzenia. - Stój, że do stu piorunów. - Wszystkie te słowa nie robiły na Zoltacu wrażenia. W końcu Alvas postanowił zaatakować pierwszy. Atak został zablokowany, a dla Zoltaca było to jak rutyna, która przeszła do kontry. Atakował ciągłymi, szybkimi cięciami. Starał się wytrącić Alvasa z rytmu. Ten jednak nie dawał się tak samo jak w trakcie walki z Helmarem. W końcu znalazł lukę w atakach Zoltaca i spróbował wytoczyć kontrę. Ich miecze się skrzyżowały. Alvas jednak natychmiast odskoczył. Zoltac znów wyszedł z ofensywą. Markował cięcie z góry jednak zaatakował po skosie, wybijając Alvasowi miecz z rąk. - Zoltac zbudź sie, proszę! Zbudź się Zol... - W tym momencie na ziemie spadła odcięta głowa Alvasa. Otoczeniem znów zatrzęsło i rozbrzmiał ten sam głos co na cmentarzu.
-Dobra robota wybrany! Więc teraz amulet jest twój. Do zobaczenia! - Krajobraz nagle się zmienił. Znajdował się teraz w wielkiej kwadratowej sali. Miała może 15 metrów wysokości. Na ścianach gęsto było od płomieni pochodni. A na środku znajdowała się ostatnia część amuletu wraz z metrowym złotym łańcuszkiem. Leżał on w formie w której było miejsce jeszcze na dwa trójkąty. Zoltac wyjął obie części amuletu i ułożył je w formie. Oślepił go nagły blask po położeniu ostatniego elementu. Po chwili wszystko wróciło już do normy, a amulet leżał w jednym kawałku. Zoltac chwycił go za łańcuszek. Chwile oglądał amulet po czym przełożył łańcuszek przez głowę i zawiesił go na szyi. Zaczął drżeć. Z każdą chwilą coraz szybciej. Dookoła zaczęła unosić się mgła. Ta powoli wydobywała się też z amuletu. Po trzydziestu sekundach przed jego oczami pojawiła się dziwna postać. Wyglądała jak głowa wilka tylko, zbudowana z magmy i miała na sobie ciemny płaszcz.
-Jesteś głupcem wybrany! - Zagrzmiał mocnym głosem, który rozbiegł się po całej sali i zdawał się docierać zewsząd.
-K... kim ty jesteś?
-Jestem Mainju, władca podziemi. Odwieczny wróg Ahura Mazdy, boga sprawiedliwości.
-Cz...czego ty ode mnie chcesz?
-Skompletowałeś przeklęty amulet. Już w momencie gdy chwyciłeś książkę w stolicy Modanu czułem, że jesteś łatwym celem, do opętania zza światów. Zmusiłem cię do niemożliwych rzeczy. Do tego czego nigdy byś nie zrobił. I to wszystko dla mnie... dla mnie, a ty nic na tym nie zyskasz.
-Co chcesz zrobić?
-Co? Zaraz zobaczysz! - Zoltac poczuł w klatce piersiowej straszny ból. Skrzyżował na niej ręce i upadł na kolana. Z bólu zaczął wrzeszczeć, a z klatki unosiła się niebieska poświata. Mainju z radością przyglądał się cierpieniom Zoltaca. Gdy jego ciało bezwładnie padło, wchłonął w nie. Po chwili Zoltac... a raczej jego ciało, otworzył oczy i wstał. Przed nim unosiła się niebieska zjawa, wyglądająca tak jak Zoltac. Jego ciało zabrzmiało głosem Mainju. - Widzisz wybrany? Mój duch zastąpił twoją duszę i twe ciało jest na me rozkazy! A twa dusza będzie krążyć po tej komnacie na wieki. Bądź przeklęty wybrany! - Mainju roześmiał się i zniknął, zostawiając duszę Zoltaca samą w pustej komnacie. Odnalazł on amulet, ale zapłacił wysoką cenę. Zapłacił swoim życiem...
Zoltac nie wiedział co Mainju zdołał zrobić w jego ciele. Zamknięty w komnacie, krążył po niej odizolowany od kogokolwiek i wieści z świata...
Pozwoliłem sobie troszkę zmienić trzecie zdanie. Dodam jeszcze, że to moje pierwsze opowiadanie
Zapraszam do lektury
ARTEFAKT ŚMIERCI
ROZDZIAŁ PIERWSZY:
"Kopacz Zotac uwielbiał czytać stare księgi... W jednej z nich znalazł wzmiankę o Artefakcie Śmierci, rozłączonym kiedyś na kilka części. Odważny kopacz postanowił odnaleźć wszystkie z nich. Od dzieciństwa interesował się archeologią i innymi naukami tego typu.
W tej właśnie chwili, Zotac przypomniał sobie, jakim zawsze był wyrzutkiem wobec rówieśników. Jego ,,koledzy" zawsze wyśmiewali się z niego, bo wolał siedzieć w domu i czytać o dokonaniach Arthorna - najlepszego archeologa, jakiego widział świat.
Jednak myśli te, nie zostały w głowie Zotaca na długo. Postanowił zmienić temat do rozumowania. Nie wyruszyłby w podróż samemu. Kopacz zastanawiał się, kto byłby dobrym kandydatem...
-Może Thomast ? - pomyślał - Jednak nie. Ucieknie przy przy pierwszym lepszym Goblinie. Hmmm... Więc może Reit ? Eeeee... Też nie. Wiszę mu stówę, nie pójdzie.
W tym momencie, ktoś wbiegł do chaty Zotaca. Wyglądał, jakby goniło go stado rozwścieczonych Golemów. Miał obdarte ciuchy, jeśli można było je tak nazwać.
-Proszę, skryj mnie przed nimi ! - zaczął ledwo mówić - Oni mnie gonią i zabiją ! Ukryj mnie, nie pożałujesz !
-Przed kim uciekasz ? - zaczął kopacz - Kim jesteś ? Może jakimś mordercą !
-Nie jestem żadnym mordercą ! Zostałem wrobiony ! Ale nie czas na pytania. Ukryjesz mnie, czy dalej mam uciekać ?
-Dobra, pod łóżko !
Wszystko działo się w przeciągu kilku sekund. Po chwili, do chatki wpadło trzech strażników samego Gomeza.
-Gdzie on jest ?! - krzyknął jeden z nich
-Zapewne chodzi wam o tego wariata, który przed chwilą przebiegł przez moją chatę ? - zaczął kłamstwa Zotac - Zniczczył mi moją nową patelnię ! Pobiegł tam, w stronę targowiska. Złapcie go !
-Takie nasze zadanie, kopaczu. Idziemy chłopaki !
Strażnicy wybiegli z chatki jak opętani.
-No dobra, wyłaź - powiedział Zotac
-Dziękuję, dziękuję ci ! - odparł ,,nowoprzybyły"
-A teraz gadaj, kim jesteś !
Uciekinier wyszedł spod łóżka i na nim usiadł.
-Mam na imię Cuoarto. Pochodzę z dalekich krajów. Zostałem wrobiony w serię zabójstw i kradzieży - odpowiedział
-Czyli musiałeś mieć jakieś powiązania z tym, który to zrobił....
-Tak. Trzymałem sztamę z niejakim Oscomem. To właśnie on popełnił te zabójstwa i kradzieże. Pewnego dnia, miałem dokonać pierwszego zabóstwa. Oscom mówił, że już czas, że jestem gotowy. Podczas akcji, okazało się jednak, że ten obaszar był silnie strzeżony. Kiedy zgarniali mnie Strażnicy, zdawało mi się, że wśród krzaków, widziałem śmiejącego się Oscoma. Od tej pory, siedziałem tutaj. W tej Kolonii. Jedynym moim marzeniem, jest go zabić. Ale dzisiaj, korzystając z nieuwagi Strażników, uciekłem z lochów.
-No cóż, ciekawa historia, przyznam - odparł Zotac - Powiedziałeś, że nie pożałuję, jeśli cię uratuję. Co miałeś na myśli ?
-Jestem... Byłem jednym z najbogatszych ludzi w Khorinis. W swoim domu mam tyle złota, że mógłbym kupić połowę miasta. Tylko ja wiem, o skrytce, w której je trzymam. Mówiąc, że nie pożałujesz, miałem na myśli to, że gdybyśmy uciekli do Khorinis, żylibyśmy lepiej od samego Rhobara.
-Ale ja nie mam zamiaru stąd uciekać. Złota też mi nie potrzeba. Jedyną rzeczą, której w życiu potrzebuję, to odnaleźć wszystkie części Artefaktu Śmierci, połączyć je i uzyskać jego moc.
-Chcesz zostać Nekromantą ? - spytał Cuoarto
-Nie. Mam zamiar wykorzystać go, do zniszczenia wszelkiego zła. Szukam teraz chętnych, którzy by ze mną udali się na poszukiwania.
-Ciekawa perspektywa - uśmiechnął się uciekinier - Wiesz co ? Jeśli nie chcesz złota, będę twoim towarzyszem podczas wyprawy. Moim żywiołem jest miecz. Jestem niepokonany w walce bronią jednoręczną. Znam się na gotowaniu, nieraz nocowałem w lesie. Sztuka przetrwania to dla mnie chleb powszedni. Mogę się przydać.
-Tak ? To świetnie - odparł Zotac - Jesteś w ekipie. Póki co, masz tu strój kopacza, żebyś mógł się wtopić w tłum, jeśli będziesz chciał wyjść.
-Dzięki.
ROZDZIAŁ DRUGI (dwa dni po poznaniu Cuoarto`a):
Przed południem, Zotac i Cuoarto, zaczęli przygotowania do podróży. Zwerbowali trzech ochotników, czyli mieli wyruszyć, a właściwie uciec z obozu w piątkę o południu. Dołączyli: Uzdrowicielka Hanne, Wojownik Jinan i Złodziejka Cilianna.
-Wiesz, doceniam to, że wydałeś swoje ostatnie pieniądze na ekwipunek dla mnie - powiedział Cuoarto
-Jesteś moim kompanem i przyjacielem. Taki mój obowiązek - odpowiedział Zotac - Dobra, na trzy, zwiewamy. Raz, dwa... TRZY !!!
Obaj wybiegli z chaty. Mieszkańcy obozu nie wiedzieli, co się dzieje.
-Trzymaj się muru ! - krzyknął kopacz
Po chwili z zamku wybiegło kilku Strażników z kuszami w dłoniach. Zaczęli cisnąć bełtami w ,,biegaczy". Mimo to, uciekinierzy biegli w taki sposób, że nie można było w nich trafić. Po kilkunastu sekundach, znaleźli się poza obozem. Nie zobaczyli ścigających ich Strażników, za to widzieli swoich trzech kompanów.
-Wszyscy sprawni i gotowi ?! - zapytał zdyszanym głosem Zotac
-Jak najbardziej ! - Odpowedzieli chórem wszyscy.
-No to w drogę ! - dodał kopacz - Zaraz wyczytam zagadkę dotyczącą jednej z trzech części Artefaktu Śmierci. Zaraz... O ! Jest ! Brzmi ona tak:
,,Gdzie jasny blask gorącego złota pada, tam kałuży szukaj". Hmmm... Jakieś sugestie ?
-Złoto ? – odezwał się Jinan – Jak złoto, to i pewnie jego kopalnia w Viral.
-Ale skąd tam kałuża ? – spytała Cilianna – Tam nigdy nie pada deszcz…
Przez dłuższy czas, wszyscy wymieniali poglądy co do zagadki, jednak zawsze znalazł się powód, który im zaprzeczał. Jedynie Zotac stał i bez słowa wpatrywał się w kartkę z zapiskiem…
-A może nie trzeba rozumieć tego dosłownie… - szły myśli przez jego głowę – Kałuża może oznaczać jezioro, staw…
Grupa usiadła pod drzewem cały czas rozmyślając nad zagadką.
-Jasny blask gorącego złota… - przerwała ciszę Hanne – A jeśli chodzi o Słońce ?
Zotac ożywił się.
-Tak ! - krzyknął - To jest myśl ! A gdzie jego blask jest najmocniejszy ? Na…
-Pustyni Sethara - dokończył Cuoarto – A gdzie tam kałuża ?
-Jest kilka oaz – odparła Cilianna - Trzeba tam rozpocząć poszukiwania. Myślę, że najrozsądniej będzie zacząć na Oazie Wsparcia. Z tego, co wiem, jest tam pewien grobowiec. Nie znam jego położenia, ale jest tam. Na pewno.
-No to idziemy na Setharę – powiedział Zotac
Grupa poszukiwaczy przygód udała się na południe, w kierunku pustyni. Po drodze zbierali wodę z okolicznych źródełek. Droga trwała cztery dni. Ostatniej nocy, na kilkanaście mil przed początkami Sethary, kiedy Cuoarto rozbijał obóz, coś poruszyło się w krzakach. Wyciągnął miecz i wpatrywał się w gęstwinę. Nastała cisza.
-No chodź ! – krzyknął – Załatwmy to, jeśli mnie szukasz ! Dalej !
Stał i czekał na ,,to coś” przez kilka minut. W końcu postanowił sprawdzić, co to było. Jednak w krzakach nic nie znalazł. W tym momencie, wróciła reszta.
-Mamy wodę. Starczy nam na cały tydzień – powiedział ochoczo Jinan – Ale co tu się stało ? Czemu nie rozbiłeś obozu ?
-Przysiągłbym, że coś było w tych krzakach coś się poruszyło i się na mnie wpatrywało – odpowiedział Cuoarto - Coś lub ktoś…
-Czyli twierdzisz, że ktoś nas śledzi ? – roześmiała się Cilianna – Dobry żart.
Cuoarto przeszył złodziejkę nienawistnym wzrokiem, po czym skierował swój wzrok na Zotaca.
-Myślę, że ci się wydawało – powiedział kopacz - Nikt nie wie o tym, gdzie wyruszyliśmy.
Przez resztę wieczoru, były szlachcic Khorinis, nie odzywał się do nikogo. Jedyne, co robił, to siedział i wpatrywał się w ognisko. Przez jego głowę przebiegały różne myśli niczym stado pędzących koni.
Rankiem, był nieco bardziej pogodny. Zdobył się na rozmowy z innymi poszukiwaczami przygód. Po południu, grupka stanęła naprzeciwko początkom Sethary.
-Wchodzimy ? – spytał Zotac
-Oczywiście ! – powiedziała Hanne
ROZDZIAŁ TRZECI:
Po kilku godzinach wędrówki, bohaterowie dotarli pod mury miasteczka z Oazą Wsparcia.
-Starajmy się nie wyglądać jakbyśmy przybyli z daleka i w poszukiwaniu czegokolwiek – zakomenderował kopacz
Przy bramie spotkało ich dwóch Strażników.
-Witajcie – rozpoczął jeden z nich - Widzę, że przybywacie z daleka. Zapewne macie powód.
Poszukiwacze przygód popatrzyli się porozumiewawczo na siebie.
-Dobra. Nie będę was zatrzymywać. Tylko żadnych bójek i kradzieży, bo to się dla was źle skończy.
Grupa weszła do miasteczka.
-Świetnie. Trzeba spytać kogoś o drogę… - rzekł Jinan – Gdzie znajduje się Oaza Wsparcia ? – spytał jednego z przechodniów
-Idźcie cały czas przed siebie, aż do palm – odparł mieszkaniec – Tam skręćcie w lewo.
Wszyscy ruszyli zgodnie z opisaną przez mieszczanina drogą. Po jakimś czasie w istocie dotarli do celu. Okrążyli oazę kilkanaście razy, jednak nie znaleźli nic, co mogłoby w jakiś sposób zwrócić uwagę grupki.
-Co robimy ? – spytał kłopotliwie Cuoarto
-Dobre pytanie – odpowiedziała Hanne – na Setharze jest tylko jedna oaza. Co o tym wszystkim myślisz Zotacu ?
-Mam w głowie mętlik… - odparł kopacz – Tu musi być haczyk…
-,,Kałuży szukaj”… - powiedziała powoli Cilianna – A może…
Wszyscy zaczęli wpatrywać się w złodziejkę.
-A może ,,W” kałuży…
Nastała cisza.
-Tak ! To jest myśl ! – krzyknął radośnie Zotac – Musimy szukać pod wodą jakiegoś wejścia !
Poszukiwacze przygód zostawili swój ekwipunek przy jednej z palm, ale tak, żeby nikt nie mógł go ukraść i wskoczyli do Oazy Wsparcia. Co jakiś czas wynurzali się złapać powietrze, żeby po chwili znów zanurkować. W pewnym momencie, Zotac zobaczył w jednej z podwodnych skał dziwny otwór. Kiedy podpłynął do niego, coś zaczęło go wciągać do środka. Jedyne, co w tej chwili odczuwał, to brak powietrza i ból rąk, za które ,,coś” go ciągnęło…
Kopacz obudził się w jakiejś jaskini. Za sobą zobaczył otwór. Przed sobą, jedną z części Artefaktu Śmierci. W tej samej chwili, pobiegł, aby ją wziąć. Widniał na niej obraz wodospadu. Obok części artefaktu, zobaczył notatkę. Napis głosił: ,,Zaklęcie szczęścia, jak mag powiada.”
-Ech… Czy wszystkie części muszą być związane z jakąś zagadką ? – pomyślał Zotac – Dobra. Teraz się muszę stąd wydostać.
Bohater odwrócił się i skierował swój wzrok na otwór, którym dostał się do tego miejsca. Podszedł do niego i wskoczył. Poczuł, że leci bardzo szybko, a po chwili, że jest w wodzie. Domyślał się, że wrócił do Oazy Wsparcia, więc wypłynął na powierzchnię. Jednak nie spodziewał się tego, co zaraz zobaczył. Nie był w miasteczku, ale w jakiejś jaskini. Wyszedł z wody i zapominając o wysuszeniu się, z jedną części Artefaktu w kieszeni, poszedł przed siebie.
-Gdzie ja jestem ? – pomyślał kopacz
Po jakimś czasie chodzenia, Zotac zauważył drzwi. Były ozdabiane najróżniejszymi klejnotami. Otworzył je i zobaczył stół alchemiczny, a przy nim starca. Gotował mrucząc coś pod nosem.
-Tylko to zaklęcie… - mówił starzec - Tylko tyle…
-Eeee… Przepraszam ? – zaczął Zotac – Ja się tu w jakiś dziwny sposób znalazłem i…
-Nie interesuje mnie to. Teraz, potrzebuję jednego zaklęcia, które dokończy moje dzieło. Jeśli je zdobędziesz, sowicie cię wynagrodzę.
-,,Zaklęcie szczęścia…” – pomyślał kopacz
-A jaki to czar ? – zapytał
-Dozgonnego szczęścia – odpowiedział niespokojnie mag – strzeże go wielki stwór zwany Sartarem. Jest nie do pokonania. Musisz się tam zakradnąć i wziąć zwój z czarem. Zapewne Sartar ma tam swoje skarby. Jeśli chcesz, możesz wziąć wszystko, tylko daj mi to zaklęcie.
-Gdzie podziało się miasteczko z Oazą Wsparcia ?
-Jest nad tą jaskinią. To jak, zgadzasz się na to zadanie ?
-Najpierw chcę odzyskać towarzyszy – powiedział odważnie Zotac
-Dobrze, będą przy jaskini. Przygotuj się…
Kopaczowi zakręciło się w głowie. Po chwili znalazł się na powierzchni. Obok siebie zobaczył swoich kompanów.
-No, jesteś wreszcie – powiedział Cuoarto – Gdzie jesteśmy ?
-Przed jaskinią – odpowiedziała Cillianna z ironią
-Przed jaskinią Sartara. Tu znajduje się druga część Artefaktu Śmierci.
-Sartar ? – zaczęła Hanne – On jest nieśmiertelny !!!
-Dlatego poczekamy do nocy i kiedy będzie spać zakradniemy się i weźmiemy to, co trzeba. Nie wiem tylko, jak wrócimy do maga…
-Jakiego znowu maga ? – spytał Jinan
-Nieważne. To nie jest w tej chwili istotne – powiedział Zotac
ROZDZIAŁ CZWARTY:
Nocą, cała drużyna podeszła pod jaskinię. Od razu zauważono śpiącego Sartara. Wszyscy zaczęli się skradać i cicho przechodzić obok stwora. W końcu, oczom członków grupy ukazały się przeogromne skarby i podest, a na nim zwój. Zotac domyślił się, że to zwój szczęścia.
-Jeśli oddam to magowi, stracę drugą część Artefaktu – myślał – jednak jeśli nie oddam, nie będę wiedział jak je użyć, aby stworzyć magiczny kamień*
*Magiczny kamień to inaczej jedna z części Artefaktu Śmierci
-Ale Magowie Ognia na pewno umieliby wyciągnąć z tego część Artefaktu, jeżeli tylko jest ona w tym zwoju. Jednakże, notatka nie może kłamać – myślał dalej kopacz – Hmm… Lepiej będzie jeśli nie oddam tego czaru starcowi. Tak, to wydaje się słuszne.
Każdy z kompanów, podszedł do czegoś co go interesuje: Zotac do podestu, Hanne do kufra z ziołami, Jinan do starożytnych toporów, Cilianna do złota, a Cuoarto do magicznych mieczy.
Obok zaklęcia, leżała kolejna, trzecia już notatka, a głosiła ona:
,,Podstępkiem nic tu nie zaradzisz, dotrzymaj słowa danego, a nic nie stracisz”
-Ta notka wygląda na prawdziwą… - pomyślał kopacz – Jeśli tak, muszę oddać magowi to, co jego. Muszę temu zaufać…
Gdy wszyscy zabrali to, co chcieli, grupka zaczęła się kierować do wyjścia. Teraz, kiedy kompani mięli swoje skarby, które szeleściły/dzwoniły, trudniej było przejść po cichu. W pewnym momencie, z sufitu jaskini, zaczęły spadać stalaktyty. Nie wiadomo było co, lub kto, spowodował to zajście, ale najważniejszym było w tej chwili to, że spadające głazy mogły zabić kompanów i to, że Sartar zaczął się przebudzać.
-Szybko !!! Nie skradajcie się tylko biegnijcie, jeśli życie wam miłe !!! – zakomenderował Zotac
Poszukiwacze przygód wybiegli z jaskini, jednakże Sartar wstał i zaczął ich gonić.
-Gdzie teraz ? – krzyknął Jinan – Jesteśmy zgubieni !!!
Wtem, przed nimi otworzył się teleport. Każdy już wiedział, gdzie ucieknie. Po chwili, wszyscy znaleźli się w laboratorium maga.
-Proszę, oto twoje zaklęcie starcze. Teraz ty dotrzymaj słowa – powiedziawszy to, Zotac oddał zwój magowi.
-Tak, wiem czego pragniesz – odparł starzec - Nie chcesz złota, ale drugiej i trzeciej części Artefaktu Śmierci. Do tego właśnie potrzebne było mi zaklęcie szczęścia. Jestem tylko pośrednikiem między ziemią a niebem. Pradawni wiedzieli o twoim pragnieniu. Zostałeś jednym z nielicznych, którym Pradawni pomogli. A domyślasz się może dlaczego ?
-Nie… - odpowiedział kopacz
-I niech tak zostanie. W każdym bądź razie możesz czuć się zaszczycony. A teraz podejdź tu, jesteś potrzebny.
-Do czego ? – spytał zdziwiony bohater
-Tworzysz historię, Zotacu – powiedział mag - Historię, która zostanie na tym świecie po wszystkie czasy, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Zaiste, staniesz się tym, który jako pierwszy złączy wszystkie części Artefaktu po tym, kiedy sam Adanos go rozłączył. Pamiętaj jednak, to Artefakt Śmierci – dzieło Beliara. Możesz zostać pochłonięty przez jego moc i zaślepiony później wolą zabijania. Możesz stracić też to, co dla ciebie cenne. Czy na pewno chcesz otrzymać drugą i trzecią część ?
-Nie ! Nie ryzykuj ! – krzyknął Cuoarto – Nie warto !
-Zamknij się !!! – odpowiedział Zotac – Nic nie rozumiesz !!!
Po chwili, kopacz podszedł do maga.
-Rób to, co trzeba, starcze.
-Asesta, kambria, miri !!! – wypowiedział zaklęcie mag
Wtem, zaczął snuć się ciemny dym. Zotac widział dwa kamienie, unoszące się w powietrzu. Czuł, jak trzeci wibrował w jego kieszeni. W końcu, Kopacz wyjął go, a ten od razu poleciał ku pozostałym dwóm. Kiedy odwrócił się do przyjaciół, aby pokazać im, że wybrał dobrze, oni już nie żyli.
-CO ZROBIŁEŚ MOIM PRZYJACIOŁOM !!! – krzyknął bohater
-Czy nie mówiłem, że możesz stracić to, co cenne ? – odpowiedział starzec
-Ja tak nie chcę !!! – wykrzyczał Zotac
-Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć, kopaczu. A teraz, Artefakt Śmierci jest twój. Weź go.
-Oddaj mi przyjaciół !!!
-Nie chcesz, sam ci go dam.
Bohater poczuł, że ma coś w kieszeni. Po chwili, zaczęło mu się kręcić w głowie i nagle znalazł się w swojej chacie w Starym Obozie, trzymając w ręce Artefakt Śmierci. Zotac odnalazł Artefakt, jednak zapłacił za to wysoką cenę jaką była utrata przyjaciół.
EPILOG:
Po tygodniu, Kopacz postanowił oddać Artefakt Magom Ognia.
-Hmmm… Dobrze, że przyniosłeś to do nas – zaczął Corristo – To bardzo potężna rzecz. Gdyby wpadła ona w ręce jakiegoś Nekromanty, stanowiłoby to zagładę. Tylko dziwi mnie jedno… W jaki sposób zwykły kopacz odnalazł prastary Artefakt ?
Arcymistrz Ognia nie doczekał się jednak odpowiedzi. Zotac wyszedł bez słowa z budynku. Od tej pory, nigdy nie wybaczył sobie, że przez niego nie żyli już jego kompani. Uciekł z obozu, aby dopaść Oscoma – dawnego wroga Cuoarto, ale to już inna historia…"
Dobra, tu daję swoje oceny Konkurs oficjalnie skończył się o godzinie 12:00:00
Vesten_123 Fabuła: Prolog całkiem niezły, trochę dziwne, że Diego mu pomagał... Nawet z litości, to czy człowiek Gomeza pozwoliłby mu na wykradanie/czytanie ksiąg? Nie sądzę. Rozdział pierwszy... Zacznijmy od tego, że nie wszyscy wyznawcy Beliara są nekromantami... Chyba XD Beliar jakoś dziwnie sprawdzał umiejętności nekromanty... Trochę długa była z pewnością ta walka, acz podoba mi się ten pomysł... trochę z tym zniszczeniem trochę nie pasuje (oni nawalali się „Pięścią wichru”? ).Cholernie podoba mi się ten pomysł na rozłączenie broni: myśląc nad fabułą ten tajemniczy amulet uważałem za coś innego Do rozdziału drugiego jakoś większych zastrzeżeń nie mam... I spodobał mi się sposób, w jaki Karta Graficzna (czyli Zotac ) zabił Orka – od razu można wczuć się w ten klimat, a nie, że wyskakuje tu jakiś Kopaczonator, który w worku trzyma Uriziela, a na plecach widać Łuk Śmierci z wybuchowymi strzałami w kołczanie... Dobre! Rozdział trzeci... Ten wierszyk-rymowanka [ XD ] bardzo ciekawy i niezły... Tajemniczy! Ostrze było chronione przez wymyślną pułapkę-zagadkę... I to lubię, że tak powiem Rozdział czwarty. Podoba mi się to przejście, sprawia, że chcę czytać dalej, aby dowiedzieć się, co z Zotaciem... Ale w drugiej części tego rozdziału zwaliłeś sprawę, bo tam, przynajmniej w mojej opinii, powinna być kontynuowana historia Zotaca, to samo w trzeciej... Zwaliłeś tym sprawę. Rozdział piąty. To zdobywanie części Kosy Śmierci przypomina zabawę w odnajdywanie Chromaninu i Kamieni Ogniskujących, miejsca też podobne. Rozdział szósty... Tu powiem tylko, że podoba mi się zakończenie i opis walki 8+/10!
Tekst: Ortów nie zauważyłem w ogóle, pewnie pracowałeś w Wordzie, i dobrze Interpunkcja jest tak samo dobra, no dobra, raz zapomniałeś przecinka, a raz wstawiłeś niepotrzebnie, ale oprócz tego to żadnych zastrzeżeń. Teksty są genialne, szczegółowe, naprawdę dobra robota z tekstami 9+/10 Ogólna ocenka tego dzieła to 89/100 – opowiadanie długie, ale nie nudne!
FIREWOLF Fabuła: O prologu nie ma co pisać, bo jest bardzo krótki, rozdział pierwszy również nie przynosi żadnych większych niespodzianek... Dopiero w rozdziale drugim coś się dzieje, podoba mi się to przekupienie strażnika, Artefakt Śmierci zrobiłeś taki, jaki ja bym zrobił Ogólnie to podoba mi się koniec, bo jest oryginalny. Jednak opowiadanie dość krótkie...Dam ci za fabułę 6+/10 Tekst: Tu gorzej niestety K ?le używasz dużych liter, bo czasem ich brakowało, a czasem robiłeś je niepotrzebnie. Nie podoba mi się też dialog, a raczej jego styl – chodzi mi o to, że robisz te pierwsze literki imion... To bardziej do jakiegoś przedstawienia teatralnego, ale nie opowiadania J Jest też parę błędów „MM-owych” (czyli brak ‘ł’ na końcu wyrazów) oraz powtórzeń. 5+/10 Ogólna ocenka tego dzieła to 62/100 – opowiadanie dość krótkie, na dodatek czasem przynudzało, ale to może zasługa tego, że czytałem to wczesnym rankiem
Kamilzot Fabuła: Prolog typowy, czyli to co ja napisałem. Rozdział pierwszy za to... No cóż, wątpię czy strażnik pozwoliłby kopaczowi uciec z obozu, w końcu to mniej rudy... A, i skąd on wiedział, że pierwszą częścią był zatruty nóż? Mogłeś dać wycinek z tej księgi. Skąd Zotac znał skrót do cytadeli? Kopacz mówił do ŚWI!TYNNYCH STRA?NIKÓW zamknijcie się? Nie sądzę, i tak powinni obić mu mordę. Teraz rozdział drugi... Mało z tego rozdziału zrozumiałem, skąd on wytrzasnął ten pierścień? K To samo z rozdziałem trzecim. Epilog... Bo ja wiem, czy sława to wysoka cena... Nie o to mi chodziło. 3/10 Tekst: Takich większych zastrzeżeń nie mam, ale oczywiście można się do czegoś przyczepić… Parę literówek, i to co mówiłem: wielu tekstów nie mogę do teraz zrozumieć. Stawiasz za dużo wykrzykników, jeden wystarczy, na dodatek pomiędzy wyrazem a wykrzyknikiem robisz przerwę, to źle. 7/10 Ogólna ocenka tego dzieła to 46/100 – opowiadanie, nie będę ukrywać, wyraźnie pisane w pośpiechu, jest wiele niedopowiedzeń... Tak bywa
kentis Fabuła: Za dużo to o niej napisać się nie da... Acz opowiadanie mnie wciągnęło. Jest kilka bezsensów, na przykład czemu Zotac i Roroc poszli najpierw na południe, skoro Dom Magów mieli tuż koło nosa? Nie sądzę też, aby Zotac mógł przejść przez bramę, w końcu był kopaczem. Co Rączka jest winny Rorocowi, i za co? Zamiana w wilkołaka to jakaś pomyłka K 3/10 Tekst: ?le. Bardzo źle. Nie ma prawie w ogóle znaków zapytania i wykrzykników, zdania bez przecinków brzmią komicznie. Ale błędów ortograficznych nie zauważyłem. 5/10.
Ogólna ocenka tego dzieła to 42/100 – pisane w pośpiechu, a to nie odbiło się za dobrze na efekcie końcowym.
Visor Fabuła: ?adnego prologu nie ma, w sumie to nawet lepiej, bo fajne wprowadzenie dałeś w rozdziale pierwszym. Podoba mi się pomysł ze szkołą... Ale musiałeś mi o tym przypominać? XD Ogólnie przytaczać całej treści fabuły nie ma sensu, bo historia jest genialna, długa, szczegółowa i przede wszystkim ciekawa. 10/10! Tekst: Dużych zastrzeżeń nie mam... Jednak przekręciłeś imię bohatera, dwa błędy ortograficzne i trochę za dużo przecinków. 9/10.
Ogólna ocenka tego dzieła to 96/100 – cholernie bym się ucieszył, gdybyś zrobił z tego komiks
Kastet Fabuła: Pierwszy rozdział ciekawy, miałeś niezły pomysł na wstęp do właściwej części J To zwerbowanie... Najpierw Zotac miał problemy z kim iść, a później bezproblemowo znaleźli kilku ludzi razem z Cuoarto? (ale pojechane imię XD) Później też było parę niedopowiedzeń. Zotac trochę za łatwo otrzymał drugą i trzecią część Artefaktu; mam wrażenie, że się tu spieszyłeś. 6/10.
Tekst: Solidna robota. Stawiasz trochę za dużo wykrzykników i oddzielasz je spacją od wyrazu... 8/10 Ogólna ocenka tego dzieła to 68/100 – wyszło ci średnio
Visor
Fabuła: Brak prologu... ale to i tak nie obniża Ci oceny, bo w tym opowiadaniu to nie było konieczne, opracowałeś dobrą drogę "okrężną" prologu. Nie wiem dlaczego, ale całe opowiadanie wyobrażałem sobie w klimacie low Fantasy, lecz i dla tego spory plus, bo lubię takie opowiadania. Długie, ciekawe, nie nudzące, jednym słowem - Genialne -! 11!/10
Teksty: Dużo nie było, trochę przecinków przy dużo, czasem zła literka... czasem się tak zdarza przy takich długich opowiadaniach. 9+/10.
Ogólna ocena - 94/100 - Gratuluję! Pisz więcej takich opowiadań, gdyż to cholernie mi się podobało.
Vesten_123
Fabuła: No, prolog ciekawy, tylko właśnie czemu Diego mu pomagał "z litości" w wykradaniu ksiąg? Mogłeś chociażby napisać tak, że po przeczytaniu oddaje mu książki a ten odkłada je na miejsce... Rozdział pierwszy, cóż... Nekromanci to trzon "armii" Beliara, jednak wojownicy jego też istnieją, czyż nie? Acha... po co miałby się Beliar przejmować umiejętnościami jednego, marnego "robaka" który to nie jest jedyny w jego armii, to mało logiczne. Co do walki ze śmiercią... jak on walczył dwa dni i dwie noce? Przecież padłby ze zmęczenia po niecałym jednym dniu. A to rozdzielenie kosy... może nawet być. Przynajmniej już nie o amulecie mowa. Więcej takich zastrzeżeń nie mam, i przyznam, że zabicie orka tym kamieniem było dobrym pomysłem. No to Rozdział trzeci... Spodobała mi się ta rymowanka, bardzo pasująca do klimatu.
Cytat:
"Ostrze było chronione przez wymyślną pułapkę-zagadkę... I to lubię, że tak powiem Very Happy"
Zgadzam się z poprzednikiem.
Cytat:
"Rozdział czwarty... Podoba mi się to przejście, sprawia, że chcę czytać dalej, aby dowiedzieć się, co z Zotaciem... Ale w drugiej części tego rozdziału zwaliłeś sprawę, bo tam, przynajmniej w mojej opinii, powinna być kontynuowana historia Zotaca, to samo w trzeciej... Zwaliłeś tym sprawę. Rozdział piąty. To zdobywanie części Kosy Śmierci przypomina zabawę w odnajdywanie Chromaninu i Kamieni Ogniskujących, miejsca też podobne. Wink Rozdział szósty... Tu powiem tylko, że podoba mi się zakończenie i opis walki Razz "
Tu też się zgodzę z KzL, tylko ja wystawię ocenę 7+/10.
Tekst: Orty, orty... nie widziałem wcale takowych. Raz czy dwa zapomniałeś dać przecinek czy coś, ale to nie powód, by od razu skazać się na powieszenie. Teksty... ciekawe, szczegółowe, naprawdę przemyślane... 9+/10
Moja ocena opowiadania - 86/100 - Opowiadanie szczerze ciekawe, nie nudne i takie jakie lubię - długie -.
Kastet
Fabuła:Cóż, początek ciekawy, nie powiem, żeby mnie znudził. Mam zastrzeżenie jednak do kompanów. Nie mógł na początku nikogo znaleźć, a tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy znalazł 3 osoby w tym z zielarką, czy kim ona tam była? Niesamowite :shock:. Skoro to było w kolonii, to od kiedy kobiety były wolne? W dodatku mieszasz dobrze nam znany teren z jakimiś pustyniami i miastami (!). Kiepsko, oj, kiepsko.
Cytat:
Zotac trochę za łatwo otrzymał drugą i trzecią część Artefaktu; mam wrażenie, że się tu spieszyłeś.
Zgodzę się z tym, tylko ja dam ocenę 4+/10.
Tekst: Całkiem nieźle. Przy dużo wykrzykników i znowu oddzielane od wyrazu... 7/10
Ogólna ocena wynosi 57/100 - Pisałeś, że jeszcze godzina do końca konkursu, było więc wcześniej zacząć opowiadanie, a jak nie miałeś dostępu do kompa, to mogłeś sobie całe przemyśleć. Ogólnie nie jest źle, ale też nie jest dobrze.
FIREWOLF
Fabuła: Prolog nie za ciekawy, krótki rozdział I, źle zacząłeś. Rozdział II dopiero przynosi coś ciekawego. Nieźle obmyślane z tym przekupieniem strażnika. Koniec szczególnie dobry, niestety opowiadanie przy krótkie, 6/10.
Tekst: ?le użyte duże litery, jak to powiedział pan wyżej z Jury. Zamiast dawania tych liter, mogłeś podać, w jakiej kolejności kto mówi, i tak pisać. Nie wiesz, o co chodzi? Proszę:
Ktoś tam rzekł -blablabla- na co pan Zdzisław odrzekł -blablabla-
-blabla- (tu by było wiadomo, że to ta pierwsza osoba)
-blabla- (tu wiadomo, że ta druga)
Najlepiej poczytaj sobie dialogi w książkach. Od cholery powtórzeń. Trudno wymyślić jakiś wyraz zamiast Zotac, np. kopacz, bohater itd.? 4+/10
Ogólna ocena wynosi 54/100 – Opowiadanko krótkie, przynudzające, nic specjalnego.
Kamilzot
Fabuła: Prolog standardowy, taki, jak napisał nasz grabarz KzL (XD). Rozdział I, hm.... Strażnik tak łatwo dał mu wyjść z obozu? Przecież by tylko zmarnowano siły robocze jak i zawsze te kilka brył rudy. Od razu zauważył, że chodzi o zatruty nóż? Czytał księgę, to mogłeś napisać, co przykuło jego uwagę lub moment, w którym wyczytał o nim. Znał skrót do cytadeli? Wątpię. On był pracownikiem Grahama czy jak? Kolejna sprawa, niby jakim prawem rozkazywał świątynnym strażnikom? Chapter II... Strasznie pogmatwany, pokręcony i wymięty. Rozdział III tak samo. Epilog. Sława, to wysoka cena? . To ja już chyba w tym razie nie chcę być aktorem XD. 2+/10
Tekst: Literówki... pogmatwane zdania... niezbyt przyjemnie się czyta. Nie wiem, po co dawać więcej, niż jeden wykrzyknik, jak wystarczy malusieńki jeden i nie oddzielaj wyrazu od wykrzyknika, bo to źle wygląda. Tu tak samo jak KzL, czyli 7/10.
Ogólna ocena wynosi 40/100 – Akcja za szybko się dzieje, wszystko tak pokręcone... pisałeś to w pośpiechu, na pewno. Bardzo zniesmaczyłeś mnie tym opowiadaniem.
kentis
Fabuła: Hmm.. nie rozbudowałeś jej za bardzo... niezbyt mnie wciągnęła... Czasem chyba sam sobie przeczyłeś, np. czemu Zotac i Roroc poleźli wpierw na południe, jak Dom Magów parę kroków od siebie?. Mogłeś wyjaśnić, za co Rączka jest winny Rorocowi przysługę. A ta zamiana w wilkołaka, ucieczka na tereny orków i "The End" wygląda bardzo niesmacznie, 2+/10
Tekst: Okropnie. Nie ma praktycznie żadnych znaków zapytania i wykrzykników, mógłbyś poprawić swoją interpunkcję. Błędy ortograficzne.. nie było, przynajmniej ja nie zauważyłem, 4+/10.
Ogólna ocena to 38/100 – widać, że pisałeś w pośpiechu. Mieliście sporo czasu, a nie na ostatnią chwilę pisać opowiadanie.
Najlepiej poczytaj sobie dialogi w książkach. Od cholery powtórzeń. Trudno wymyślić jakiś wyraz zamiast Zotac, np. kopacz, bohater itd.?4+/10
?!
Moment panie Defczorze (XD) Jakbyś nie zauważył to ja nie pisałem Zoac to, Zotac tamto, tylko co drógie... coś tam pisałem Kopacz. (Zotac to, Kopacz tamto XD) więc wiesz ;/[/quote][/b]
_________________ DO KUJA Z POLITYKĄ Tu się Gothic i twórczość z niego liczy . Nie kłóćmy się o politykę, bo zobaczcie jak to nasze stosunki psuje... Ja + Fortuno = Korespondencyjni ziomale poróżnieni przez Politykę, ale zakopaliśmy to i cały czas ziomale. Tak samo z Darmorem.
Nie mógł na początku nikogo znaleźć, a tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy znalazł 3 osoby w tym z zielarką, czy kim ona tam była? Niesamowite :shock:. Skoro to było w kolonii, to od kiedy kobiety były wolne?W dodatku mieszasz dobrze nam znany teren z jakimiś pustyniami i miastami (!)
Czerwony - A kto powiedział, że nikogo nie mógł znaleźć ? On się zastanawiał, kogo zwerbować Nie napisałem, że nie mógł
Zielony - Mimo to, że to było w Kolonii, nie oznacza chyba, że nie mogę ustawić Kolonii na swój sposób ? Dlaczego to, że w grze kobiety są więzione, musi być i w moim opowiadaniu ?
Niebieski - A czy nie mogę utworzyć własnego świata ?
Cóż, naprawdę nie wiem co jeszcze mógłbym dodać do wyczerpujących recenzji Dawcora i KamilazLasu. Tak więc moja wypowiedź będzie trochę (bardzo) odstawała od poprzednich. W zasadzie po prostu dam ranking, oceny i kilka słów o opowiadaniu.
1. Visor 100/100 - Naprawdę mi się spodobało. Zwłaszcza że jest bardzo oryginalne i nie dzieje się w Kolonii. Ma wiele ciekawych pomysłów chociaż mało oryginalne zakończenie.
Vesten_123 89/100 - Dobra ortografia i mało błędów. Także kilka niezłych pomysłów. Jak już powiedziano wyżej, dziwne że pomagał mu Diego. Opowiadanie klimatyczne chociaż bierze kilka pomysłów z gry.
Kastet 49/100 - Jak już wcześniej powiedziano, opowiadanie robione na szybko. Wiele niejasności i nielogicznych scen. Ale nie jest najgorsze.
FIREWOLF 56/100 - Sposób w jaki zrobiłeś dialogi jak dla mnie jest złym rozwiązaniem. Długość pozostawia wiele do życzenia. No i jest trochę literówek.
Kamilzot 51/100 - Sporo błędów, niejasności i bezsensów. Po prostu średnio.
kentis 49/100 - Podobnie jak wyżej. Sporo błędów, niejasności i bezsensów. Zakończenie i fabuła takie sobie ale teksty były dobre.
Nie będzie pieprzenia od rzeczy i gadania, pla-pla, dam od razu ranking:
1. Visor - nagroda to granatowy kolor nicka i dwie pochwały! Brawa dla Visora!
2. Vesten_123 - pochwała leci
3. Kastet - pochwała leci
4. FIREWOLF
5. Kamilzot
6. kentis
Od organizatora:
1. Szkoda, że tak mało userów wzięło udział w tym konkursie... Cóż, miejmy nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.
2. Nagrody, jeśli jeszcze nie są przyznane, w tym tygodniu powinny już być
3. Pozostałym uczestnikom dziękujemy za wspólną zabawę
KONIEC KONKURSU, gratuluję zwycięzcom i zamykam temat
_________________ Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach