Ogłoszenie


Oscary GothicKomiksy 2012!
Zapraszamy do wzięcia udziału w zabawie!

Został edytowany regulamin porad. Od dziś zezwalamy na komentarze w tym dziale.


Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez:
KamilzLasu
04-12-09, 14:43
Pojedynki literackie!
Autor Wiadomość
Vesten 
Hand of the King



Wiek: 100
Postów: 791
Medale: 1
Skąd: Stamtąd skąd Papcio ChmieLL

Wysłany: 14-08-09, 11:01     

Skończyłem. Trochę prawdziwych postaci (Grzegorz X, Szatan, Azkeel); trochę zmyślonych (Gotfryd, ksiądz Francois).

Ogólnie nie mam uwag, to, co jest po łacinie chyba wszyscy rozumieją. Więc zaprawszam do czytania, panowie sędziowie.


Z piekieł do piekieł



I



Dźwięk młota głucho rozbrzmiewał w dziwnie cichych najgłębszych czeluściach piekła. Azkeel nakazał wszystkim przechodzącym obok jego kuźni całkowite milczenie. Mógł więc spokojnie kuć nowy pancerz, śpiewając swoją Pieśń, która miała uczynić ową zbroję narzędziem w demonicznych rękach.


Bądź mi twarda, niezniszczalna,
Lekka oraz pełna mocy.
Skoroś wyszła z ręki czarta,
Świeć mym ogniem w dzień i w nocy.

Daję ci szaleństwa siły,
Opętania z piekieł rodem.
Diabłom bądź, pancerzu, miły,
Targaj ty każdym narodem.

Nic cię nigdy nie przebije,
Choć pozmieniasz właścicieli,
Wielu twoja moc zabije,
By wszyscy o mnie wiedzieli.

Tych opanuj, co cię włożą,
Spętaj ogniem ich umysły,
Bądź im cudem, piękną zorzą,
By zawisły ich zamysły.



- Co czynisz, Azkeelu?
Upadły anioł obrócił się. Za nim stał sam Szatan, z zaciekawieniem patrzący na powstający pancerz.
- Przeklętą zbroję, o potężny. Wyrzucę ją po skończeniu na powierzchnię. Opęta ona każdego, który ją założy. Spowoduje wiele chaosu, potem tu wróci. Po przejściu długiego szlaku z piekieł do piekieł.
- Skąd ty wiesz, że wróci? I czyś pewny, że ten, kto ją weźmie – użyje?
- Mogę ją nawet sam odebrać, o wielki. A pancerz będzie niewyobrażalnie wytrzymały, wiecznie czysty i lekko świecący blaskiem ognia z mej kuźni. Tylko ksiądz mógłby zorientować się, że to zło wcielone. A rycerz nie odmówi jej założenia... A potem będzie trochę za późno.
- Dobrze. Kuj dalej. I wróć z tą zbroją za tysiąc lat i opowiedz o wszystkim, czego dokonała.




II



Gotfryd de Artois spokojnie jechał po ścieżce. Jego rodzina i słudzy już dawno przyzwyczaili się do jego częstych samotnych przejażdżek poza zamkiem. Zawsze starał się barć innego konia, lecz szlak pozostawał ten sam. Tym jednak razem postanowił nieco skręcić ze zwyczajnej trasy. Nie spieszył się – był jeszcze ranek, a powrót zaplanował dopiero późnym wieczorem. Po kilku godzinach podziwiania okolicy ujrzał jakiś błysk w trawie. Podjechał w tamtą stronę. W trawie leżała piękna zbroja. Gotfryd długo podziwiał ją z wysokości konia, potem zeskoczył ze zwierzęcia i podszedł do pancerza. Był wyjątkowo lekki, mienił się w słońcu, chociaż można było zauważyć lekką, czerwoną poświatę. Rycerz przez chwilę chciał ją odłożyć, sądząc, iż niedaleko znajduje się jej właściciel, gdy nagle zauważył leżący w pobliskich krzakach szkielet z strzałą wbitą w głowę. Zrozumiał – właściciel udał się za potrzebą i wtedy został zastrzelony przez... Bandytów!
Gotfryd pospiesznie ubrał zbroję, bojąc się losu jej byłego właściciela. Nagle po jego ciele spłynął zimny, lecz dziwnie przyjemny dreszcz. Szybko wsiadł na konia i ruszył w stronę zamku.
Nie ujechał nawet kilkunastu metrów, gdy z pobliskiego lasu wyskoczyli bandyci. Jedyną bronią Gotfryda był przezornie noszony długi sztylet. Nagle posypały się strzały i koń rycerza padł, zbroja jednak uratowała głowę rodziny de Artois. Napadnięty szybko wstał i spojrzał na bandytów. Nagle ogarnęła go dziwna, szaleńcza żądza mordu. Pchany jakąś niewidzialną siłą rzucił się naprzód. Niemal nie władał nad swoim ciałem. Po chwili odzyskał panowanie nad sobą. Stał w czerwonej kałuży, wśród trupów bandytów. Z ostatnich kilku minut pamiętał tylko widok tryskającej wszędzie krwi i krzyków zabijanych. Przez chwilę stał, ciężko oddychając, potem szybkim krokiem skierował się do zamku.



III



Msza dziękczynna za wydostanie się Gotfryda z bandyckiej pułapki miała rozpocząć się o szóstej po południu. Rodzina de Artois jednak skierowała się do kościoła aż godzinę wcześniej, aby indywidualnie pomodlić się przy ołtarzu. Nagle Gotfryd, idący w swej nowej zbroi, stanął w drzwiach świątyni. Nie był w stanie wejść nawet do przedsionka. Jakaś siła nie powalała mu zrobić kroku naprzód. Po chwili przybiegł ksiądz Francois. Spróbował wciągnąć rycerza do środka, jednak bez skutku. Rzekł więc:
- Toż to musi być sprawka diabelska. Idę po wodę święconą.
Po ciele Gotfryda przebiegł dziwny deszcz na samą wzmiankę o poświęconej rzeczy. Nie zwrócił jednak na to zbytniej uwagi. Po chwili ksiądz wrócił. Odmówił krótką modlitwę i uniósł kropidło. Gdy tylko święcone krople padły na zbroję, rozległ się cichy syk. W tych miejscach zbroja przestała błyszczeć. Kapłan uniósł kropidło ponownie, gdy nagle... To był impuls. Ciało Gotfryda, zakute w przeklętą zbroję jakby samo wyciągnęło sztylet i zadało księdzu Francoisowi cios w serce. Potem rzuciło się na całą rodzinę. Ci uciekli do kościoła, lecz diabelski szał przełamał moc święcenia i pozabijał ich w świątyni, przy okazji bezczeszcząc co się da. Potem wybiegło z miejsca zbrodni i rzuciło się na każdego, kogo napotkało. Nagle jedna z strzał, które wystrzelono w jego kierunku trafiła prosto w oko. Wtedy Gotfryd odzyskał świadomość. Zdołał krzyknąć:
- Ta zbroja mnie opętała! Dajcie... ją... arcybiskupowi Paryża, może on... coś poradzi...
Nie mógł powiedzieć już nic więcej, zaczął więc się cicho modlić. Po chwili odszedł z tego świata.



IV



Papież Grzegorz X patrzył spokojnie na świecący demonicznym ogniem pancerz. Przysłał mu go arcybiskup Paryża, który bał się sam spróbować zniszczyć ów przedmiot. Dookoła siedziało wielu kościelnych dostojników, głównie z Italii i Francji.
- Parszywy twór diabłów, pewnie jeden z nich tan siedzi. Trzeba go wyrzucić – mruknął papież. – Przynieście wodę święconą i kadzidło – zwrócił się do kilku strażników przy drzwiach.
Po chwili kilku duchownych wzięło kropidła, inni zaczęli kadzić a Grzegorz X rozpoczął modlitwy:

In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen.
Ego te exorciso, spiritus immunde...


Gdy papież skończył zbroja, okadzona i pokropiona święconą wodą, nie błyszczała już, lecz prócz tego wyglądała tak jak przed chwilą. Na rozkaz strażnicy zaczęli w nią uderzać mieczami, lecz ona pozostała niewzruszona. Nagle jeden z kardynałów wpadł na pomysł – chwycił zbroję i wrzucił do dużej misy, w której przyniesiono wodę święconą, a następnie zaczął kadzić dookoła niej. Grzegorz X przyłączył się do niego, a za nim poszli inni duchowni, odmawiając Modlitwę Pańską.

Pater noster, qui es in caelis,
sanctificetur nomen tuum.
Adveniat regnum tuum.
Fiat voluntas tua,
sicut in caelo, et in terra.
Panem nostrum quotidianum da nobis hodie,
et dimitte nobis debita nostra,
sicut et nos dimittimus debitoribus nostris.
Et ne nos inducas in tentationem,
sed libera nos a malo.
Amen.


Po chwili z misy zaczęły unosić się opary. Papież nakazał donieść więcej wody i dolać ją do misy. Wszystko trwało kilka godzin. Potem zgaszono kadzidła, a Grzegorz X zaglądnął do misy. Była pusta. Przez chwilę duchowni nie wierzyli własnym oczom, a potem papież zarządził natychmiastowe odprawienie mszy dziękczynnej i wszyscy opuścili salę, wznosząc po drodze hymny pochwalne.



V



- Klęska – powiedział Azkeel Szatanowi. – Zbroja trafiła w ręce papieża, który zdołał ją zniszczyć.
- Szło dobrze. Ilu zginęło?
- Czterdzieści siedem osób – w tym dwudziestu bandytów. Spodziewałem się wielu tysięcy. Gdyby nie ten ostatni rozkaz Gotfryda de Artois...
- Nie smęć już! Nie był to mój rozkaz, tylko twoja samowola, więc nie dostaniesz kary za niepowodzenie. Ale teraz dostaniesz polecenie: Wykuj jeszcze...
- Nie mogę już. Zużyłem cały materiał.
- Cóż... W takim razie idź do kopalni Grashtreh. Będziesz tam kopał, aż zdobędziesz dość surowców na sto takich zbrój!
- Ale...
- To rozkaz! Już cię tu nie ma, Azkeelu! Wynocha! Nie pokazuj mi się na oczy, dopóki któraś z tych zbrój nie przejdzie tysiącletniego szlaku z piekieł do piekieł!
_________________
"Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo"
"Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."

Poeta
Milten

Jeśli popierasz Nową Prawicę, wklej to do podpisu.

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 14-08-09, 19:03     

No no, Vesten... widzę, że opowiadanie. Sędzią będzie się łatwiej oceniało, ponieważ ja też napisałem opowiadanie.

Ja mam kilka uwag:
-W tekście właściwie nie ma opisów. Celowo. Ja napisałem co się wydarzyło, ale to Wy macie zadbać o dekorację. Coś takiego rozwija wyobraźnię, więc tylko skorzystacie.
-O "pancerzu" traktuje właściwie tylko ostatni rozdział (no i tytuł). Wynika to z faktu, że musiałem zmienić (i to diametralnie) opowiadanie. Miało być nieco dłuższe. Poza tym może wydać się Wam troszkę niespójne. Ale wynika to właśnie ze zmian, które wprowadziłem po to, by zdążyć.
-Mam nadzieję, że darujecie mi te trzy minutki :) .


"Nie szata czyni druida"


Pobudka!

-Oritoro! Joghar cię wzywa! Masz się stawić u niego natychmiast!
-Czego on może ode mnie chcieć o trzeciej nad ranem… - Wymamrotał mały kopczyk na jedynym łóżku, w bogato i nieco ostentacyjnie zdobionej komnacie. Po chwili kopczyk poruszył się nieznacznie. -Jest jakiś powód Hothurnie, byś nadal przebywał w mej sypialni?
-Tak. Mam dopilnować byś w tej chwili się odział i stawił przed Jogharem! – Człowiek nazwany Hothurnem podszedł do Oritora i energicznie ściągnął z niego koc. Na posłaniu kuliła się z zimna niewielka sylwetka.
-Hothurnie… proszę cię, dosyć żartów. Idź już, chcę jeszcze poleżeć. I przykryj mnie z powrotem…
Hothurn nie przejmując się słowami przełożonego, bezceremonialnie zepchnął go z posłania na kamienną posadzkę, na co sam zainteresowany wrzasnął, natychmiast wypadłszy z sennego transu.
-A niech cię cholera! Gdyby nie fakt, że jesteś ulubionym zwierzątkiem Mistrza…!
-Wiem wiem. Już bym nie żył. – Przerwał Hothurn, nieskutecznie maskując uśmiech który, jak u dziecka co dostało wreszcie upragnioną zabawkę, pojawił mu się nagle na twarzy.
Oritoro spojrzał na niego chłodno.
-Poczekaj przed moją sypialnią, aż się ubiorę.
-Hmm? To już się nie lubimy? – Hothurn udał smutną minę i prosił wzrokiem o pozwolenie na zostanie w sypialni.
-Trzeba było nie zrzucać mnie z łóżka. A teraz się wynoś na korytarz! Będę za pięć minut. – Ostatnie zdanie zaakcentował głośnym trzaśnięciem drzwi za swoim podkomendnym. – Cholerny bigamista…


Lekcja 1: Historia

Oritoro i Hothurn znajdowali się na ósmym poziomie Twierdzy Er Silbor. Niegdyś wokół niej kwiknęło wspaniałe miasto zwane Er Garth. Teraz okoliczne tereny porasta wspaniały las. Twierdza Er Silbor z założenia służyła ludziom mianującym się „Eanoth Di Reuden” którzy, mówiąc prostymi słowami, byli zabójcami. Nie działali „na zlecenie” a „dla sprawy”. Do Eanoth Di Reuden wstęp miała zaledwie garstka wybranych, ale gdy zakonowi zagroził rozpad, otworzył on swe wrota także dla tych mniej wybranych. Od tamtego czasu, każdy kto ukończył szkolenie, które prócz tego, że było trudne, było jeszcze płatne, mógł dostąpić „absolutnego” wtajemniczenia.
Hothurn był właściwie wyjątkiem. Jego rodzinę zamordował klan „Eth Zu Linde”. Wówczas klan ten był potężny tak jak Eanoth Di Reuden. Po utracie rodziny, wówczas mały Eloniel, tułał się samotnie po lasach, aż znalazł się w ruinach wielkiego miasta, nad którymi panowała posępna twierdza.
Zaciekawiony Eloniel podszedł bliżej twierdzy, gdzie znalazł go patrol, i nie wiedząc co z nim zrobić, postawił przed obliczem Mistrza Eanoth Di Reuden. Ten zaś pozwolił mieszkać chłopcu w Er Silbor i nadał mu nowe imię Hothurn. Po kilku latach, jego nauczycielem został Oritoro. Stali się sobie bliscy jak „mistrz i uczeń”. Przeżywali także wzloty i upadki, zawsze jednak byli dobrymi przyjaciółmi i dzięki temu szybko się godzili.
Sam Oritoro także trafił do zakonu dość nietypowo. Urodził się tam. Jego matka zmarła przy porodzie; ojcem mógł być każdy, kto miał w sakiewce dwieście koron… Oritoro bardzo szybko chłonął wiedzę i został najmłodszym nauczycielem w klanie.


Tak jest!

-Możesz mi powiedzieć o co chodzi?
-Mistrz sam ci to powie. Zresztą gdybym wiedział o co chodzi, sam mógłbym cię poinformować, bez zrzucania cię na podłogę… - Spojrzał okiem na lewo i ujrzał kamienną twarz Oritora.
-Wezwał kogoś jeszcze? –Dopytywał się nauczyciel.
-Nie wiem. Był u niego Garditch, ale nie słyszałem o czym rozmawiali. Poza nim nikogo nie widziałem.
-Kto to u diabła jest Garditch?
-Jest… - Podopieczny Oritora był wyraźnie w szoku. – Jest nauczycielem szermierki. Awansowali go miesiąc temu, ale… - Teraz wyglądał jakby doznał olśnienia. – Ale Ty chyba zaspałeś i nie było cię na uroczystości awansowania…
Oritoro pozwolił sobie na pominięcie tego drobiazgu milczeniem, ponieważ zalała go fala wspomnien z nocy przed zapowiadaną uroczystością. W Twierdzy przebywała wtedy wędrowna trupa. To było kilka luźniejszych dni, można się było wówczas odprężyć. Przypomniał sobie, że noc przed uroczystym awansowaniem spędził z jedną z tancerek. Wysoka brunetka, blada cera, szczupła. I właśnie teraz pomyślał sobie, że mógł zapytać ją o imię.
-Oritoro! Śnisz na jawie? Co ty robiłeś w nocy? – Hothurn patrzył na niego podejrzliwie.
-Nie nie… Nic… Zamyśliłem się tylko. – Szybko się wytłumaczył. Jego przyjaciel chyba nie dowierzał, ale ostatecznie uśmiechnął się szeroko, znów jak dziecko, i ruszyli dalej.
Dotarli wreszcie na dziewiąty poziom Twierdzy Er Silbor i stanęli przed komnatą Mistrza.
-Dalej idziesz sam. – Powiedział z uśmiechem, niemalże z chichotem, Hothurn.
-O nie. Wchodzisz ze mną. Przynajmniej oberwiesz za to, że tak późno mnie sprowadziłeś. – A mówiąc to uśmiechnął się złośliwie. Jego uczeń przełknął ślinę. – Zresztą ty, jako jego zwierzątko, zawsze się wywiniesz. – Orzekł z przekonaniem nauczyciel.
Nagle drzwi do komnaty Mistrza otwarły się z niemiłosiernym skrzypem. W głębi Sali, za biurkiem zawalonym różnymi papierami, siedział Mistrz Joghar.
-Przestańcie się kłócić na każdym kroku! To robi się już nieco męczące! Podejdźcie tu. – Powiedział już spokojniej i wskazał wolne miejsce przed wielkim dębowym biurkiem. Miejsce stojące rzecz jasna.
-Ty na razie odejdź Hothurnie. – Po tych słowach, Hothurn posłusznie się oddalił, a drzwi do komnaty zamknęły się.
-Mam dla ciebie zadanie. – Joghar od razu przeszedł do rzeczy. – Przyjmujesz je?
Oritoro był odrobinkę zaskoczony. Możliwość odrzucenia zadania zdarzała się tak rzadko, że w Eanoth Di Reuden panowało przekonanie, że to tylko żart nauczycieli. Oritoro już raz miał możliwość niewykonania zadania. Skorzystał z niej wówczas. Ale wówczas sam był ledwie uczniem. A teraz jest nauczycielem. Mógł rozważać wiele aspektów, ale nie zastanawiał się długo.
-Tak Mistrzu, przyjmuję. – Mówiąc to skłonił się, jak nakazywał kodeks.
-Doskonale. Cieszy mnie to, ponieważ jesteś wręcz idealny do wykonania tego zadania. Szczegóły zdradzi ci Neradris.
Oritoro wiedział, że to już koniec audiencji. W tym momencie nie mógł się już odezwać bez wyraźnego powodu. Opuścił komnatę Joghara. Zaczął nagle zastanawiać się, dlaczego właśnie Neradris ma przekazać mu dalsze instrukcje. Zarówno Oritoro jak i Neradris byli z pochodzenia Nizzinginami. W zakonie było jeszcze kilku Nizzinginów, ale tak czy inaczej stanowili mniejszość pomiędzy Ethuvassami i Loc’rannami. Podejrzewał oczywiście, że w wykonaniu tego zadania może pomóc mu pochodzenie, jednak misje tego typu były zazwyczaj niewykonalne. „Ale może ta jest inna… albo tym razem będzie inaczej.” – Pomyślał i udał się do Neradrisa.


Ilość, Przeszkody, Nagroda

Dziewięćdziesiąt dziewięć procent misji w zakonie zakładało zabójstwo, aczkolwiek w pozostały procent także było wkalkulowane morderstwo. W klanie opracowano wiele metod uśmiercania, więc „do wyboru do koloru”.
Oritoro skierował się na dziedziniec Twierdzy, wiedział bowiem, że zastanie tam Neradrisa. Był on, lekko mówiąc, rannym ptaszkiem i lubił sobie czasem poćwiczyć.
-Oritoro, mój drogi, czy los ci sprzyja? Długo ze sobą nie mówiliśmy – zakrzyknął do niego już z daleka Neradris, ku któremu się kierował.
-Witaj bracie. Rzeczywiście, ostatnio nie było okazji do rozmów. Czy twój ogród kwitnie zielono? – na pozór idiotyczne pytanie zawierało w sobie głębszą treść, jak bajka.
-Kwitnął do czasu, aż zagnieździł się w nim chwast imieniem Hothurn. – Odrzekł z osobliwym niesmakiem.
-Może mylisz chwast z zaczątkiem pięknego kwiatu? – Zapytał grzecznie, by dać do zrozumienia, że w jego „ogrodzie”, Hothurn chwastem nie jest.
-Może się mylę, jednak dowiem się tego z biegiem czasu. Może rozkwitnie, a może zostanie pasożytem. – Neradris, jak na Nizzigina przystało, poprawnie zrozumiał jego słowa.
-Przyjacielu, dziękuję. – Oritoro skłonił się w geście wdzięczności. – Przychodzę jednak z polecenia Mistrza.
-Ach, więc przystałeś na jego propozycję… No dobrze. Słuchaj uważnie, ponieważ mam rozkaz przekazać ci wytyczne tylko raz. Gotów?
-Czyżby Mistrz miał jakieś szczególne powody, by wydawać takie zalecenia? - Mówiąc te słowa, uniósł wysoko lewą brew, prawą praktycznie nie poruszając.
-Mistrz robi to, co uważa za słuszne, a ja, ty i my wszyscy Eanoth Di Reuden, mamy mu w tym pomagać. Czy jesteś gotów? – Zapytał ponownie Neradris.
Oritoro odetchnął głęboko kilka razy, rozluźnił ramiona, mięśnie karku i twarzy, by lepiej zapamiętać instrukcje. Instrukcją mogłoby być nawet jedno słowo, ale lepiej było go nie zapomnieć.
-Jestem gotowy, zaczynaj.
-Celem jest brat Cleritto. Mieszka w Erum Di Ectoma. Musisz najpierw przeniknąć do środowiska, w którym się obraca. Jego likwidacja musi wyglądać na śmierć naturalną. Odpowiednie do tego wyposażenie udostępni ci brat Nixus, kapłan Karenti w Erum Di Ectoma. Wynagrodzenie wynosi piętnaście tysięcy koron. Wypłacone zostanie w całości po wykonaniu zadania, przez brata Nixusa. Koniec instrukcji.
Oritoro układał jeszcze dane w głowie. Był praktycznie gotowy do rozpoczęcia misji. Skłonił się tylko Neradrisowi i poszedł do stajni. Kazał służącym osiodłać swojego konia, tak jednak by go nie obciążać. Żadnych zapasów na drogę. Oritoro wziął ze sobą tylko sztylet, tak na zaś, oraz flakonik z białą, przechodzącą w fiolet, cieczą. Poza tym oczywiście całe „podstawowe” wyposażenie zabójcy, które wziął ze sobą po „pobudce”, przed wizytą u Joghara.


Trakt

Na podstawowe wyposażenie zabójcy z Eanoth Di Reuden składał się: zestaw wytrychów, który umożliwiał dostanie się do domu ofiary; zestaw długich igieł, odpowiednio wyważonych do rzucania nimi, które powodowały małe ale drażliwe szkody; stalowa linka z haczykiem, ukryta pod ubraniem; tunika z pajęczej sieci, przylegająca bezpośrednio do ciała, zapewniająca ochronę przed strzałami. Poza tym, zabójcy nosili czarne habity, co często pozwalało udawać im kapłanów niemal każdej istniejącej religii.
Po przegalopowaniu przez główną bramę, skierował się na wschód. Gdy wydostał się z ruin okalających Twierdzę, wjechał na drogę i podążył nią. Pędząc tak przez las, nie zauważył dwóch trupów przy drodze. Po pierwsze było jeszcze ciemno, a po drugie podczas galopu jego kąt widzenia zawęził się do jakichś czterdziestu stopni. Nagle jego koń upadł na ziemię, a on sam z niego spadł. Podczas upadku, kątem oka dostrzegł napięty sznur nad drogą. Wcześniej go nie zauważył, ponieważ zlewał się z podłożem. Z lasu po obu stronach popędziły na nich strzały. W tym jeden bełt. Oritoro słysząc kuszę trochę się przestraszył, ponieważ pajęcza tunika nie była zdolna do powstrzymania bełtu. W każdym razie nie ten model. Dopisało mu szczęście, bo chociaż kusznik celował w niego, trafił w konia dwa cale nad jego kolanem. Pozostali strzelcy celowali w jego tors, a nie nogi czy głowę, co wyszło mu co najmniej na dobre.
-Przerwać atak! – Usłyszał nagle gromki głos. – Idioci! To tylko klecha! Czekamy na kogoś innego.
Oritoro miał świadomość, że to uratowało mu życie, ale tylko na chwilę. Teraz bowiem nie miał konia i był sam pośród otaczających go ludzi z Eth Zu Linde, których poznał po emblematach, z którymi zawsze się obnosili. Wstał i otrzepał się z brudu.
-Nic wam się nie stało? – Najwyraźniej dowódca grupy, skierował się do niego.
-Nie. Tylko małe stłuczenie i pewnie kilka siniaków.
-To dobrze. Właściwie, której religii jesteś przedstawicielem? Nie widzę znaku.
-Jestem mnichem potężnego Harn’etha. Rozpalam jego płomień w okolicznych wioskach. – Nie mógł wybrać przypadkowej religii, ponieważ większość ich przedstawicieli nosi wisior, który ją symbolizuje. A fakt, że wybrał Harn’ethanizm, dodatkowo polepszał jego sytuację. Większość ludzi bała się kapłanów tego kultu, ponieważ posiedli oni moc zabijania głosem. Nie zdziwił go zatem fakt, że otaczający go ludzie, silniej zaczęli trzymać swoją broń. Dowódca zaśmiał się lekko, choć i u niego można było wyczuć nutkę napięcia.
-No, to chyba nie jest prosta sprawa. Jego kult jest wartościowy, ale ta hołota pewnie nie jest zbyt skora, do odwracania się od swych barbarzyńskich bożków.
-Rzeczywiście. Musiałem poprzeć mego boga, kilkoma mocniejszymi argumentami. – Wszyscy wokół zrozumieli, że "paru" wieśniaków pożegnało się z życiem, słysząc te argumenty. - Jadę teraz do Du Tanare. Planowałem dotrzeć tam najpóźniej po południu, ale teraz… - Powiedziawszy to, popatrzył na swojego konia. – Teraz dotrę tam chyba dopiero na noc.
-Wybacz nam. Moi ludzie się pospieszyli. Czekamy na jednego z psów Eanoth Di Reuden. Podobno jedzie do Erum Di Ectoma, zlikwidować jednego z naszych wyżej postawionych członków… - Dowódca zamyślił się. – Nie widziałeś go może po drodze?
-Jesteście pierwszymi ludźmi, których spotykam, od Du Ninoke.
-No dobrze… No cóż. Zatem nie zatrzymuję cię dłużej. Niech szczęście na szlaku nigdy cię nie opuszcza. – Pozdrowił go i kazał swym ludziom usunąć ślady zasadzki i schować się w lesie.
Oritoro podążył swoją drogą. Widział, że jeszcze przez chwilę będą go obserwować. Po przejściu może dziesięciu metrów, usłyszał za sobą szelest. I kroki. Ktoś wyraźnie nie chciał, żeby go usłyszano. Jednak najwyraźniej bez efektu. Zabójca już miał się odwrócić i sprawdzić kto to jest, ale zanim to zrobił, usłyszał szczęk zwalnianej cięciwy… i upadł na kolana.
Z lasu wybiegli ludzie Eth Zu Linde. Ci sami, z którymi rozmawiał przed momentem. Upadł na plecy. Na trakcie powiększała się plama krwi. Miał przebite lewe płuco.
-No no no, panie mnichu! Harn’eth cię już chyba nie ocali. – Znów dowódca. Staną nad nim i uśmiechnął się triumfalnie. – Nieźle nas nakręciłeś. Sraliśmy jak cholera, przysięgam. Fakt… jego kult budzi strach. Kapłani rzeczywiście nie noszą znaku… Ale zapomniałeś zabójco, że ich habity pozbawione są kaptura, w którym ty byłeś i ciągle jesteś! – Wykrzyczał mu to w twarz, pochyliwszy się nad nim. – Sam zorientowałem się dopiero, gdy się żegnaliśmy. Oczywiście nie było sensu atakować cię od razu, skoro pojawiła się szansa zabicia cię podstępem i zachowania wszystkich ludzi… Bo z pewnością kilku byś nadszarpnął… Tak więc zabójco… - Stojący nad nim Eth Zu Linde ciągle się uśmiechał. I ciągle mówił, ale Oritoro i tak go już nie słuchał. Był na skraju świadomości. – Przegrałeś. Habit oraz brak znaku kultu okazał się kiepskim pancerzem prawda? – Po czym roześmiał się, i kazał ludziom odciąć mu głowę i zostawić ciało na widoku.
Świst!
Ciach!
Oritoro zmarł…
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 15-08-09, 18:22     

Vesten: Podoba mi się. Sam pomysł jest ciekawy, wykonanie niczego sobie. Znalazłem jedną literówkę, ale nic ponadto. Wciągnęło mnie! 8/10

Regis: Również ciekawe i wciągające, jednak... No cóż, troszkę się pogubiłem w tych nazwach. No i trochę więcej błędów niż u Vestena. 7/10.

Dla mnie zwycięzcą jest Vesten123.
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Matis 



Wiek: 16
Postów: 181
Monet: 4
Skąd: Z tamtąd ;-)

Wysłany: 15-08-09, 19:38     

Vesten: Dobry pomysł, literówek prawie że nie było. Ciekawie mi się czytało. 8,5/10

Regis: Opko także ciekawe lecz moim zdaniem Vestena było trochę lepsze. 8/10

Mój głos idzie na Vestena.
_________________



Klikać ludzie.

  

 
 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 15-08-09, 21:03     

W obliczu mojej nieuniknionej przegranej, uniżenie proszę szanownego sędziego KamilazLasu, o wypisanie tej większej ilości błędów. Ponadto, zrozumiałe jest, że sędziowie oceniają prace na podstawie odczuć subiektywnych... ale to nieco niesprawiedliwe. Sędzia powinien być bezstronny i brać pod uwagę wszystkie aspekty. Dodatkowo powinien o nich wspomnieć w swojej opinii. A zamiast tego, ja widzę zaledwie dwa - trzy zdana, na temat każdego z opowiadań. Proszę, by sędziowie napisali coś więcej na temat OBU prac. By porównali je. Powiem otwarcie: czuję się niesprawiedliwie osądzony.
Wykłócam się jak dziecko, ale ostatecznie... jestem dzieckiem.


PS: Vesten, gratuluję Ci wygranej :) .
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
Vesten 
Hand of the King



Wiek: 100
Postów: 791
Medale: 1
Skąd: Stamtąd skąd Papcio ChmieLL

Wysłany: 15-08-09, 21:50     

Regis_Osso napisał/a:
W obliczu mojej nieuniknionej przegranej, uniżenie proszę szanownego sędziego KamilazLasu, o wypisanie tej większej ilości błędów. Ponadto, zrozumiałe jest, że sędziowie oceniają prace na podstawie odczuć subiektywnych... ale to nieco niesprawiedliwe. Sędzia powinien być bezstronny i brać pod uwagę wszystkie aspekty. Dodatkowo powinien o nich wspomnieć w swojej opinii. A zamiast tego, ja widzę zaledwie dwa - trzy zdana, na temat każdego z opowiadań. Proszę, by sędziowie napisali coś więcej na temat OBU prac. By porównali je. Powiem otwarcie: czuję się niesprawiedliwie osądzony.
Wykłócam się jak dziecko, ale ostatecznie... jestem dzieckiem.


PS: Vesten, gratuluję Ci wygranej :) .



Pięknie, umiesz się wykłócać jak ŁKS o ekstraklasę XD.
Dziękuję, sądziłem, że Regis wygra, bo jego opowiadanie było jak dla mnie lepsze. ;)
Więc gratuluję ci, Regis walki, było mi miło, naprawdę dobre opowiadanie. Dałbym mu 9/10, gdybym już miał oceniać. Ale...

Chyba wygrałem, więc mogę sobie pozwolić na podanie tematu.

Będzie nim... rewolucja

PS. Zgłaszam się na sędziego.
_________________
"Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo"
"Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."

Poeta
Milten

Jeśli popierasz Nową Prawicę, wklej to do podpisu.

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 16-08-09, 05:54     

Regis_Osso: w twoim opowiadaniu pogubiłem się w nazwach. W tekście Vestena tego nie miałem. "Do wyboru, do koloru" jakoś nie pasuje mi do rozmów o śmierci :P Dlaczego celowanie w tors z łuku wyszło mu na dobre? Nie rozumiem tego. "Znów dowódca"? Co znów dowódca? :P "Staną", powinno być stanął. "Ciach"? XD To do komiksu pasuje, ale do opowiadania raczej nie. Jak widzisz, wytknąłem ci błędy. U Vestena wszystko było składne i ładne, oprócz jednej literówki "barć" zamiast brać. Dobrze wytłumaczyłem? :P
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 16-08-09, 23:11     

Zacznę od PS: Zgłaszam się na sędziego.
Oraz: PS2: Moje podziękowanie Vesten. Twoje opowiadanie także oceniłbym na "dziewiątkę". Historia przez Ciebie (mam nadzieję :P ) wymyślona, jest bardzo ciekawa. Ostatecznie przedstawienie, aż tak "wyraźnej", walki dobra i zła, jest, jak mi się zdaje, dosyć rzadkie. Poza literówką "barć", literówką jest także (lub nawet błędem fleksyjnym): "zbrój". Chodziło zapewne o rzeczownik "zbroja" w formie "zbroi". Ale mimo tych "drzazg" nie mam więcej zadrapać po przeczytaniu "Z piekieł do piekieł". :) Poza tym, nie mam pojęcia dlaczego, wyczułem lekką "satyrkę".

KamilzLasu... Twój pierwszy argument jest niezrozumiały... ponieważ jest na poziomie przedszkolaka. Gdybym napisał Ahuatekulapikanokatekugurai, szczerze bym się z Tobą zgodził. Kolejny argument "nie pasuje mi" do Twojego powyższego postu. A celowanie w tors z łuku wyszło mu na dobre z powodu tuniki, którą na sobie miał (w opowiadaniu znajdziesz dokładnie dlaczego). "Co znów dowódca?" Chciałem, żeby czytelnik wiedział, że to dowódca "znowu" mówi. ""Staną", powinno być stanął." Masz rację. Zjadłem literkę (czyt.: tym razem moja wina). ""Ciach"? XD To do komiksu pasuje, ale do opowiadania raczej nie." Masz rację. Powinienem napisać "Jeb!" Chociaż sądzę, że też napisałbyś, że to bardziej pasuje do komiksu. :]

PS3: Nie rozumiem tej ekstraklasy xD .
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
Safirka 


Wiek: 13
Postów: 924
Monet: 5
Skąd: pochodzi moja koszatniczka?
Warn: 2/4

Wysłany: 18-08-09, 20:12     

Zgłaszam się na uczestnika xD .
_________________
Moje komiksy:
Zabójca Akademia Miecza
Opętanie
Uniwersytet Alibaba i Wielki Pożar
Poszukiwacze
Inny Wymiar
Upadła legenda

Moje słowa, moje wpisy - mój blog. Tylko o sporcie.

  

 
 
 
Keb-fan Gothica 



Wiek: 16
Postów: 306
Monet: 2
Medale: 2
Skąd: ???

Wysłany: 30-08-09, 11:48     

Co znowu? Zastój? Zgłaszam się na uczestnika!
_________________
Olej szkołę, zasadź drzewo!

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 10-09-09, 12:13     

Heh, zostałem popędzony przez dwóch wściekłych userów, więc piszę XD Zapomniałem o temacie. Czyli tak:
Uczestnicy: Keb-Fan i Artheneos
Sędziowie: Ja, Vesten i Regis.

Piszecie do środy, 20:00 (mała odskocznia :P ), a sędziowie wystawiają opinie dzień dłużej.
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Keb-fan Gothica 



Wiek: 16
Postów: 306
Monet: 2
Medale: 2
Skąd: ???

Wysłany: 13-09-09, 19:31     

Dobra, skończyłem. Ponieważ nie wiem praktycznie nic o sprawach o jakich napisałem, opowiadanie może mieć kilka błędów o których nie mam pojęcia. Wszystko dzieje się w bardzo bliskiej przyszłości. Wszystko jest wyimaginowane. Oto co skrobnąłem.

Był piękny słoneczny poranek. Derrick Girion, pracownik placówki naukowej w Bostonie, jak co dzień szedł do pracy. Pracował na wydziale Zarządzania Energią Atomową jako specjalista od rozszczepiania atomów. Minął właśnie przystanek autobusowy i podszedł do bramy placówki.
Wprowadził hasło i, kiedy brama została otwarta, wszedł powoli do środka. W budynku zatrzymał go strażnik.
- Dzieńdobry panu. Proszę się zidentyfikować.
- Derrick Girion, naukowiec. Oto moja legitymacja.
Wyjął z kieszeni identyfikator i zawiesił sobie na szyi. Strażnik obejrzał go, uśmiechnął się i poszedł w swoją drogę. Derrick skierował się w głąb korytarza. W końcu, po dłuższej przechadzce, dotarł do drwi oznakowanych numerem 53. Otworzył je swoim kluczem i wszedł do sterylnego pomieszczenia, w którym nie było nic poza dwoma komputerami i przyciemnioną szybą. W sali był jeszcze jeden naukowiec.
- Witaj Patrick. Widzę że coś kombinujesz.
Człowiek drgnął. Obrócił się i powiedział
- A, to ty Derrick. Spóźniłeś się.
- Wybacz. Korki.
- Mamy opóźnienie, więc dobrze by było wziąć się do pracy. Ubierz fartuch i siadaj przy komputerze.
Derrick usiadł. Pracowali ostatnio nad teleportacją. Jakiś szaleniec rzucił na jakimś idiotycznym kongresie hasło "a może popracujemy nad teleportacją?". Oczywiście wszyscy byli zadowoleni z możliwości wyciągnięcia trochę kasy z krajowego funduszu. Przedstawili prezydentowi jakieś badania, powiedzieli, że tak, to możliwe, ale potrzebujemy dodatkowych funduszy. Prezydent się zapalił, obiecał pieniądze, i sprawa się zaczęła. Pieniądze szły, prace stały. A teraz razem z Patrickiem musieli robić za przykrywki. A niepowodzenie pójdzie na nich.
- Dobra Patrick, spróbuj tego. Ślęczałem nad tym całą noc.
- Po co się tak poświęcasz? To przecież niemożliwe do osiągnięcia. Na razie straciliśmy na bezowocnych próbach pietnaście jabłek, cztery pomarańcze i korniszona. Najbardziej było żal korniszona.
- Nie smędź. Jak nam się nie uda to stracimy robotę. Teraz sprawdź ten wzór..
Patrick wziął od Derricka kartkę z wzorem. Wklepał formułę do komputera i szyba się rozjaśniła. Za nią było widać dwie platformy. Obie były puste.
- Dobra, gotowe. Teraz tylko jakiś obiekt. Masz coś?
- Czekaj... mam długopis. O, jeszcze kanapka. Weź ją.
Patrick odebrał kanapkę i wyszedł z pomieszczenia. Po chwili było widać go za szybą. Położył kanapkę na jednej z platform i wyszedł. Po czym wrócił do pokoju.
Oboje usiedli przy komputerach. Wprowadzili odpowiednie dane i szyba znów się przyciemniła.
- Dobra, odliczam. 3...2...1... poszło!
Za szybą, mimo przyciemnienia, widać było błysk. Minęło kilka sekund. Odezwał się metaliczny głos:
- OPERACJA ZAKOŃCZONA.
Szyba znów się rozjaśniła. Kanapka leżała na lewej platformie.
- Zaraz... na której platformie położyłeś kanapkę?
- Na lewej... a może na prawej? Nie pamiętam!
- Zrobiłeś to przed chwilą i nie pamiętasz?!
- Czego odemnie chcesz, myślałem o czymś innym!
- Powtarzamy!
Operacja została powtórzona. Kanapka leżała na prawej platformie.
- Leżała na lewej, co nie?
- Nooooooooo...
- Powtarzamy!
Powtórzyli. Kanapka leżała na lewej platformie.
Powtarzali jeszcze kilka razy. Efekt był ciągle taki sam.
Kanapka się przemieszczała.

*********************************

- I mówicie że się przemieszczała?
W gabinecie dyrektora panowała niezręczna cisza. Dyrektor był postawnym mężczyzną. Brodaty, łysy.
- Tak, powtarzaliśmy doświadczenie około trzysta czterdzieści siedem razy. Efekt był taki sam.
- A próbowaliście tylko z kanapką?
Derrick się zmieszał.
- Początkowo, ale po setnej próbie kanapka rozleciała się.
- Czyli jest to niebezpieczne!
- Niespecjalnie. Kolejne próby robiliśmy tym jabłkiem. Jak pan widzi, jest całe.
Derrick podał dyrektorowi jabłko. Ten ugryzł je i zamarł.
- Badaliście je, czy aby nie stało się radioaktywne?
- Oczywiście, prosze pana. Pietnaście razy. Wynik całkowicie ujemny.
Dyrektor odetchnął. Przełknął kęs i oddał je Derrickowi. Odezwał się Patrick.
- Jest jeszcze problem nadmiernej ilości światła przy teleportacji, ale poza tym nie ma efektów ubocznych.
- A koszty?
- Wie pan, ujmę to tak - biednym tego nie sprzedamy.
- I tak nigdy tego nie zamierzaliśmy. Dobrze! Nie ma się co ekscytować. Sprawdźcie, czy nie działa na jakieś tańsze paliwo.

*********************************

- I co teraz?
- Co, co? Sprawdzamy! Zamawiamy nowe platformy od rządu - na prąd, na ropę, na olej, na cokolwiek.
- No i co im powiemy?
- Zasiejemy ziarno nadziei. W końcu, coś odkryliśmy.
Minęło kilka dni. Nowe platformy zostały zamontowane w poszerzonym pomieszczeniu.
- Cudowne!
- Nie ma się co cieszyć. I tak sławę przypisze sobie dyrektor.
- Phi! Nikt poza mnąi nie zna formuły. Mamy go w szachu.
- No dobra, mamy jeszcze dużo roboty. Zacznijmy!

*********************************

- No i co tym razem, panowie?
Dyrektor wyglądał na uradowanego. Chyba znał już wyniki badań.
Derrick zaczął mówić.
- No, ee, sprawdzaliśmy olej, ropę, prąd, siłę mięśni, i energię słoneczną. Wszystko działa.
- Czyli chodzi na wszystkim.
- Tak.
- A co jest najtańsze?
- Raczej siła mięśni, bo każdy może sam w domu się przeteleportować.
- Czyli koszty montażu i eksploatowania wynoszą...?
- Eee... około tysiąca pięciuset dolarów, w zależności od rodzaju paliwa.
- To istna rewolucja! Już widzę te bilbordy "Teleport w każdym domu! Kup teraz!"
- Nie ma się co ekscytować. Nikt nie powiedział że może pan być producentem.
- Co...?
- Słyszał pan. Mamy za naszą formułę kilka żądań.
Dyrektor poczerwieniał.
- Jestem waszym pracodawcą! Mogę wam wziąć tę formułę i zwolnić was na zbity pysk!
- Nie może pan. Formułę mam ja, i tylko ja ją znam. Chcę za nią milion dolarów oraz willę we Francji.
Dyrektor wybuchnął śmiechem. Po chwili opanował się i powiedział poważnym tonem:
- Mogę ci dać co najwyżej sto tysięcy i gwarancję, że wszystkie zasługi zostaną przypisane panu.
- Nie zgadzam się.
- A ja tak.
To był Patrick. I dyrektor, i Derrick spojrzeli na niego dziwnie.
- Nie tylko ty znasz formułę. W końcu, podczas pierwszego sukcesu, dałeś mi kartkę ze wzorem.
Dyrektor uśmiechnął się.
- Widzę że pan Patrick wie, skąd wieje wiatr. Zaraz obgadamy to na spokojnie, ale najpierw...
Spojrzał na Derricka. Ten nagle zbladł. Dyrektor połączył się z sekretariatem.
- Proszę przysłać ochronę do mojego gabinetu.
Po chwili przyszła trójka strażników.
- Proszę zamknąć pana Derricka w pokoju 53 i skuć. Zaraz tam przyjdziemy.
Jeden ze strażników uśmiechnął się. Po czym wzieli rzucającego się Derricka.
Kiedy wyszli, dyrektor powiedział:
- Nie robiliście jeszcze kluczowych badań, prawda?
- Czyli?
- Czy może transportować ludzi.
- Nie myśli pan chyba, żeby...
- Nie myślę, mój drogi. Ja zamierzam to zrobić. Pamiętaj o naszej umowie. Pomyśl o sławie...
Patrick chwilę walczył z myślami. Po chwili jednak odezwał się:
- Myślę że potrzebna jest jeszcze próba generalna.
Dyrektor uśmiechnął się.
- Wiedziałem, że dojdziemy do porozumienia. A teraz... pokój 53 czeka!
Oboje wstali z krzeseł i wyszli na korytarz.
Po chwili weszli do pokoju nr. 53...


KONIEC.
_________________
Olej szkołę, zasadź drzewo!

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 16-09-09, 19:26     

Mój głos idzie na Keb-fan'a Gothica.
Nie pytajcie dlaczego... sam Wam napiszę. Artheneos nie wywiązał się z terminu. Oczywiście jeżeli jeszcze dziś wrzuci swoją pracę, skłonny jestem edytować ten post (a wcześniej przeczytać oba opowiadania... :twisted: więc Arth'y... nie zmuszaj mnie do czytania Waszych opowiadań (czyt.: Twojego i Keb-fan'a)).
:P
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 19-09-09, 14:18     

Wygrywa Keb-Fan.

Coś trzeba zrobić z tymi spóźnieniami. I nawet wiem co:
Ten, kto nie odda pracy na czas otrzymuje -1 punkt!

Keb, wybierz temat.
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Gothu 



Postów: 7

Wysłany: 19-09-09, 18:19     

Jeśli można to zgłaszam się na sędziego :)

  

 
 
Vesten 
Hand of the King



Wiek: 100
Postów: 791
Medale: 1
Skąd: Stamtąd skąd Papcio ChmieLL

Wysłany: 19-09-09, 19:56     

Ja także chcę być sędzią.
_________________
"Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo"
"Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."

Poeta
Milten

Jeśli popierasz Nową Prawicę, wklej to do podpisu.

  

 
 
MattiR 
Gray Hat Pirate



Wiek: 17
Postów: 952
Monet: 21
Medale: 1
Skąd: Z Zarzecza

Wysłany: 20-09-09, 11:14     

To i ja na sędziego.

  

 
 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 20-09-09, 14:23     

MattiR, albo chwilowo nie umiesz liczyć ( XD ), albo po prostu nie zauważyłeś, że już jest trzech sędziów. Ja, Gothu i Vesten. Ale jeśli któryś z nas nie da opinii, to ty będziesz mógł się wypowiedzieć (bo Gothu na razie ma tylko dwa posty i zbyt często go nie widzę).

A temat, uczestnicy? Keb?
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 20-09-09, 17:48     

Ja chcę być uczestnikiem (podobno trening czyni mistrza...).
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
Gothu 



Postów: 7

Wysłany: 20-09-09, 17:53     

KamilzLasu, dopiero nie dawno dołączyłem więc dlatego mam dwa posty. Ale forum odwiedzam regularnie :) Teraz tylko czekać na temat i drugiego uczestnika.


PS. Przepraszam za mini off topic :P

  

 
 
Rezo 


Wiek: 16
Postów: 332

Wysłany: 20-09-09, 19:46     

No to już czekacie tylko na temat, zgłaszam się na uczestnika.

  

 
 
Keb-fan Gothica 



Wiek: 16
Postów: 306
Monet: 2
Medale: 2
Skąd: ???

Wysłany: 21-09-09, 09:11     

To już nie czekacie :D temat to...





Chwila napięcia...




Temat to Klęska żywiołowa, a co!
_________________
Olej szkołę, zasadź drzewo!

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 21-09-09, 15:23     

No i git, trza było tak od razu XD

Sędziowie: Ja, Gothu, Vesten
Uczestnicy: Rezo i Regis.

Piszecie do piątku, 20:00. Sędziowie opinie dzień dłużej.
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Gothu 



Postów: 7

Wysłany: 21-09-09, 17:57     

Kurcze, niestety jednak będę musiał wycofać z sędziowania bo w ten Piątek wyjeżdżam na biwak do Warszawy. Przykro mi :/

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 21-09-09, 18:04     

No to sędzią zamiast Gotha jest Mattir11 :) Liczę, że się zgodzi ;)
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 25-09-09, 16:38     

Moje opowiadanko małe... no właśnie. Jest ciut niżej. Mam nadzieję, że Rezo się wyrobi...


Klęska żywiołowa nieco światowa

W pomieszczeniu zadzwonił nagle telefon. Elegancko ubrana kobieta siedząca za biurkiem, podniosła słuchawkę.
-Beauty Igo słucham?
-Mamusiu...
-Alicja...! Mówiłam ci już, żebyś nigdy nie dzwoniła na ten numer.
-Ale tamten zgubilam...
-No dobrze. Powiedz co się stało, tylko szybko. - odparła roztargniona matka.
-Kiedy wlóciś? - Alicja, zwana także Alą, zapytała niewyraźnie.
-Och... muszę jeszcze trochę posiedzieć w pracy. Ale nie bój się. Zadzwonię p... - nagle sygnał się urwał i dało się tylko słyszeć jednostajny sygnał. - Ala? Ala...!
Kobieta wstała nagle, nie do końca wiedząc co robić. Albo ktoś był w domu i siłą odłożył słuchawkę, albo Ala sama zawiesiła połączenie, albo stało się coś jeszcze innego.
Aleksandra podniosłą słuchawkę i wykręciła numer do przyjaciółki. Przez kilka minut nikt nie odpowiadał; odłożyła słuchawkę. Podniosła ją jeszcze raz i wybrała wewnętrzny numer działu napraw. Odezwał się zmęczony głos.
-Halo?
-Dział napraw? Na dwunastym piętrze we wschodnim skrzydle w korytarzu B telefon nie działa. Nie mogę wykonać żadnego połączenia na zewnątrz. - zrelacjonowała szybko.
-Może wybrała pani zły numer? - odpowiedział głos, wcale nie mając zamiaru zająć się tą sprawą.
-Nie, sprawdzałam kilka razy. - powiedziała z uporem.
-Ehh... no dobrze. Zaraz to sprawdzę.

***

Robert odłożył słuchawkę i puszkę lodowatego Pilsnera. Wstał rozdrażniony i powoli udał się w stronę windy. Wcisnął górny przycisk i czekał. Po chwili winda zjechała, a on do
niej wszedł. Wcisnął dwunastkę i zaczął gwizdać. Nad wejściem kolejno zapalały się lampki "1", "2", "3", "4"... gdy oczyma wyobraźni widział już zapalającą się lampkę z numerem
jedenastym, nie dość że ta się nie zapaliła, to zgasła cała reszta. Winda się zatrzymała. Przez chwilę stał w ciemności, ale zaraz włączyły się generatory awaryjne i niewielka
lampka rozświetliła małe pomieszczenie. Robert spokojnie wyjął i zapalił papierosa. Przeszedł już kilka takich sytuacji i znał procedury. Za chwilę, gdy serwery firmy zostaną
bezpiecznie wyłączone, prąd zostanie skierowany do mniej ważnych urządzeń. Na przykład do wind.
Kończył już trzeciego papierosa i z każdą chwilą był co raz bardziej zdenerwowany. Nie miał klaustrofobii, wiedział, że przekierowanie prądu może trochę potrwać, ale i tak lekko
trzęsły mu się ręce. Usiadł na podłodze windy i wyjął kolejnego papierosa. W chwili gdy zapalił zapałkę, światełko awaryjne zgasło. Jego twarz, rozświetlona płomieniem zapałki
tylko, wyrażała lekki strach. Podniósł się powoli na nogi i stał nieco napięty. Usłyszał jakiś łomot w górze. Później coś jakby zastukało i kolejny łomot, brzmiący jak uderzenie.
Nagle coś zapikało. Stał chwilę nerwowo szukając źródła dźwięku. Nagle uświadomił sobie, że to jego komórka dzwoni. Spojrzał na ekran; dzwoniła jego żona, odebrał.
-Cześć kochanie, o której przyjedziesz na kolację?
-Mogę wrócić troszkę później niż zwykle skarbie.
-Masz dziwny głos... Stało się coś złego?
-Nie wiem. Ale w budynku wysiadł prąd i telefony stacjonarne. - Chwila ciszy. - Jesteś tam? Kochanie?
-Tak, jestem.
-Nie martw się i uśpij dzieci. Rano na pewno się zobaczymy. Pa.
-Pa...
Robert rozłączył się i schował telefon. Po raz kolejny usłyszał huk na sobą, ale teraz dodatkowo poczuł, że winda drży i obija się o ściany szybu. Drżenie ciągle narastało,
stawało się głośniejsze i silniejsze. Trzymał się kurczowo barierek wokół ścianek widny, w głowie mając okropny mętlik. Nagle wszystkie jego wnętrzności podjechały do gardła, a
on sam poczuł, że winda leci w dół. Wszystkie chwile z życia przeleciały mu przed oczyma. Kochał swoją żonę, pewnie dlatego czuł żal, gdy przypominały mu się obrazy Olgi,
Natalii czy Iwony, z którymi zwykł spędzać czasem wieczory. Gdy przypominał mu się jeden z ciekawszych wieczorów, winda spłaszczyła się jak harmonijka, zgniatając go i
pozbawiając przy okazji życia.

***

-Co tam się do cholery jasnej stało!?
-N-nie wiemy... panie dyrektorze. - odpowiedziała nowa sekretarka.
-Nie wiem, nie wiem, nie wiem! Ile jeszcze będę tego słuchał. To jakaś paranoja. Dlaczego siedem naszych biurowców legło w gruzach!? Odpowiedz! - mężczyzna w średnim wieku
wpatrywał się zmrużonymi oczyma w przestraszoną dziewczynę.
-P-p-podejrzewa się... że magazyny pod... pod budynkami zawierały...
-Co zawierały!?
-Substancje nieznanego pochodzenia. Według policji to one... są odpo... są przyczyną.
-Jakieś cholerne perfumy miały rozwalić siedem biur!? To niedorzeczne!
-Policja nie stwierdziła, że to były perfumy. - Dyrektor zmroził ją wzrokiem.
-W każdym razie jakiś płyn zniszczył większą część naszej korporacji, czy tak?
-T-tak.
-Cudownie! - wykrzyknął i roześmiał się. - To po prostu wspaniale! No to teraz prokuratura odgryzie nam kawał tyłka. Jesteśmy w dupie.
Izabela, sekretarka głównego dyrektora Beauty Igo, doskonale rozumiała jego ostatnie słowa. Wszystkie siedem biurowców, które w niewytłumaczalny wręcz sposób uległy zniszczeniu,
ubezpieczone były na wysokie sumy. Dwa inne oraz siedziba główna także, jednak nie na aż tak niebotyczne kwoty.
-Panie dyrektorze, jeśli mogę coś zasugerować...
-Tak zasugeruj. Co możesz mi zasugerować... - zamyślił się chwilę i roześmiał. - Hm... dziewczę po studiach będzie mnie uczyło jak wyleźć z gówna, w którym tkwi się po pachy.
-Doskonale wiemy co spowodowało zniszczenie budynków. Czas zerwać zasłonę pozorów i niewiedzy. Pan wie i ja doskonale wiem, że to nowe perfumy... o ile mogę to tak nazwać...
Pięknie pachną i zdominowały by rynek, gdyby nie fakt, że...
-Dosyć już, wiem co to jest! Mów do cholery do rzeczy. - wiedział, ze sprawa jest poważna, wiedział o czym mówią. Podejrzewał jaką sugestię miała dziewczyna.
-Możemy użyć ich do zniszczenia biur innych firm. Nie tylko konkurencji.
-Dobry pomysł. Tylko czy wiesz jak transportuje się to gówno?
-Nie...? - zapytała, wytrącona lekko z równowagi.
-Cóż... najbezpieczniejsza metoda to jazda cysterną z prędkością pięciu kilometrów na godzinę. Ciut szybsza jazda powoduje... sama wiesz co.
-Och...
-No właśnie. Taka cysterna rzucała by się raczej w oczy. Szczególnie te gliniarskie.
-Więc może transportować półprodukty...?
-Hmm... niegłupi pomysł... Tylko że do ich połączenia potrzeba dość... może nie dużej, ale skomplikowanej aparatury... A czasu jest bardzo mało.
-Więc może... może... transportować gotowe specyfiki... ale nie cysternami tylko zwykłymi samochodami... i udawać, że są zepsute i nie mogą szybko jechać.
-W małych ilościach można transportować to szybciej, fakt... mała Isabelle...
-Izabela. - poprawiła lekko sekretarka.
-No dobrze. Póki co Izabela. - zgodził się z pół uśmiechem dyrektor. - Ale wracając do tematu... chyba tak zrobimy. Wyznaczysz cele. Jakieś duże biurowce... może kilka fabryk...
domy publiczne...
-Oh nie!
-To był twój pomysł.
-Ale nie miałam na myśli domów tylko...
-Tylko biurowce, w których jest zazwyczaj dużo ludzi! Więc nie waż się nie wybrać jakiegoś bloku. Najlepiej blisko centrum miasta. - wydawszy dyspozycje odesłał ją z gabinetu.

***

Nazajutrz z głównej kwatery firmy Beauty Igo, w różnych odstępach czasu, zaczęły wyjeżdżać samochody osobowe, nie przekraczając dozwolonej prędkości pięćdziesięciu kilometrów.
Kierowcy tych aut parkowali koło domów, w podziemnych garażach, na płatnych i nie płatnych parkingach, oraz w innych miejscach ustalonych przez uroczą Izabelę. W jednej z "tur" z parkingu Beauty Igo wyjechało naraz sześć samochodów osobowych, przerobionych na transportery, nieoficjalnie rzecz jasna. Miały one, pozostawione w miejscach publicznych, zdetonować. Henry Tebski, główny dyrektor, wymyślił, że cała wina spadnie na terrorystów, a on jako jeden z poszkodowanych, będzie czysty jak łza.
Niestety do tych pojazdów włożono więcej ładunków niż do innych, ponadto kierowcom pozwolono jechać nieco szybciej. Nie mając jednak pojęcia co dokładnie transportują, ciut za mocno wcisnęli gaz. I stało się tak, że substancja o silnych właściwościach utleniających, łatwopalna i łatwo się rozprzestrzeniająca, wytwarzając przy tym ogromne ciśnienie, wybuchła w tych właśnie samochodach, prowadzonych przez tych niedoinformowanych kierowców. Mimo, że oni byli temu winni, chociaż i tak nie do końca. Nikt nikogo nie winił, ponieważ nie było już ani oskarżycieli, ani winowajców. Wybuch spowodował zagładę trzech miast i czternastu okolicznych wsi, zabijając przy okazji blisko cztery miliony ludzi.
Sprawy tej nikt nigdy nie zapomniał i nikt nigdy nie rozwiązał...
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
Vesten 
Hand of the King



Wiek: 100
Postów: 791
Medale: 1
Skąd: Stamtąd skąd Papcio ChmieLL

Wysłany: 25-09-09, 21:10     

Niestety, Rezo się nie wyrobił, więc sądzę, iz wygrał Regis?
_________________
"Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo"
"Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."

Poeta
Milten

Jeśli popierasz Nową Prawicę, wklej to do podpisu.

  

 
 
KamilzLasu 



Wiek: 14
Postów: 2341
Monet: 34
Medale: 3
Skąd: Z nicości wzięty

Wysłany: 26-09-09, 05:54     

Tak, wygrał Regis. Rezo ma -1 punkt. Zapodawaj temat.
_________________
Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą :D

LEGENDA

  

 
 
Regis_Osso 



Postów: 241
Medale: 1

Wysłany: 26-09-09, 08:10     

Dżizaz! Nareszcie :] .

Temat...

Tematem...

Tematem będzie...

Temat.

I wszystko jasne, ale jakby ktoś nie złapał:

Temat kolejnego pojedynku: temat :P


PS: Kamil, zrewiduj swoją "Tabelę zwycięzców".
_________________
http://myplay.com/video-player/michael-jackson
Każdy fan (oraz nie fan) Króla, bezpretensjonalnie musi wejść na tę stronę.
_________________
"Nazywam się Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Żyję na tym świecie czterysta dwadzieścia osiem lat według waszego rachunku, sześćset czterdzieści dwa lata według rachuby elfów. Jestem potomkiem rozbitków, nieszczęsnych istot uwięzionych wśród was po kataklizmie, który wy nazywacie Koniunkcją Sfer. Uchodzę, delikatnie mówiąc, za potwora. Za krwiożercze monstrum. "

Chrzest Ognia

_________________

  

 
 
Safirka 


Wiek: 13
Postów: 924
Monet: 5
Skąd: pochodzi moja koszatniczka?
Warn: 2/4

Wysłany: 26-09-09, 08:24     

Zgłaszam się na sędziego.
_________________
Moje komiksy:
Zabójca Akademia Miecza
Opętanie
Uniwersytet Alibaba i Wielki Pożar
Poszukiwacze
Inny Wymiar
Upadła legenda

Moje słowa, moje wpisy - mój blog. Tylko o sporcie.

  

 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


GothicKomiksy.pl © 2007 - 2012
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - mangi

Forum Literackie Inkaustus

Strona wygenerowana w 0,48 sekundy. Zapytań do SQL: 76