Wysłany: 16-07-10, 20:41 Soldier Story - Modern Warfare (SKOŃCZONE)!
Witam, chciałbym wam ukazać opowiadanie które według mnie jest fajne. Pisałem to dwa lata temu więc proszę o wyrozumiałość i dziękuję za wszelakie oceny
Wprowadzenie
Według historii jest to pamiętnik Soap'a McTavish'a (większość postaci jest z CoD). Przeżywa on kolejne dni swojej służby wykonując misje wraz ze swoim oddziałem. Piszę on o całym swoim życiu w armii, należy do S.A.S.
Misja I - Statek towarowy
Mój 5 dzień służby w armii S.A.S, moja pierwsza misja. Było już ciemno, lecieliśmy Black Hawkiem na statek towarowy w którym miały być cenne dokumenty. Misja miała pójść gładko jednak tak nie było. Ktoś wiedział że przybędziemy i zesłali na statek żołnierzy. Nie byli to byle jacy żołnierze tylko dobrze opatrzeni terroryści. Jednak tego dowiedzieliśmy się dopiero gdy podlecieliśmy bliżej. Black Hawk unosił się nad statkiem gdzie nie było go widać wśród szalejącej burzy i tych ciemności. Po chwili z ust kapitana wyszedł rozkaz spuszczenia się na linie na pokład. Oczywiście ja spuszczałem się drugi. Z całej załogi było nas dziewięciu. Jednak na pokład statku wleciało nas tylko czterech. Gdy już wszyscy byli na dole Black Hawk odleciał w ciemne niebo.
-Ruszać się. Nie możemy pozwolić na to żeby Ci terroryści się nudzili. Ha ha. -Roześmiał się kapitan.
Po chwili wszyscy ruszyliśmy w stronę mostku. Pierwszy terrorysta należał do kapitana. Ów kapitan podszedł do niego i wbił mu nóż w serce przytrzymując mu usta ręką. Następnie wyrzucił jego ciało za burtę. Podczas tej burzy było tak głośno że nawet nikt nie słyszał jak Black Hawk podleciał do statku gdy nas spuszczał. Ale to nie istotne, istotne było to że jeden z terrorystów szedł w moją stronę. Oglądał jakieś zdjęcia czy dokumenty i szedł przed siebie. Oczywiście po chwili spojrzał wprost ale wbiłem mu natychmiastowo nóż w szyję. Krew trysnęła na mnie, wystraszyłem się ponieważ pierwszy raz atakowałem z noża. Ale wyrzuciłem ciało za burtę i poszedłem za kapitanem. Gdy nagle stanęliśmy przed drzwiami do pokoju ''A''.
-Pamiętajcie, wchodzimy tam po cichu i strzelamy do śpiących terrorystów. Przez zamknięte drzwi nikt nie usłyszy strzału, są z tytanu. -Objaśnił kapitan.
Więc jak kapitan rozkazał tak zrobiliśmy. Ja wszedłem ostatni i zamknąłem za sobą drzwi. Gdy zauważyłem tych śpiących terrorystów którzy nie wiedzieli że właśnie nadszedł ich czas... stanąłem i odwróciłem się plecami. Jednak kapitan wyraźnie dał mi znak ręką że mam do niego podejść.
-Nie musisz strzelać jeśli nie chcesz. Wiem że to dla Ciebie zła rzecz ale oni zabili różne kobiety, mężczyzn, a nawet dzieci. -Powiedział mi na ucho.
Po czym dał znak żeby strzelać. Widziałem jak niczego nieświadomi umierają. Był to dla mnie szokujący widok. Później zaczęła się krwawa jatka. Wszyscy zaczęli do siebie strzelać. Statek ruszał się pod falami. Biegłem za swoim oddziałem i strzelałem do terrorystów. Było to dla mnie coś strasznego ale później przywykłem. Nagle dwóch moich kolegów z oddziału otworzyło drzwi do schowka. Leżały tam ów dokumenty. Kapitan podszedł i wyjął jakąś kartkę. Jednak przyłożył ją do ucha i krzyknął ze wściekłością.
-Bomba!
Wszyscy zaczęliśmy się wycofywać gdy już byliśmy o krok od miejsca gdzie nas wcześniej spuszczano - bomba wybuchła. Statek przechylił się ostro w lewo spychając nas tym samym. Myślałem że to koniec mojego życia jednak kapitan Price (bo tak miał na nazwisko) podniósł mnie za rękę i kazał za sobą biec. Ruszyłem za nim. Gdy kapitan wskoczył ja również zrobiłem to samo. Jednak miałem śliskie rękawiczki od krwi tamtego terrorysty którego zabiłem na początku. Zacząłem się ześlizgiwać. Gdy kapitan się odwrócił zauważył to i gdy już miałem spaść złapał mnie za rękę. Usiadłem później spokojnie w środku Black Hawka i odetchnąłem. Misja była skończona. Podziękowałem kapitanowi i polecieliśmy do bazy.
Misja II - Zaćmienie
Już 7 dzień mojej służby w S.A.S. Wylądowaliśmy gdzieś w Rosji i wiedziałem że mamy uratować naszego informatora - Nikołaja. Byliśmy tam tylko ja i kapitan.
-McTavish, ty wykończysz pierwszy patrol. Ja załatwię ten drugi. Ma się obejść bez alarmu i krzyków. Zrozumiałeś? -Zapytał kapitan.
-Tak jest sir! -Odpowiedziałem.
Po dostaniu zadania podszedłem do pierwszego patrolu. Leżałem w trawie i miałem maskowany strój. Ja widziałem ich - oni nie widzieli mnie. Z tego co tam zauważyłem to było tam dwóch dobrze uzbrojonych strażników. Nie podchodziłem bliżej bo to mogłoby mnie zdradzić. Strzeliłem w jednego po czym ten wpadł w trawę. Drugi obrócił się w moją stroną ze zdziwieniem i chwycił za broń. Jednak strzeliłem mu w środek twarzy. Drugi był wykończony. Gdy myślałem że już koniec i zacząłem się podnosić dostrzegłem jednego strażnika który siedział za biurkiem. Więc podszedłem tak aby mnie nie zauważył, Price nauczył mnie jak się bawić na wojnie. Nauczył mnie sztuki tak cichego skradania że ciężko było mnie usłyszeć. Więc podszedłem do otwartych drzwi. Wyjąłem nóż i byłem gotowy do rzucania. Wychyliłem się szybko i zanim ten mnie ujrzał, zginął. Wiedziałem że mam tylko jeden nóż więc wyjąłem go z jego głowy. Gdy wyszedłem z chatki Price dał mi znak aby iść pod most. Musiałem biec jak najszybciej ponieważ jechał właśnie patrol rosyjski. Gdy kierowca miał się już obrócić w moją stronę, wjechałem wślizgiem pod most. Na całe moje szczęście nikt mnie nie widział. Jednak zobaczyliśmy większe zmartwienie. W naszą stronę szła cały oddział strażników aby kontrolować okolicę. Kapitan odwrócił się i rzucił się w krzaki, ja zanim. Patrol spokojnie przeszedł obok nas nie zwracając na nas uwagi. Wstaliśmy więc po chwili i ruszyliśmy w stronę celu. Trochę tam biegliśmy więc powiem tylko to że uciekaliśmy przed wściekłymi psami, unikaliśmy patroli no i przechodziliśmy przez góry. W końcu znaleźliśmy się obok (niby) zwykłego domu. Jednak ten dom był otoczony przez rosyjskich (można tak to nazwać) terrorystów. Mięli oni najnowsze sprzęty. Ja chciałem ich wszystkich wybić ale było ich za dużo. Kapitan pokazał mi jedną dziurę. Przeczekaliśmy trochę aż wszyscy poszli na bijatyki psów. My wykorzystaliśmy wtedy ten moment. W środku domu było ciemno, jednak Price pomyślał o tym i załatwił nam noktowizory. Price sprawdzał piwnicę, a ja kuchnię i inne pomieszczenia na dole. Po chwili spotkałem się znowu z kapitanem.
-U mnie dwóch w piwnicy. Byli wypici więc łatwo poszło. Jak u Ciebie? -Spytał kapitan.
-W kuchni był jeden jednak już nieżywy. W innych pomieszczeniach nie było nikogo. -Odpowiedziałem.
Kapitan od razu dał znak aby ruszyć na górę. Były tam tylko trzy pokoje. Ja sprawdziłem jeden po lewej, a kapitan jeden po prawej. Został jeszcze ten na środku. Gdy wszedłem do pomieszczenia zauważyłem strażnika który chyba spał. Wyjąłem więc nóż i podszedłem go od tyłu. Złapałem za rączkę noża i za koniec tym samym dusząc strażnika. Niestety zbyt mocno docisnąłem i trochę drasnąłem mu szyję. Gdy wyszedłem czekał tam już kapitan. Sprawdziliśmy wszystko więc ten pokoju pośrodku musiał być ''celą'' Nikołaja. Otworzyliśmy więc drzwi, a tam nasz cel. Jednak mnie zaatakował jakiś terrorysta. Biłem się z nim na pięści, a później na noże. Kapitan odwiązywał wtedy Nikołaja. Gdy już go odwiązał terrorysta mnie przewrócił. Podszedł do mnie z nożem i miał już zadać cios gdy dostał w plecy z pistoletu. Nikołaj pomógł mi wstać. Gdy myślałem że misja uda się po cichu wleciały nasze jednostki. Fajnie było słyszeć Black Hawki ale misja po cichu bardziej mi podchodziła. Później zabrali nas i polecieliśmy do bazy po dalsze informacje.
Misja III - Al'Asad
Nastał 15 dzień mojej służby w S.A.S, dawno nie byłem na porządnej misji lecz teraz wyruszamy do bardzo ciepłych krajów i to nie na wakacje. Siedzieliśmy sobie w statku i graliśmy w karty gdy nagle przyleciał po nas Black Hawk. Weszliśmy do środka. Jak zwykle usiadłem przy samym wyjściu aby wszystko widzieć. Lecieliśmy spokojnie 5 minut gdy nagle Black Hawk dostał. Widziałem tylko krew. Nasz helikopter spadał. Gdy miałem wypaść, jeden z oddziału - Gaz, złapał mnie za kamizelkę kuloodporną i wciągnął do środka. Nagle Gaz mnie puścił, a przechwycił mnie kapitan Price po czym wyskoczyliśmy razem z helikoptera. Wpadliśmy do wody. Nie wiedziałem co się stało z Gazem bo na polu bitwy go już nie widziałem. Gdy się przebudziłem pamiętam tylko kapitana. Gdy popatrzałem się na lewo zauważyłem całą masę terrorystów. Wyglądało to tak jakby dwie drużyny strzelały do siebie z odległości. Po chwili kapitana Price'a złapał jakiś terrorysta i wbił mu nóż w brzuch po czym wskoczył z nim do wody. Najgorsze dla mnie było to że nie mogłem nic zrobić. Gdy już terroryści byli niebezpiecznie blisko ktoś strzelił w nich z bazooki. Nie miałem nawet siły zasłonić się ręką aby nie wpadł mi pył do oczu. Terroryści padali jak muchy. Gdy zacząłem odzyskiwać siły i powoli wstawałem - terrorystów już nie było. Kapitan Price leżał wtedy na ziemi i medycy próbowali go przywrócić do życia. Niby dostał tylko z noża w brzuch ale uszkodził poważną część ciała. Obserwowałem cała akcję z osłupieniem. Patrzałem jak go reanimują. To coś strasznego widzieć swojego przyjaciela który leży na ziemi z wielką czerwoną plamą krwi na koszuli. Gdy wszyscy stali wokół kapitana nie zauważyli że biegnie na nich jeden terrorysta. Widziałem wszystko w spowolnionym tempie. Jednak mimo zamazanego wzroku i zwolnionego tempa chwyciłem nóż kapitana Price'a i skoczyłem na terrorystę wbijając mu nóż w środek głowy. Gdy myślałem że to już po wszystkim przyleciały Black Hawki i poinformowały mój oddział że w obrębie tego miejsca nie było Al'Asada którego mieliśmy zgładzić. Jednak dostaliśmy informacje że terroryści mają jakąś bombę. Wskoczyliśmy więc wszyscy do helikoptera wraz z rannym kapitanem. Gdy się obróciłem ujrzałem falę uderzeniową która pędziła w naszą stronę. Krzyczałem żeby szybciej lecieli ale nie mogli. Gdy znów się obróciłem fala była już coraz bliżej. Po chwili zatrzepotało helikopterem i zaczął się on kręcić. Jeden z naszego oddziału wypadł. Później gdy byliśmy już blisko ziemi nic nie widziałem. Była tylko ciemność. Jednak nagle się przebudziłem. Zauważyłem nogę jednego z pilotów Black Hawka. Gdy się obróciłem zauważyłem kapitana. Było mi ciężko wstać. Zacząłem się czołgać aby wyjść z wraku helikoptera. Gdy wyszedłem zauważyłem dziwny krajobraz. Wszystko było jakby czerwone. Padłem na ziemię.
Misja IV - Fort Carson
Jest już 20 dzień służby w wojsku. Niedawno wyszedłem ze szpitala. Nic mi nie jest bo tym wybuchu chociaż był dość silny. Jednak kapitan nie będzie w stanie chodzić o własnych siłach kilka dni. Na ten okres przydzielili mnie do oddziału ''Bravo Six''. Wcześniej należałem do ''Alpha One'' ale to nieważne. Jadę właśnie z nowym oddziałem do miasteczka Fort Carson. Od lat panuje tam bieda i wiecznie są zamieszki. Jednak dzisiaj przybyli tam terroryści. Jedziemy Hummerem już dość długo. Wszyscy obserwują krajobrazy. Nagle Hummer stanął. Kierowca wyszedł aby zobaczyć co się stało że taki korek. Gdy to zobaczył zaniemówił. Po chwili gdy wszyscy zaczęli wychodzić ja zrobiłem to samo. Widok był przerażający. Leżały tam zmasakrowane ciała i była barykada. Na barykadzie stał jeden z terrorystów, a za barykadą stali terroryści z ciekawym opancerzeniem.
-Nie wjedziecie tu wy szumowiny z Ameryki! Tutaj panuje bezprawie i my wiemy co dla tego miasta najlepsze! Zabijemy Was po kolei jeśli przekroczycie tę barykadę albo podejdziecie bliżej! -Krzyczał terrorysta na wzniesieniu.
Gdy tak coś gadał, kapitan mojej nowej drużyny podał mi nóż i wskazał właśnie na tego terrorystę. Policzył do trzech, a ja rzuciłem nóż w głowę terrorysty. Wyjęliśmy wtedy bronie i zaczęliśmy jatkę. Terrorysta który przemawiał wpadł z nożem w głowie za barykadę. Gdy strzelaliśmy tak do siebie przez jakąś minutę - rzuciłem granat. Większość terrorystów została wytępiona chociaż było dwóch czy trzech rannych. Gdy wszyscy przeskakiwaliśmy barykadę, zauważyłem twarz jednego z terrorystów. Widziałem jak się do mnie głupio uśmiechał. Wtedy przypomniałem sobie co jeden z nich zrobił kapitanowi Price'owi. Wyjąłem więc pistolet i strzeliłem mu w głowę. Gdy popatrzyłem na mój oddział, byli już dość daleko więc ruszyłem biegiem aby ich dogonić. Później gdy wchodziliśmy do miasta opór terrorystów wzrastał. Wielu biegło na nas bezmyślnie jak Japończycy podczas II Wojny Światowej. Jednak było to bardzo głupie z ich strony bo żaden z nich nawet nas nie dźgnął. W końcu zobaczyliśmy prawdziwy opór - byli to terroryści z bazookami i snajperkami osadzeni na dachach. Wszyscy czym prędzej się pochowaliśmy.
-Dobra, co teraz kapitanie? Oni są zbyt dobrze uzbrojeni. -Rzekłem kapitanowi nowej drużyny.
-Może u Ciebie McTavish tego Price nie robił ale u nas robimy to dość często - wzywamy Black Hawki lub Apache do pomocy. Więc bierzemy Apache.
Wtedy gdy terroryści wypatrywali naszych ludzi wleciały Apache. Zaczęły obstrzeliwać wszystkich terrorystów. Gdy Apache przeleciały całe miasto, było to istne piekło. Terroryści biegali po ulicach paląc się, a my szliśmy jak gdyby nigdy nic równym krokiem przez ów ulicę. Jednak ku naszemu zdziwieniu, helikopterem podleciał sam Al'Asad z terrorystami.
-Widzę że zawitaliście do Fort Carson. Aha, Soap, jak tam Price? Ha ha ha! -Śmiał się Al'Asad.
Nie wiedziałem skąd znał moje imię ani skąd znał imię kapitana ale jedno było pewne... musiał teraz zginąć. Gdy zacząłem biec, cały oddział biegł za mną. Wszyscy strzelali w terrorystów i helikoptery unoszące się nad naszymi głowami. W końcu tak się skupiłem że jakimś cudem drasnąłem Al'Asada pociskiem. Gdy ten się odwrócił, dostałem. padłem na ziemię, a ten pokazał mi gest ''Fuck you'' po czym złapał się za ranę. Gdy tak się patrzyłem w dal położyłem głowę na ulicy i patrzyłem się w obłoki. Dziwne było to że rana wcale mnie nie bolała. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem że kapitan leży martwy na ziemi w plamie krwi.
-Hej, McTavish, zwijamy się. Zaraz przyjdzie tu lawina. To zimny kraj! -Krzyczał jeden z oddziału.
Po tych słowach spojrzałem w lewo. Faktycznie szła lawina. Gdy tak się nawalaliśmy byłem zbyt skupiony Al'Asadem żeby dostrzec tą zimę. Nagle gdy chciałem wstać dopiero poczułem ból. Wbijała mi się kula od pocisku, a lawina była coraz bliżej. W końcu podbiegł jeden z moich kolegów z oddziału po czym wyciągnął mi kulę z brzucha. Po wszystkim porwał mnie z ziemi i razem uciekaliśmy przed lawiną. Gdy tak biegliśmy, a lawina była już bardzo blisko - rzucił mi spadochron. Wtedy wyskoczyłem wraz z nim z urwiska i otworzyliśmy ów spadochrony. Po chwili wylądowaliśmy na dole, a tam przejęły nas Black Hawki. Myślałem że widok Black Hawka mnie już nigdy nie uszczęśliwi...
Misja V - Zabawa w agenta
Nadszedł dużymi krokami 33 dzień służby w wojsku. Jestem w zimnych krajach Rosji. Mam za zadanie przechwycić teczkę z pieniędzmi. Jesteśmy na jednej z gór, wspinamy się. Po prawej Kapitan Price który już wyzdrowiał, po środku ja, a po lewej Gaz. Wpinamy się już dość długo gdy nagle doszliśmy na szczyt góry. Kapitan Price rozejrzał się po okolicy, ja z zimna nie mogłem się ruszać mimo ciepłych kurtek i opancerzenia.
-Droga wolna, musimy się dostać do... ku**a! -Wykrzyknął Kapitan Price którego złapał jeden z wrogi żołnierzy.
Wtedy wstałem i zacząłem biec w stronę Kapitana Price'a. Gaz ze mną. Nagle Gaz dostał w twarz z pięści. Ja odwróciłem się i pobiegłem do niego.
-Żyjesz? -Spytałem.
-Tak, będzie dobrze, trochę ryj mnie boli. He he. -Zaśmiał się Gaz. - Gdzie Kapitan Price?
-Tutaj jestem. Prawie by mnie gnój zapie****ił ale dałem radę. Leży w śniegu z nożem w brzuchu. Wstawaj Gaz. -Rzekł kapitan.
Gdy wszyscy się pozbieraliśmy Price dał mi snajperkę i pokazał jeden z celów. Namierzyłem i... oddałem strzał. Przeciwnik padł na ziemię. Wstaliśmy. Biegliśmy trochę lecz nagle zauważyliśmy patrol więc wjechaliśmy wślizgiem pod ścięte drzewa i schowaliśmy się. Widziałem jak przechodzili. Żaden z nich nas nie zauważył. Gdy oddział przeszedł ruszyliśmy. W końcu znowu musiałem się położyć na tym zimnym śniegu. Namierzyłem jednego ze strażników i strzeliłem. Obróciłem się i zauważyłem że nie ma kapitana ani Gaza. Wyszedłem spod kory i dostałem w ryj. Obudziłem się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nikogo tam nie było oprócz Price'a, Gaza i mnie. Gdy tak siedziałem przywiązany do krzesła wszedł pułkownik Kaczmarov z którym kiedyś wykonywałem misje.
-Witam witam drogiego przyjaciela. Myślę że powinieneś zginąć już dawno temu w tej stacji kolejowej. Pamiętasz? Ha ha. -Zaśmiał się Kaczmarov.
-Ty łajzo! Zostawiłeś mnie w tym tunelu wraz z oddziałem i spier*****eś! Jak możesz się tu pokazywać? -Zapytałem z wyrzutem.
-Normalnie, ale to już nie istotne bo za chwilę wychodzę. Podstawię bombę przy drzwiach i na wasze nieszczęście odpali się ona za 2 minuty. Życzę powodzenia oczywiście i jeżeli nie dacie rady przeżyć to wymyślę coś dla obrony sławy. Ha ha! -Powiedział Kaczmarov.
W końcu po swojej paplaninie wyszedł z pomieszczenia. Wtedy była szansa dla mnie i oddziału. Odciąłem sobie węzły oraz reszcie.
-Wyskakujmy przez okno! -Krzyczał Gaz.
Wtedy nikt się nie zastanowił - skoczyliśmy. Na całe nasze szczęście mieliśmy spadochrony. Bomba wybuchła, a Kaczmarov spier****ł. Nie wiedziałem że to się tak potoczy. Jednak gdy otworzyliśmy spadochrony i wylądowaliśmy na miękkim śniegu, obróciłem się. Helikopter Kaczmarova i jego oddziału wybuchł. Wtedy wleciały przepiękne samoloty S.A.S'u i rozpier****ły bazę Rosjan.
-Gdzie jest k***a teczka? -Krzyczałem.
-Spokojnie, Kaczmarov wyskoczył z helikoptera, a to on ją ma. To będzie jak odebranie dziecku lizaka. -Powiedział Price.
Ruszyliśmy więc we trójkę po teczkę i Kaczmarova gdy inne oddziały S.A.S'u rozprawiały się z niedobitkami. Gdy tak biegliśmy, Gaz zabrał mi snajperkę.
-Patrz i się ucz. -Powiedział.
Wtedy namierzył na Kaczmarova i strzelił mu w plecy. Kaczmarov padł. Podbiegliśmy do niego, a ten odwrócił się i złapał mnie za kołnierz kurtki. Przyłożył mi broń do głowy.
-Mam go za zakładnika. Nie dostaniecie forsy! -Krzyczał.
Wtedy Gaz wyjął pistolet i strzelił Kaczmarovi jeszcze raz w brzuch. Ten opuścił pistolet do mojego brzucha (z bólu) i strzelił. Padłem na ziemię ale Kaczmarov też. Price wziął walizkę, a Gaz obserwował Kaczmarova. Gdy Gaz się obrócił bo zauważył nasz helikopter Kaczmarov wyjął broń i strzelił Gazowi w plecy. Gaz padł (był w bardzo cienkiej kurtce i nie miał kamizelki kuloodpornej). Kaczmarov następnie chciał strzelić we mnie ponieważ pierwszy strzał zatrzymała kamizelka ale Price rzucił się na niego. Zaczęli się bić. Ja musiałem pomóc Gazowi. Wciągnąłem go do helikoptera w którym czekała pomoc. Ja również wszedłem do helikoptera.
-Kapitanie, niech pan go puści! -Krzyknąłem.
Rzeczywiście Price go odepchnął po czym wskoczył do helikoptera. Jednak Kaczmarov złapał się płozy.
-Oddawaj mi tę forsę! Nie jesteś godzien tego mieć, nie wiesz co...
Ale wtedy Price wystrzelił w Kaczmarova, a ten spadł w dół. Misja udana.
Misja VI - Koniec linii
Nastał 40 dzień służby w wojsku, mój ostatni dzień służby w wojsku. Mamy załatwić Al Asada. Jest jeszcze jasno wylądowaliśmy gdzieś w Afganistanie. Chyba. Tym razem S.A.S działa sam, a nie z wojskami USA. Mamy namiary że w jednym z czterech budynków siedzi Al Asad. Plan jest taki aby wpaść i zabić kogo się da, również Al Asada. Musimy również rozbroić bombę nuklearną. Właśnie stoimy przed drzwiami do pierwszego budynku, czy jak kto woli hangaru. Price otwiera drzwi i od razu zaczyna strzelać.
-K***a! To S.A.S! Spie...
Terrorysta nie dokończył ponieważ dostał strzał w głowę. Biegliśmy dalej. Przetrzepaliśmy cały hangar i ani śladu Al Asada. Musimy biec do drugiego. Znowu stoimy przed drzwiami. Tym razem otwiera jeden z nowych w naszym oddziale. Otworzył drzwi z wielką pompom ale w środku stali już przygotowani terroryści. Przestrzelili mu całe ciało na wylot. Nowy leżał. Wtedy Gaz wpier****ł granat do środka. Wybuchła 3/4 terrorystów. Wtedy Gaz rzucił się na jednego z nożem, a ja strzelałem do pozostałych. Znowu ani śladu Al Asada. Po chwili przetrzepaliśmy wszystkie bunkry, ani śladu tego jeb***go terrorysty.
-Dowództwo, nie widać Al Asada. Najwidoczniej zbiegł zanim dotarliśmy do Afganistanu. -Powiedział Price do sztabu S.A.S.
-Nie może być, Al Asad siedział tam jeszcze jak wylądowaliście. Przetrzepać teren i zabić gnoja. Potem rozbroić bombę. Bez odbioru. -Odpowiedział S.A.S.
Wtedy kapitan Price wyrzucił przyrząd na ziemię i zdeptał go. Odwrócił się.
-Lecimy na górę zabić Al... -Ale nie dokończył ponieważ coś wybuchło na górze.
-To bomba nuklearna! Kur*a, kryć się! -Krzyczałem.
-To nie bomba nuklearna. Jakby była nuklearna to zniszczyłaby połowę świata. To coś słabszego. Może Al Asad pomylił bomby? -Spytał ze zdziwieniem Gaz.
-Nie, na pewno nie. Pewnie nie dostał w ogóle tej bomby. Da...
Lecz kapitan znowu nie dokończył ponieważ przeszła wielka fala popiołu która z wielką siła rozwaliła prawie całe miasto. Obudziłem się na brzegu jednej z plaży. Znowu wszystko wydawało się czerwone jednak kapitan żył.
-Co teraz kapitanie? Co robimy? -Spytałem.
-Musimy mieć pewność że bomba nie wybuchnie ponownie. Był to mały piorun przed burzą. Zostań tu Soap. -Powiedział do mnie Price.
Jako żołnierz nie mogłem złamać rozkazu więc leżałem spokojnie. Kapitan Price i Gaz wrócili po pół godzinie.
-Wszystko opanowane, Al Asad chciał nastraszyć żołnierzy. Ale prawdziwa bomba jest i ludzie od Al Asada mają ją pod ręką. Po nich polecą już liczne wojska USA. Mamy emeryturę Soap! -Krzyczał Price.
-Mamy emeryturę, mamy emeryturę... -Rzekłem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach