Im więcej napisze tym mniejsza przyjemność z oglądania mimo wszystko ci którzy wchodzą na ten dział będą wiedzieć że nie należy robić tego co ja robie i to mnie bardzo cieszy...
PS: Szalona logika nie?
_________________ Urodziłem się 9 czerwca, to wielka data gdyż wtedy pojawiła się pierwsza kreskówka z Kaczorem Donaldem. Wiele lat później urodził się Don Rosa (też 9 czerwca) wg. mnie najlepszy rysownik tego uniwersum który wprowadził w bajkę dla dzieci łzy cierpienia i prawdziwe ludzkie marzenia.
Producent : Deadline Games
Wydawca : Eidos
Wydawca PL : CD Projekt
Rodzaj : TPP
Wymagania : 1.5 GHz, 256MB RAM, karta grafiki 32MB, 1.7 GB HDD, Windows 2000/XP.
Hello
Nazywam się Ramiro. Ramiro Cruz. Niedawno wyszedłem z wiezienia i trafiłem do tego miasta z powodu mojego tatka i brata. Mianowicie mój ojciec po perfekcyjnym wykonaniu zadania został wyrzucony z samolotu, którym miał uciec. Na początku miał się tym zajmować mój brat, ale cóż... złamał nogę ciamajda. Więc jestem tutaj i wykonuje kolejne misje na polecenie organizacji DEA.
Tak właściwie można opisać sam początek gry. Total Overdose jest grą o rzadko spotykanych latynoskich klimatach. Produkcja mniej znanej firmy Deadline Games miała być konkurentem GTA... jednak to jeszcze nie ten poziom by móc równać się z GTA. Cała gra opiera się na jednym - ciągłym strzelaniu i skakania z misji do misji. No, ale grę trzeba poznać...
Sam początek
Grę zaczynamy grając chwilę ojcem Ramiro. Mamy za zadanie dostać się na lotnisko gdzie czeka na nas samolot, którym mamy uciec. Przy okazji wykonywania tego zadania poznajemy podstawowe klawisze funkcyjne oraz obsługi gry. Obydwie te rzeczy nie są skomplikowane.. ba... są proste jak zablokowanie konkursu "Zgadnij Kto To". Klawiszami jakich będziemy używać często będą klawisze kierunkowe, przeładowanie, skok, użycie i klawisze 1-0 do wyboru broni (lub ten pokręcimy kółkiem co jest wygodniejsze). Gdy już docieramy do samolotu i uciekamy na jego pokładzie zostajemy wyrzuceni z niego przez bliżej nieokreśloną postać. Wtedy akcja przeskakuje na brata Ramiro, Tommy'iego. Rozwalamy nim pewną ciężarówkę poznający przy okazji jedną z opcji - wyskakiwanie z wozów w trakcie jazdy i... kreatywne ich używanie. Mianowicie - wóz z, którego wyskoczymy po zetknięciu się z jakimś obiektem eksploduje. I tak właśnie dzieje sie z wymienioną wyżej ciężarówką. Tommy jednak w wyniku małej... pomyłki, którą można przyrównać do przyświecania sobie zapalniczką w piecu gazowym... trafia na wózek z nogą w gipsie. I wtedy do akcji wkracza Ramiro...
Od misji do misji
Dochodzimy teraz do jednej z rzeczy przez, którą gra ta nie jest konkurencją dla GTA. W TO skaczemy z misji do misji, bo poza nimi... nie ma nic do roboty. W San Andreas robiło się nawet bezsensowne rzeczy dla przyjemności czy też z przymusu. Tutaj jednak tego brakuje, miasto jest puste, nieciekawe i wygląda na ledwo żywe. Wszędzie wprawdzie porozrzucane są znaczki, które - po uzbieraniu odpowiedniej ilości - podnoszą nam życie czy dają bonusy do broni jak podwójne pistolety. Jednak zbieranie ich będzie kręciło tylko ludzi chcących odkryć każdy zakamarek terenu gry. To samo tyczy się punktów za których daną liczbę otrzymujemy, któryś z znaczków. Pomiędzy misjami, jak i w trakcie możemy zapisywać grę. Jednak w miejscach wyznaczonych przez twórców gry. Oznaczone są one jako niebieskie koła o takiej samej poświacie. Gdy już dotrzemy do takiego wybieramy spośród jednego z slotów i na nim zapisujemy grę. Na nasze szczęście punkty te pojawiają się 3-4 razy na misję i mimo tego, iż nie są one krótkie wystarczają nam w zupełności.
A same misje...
A same misje są jednym z mocnych punktów gry. Mimo, że każda opiera się na wylewaniu wiader naboi i wybiciu połowy populacji meksyku (w czym o dziwo nie pomaga nam świńska grypa Chociaż wtedy tego nie było przepraszam...) gra się w nie przyjemnie. Innym ich plusem jest różnorodność lokacji gdzie wykonuje zadania. Walczymy na przykład na wielkim stadionie gdzie odbywa się corrida czy też w azteckich piramidach. Co jakiś czas zdarzy nam się ważniejszy przeciwnik, który posiada większą ilość HP niż reszta. Cele są różne... a to zabić tego, zdobyć to. W sumie nic takiego, ale kto by na to patrzył. W końcu liczy się strzelanie (Nie zarażanie). Szkoda jedynie, że ofiary do, których strzelamy są idiotami. Stoją w miejscu i prują do ciebie z nadzieję, że zginiesz. Od czasu do czasu skoczy taki w bok czy przebiegnie w inne miejsce, ale cały czas jest odkryty i czeka tylko na wpakowanie sobie paru kulek. A walczymy z m.in. meksykańskim wojskiem czy ochroniarzami pewnego bogacza w... biustonoszach. Niestety aż w biustonoszach...
Broń
Choć nie posiadamy tutaj jedynie broni palnej. Możemy bojować mężnie dzierżąc w rękach... grabie. Oprócz grabi broni do walki na bliski dystans otrzymujemy jakże znany nam kij basseballowy czy maczetę. Jeśli chodzi o broń palną, dzieli się ona na na parę rodzajów. Pistolety, strzelby, karabiny maszynowe i broń ciężka. Obsługa nimi jest banalna gdyż wspomaga nas automatyczne celowanie. Samych broni palnych nie jest też wiele. Po dwa pistolety, strzelby i dwie bronie ciężkie (granatnik oraz rakietnica) i trzy bronie maszynowe. Ostatnim rodzajem broni palnych są dwie bronie śrutowe. Typowy shotgun i jednoręczny obrzyn. Większość z tych broni możemy trzymać dwie naraz. Musimy, jednak uzbierać daną ilość znaczków broni o czym już pisałem.
Parę bajerów
Pierwszy, którego będziemy używać niemal non-stop jest spowolnienie. Tak tutaj występuję stara sztuczka z której słynął pierwszy Max Payne. Gdy będziemy oddawali skoki na bok lub strzelali inne akrobacje gra nam się spowolni dzięki czemu bez stresu będziemy mogli wykończyć o wiele większą ilość przeciwników. Oczywiście, żeby nie było super łatwo ogranicza nas pasek, który z czasem się regeneruje. Jednak rzadko kiedy mamy problemy z staminą. Inną fajną rzeczą są akrobacje robione przez Ramiro. Odbija się od ściany czy też wbiegając na nią robi efektywny skok 360 stopni. Rzecz jasna w trakcie tych popisów mamy możliwość ostrzelania wrogów. Szkoda, że z tą grafiką czuje się jakbym oglądał film... klasy C. Ostatnią sztuczką są loco movies. Są to dość... oryginalne kombosy pomagające nam w sieczeniu wroga. Przyzywamy sobie meksykańskiego zapaśnika, dostajemy dwa strzelające futerały (zgadnijcie jaki film?) czy też wykręcamy piruecik z uzi zabijając paru wrogów najbliżej nas. Ograniczono je jednak ilością. Możemy mieć najwięcej po 2 sztuki każdego loco movie. Zdobywamy je zabijając wrogów na różne sposoby. Na przykład za wymierzenie paru ładnych headshotów otrzymujemy golden gun który automatycznie mierzy headshoty. A samo strzelanie headshotów jest... oryginalne. Mianowicie przytrzymujemy sobie przycisk i wtedy przy wrogu pojawia się drugie kółko i gdy one zmniejszy się do rozmiarów takich, że mieści się w nim tylko głowa wroga puszczamy klawisz i piękny headshot. Od razu człowiek czuje się jakby stał przy automacie w zapadłym barze nad morzem...
Grafika
Jest to zdecydowanie najsłabszy punkt gry. Już kiedy była wydawana nie budziła podziwu. Nawet na najwyższych detalach można wychwycić gdzieniegdzie kanty czy też niższą rozdzielczość tekstur. Lepsza jest animacja postaci. W trakcie biegu Ramiro porusza nogami naprawdę szybko a nie jak jakiś paralityk. Można by powiedzieć, że jest z niego niezła kopia Usaina Bolta... Leży za to animacja samochodów. Wyglądają jak statyczna bryła jadąca dzięki powiewom wiatru. No i co najważniejsze - graficy stworzyli zaledwie 4-5 ich modeli w różnych kolorach Wrogowie zaś potrafią pośmiertnie przybrać ciekawe pozycje, czy też wsiąknąć połową siebie w ścianę. Po wybuchu zaś wylatuję w powietrze jakby nadziano ich na rakiety.
Muzyka
Latynoskie klimaty - tak można streścić soundtrack TO, który jest naprawdę udany. Połączenie hiszpańskiego rapu jak i takiej wesołej meksykańskiej muzyki wykonywanej przez stereotypowych mariachi wypada w tej grze bardzo dobrze. Nie znalazłem utworu, który nie pasowałby do gry, a nawet jeśli wesoła melodyjka w sam raz na wesele przygrywa nam do wielkiej rzezi i wysadzania samochodów to... i tak pasuje.
Koniec
Sama gra - gdyby nie grafika i mała monotonność po jakimś czasie - byłaby godna polecenia. Jeśli lubisz latynoskie klimaty i bezmyślną masakrę z niemyślącymi wrogami - bierz. Jeśli nie... odpuść sobie.
Ocena : 7
Grywalność : 8
Grafika : 6
Muzyka : 8
Plusy :
+Muzyka
+Bullet time
+Strzela sie całkiem miło
+Ciekawe mapy
W Total Overdose grałem i było nawet fajne - a że kupiłem ją za 15 zł wraz z dwoma innymi grami (zgadnijcie jakie czasopismo? XD), to opłacało mi się. Bardzo przyjemna sieczka moim zdaniem, no i ciekawie napisany tekst.
_________________ Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą
Kolejna świetna recenzja z twojej "stajni". Powalił mnie tekst "Obydwie te rzeczy nie są skomplikowane.. ba... są proste jak zablokowanie konkursu "Zgadnij Kto To". Nie dość że profesjonalnie to jeszcze śmiesznie Poza tym wszystko jest bezlitośnie opisanie, wszystkie błędy wytknięte i wszystkie zalety wymienione, a ocena uczciwa. Po prostu, trzymasz poziom.
czas na moją kolej... taaakkk... i ja też się za to zabiore a więęęęc...
recenzja darmowej gry pod tytułem... ..!!ŻULIONERZY!!..
Instalacja
Jest to najlepszy, najmocniejszy plus tej gry. Instaluje się cholernie szybko (usuwa też ) a nie jest to zbyt skomplikowane... wystarczy wziąć download z jakiejkolwiek strony z Downloadem, 'dałnlądnąć' w komputer, i już możemy cieszyć się grą!
Ogólna gra
gra Żulionerzy została stworzona na bazie znanego i lubianego teleturnieju Milionerzy ( według pliku Readme jest zupełnie na odwrót ). Zasady gry są cholernie proste. Gramy Mr. Żulem, a prowadzącym jest pan Żulbert. On nam zadaje pytania a my mamy 4 warianty (ABCD) by 'zgadnąć' która jest prawdziwa.
Audio
W całej grze jest tylko jedna 'piosenka'. I to niestety tylko refren znanego zespołu Volaris, a muza to ,,Wino, Wino". Zanucę... ekhm... Wino, wino wypij do dna. Słodkie wino każdy zna. Wino wino pomoże ci... Wina wina nalej MI! Niestety powtarza się ona przez cały czas... ale idealnie dobrana i budująca klimat. Niestety, trzeba ją w opcjach przyciszyć, bo nie będziemy słyszeć prowadzącego, gdy będzie zapowiadał pytania.
O co gramy?
W grze gramy o życie i honor... tu się waży 10 tysięcy butelek SPIRITUSU!!! w grze jest około 12 pytań. pierwsze za 1 butelkę drugie za 2 tzrecie za 3 potem za 5... 10... 20 itd. Co kilka pytań (10, 320 i 10 000 <-FINAŁ ) jest checkpoint (,,gwarantowane pieniądze/butelki). Pytania są wywaliste (jeżeli ktoś lubi taki humor )! O nich za moment.
pytania
Pytania spodobają się jedynie ludziom, którzy lubią świńskie kawały o seksie (XD) albo takie z przekleństewkami (lekkimi) zacytuję jedno z pytań z przedziału 1-10 butelek.]
,,Piwo ,,góralska uciecha z dodatkiem gorzały" ma dodatek...
A - Gorzały
B - soku
C - Spermy konia (najlepsze XDXD)
D - wody"
A jeśli przegram?
Jeśli przegrasz, a nie otzrymałeś nagrody gwarantowanej, pojawi się zdjęcie Mr. Żula smutno siedzącego na ławce a w tle okrzyki ,,buuu! Buuu!!! LUZER, SAKEEER!!! BUUUU!!!"
a jeśli otrzymałeś gwarantowaną nagrodę, to również zobaczysz Żula na ławce, tylko że obrzyganego z butelkami wokoło a w tle okrzyki: ŁUUU!!! HURAA!!! niestety, gdy wygrasz 320 będzie to samo... a szkoda. Wyobrażałem sobie go z mnóstwem butelek i położonego na podłogę...
a może jakieś ułatwienia?
Naturalnie są dostępne 3 koła ratunkowe. Połóweczka (wykreśla 2 złe odpowiedzi), Telefon do meliny (qmple podają 2 możliwe odpowiedzi), lub Ściepa publiki ( pijana publiczność podaje również 2 możliwe odpowiedzi. Jak to pijana, nie zawsze wolno im ufać.) W praktyce wygląda to tak, że z 4 robią nam się 2 odpowiedzi
Grafika
Grafika w Żulionerach jest taka sobie... chociaż jak na amatorski (pr0fesjonalny ) zespół (Ortalion) to jest bardzo dobre... zresztą oceńcie sami.
Czy taka rewelacyjna gra ma jakieś minusy???
Owszem. Niestety na słabszych komputerach na ekranie wyskakują takie Pasy czarne... denerwują one trochę... Ponad to, gra jest HOLERNIE niestabilna. Co chwile wyrzuca z gry na pulpit... podałem odpowiedź... a tu... PYK! Jestem na pulpicie, a ostrzeżenia o błędzie żadnego...
PODSUMOWUJˇC
Gra żulionerzy jest legalnie do pobrania z darmo, dostarcza mnóstwo przyjemności i radochy, lecz te irytujące błędy są wnerwiające...
+++PLUSY+++
+ Łatwa instalacja
+prosta mechanika gry
+ Śmieszne pytania
+ muzyka budująca klimat i atmosferę
+ powiązania do prawdziwego Teleturnieju (Żulbert - Hubert, Połóweczka- pół-na-pół)
---MINUSY---
- powtarzająca się jedna zwrotka
- BUGI
- zbyt głośna początkowo ustawiona piosenka
Czyli ogółem... 7+/10 - Bardzo dobra gra!!
_________________ DO KUJA Z POLITYKĄ Tu się Gothic i twórczość z niego liczy . Nie kłóćmy się o politykę, bo zobaczcie jak to nasze stosunki psuje... Ja + Fortuno = Korespondencyjni ziomale poróżnieni przez Politykę, ale zakopaliśmy to i cały czas ziomale. Tak samo z Darmorem.
Ocenię część spośród wszystkich recenzji, a następnie dam własną:
Ado'o
Recenzja GTA IV stoi na wysokim poziomie. Brutalnie wymienione wady w jednym miejscu jednak nie są dobre. Wolę, gdy rozłoży się je po całości tekstu. Gdybym wystawiał ocenę, byłoby to 9+/10
Pumo
Niemal zachęciłeś mnie do kupna Left 4 Dead, wodzu! Recenzja napisana ciekawie, brakuje jej jednak szczypty humoru. Ogólnie nieźle. Dałbym 9/10.
Eregrin
A mi spodobała się Twoja recenzja. Konkretna, pokazująca to, co w grze najważniejsze. Oceną byłoby 9-/10.
Visor (tylko "Ja Robot" i "Katyń")
Chyba najlepsze recenzje w tym temacie. Wymieniłeś zalety i wady, pomieszawszy je ze sobą, nie przesładzałeś wszystkiego i oceniłeś odpowiednio. 10-/10.
Mikmik1
Pierwsza recenzja zaczęta niezłym opisem... A dalej mamy równię pochyłą. Niemniej jednak dobrym pomysłem było zrecenzowanie komiksu. 6/10. Drugiej nawet nie komentuję...
FIREWOLF
Powiem krótko: Recenzja średniawa. Dobrze napisana, lecz nienajlepszym językiem. 7/10.
Teraz czas na mnie. Nie pisałem wiele o fabule, gdyż ta recenzja jest przeznaczona głównie dla tych, którzy czytali już "Pana Tadeusza". Więc zapraszam. Niestety, nie ma zdjęć z powodu pewnych... ekhem... kłopotów. Wkrótce powinienem je dodać.
"Pan Tadeusz"
Produkcja: Polska, Francja
Gatunek: dramat historyczny, kostiumowy
Premiera: 22 października 1999
Czas trwania: 147 minut
Reżyseria: Andrzej Wajda
Scenariusz: Andrzej Wajda, Jan Nowina Zarzycki, Piotr Wereśniak
Wykonanie: Michał Żebrowski, Bogusław Linda, Daniel Olbrychski, Alicja Bachleda-Curuś, Grażyna Szapołowska, Krzysztof Kolberger, Marek Kondrat, Andrzej Seweryn, Marian Kociniak
Na podstawie epopei narodowej Adama Mickiewicza o tym samym tytule
W chwili, gdy zaczynam pisać tą recenzję, od obejrzenia filmu mija równy tydzień. Przez ten czas moje emocje zdążyły nieco ostygnąć, jednak wrażenia są na tyle świeże, iż nie zdążyły wygasnąć całkowicie. Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy, gdy spojrzałem pierwszy raz na opakowanie płyty z filmem jest nazwisko reżysera. Andrzej Wajda. Jego postać znana jest ogromnej większości Polaków. Człowiek uhonorowany szeregiem nagród, na czele których stoi Oscar za całokształt twórczości. Czy jednak wyreżyserowany przezeń „Pan Tadeusz” zasługuje na miano dzieła mistrza, czy też może się wydawać dziełem znacznie pośledniejszego twórcy? Jak przy chyba wszystkich dziełach każdego rodzaju na tym świecie muszą się pojawić kontrowersje. Aby jednak móc ocenić to dzieło nie można zaczynać od skupiania się na pojedynczych aspektach, ponieważ tworzy ono jedną, spójną całość. I od takiego ogólnego spojrzenia na to dzieło należy zacząć.
Tych, których interesuje gwiazdorska obsada filmu z pewnością będą zadowoleni. Osobiście nie interesuje mnie to, czy aktor nazywa się Masło czy Margaryna, ale kilka spośród osób, mających role w tym filmie znam nawet ja, choćby wymienić Michała Żebrowskiego czy Bogusława Lindę. Należy jednakże przyznać, iż aktorzy nie przypominali ożywionych posągów, lecz swoje role odgrywali wyjątkowo realistycznie. Nie miałem wrażenia, jakby plan filmowy przypominał tworzenie komiksów w grze Gothic, gdzie należy wszystkich unieruchomić. Wszystko tworzyło odpowiedni klimat, który został stworzony nie sztucznie, lecz w sposób naturalny. Jednak gra aktorów nie jest jedynym składnikiem atmosfery filmu.
Mogę jednoznacznie stwierdzić, że „Pan Tadeusz” był prawdziwą ucztą dla oczu. Gdy widziało się dwór czy od wnętrza, czy od zewnątrz można było z całym przekonaniem stwierdzić, że naprawdę przypomina dwór. Również stroje szlacheckie, mundury wojska carskiego, broń oraz całe otoczenie było wykonane w sposób bardzo dobry. Ujęcia były wykonywane niemalże wzorowo – nie miało się wrażenia, że jest to 5763 odcinek „Mody na Sukces”. Można więc rzec, iż obraz czyni atmosferę filmu realistyczną i przyjemną.
Jako ostatnia do oceny idzie więc muzyka. Gdyby ktoś przedstawił mi same utwory, orzekłbym, iż są dobre. Jednak w filmie irytuje ich... monotonia. Jeden fragment powtarzano nie dość, że wiele razy, to jeszcze umieszczano go często w nieodpowiednich momentach, rujnując niemal całkowicie klimat chwili. Jednak zazwyczaj spełniała swoje zadanie, więc postaram się ją odebrać raczej pozytywnie.
Moje słowa mogą roztoczyć wrażenie, iż film był niemal idealny. Jednak wciąż pozostaje bardzo ważne pytanie: Ile w „Panu Tadeuszu” jest Wajdy, a ile Mickiewicza?
Moim zdaniem każdy film, który jest wzorowany na jakiejś książce czy opowiadaniu powinien w miarę możliwości odwzorowywać go co do joty, szczególnie w chronologii. W tym punkcie było dobrze, pomijając to, że z nieznanych mi przyczyn u Wajdy „Pan Tadeusz” zaczynał się epilogiem, a kończył zmorą kolejnych pokoleń uczniów – przesławną inwokacją.
Jeżeli o chronologii można powiedzieć złe słowo, to dalej może być jeszcze gorzej. Jednak... nie było. Oprócz kilku drobnych pominięć kawałków tekstu wszystko było w niemal doskonałym porządku. Niemal. Albowiem najmniej ciekawe środkowe części epopei wzbogacają opowieści Wojskiego i opisy. Niestety zostały one wycięte.
Ogólny rzut oka na całość dzieła ukazuje jedynie kilka niewielkich luk w dobrze wykonanej całości. Jednak to, co razem prezentuje się świetnie, po przyjrzeniu się z bliska może być poniszczone przez owe luki, jak Prima Aprilis przez głupie żarty.
Początek (nie licząc zaburzenia chronologii) zachęca do dalszego oglądania. Wszystko wyglądało tak, jak wyglądać powinno. Nic za wiele, nic za mało. Przy dojściu do okolic środka filmu zaczyna się robić coraz gorzej. Czy jednak nudna fabuła momentów rozwojowych akcji jest sprawką Wajdy? Obawiam się że tak. Jak już wspomniałem, wycięto z fabuły opisy Mickiewicza i opowieści Wojskiego, znacznie zubożając fabułę. Wkrótce na szczęście równia pochyła kończy się i znów zaczynają się dobre momenty filmu. Tak trwają aż do bitwy. Niestety wówczas mamy do czynienia z gwałtownym upadkiem. Rosjanie ustawili się i strzelali do wszystkich. Nagle parę „pif pafów” ze strony Tadeusza i szlachty i regularna armia poddaje się. Nie było na filmie walki wręcz. Niestety - bitwa wyglądała z pozoru dobrze, ale realistyczna to ona nie była. Po niej następują sceny zakończenia. Niczym nie zachwyciły, ale ogólnie wykonano je dobrze. Tak wszystko się kończy.
Moja ocena ogólna filmu:
Argumenty „na plus”:
- Realistyczne dekoracje
- Dobra gra aktorów
- Ciesząca ucho muzyka
- Dosyć dobre odwzorowanie książkowego pierwowzoru.
- Ujęcia na wysokim poziomie
Argumenty „na minus”:
- Monotonia muzyki
- Zaburzenia chronologii
- Wycięcie kawałków, które ożywiały najnudniejsze momenty
Moja ocena w skali 0 – 10:
8,75
_________________ "Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo" "Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."
„W podziemiach znalazłeś maskę, przez którą od miesięcy dręczą cię koszmary… Mimo jakichkolwiek prób pozbycia się maski wracała w każdy możliwy sposób. Zdesperowany/a trafiasz do Comyrskiego mędrca, który wyjaśnia ci, że odpowiedzi na koszmary znajdziesz w mieście zwanym jako Wrota Zachodu…”
Słyszałem wiele dobrego tym modzie. Wszyscy zachwalali się niezwykłą fabułą, mrocznym klimatem, co mnie skłoniło do wydania 59,90 PLN.
Instalacja:
Mod wymaga oryginalnego NWN2 i zajmuje 1 GB na dysku, więc nie ma problemu, że zaśmieci ci dysk. Ponadto gra szuka zainstalowanych dodatków by wybrać odpowiednie rozszerzenie. Posiadacze Gniewu Zehira muszą zainstalować patcha ze tejże płyty.
Pierwsze kroki:
Przy uruchomieniu moda potrzebne jest podłączenie z Internetem. (W dzisiejszych czasach to nie problem)
Uruchamia się filmik, który wprowadza nas w fabułę gry. Początkowo przypomina stare dobre Neverwinter Nights (jeden) a następnie wprowadza nas do niezwykłej miejscowości gdzie widok ogrów trolli jaszczuroludzi nie jest niczym czymś niezwykłym. (biedne stworzonka muszą pracować na chlebek *chlip* dobrze że greenpeace tego nie widzi)
Zaczynamy grę na 8 poziomie, (więc goblin nas nie zabije) z podstawowym sprzętem magicznym +1.
Klimat i realizm:
Ludzie uważają, że ta część gry posiada najwięcej mrocznego klimatu w porównaniu do wszystkich innych dodatków do NWN (a było ich trochę). Po godzinie gry nie znalazłem ANI TROCHE MROCZNEGO KLIMATU ANI EPICKIEJ OPOWIEŚCI.
Dialogi są największą wadą tej gry; podczas wykonywania głównego wątku spotkałem skrytobójców, którzy postanowili zagrać ze mną w grę na śmierć i życie. Wyskoczyli ich uczniowie chcący nam wbić nóż w plecy, podczas gdy ich mistrzowie tajemniczo znikli przechodząc przez główną bramę i o dziwo wejście, którym się dostaliśmy do magazynu w kilka chwil zostało zatarasowane, czym się da. Musimy walczyć czy chcemy czy nie a do tego mistrz „pułapek” zabija bez powodu swojego sługę rzucając durnowate teksty.
Jednak najgorszy był fragment, gdy nasza świętobliwa towarzyszka zabiła innego kapłana jej boga by zaspokoić swój gniew (oczywiście nie mamy nic do gadania) by po minucie uświadomić sobie, że to nie był mądry pomysł.
RÓŻNE RZECZY MOGĘ WYBACZYC, LECZ FAKTU, ŻE WSZYSTKIE ROZMOWY MIJAJˇ SIĘ Z GŁÓWNYM WˇTKIEM (WَCZNIE)!
Głupie nie?
Jeżeli chodzi o realizm to sprawa kontrowersyjna. Możemy oglądać posągi i poznawać historię miasta. Grać na wyścigach psów, walczyć na arenie. Jak wspomniałem po mieście chodzą różne postaci jednak, co najgorsze nie znalazłem żadnego dziecka ( z jednym wyjątkiem które wyglądało jak mały elf). Jednak postacie stoją jak te słupy i niby się spotykają a nic ciekawego nie powiedzą. Jest kilka miejsc do oglądnięcia, lecz są puste. (Ludzie są, lecz brak jakichkolwiek osobowości i charakterów).
Towarzysze
Powiem krótko są to postacie niemal pościągane z oficjalniej kampanii. (Spotkamy tu kapłana, który twierdzi, że jego wiara to walka, upadły paladyn i była skrytobójczyni brzmi znajomo nie?)
Oprawa wizualna:
Pojawiło się kilka nowych potworów:
-Szczurołak –likantrop, który przemienia się w wielkiego chomika. Niestety chłopaki nie wykorzystali w pełni tego pomysłu. Można by napisać kilka zadań, w których główny bohater staje się potworem. Następnie walczy z tą klątwą i może się jej pozbyć lub zacząć kontrolować swe zwierzęce instynkty. A następnie można poznawać środowisko wielkich gryzoni.
No szkoda!
-Quelzarn- wielki wąż morski, który jest znanym rekwizytem tego produktu. Gigantyczne coś żywiące się rybkami (i rybakami).
Segment-Kanały
Ossian Studios stworzyło nowe możliwości dla graczy dając naprawdę dobrze wykonane rury i całe kanały (raj dla zmutowanych żółwi)
Nowe utwory muzyczne:
Nie mogę nic dobrego powiedzieć tych utworów jest tak mało, że częściej słyszymy standardowe utwory z przez 7 lat stworzone przez mistrza Jeremy’ego Soule’a którego utwory naprawdę budzą do życia i do dalszej walki.
Trudność gry:
Główny wątek jest zbyt łatwy a poboczne zbyt trudne. Nie mam zamiaru się rozpisywać bo tylko psuje zabawę w grze.
Ocena:
41/100%
Nie jest to rozrywka na najwyższym poziomie, ale nie jest to czas stracony.
_________________ Urodziłem się 9 czerwca, to wielka data gdyż wtedy pojawiła się pierwsza kreskówka z Kaczorem Donaldem. Wiele lat później urodził się Don Rosa (też 9 czerwca) wg. mnie najlepszy rysownik tego uniwersum który wprowadził w bajkę dla dzieci łzy cierpienia i prawdziwe ludzkie marzenia.
No dobra, jeśli chodzi o reckę Mikmika... Jest na pewno lepsza niż dwie poprzednie, ale zajmijmy się szczegółami. Nie spodobało mi się że nadal popełniasz pewien zasadniczy błąd. Reckę w 100% zrozumie tylko osoba która zna na wylot opisywaną przez ciebię grę/film/książkę. Poza tym nie które teksty są trudno zrozumiałe. Kompletnie nie kapuję o co chodzi w drugim zdaniu "Klimatu i realizmu" zapewne dlatego że nie grałem. Poza tym recka opisuje też kilka nieważnych rzeczy, np. to że mogę sobie obejrzeć posąg. Niby fajny bajer, ale niewiele mnie to interesuje, wolałbym przeczytać coś co mi powie więcej o sprawach technicznych, grafice, więcej o fabule. A ty wymieniłeś kilka nowych potworów, co też niewiele mnie interesuje. Napisałeś kim są towarzysze, też nieciekawe. Jedyne co dowiedziałem się o grafice to że są ładne rury w kanałach (nie zachęca, sam przyznasz). Na końcu napisałeś też że nie masz zamiaru się rozpisywać bo popsuje radość z gry. I tu też błąd! Sam zniechęciłeś wszystkich mówiąc że dodatek jest do niczego, a twoja praca nadal nie jest recenzją, tylko ją udaje. Mówisz dużo o rzeczach nieważnych, a mało o tych najistotniejszych. Najlepiej to przeczytaj porządne recenzje w takich pismach jak CD-Action i się na nich opieraj, to najlepszy sposób na dobrą recenzję. Bo twoja recka, mimo że nie jest gorsza od poprzednich, to bardziej nadaje się na opis gry na tylną część pudełka.
Mogę pisać o fabule ale to przestanie być recenzją! Wierz mi na słowo!
Jeżeli chodzi o posąg - tu masz racje chyba mam za słabą wyobraźnię by opisać ten fragment.
Klimat i realizm - chciałem pokazać że często postacie nie zachowują się naturalnie tylko udają zdrowych umysłowo.
Grafika - nie mogłem napisać nic gdyż wszyscy wtajemniczeni znają możliwości edytora NWN2. W dziale o modach takie informacje byłyby tępione. (a w CD-action jest ładny dział o modach)
Nic nie napisałeś o fragmencie z muzyką (aż tak źle ?).
P.S Dziękuje że bardzo nie skrytykowałeś moje działania. (niektórzy jak zobaczą ktoś taki jak ja znowu zabiera się za recenzje nie będą mogli znaleźć słów by wyrazić me starania; zastąpią przecinek wyrazem na k)
_________________ Urodziłem się 9 czerwca, to wielka data gdyż wtedy pojawiła się pierwsza kreskówka z Kaczorem Donaldem. Wiele lat później urodził się Don Rosa (też 9 czerwca) wg. mnie najlepszy rysownik tego uniwersum który wprowadził w bajkę dla dzieci łzy cierpienia i prawdziwe ludzkie marzenia.
Komiks zaczyna się w ponurych okolicznościach. Tytułowy klan przez wieki stawał się coraz biedniejszy, a ich honor był mocno krytykowany przez inne szkockie klany. W roku 1867 urodził się kolejny dziedzic ich zamku Sknerus. Chłopiec, gdy ukończył 10 lat dostał na urodziny od ojca zestaw do czyszczenia butów, gdy przyszło mu pracować po raz pierwszy zaharował się do nieprzytomności, gdy się ocknął zobaczył w swojej dłoni pierwszą zarobioną monetę, nic nie wartą dziesięciocentówkę… „Będę najtwardszym z twardzieli i najsprytniejszym ze spryciarzy, ale swój majątek zarobię uczciwie!”
Tak zaczyna się długa podróż Sknerusa przez cały świat by osiągnąć bogactwo. Przez cały komiks widzimy jego przemianę wewnętrzną, dążenie do „ideału”. Don Rosa (rysownik) przywiązuje dużą wagę do szczegółów, dlatego widzimy mnóstwo ciekawych postaci, historii, faktów historycznych i geograficznych.
Miałem zaledwie 10 lat, kiedy tata kupił mi ten komiks, bardzo się ucieszyłem gdyż kochałem postać Sknerusa. Zaciekawił mnie tytuł… często czytałem „Giganty”, oglądałem „Kacze opowieści” widziałem setki włoskich komiksów o zdobyciu fortuny przez Dziobatego Szkota, ale przy tym arcydziele wypadają te historie po prostu żałośnie!
Cytat: …pamiętaj Bogactwo to cos więcej niż stosy pieniędzy! Liczy się tylko to ilu wyzwaniom możesz sprostać!
Theodore Roosevelt
Fabuła jest prosta, choć wielowątkowa; Ostatni z klanu McKwaczy podróżuje po całym świecie by zostać najbogatszą kaczką na świecie, każdym rozdziałem jest bogatszy poprzez doświadczenia, których nie można za żadne pieniądze kupić. Jak dla dziesięciolatka przesłanie jest naprawdę na poziomie.
Autor komiksu Don Rosa szczególnie zwraca uwagę na drobne elementy rysunków, te same kamienie wyglądają identycznie na następnych obrazkach, zbroje wyglądają naprawdę staro i wyrażają osobowości ich właścicieli. Każdy kaczor posiada własne charakterystyczne rysy twarzy (dzioba). Don wprowadził już znane postaci dla kaczo-fanów nie są tak banalni jak to bywało w licznych komiksach, by nie psuć zabawy zdradzę tylko wśród nich znajdują się: Australijski Szaman, tak zwany Bur, rodzina Sknerusa (mama, tata, 2 siostry, 2-óch wujków, i cały klan McKwaczy).
Muszę przyznać Don Rosa wprowadza naprawdę dorosły humor w swoich dziełach, choć niektóre skecze obrazkowe zrozumie nawet 4 latek.
Muszę uwzględnić ostatni dwunasty rozdział opowieści, który jest adaptacją „opowieści wigilijnej” niejaki Kaczor Donald (duch nr.1) i jego trzej siostrzeńcy (duchy przyszłości, przeszłości i teraźniejszości) przywracają dawna formę tytułowemu bohaterowi pokazują, kim jest, do czego dążył i kim się stał. Wygląda to pięknie i można się naprawdę wzruszyć.
Komiks jest ważną pozycją dla wszystkich fanów komiksów a dla fanów uniwersum Kaczorów lekturą obowiązkową!
Końcowa ocena: 10/10 – pełna akcji opowieść o wszystkim, co cenne w naszym życiu. Może to wydawać się dziwne, ale zdanie: „I to się kurwa czyta!” Doskonale opisuje wszystkie emocje jakie spędzamy przy tym arcydziele.
_________________ Urodziłem się 9 czerwca, to wielka data gdyż wtedy pojawiła się pierwsza kreskówka z Kaczorem Donaldem. Wiele lat później urodził się Don Rosa (też 9 czerwca) wg. mnie najlepszy rysownik tego uniwersum który wprowadził w bajkę dla dzieci łzy cierpienia i prawdziwe ludzkie marzenia.
Ostatnio zmieniony przez Archanix 20-06-09, 21:35, w całości zmieniany 2 razy
Widzę, że temat ma się nieźle więc i ja dodam coś od siebie. Mam kilka starych recenzji które robiłem dla forum, które już w tej chwili upadło. Oto recenzja Gothic 3, w zanadrzu mam jeszcze Zmierzchu Bogów oraz pierwszej części Gothica, że nie wspomnę o opisach lokacji w Wiedźminie. od razu zaznacza, że nie piszę w sposób taki, jak reszta czyt. - ciut nie CDA. Mam nadzieję, że będzie się wam przyjemnie czytało. Enjoy!
Na Gothica III czekały całe rzesze fanów. Zapowiadao się tak pięknie. Ogromny świat, nowy system walki, niesamowita, piękna grafika. Czy Piranha Bytes wywiązała się ze swoich obietnic? No, tak nie do końca.
Gdy włączymy grę w ucho od razu wpada piękna, klimatyczna muzyka. Pierwsze co zobaczymy po ekranie wczytywania to dobrze wykonane intro. Bezimienny i spółka dopływają Esmeraldą do wybrzeży Myrtany. Na widnokręgu pożoga. Widzimy jak zastępy orków atakują zamek Króla Rhobara. Paladyni nie mają szans. Dlatego magowie ognia zbierają się i tworzą magiczną barierę nad miastem. Gdy bohaterowie schodzą na ląd podążają do wioski w której rządzą orkowie. Bezimienny niezbyt zadowolony takim obrotem spraw natychmiastowo wznieca bunt i zaczyna się rebelia. Trwa krótko i tuż po niej rozmawiamy ze starszym wioski - Hamlarem. Okazuje się, że ludzie przegrali wojnę, a orkowie niepodzielnie rządzą całą krainą. Po lasach kryją się buntownicy, stosujący wojnę podjazdową. Niektórzy z ludzi dołączyli do orków i stali się ich najemnikami. Niektórzy z nich wspięli się bardzo wysoko w hierarchii np. Thorus którego możemy spotkać w jednym z miast jako kapitana zewnętrznych sił miasta. Reszta to niewolnicy. A kto jest odpowiedzialny za ten cały rozgardiasz? Nasz stary znajomy - Xardas, który stał się władcą orków i to dzięki niemu zielonoskórzy wygrali wojnę. Jednak istnieją jeszcze na tym świecie wolni ludzie. Asasyni - lud zamieszkujący pustynię Varant i Normdarczycy - barbarzyńcy ze skutego lodem Nordmaru. Bezimienny staje przed kolejnym trudnym zadaniem. Musi znaleźć Xardasa i opowiedzieć się po którejś ze stron. Jest Podejmującym Decyzję i musi opowiedzieć się za którymś z bóstw żeby zakończyć w końcu tę wojnę. No więc zaczynamy!
Od razu rzuca się w oczy masa błędów takich jak "Where is the Guru?" który automatycznie wyłącza grę, ponieważ Gothic 3 jest po prostu pożeraczem pamięci RAM. Oprócz tego, gra ma po prostu duże wymagania sprzętowe i wielu fanów skarżyło się, że nie może w to pograć. Jednak błędów i niedoróbek ie jest aż tyle, żeby mocno przeszkadzać w rozgrywce (Po wgraniu fanowskiego patcha "Community Patch 1.6" błędy niemal całkowicie znikają). Silnik gry jednak i tak i tak nie jest pozbawiony błędów, przez co cały czas obserwujemy spadek framerate przez co gra się dużo gorzej. Co do samej grafiki, to rzeczywiście jest piękna. Szczególnie na najwyższych detalach, można się cieszyć pięknymi widokami. Co do świata, to rzeczywiście jest wielki. Myrtana, Varant i Nordmar to ogromne połacie terenu i dla każdego podróżnika znajdzie się coś ciekawego. Teraz trochę o nich samych. Myrtana to kraina która posiada klimat umiarkowany. Jest tam długa rzeka wijąca się przez cały kraj i wiele wodospadów, lasów i łąk. Varant, to wielka pustynia na południu. Posiada gorący klimat i mało drzew. Obraz jest bardzo liniowy, dzięki czemu ma się wrażenie bezbrzeżności pustyni. Jest to wielka połać terenu w której łatwo się zgubić albo wpaść na grupę bandytów czy też znaleźć tajemniczą świątynię. Najbardziej nieprzyjazną krainą jest skuty lodem Nordmar. Jest to najniebezpieczniejsza ze wszystkich krain i najłatwiej się tam zgubić. Wiele drogowskazów wskazuje niewłaściwą drogę, więc nie dziw się, że zamiast do wioski dojdziesz do kotliny pełnej nosorożców, które zrobią z ciebie kotlety jeśli nie jesteś dość silny. Poszukując pewnych grobowców (związane jest z tym zadanie w Nordmarze), nie raz można się porządnie zgubić bo mapa nie wskazuje ukształtowania terenu i nagle okazuje się, że grobowiec jest jakieś dwieście metrów nad tobą. Takie rzeczy się zdarzają i są czasami frustrujące, ale i klimatyczne bo widzi się pewne podobieństwa między poprzednimi częściami.
Fabuła gry kręci się wokół miast. Nie są one takie jak Khorinis, są dużo mniejsze, ale jest ich więcej. Wykonuje się tam zadania dla konkretnych frakcji, dzięki czemu dostaje się punkty reputacji dla danego miasta czy też gildii. Otóż to - frakcje. Do żadnej nie można się na stałe przyłączyć, można jedynie im czasowo pomagać dzięki czemu będziesz przez nich poważany i kupisz sobie porządną zbroję z ich arsenału. W miastach punkty są potrzebne po to, aby dostawać się do przywódcy danego miasta i z nim porozmawiać, uzyskać informacje ew. dostać nowego, znaczącego questa.
System walki w grze nie należy do najlepszych, ponieważ ogranicza się do bezsensownego klikania i obracania kamerą w celu robienia półobrotów. Przeciwnicy mają słabe Al przez co są bardzo łatwi do pokonania i żaden przeciwnik (oprócz tych najtrudniejszych) nie powinien zrobić nam większego problemu. Co do czarów, to żeby się ich uczyć trzeba mieć odpowiednią ilośc prastarej wiedzy którą można pozyskać z kamiennych tabliczek lub uczyć się jej od innych postaci. Im więcej prastarej wiedzy tym większe nasilenie zaklęcia i więcej zadaje obrażeń. Jest ich całkiem sporo, bo istnieje magia Adanosa, Innosa i Beliara. Są tu Magowie Wody, Ognia, Czarni Magowie i Druidzi. Zabrakło zapowiadanych wcześniej Magów Powietrza.
Podsumowując: gra jest dobra. Dużo słabsza niż jej poprzedniczki, ale trzyma poziom i spodobała się sporej rzeszy fanów. Doskonałe jatki przy odbijaniu miast pokrywa dziurę którą jest słabawa fabuła. Każdy fan serii powinien w to zagrać, bo gra jest tego warta.
Bardzo dobra recenzja Malbercie szkoda tylko że nie opisałeś frakcji bo to mógł być ciekawszy fragment tekstu.
I jeszcze jedno wspomniałeś ze miasta są mniejsze od Khorinis, nieprawda! Montera i Silden są niemal identycznej wielkości jak znana chyba wszystkim nadmorska miejscowość chociaż mniej jest tam do roboty.
Za recenzje: mocne 9/10
_________________ Urodziłem się 9 czerwca, to wielka data gdyż wtedy pojawiła się pierwsza kreskówka z Kaczorem Donaldem. Wiele lat później urodził się Don Rosa (też 9 czerwca) wg. mnie najlepszy rysownik tego uniwersum który wprowadził w bajkę dla dzieci łzy cierpienia i prawdziwe ludzkie marzenia.
Dzięki Hm, może rzeczywiście za dużo się o frakcjach nie rozpisałem, w każdym razie będę pamiętał
EDIT:
A co do poprzedniej recenzji "Życie i czasy Sknerusa McKwacza"... Recenzja bardzo dobra. Jeśli chodzi o błędy, to znalazłem tylko kilka małych powtórzeń. Jedynym sporym błędem jest to, że od samego początku o czymś mówisz, a dopiero potem to wyjaśniasz, czytając pierwsze linijki nie za bardzo rozumiałem o czym mówisz i musiałem sięgać pamięcią do czasów kiedy czytałem tego typu komiksy. Ogólnie dobra recenzja, napisana "zjadliwym" językiem, a cytaty dodają całości smaczku. Recenzja mi się spodobała i myślę, że to kawał dobrej roboty. Paradoksalnie 9/10 za te pierwsze niewyjaśnione od razu zdania
Ekhem... no to wstawię tu swojego, jak zapewne uznacie, crapa.
Słówko wstępu...
Któż nie zna serii Grand Theft Auto? Nie znam nikogo kto by nie grał, a choćby nie słyszał o popularnym GTA. Ciekawe czy niektórzy jeszcze pamiętają GTA I czy GTA II, z marną grafiką 2D, widokiem z góry... aż trudno uwierzyć że wtedy to był hit. A teraz? Wszystkich teraz najbardziej interesuje GTA IV... I kto by pamiętał o GTA: Vice city?
Yo Gangsta!
Czyli trochę o fabule. W grze pokierujemy Tommym Vercetti, pracującym dla mafii Forellich. W 1971 dostaje zlecenie zabicia jednej osoby. Jednak nastąpiła pewna komplikacja, gdyż zamiast jednej osoby wzięło się ich tam... 11. Nastąpiła strzelanina w której wyniku Tommy zabił wszystkich i za to trafił na 15 lat do paki oraz dostał przydomek "Zabójca z Harwood". W roku 1986 nasz bohater wyszedł na wolność, a Sonny, obawiając się kłopotów wysyła go do Vice City by dokonał transakcji narkotykowej. Jednak transakcja się nie udała, a to z powodu... tego się dowiecie grając w grę. Tak czy inaczej, nastąpiła strzelanina w wyniku której Tommy stracił kasę przeznaczoną na dragi i ledwo udało mu się uciec. Po rozmowie telefonicznej ze zdrowo wku... rzonym Sonnym, bohater gry obiecał odzyskać forsę i dragi, oraz zemścić się na tym, kto rozwalił deal. I tutaj wkraczasz TY!
"W Vice City bogiem jest pieniądz..."
Skoro już o pieniądzach mowa, to rzeczywiście jest je na co wydawać! Standardowo możemy za nie przemalować samochód, powiększyć swój arsenał uzbrojenia (ale o tym później) oraz oczywiście parę zielonych przyda się, żeby przekupić nieprzekupnych stróżów prawa gdy zostaniemy aresztowani. Także po trafieniu do szpitala służba zdrowia z chęcią przyjmie zapłatę za leczenie. Cóż, nawet pewien duchowny w radiu oferował rozgrzeszenie za "niewielką" sumę. Szkoda, że nie możemy z tej oferty skorzystać, bo pewnie po przejściu kilku pierwszych misji, nie wystarczyło by kilka(dziesiąt) tysięcy dolarów. A najlepsze na koniec... Możemy kupować własne posiadłości i kryjówki! Kryjówki... wiadomo do czego służą... możemy w nich zapisać grę, a w niektórych przechowywać samochody. A wracając do posiadłości to możemy kupić m.in. Salon samochodowy, kluby (w tym striptizerski), studio filmów, stocznię, drukarnię (wcale nie będziemy tam drukować "Bravo" i "Przyjaciółki"! I chwała Rockstarowi za to!) i wiele innych. Oczywiście żeby zaczęły przynosić zyski musimy wykonać misje dla nich. Szczególnie jednak irytująca jest ta, w której musimy wygrać wyścig z Hilarym Kingiem. Oczywiście my mamy marnego grata - Sentinela, a on? Błyszczące Sabre turbo. Dodatkowo podczas wyścigu ściga nas policja. Tylko nas. To doprawdy frustrujące.
I jak tu się nie zakochać we własnej giwerze?
Właśnie, to dobre pytanie. Rockstar dało nam pokaźny arsenał. W nasze ręce może wpaść m.in. Colt, M60, wyrzutnia rakiet, karabiny Kruger i M16, miotacz ognia, obrzyn czy S.P.A.S 12, karabiny snajperskie i wiele innych broni palnych, bo w arsenale mamy jako broń miotaną granaty, bomby, koktajle Mołotowa i gaz łzawiący (tylko na PS2). Jednak zabrakło miejsca dla znanego z GTA3 AK-47. Także możemy władać wieloma broniami białymi jak katana, nóż (niestety nie do rzucania), młotek, śrubokręt (można szpanować przy kolegach z budowy), tasak, piłę mechaniczną czy znany z GTA3 kij baseballowy oraz tytanowe kije golfowe dla śmietanki towarzyskiej. Oprócz tego w jednej misji możemy dzierżyć w dłoniach aparat fotograficzny.
Najlepszy salon samochodowy? Ulica!
Standardowo dostaliśmy samochodów do wyboru do koloru. Dostaliśmy w ręce duży wybór. Od małych, powolnych półciężarówek, poprzez piękne sportowe samochody jak Cheetach, Infernus czy Banshee znane z poprzedniej części do sprzętu wojskowego. Rockstarowcy dodali także dwuśladowce jak skuter, motorower, Freeway w dwóch wersjach wzorowany na Harleyu, czy całkowite cudeńko: PCJ600. Oprócz tego możemy sobie zafundować przelot helikopterem, zależnie od gustu. Możemy wziąć Sparrowa z możliwością lądowania na wodzie, pospolitego Mavericka, przelecieć się wodolotem Skimmerem czy zrobić demolkę używając Huntera wyposażonego w rakiety i karabin maszynowy. Możemy też przepłynąć się łodzią, na tle wschodzącego słońca. Ale jeśli myślicie że na wodach wokół Vice city jesteście nieuchwytni dla policji, to się grubo mylicie. Będą was ścigać policyjnie łodzie - Predatory wyposażone w karabiny maszynowe. Przy odpowiednim poziomie poszukiwań będzie nas gonił i ostrzeliwał helikopter policyjny. Nawiasem mówiąc AI policji nie za bardzo zmieniło się od GTA3. Mimo to, policja nie jest tak głupia żeby pchać się prosto pod lufę karabinu. Wracając do Smimmera, ma pewną wadę. Trudno nim wystartować, a już na pewno zabiera to dużo czasu. Może to być irytujące, zwłaszcza, jeśli nie znamy chociaż podstaw sterowania nim. Jednak po paru próbach powinniśmy opanować lot.
I wanna rock!
Jeśli chodzi o muzykę, Rockstar wykonał świetną robotę! Mamy kilka stacji radiowych takich jak VRock, gdzie możemy usłyszeć utwory m.in Iron Maiden, Twisted Sister czy Judas Priest. Znajdziemy tam także przeboje zespołu Love First, dla którego możemy pracować. W Wave 103 usłyszymy zespoły jak Blondie czy Kim Wilde. Natomiast stacja Flash FM puszcza piosenki m.in Michaela Jacksona albo zespołu Yes. Są też stacje, jak K-chat w których możemy usłyszeć rozmowy prezentera z dzwoniącymi. Istnieje jeszcze klika innych stacji, rzecz jasna. Tak jak w GTA3 możemy wsadzić swoje własne piosenki i ich słuchać w czasie gry. Tak więc za sam soundtrack, który przez długi czas był sprzedawany na osobnych płytach, należą się brawa! Co do odgłosów wydawanych przez broń nie mam większych zastrzeżeń. Tak więc muzyka to chyba najlepsza część gry.
Ech, te wschody słońca...
Grafika, mimo swoich lat może nadal cieszyć oko. To dzięki niej czuć wspaniały klimat Vice city. Wspaniałe wschody i zachody słońca, nocne przejażdżki ulicami pełnymi kasyn, hoteli, klubów z zachęcającymi neonami i wiele innych widoków gwarantują niezapomniane przeżycia. Po prostu chce się żyć. Jednak i nie obyło się bez błędów. A mianowicie, nawet na komputerach przewyższające optymalne wymagania gry, często bywa, że podczas przejażdżki szybkim pojazdem jak PCJ600, tekstury ładują się długo i nieraz się może zdarzyć. że podczas stania pod sklepem przez chwilę będzie nadal wyglądał mało szczegółowo, jakbyśmy patrzyli na niego z oddali. Czasem zdarzy nam się także zderzyć z jakimś obiektem, który na czas się nie załadował. To bywa irytujące, zwłaszcza, jeśli ściga nas policja.
To już koniec bejbe...
Ogółem GTA: Vice city moim zdaniem wypadło wspaniale. Nieliniowość, ciekawa fabuła, duży wybór broni, swoboda, muzyka i grafika pozwalają doskonale wczuć się w gangstera z lat 80. Mimo drobnych niedociągnięć, uważam, że gra jest co najmniej warta by poświęcić jej więcej czasu. Długi czas gry i niska cena także są jej plusami.
Tak więc polecam tę grę każdemu!
PLUSY
+ swoboda
+ klimat
+ soundtrack
+ fabuła
+ czas gry
+ grafika
MINUSY
- Czasami za trudne misje
- Problemy z ładowaniem tekstur
Crap...? Nie powiedziałbym. Naprawdę niezła recenzja, jest kilka powtórzeń. Czasami w jednym zdaniu jest ze 3-4 powtórzenia. Dodatkowo niezłe teksty, choć zdarzają się malutkie crapy Ogólnie masz ode mnie 8+/10, a możliwe, że od innych dostaniesz jeszcze wyższe noty, bo choć recka średniej długości nieźle ją napisałeś
To nie jest recenzja . Tak pół recenzja pół opis gry. Ogólnie ma elementy recenzji, ale nie wszystkie. Co mi się nie spodobało...straszne uproszczenie. Napisałeś o kilku sprawach nieistotnych, a gdzie się podział akapit o gameplayu? O Vice City mógłbym napisać dłuższą reckę niż tę o GTA IV, a ty naskrobałeś zaledwie kilka zdań. Ogólnie nie jest tak źle, ale musisz sporo potrenować. I "dwuśladowce" miałeś chyba na myśli dwukołowce, albo jednoślady .
PS. I zapomniałbym. Niektóre nagłówki są trafne np. "Najlepszy salon samochodowy? Ulica!", ale ten "Yo Gangsta" jest całkowicie nie na miejscu. Wydaje się to być sprawą banalną, ale nagłówki czasami dają recenzji...to coś...albo nawet mogą rozbawić .
Half Life 2 - kolejna część serii, która ma również dwa dodatki ( oczywiście takie, które zaczynają grę od końca części poprzedniej ), a dokładniej : Episode One oraz Episode Two.
Freeman powraca!
Tak, naszym bohaterem nadal jest nic niemówiący Gordon Freeman. Tym razem, gra zaczyna się od intra, w którym to G-Man, mówi nam, o tym, że mamy zniszczyć Kombinat, dalej nie zrozumiałem ( bo po angielsku )... A potem już pojawiamy się w pociągu, wjeżdżającego do stacji w City 17...
Od Half Life 1 wielce różni się grafiką...
Gdy pierwszy raz zagrałem w Half Life 2, po prostu grafika mnie zachwyciła... Grając w tą grę, nie raz myślałem, że postacie i miejsca są prawdziwe. Valve świetnie stworzyło postacie oraz lokacje.
Dźwięk tak samo zachwycający.
Porównajcie sobie dźwięk z jedynki, do tego z dwójki. Teraz dźwięk jest bardziej realistyczny. Przykład? Gdy trafi nas granat, to zostajemy na chwile ogłuszeni, odgłosy wybuchów, strzałów, głosy, z nimi tak samo. Muzyka też mi się podobała, w jedynce była słaba, gdyż przy muzyce w dwójce, gra może wciągnąć.
No cóż, co można powiedzieć o przeciwnikach... Ich rasa się nie zmienia, lecz dochodzą nowe jednostki, mające jak zawsze, za zadanie, zniszczenie Ziemi. Jak w poprzedniej części, występuje Kombinat. Niektórych z ich przedstawicieli, możemy zobaczyć na samym początku. Jest ich tu trochę do wymieniania. Dochodzą tzw. "Combine Soldiers" czy też "Combine Elite" prawie identyczny jak Assassin z tym, że był on mężczyzną a Assassin była kobietą. Każdy wie, co te nazwy znaczą po Polsku. Z pierwszej części, oczywiście został, bardzo znany Headracb, który wskakuje wszystkim na głowę, lub Barnacle wiszący na sufitach i przyciągający wszystko co wejdzie w ich bardzo długi język ( który wygląda jak jakaś lina ). Wszyscy przeciwnicy oprócz Zombie i Antilionów, należą do Kombinatu, z wyjątkiem Zombine.
Powstrzymać Kombinat...
No cóż, główną fabułą w tej grze jest powstrzymanie, tzw. "Kombinatu", który występuję prawie wszędzie. Często są w niej strzelaniny, oczywiście to FPS, osadzony w świecie science-fiction, lecz czasem będziemy musieli myśleć, jak wejść np. na jakąś platformę i inne takie. Jak już mówiłem, na początku jesteśmy w pociągu wjeżdżającego do stacji w Mieście 17 i musimy iść, aż spotkamy się z jednym z naszych sprzymierzeńców: Barneyem. Potem już musimy uciekać przed "Metro Police" i idziemy z poznaną przez nas Alyx Vance, do tymczasowego laboratorium doktora Isaaca Kleinera. I tak dalej przez Miasto Siedemnaście, aż nowo nabytym pojazdem dopływamy do Black Mesa East, lecz gdy atakuje Kombinat, my jesteśmy zmuszeni iść do miasta Ravenholm opanowanego przez Zombie, lecz pomaga nam Ojciec Grigorij. Dalej już tylko przez długą plażę, do Nova Prospekt i znowu do City Siedemnaście, aż do Cytadeli. Później już tylko Epizod 1 i 2, ale więcej szczegółów itp. nie podam.
Nowe, śmiertelne zabawki
W tej części dochodzi kilka broni, a mianowicie: karabin pulsacyjny, który ma 30 naboi oraz jego alternatywny atak ( kula pulsacyjna używana przez "Combine Elite" ), Broń Grawitacyjna ( znana także jako Gravity Gun, albo jako "Manipulator Energii Zerowej" ), którą można ciskać przedmiotami we wrogów ( jak np. beczki czy też beczki łatwopalne ), Feromony Antiliona Guarda pozwalające na kontrolowanie Antilionów.
Wrażenia z gry...
Grę przeszedłem całą, wraz z tym dwoma dodatkami i grało mi się świetnie. Gra tak mi się spodobała, że po przejściu, od razu zabrałem się za ściąganiem Epizodu 1, a po nim Epizodu 2 ( tak, ściągnąłem, bo w Polsce nie sprzedają tej gry ). Muzyka często mnie motywowała ( tak, że aż biegłem na przód w szeregi wroga, co i tak się źle kończyło dla nich ), w tą grę można się nieźle wczuć ( ja, gdy byłem w Nova Prospekt z Alyx, to od razu biegłem na przód, myśląc, że Alyx to pochwali, ale takiego dialogu nawet w grze nie było ).
Minusy:
- Ciągle tylko Kombinat.
- Niektóre tekstury robią się jakieś takie różowe ( laser Stridera w Epizodzie Pierwszym pocisk z SMG w Epizodzie Drugim ).
Cóż...recenzja strasznie słaba. Będę wymieniał po kolei co było nie tak.
"Coś na wstęp..." No właśnie...przydałoby się coś na wstęp. Musisz wziąć pod uwagę to że recenzje mogą czytać osoby, które o grze nie mają pojęcia i w ogóle w nią grały. Ba! Nawet wspominałeś coś o jedynce, ale na takiej zasadzie jakby wszyscy wiedzieli o co chodzi. Tak więc we wstępie powinieneś uwzględnić takie rzeczy jak główne postacie, o czym jest gram, co to za gatunek itd. itd.
Dalej..."mamy zniszczyć Kombinat, dalej nie zrozumiałem ( bo po angielsku )" te "dalej nie zrozumiałem" mogłeś sobie darować i się nie kompromitować. Wystarczyło napisać "mamy zniszczyć kombinat" i tyle...
"Od Half Life 1 wielce różni się grafiką... " XD przy recenzji zwróć uwagę z którego roku pochodzi gra bo trudno żeby HL1 miał lepszą grafę od HL2 gdy między grami jest jakiś 7 lat (?) różnicy, albo i więcej. Więc jeżeli porównujesz grafikę z jakąś grą to z rób to z grą z podobnego okresu.
"Porównajcie sobie dźwięk z jedynki, do tego z dwójki." TAKIE ZDANIE W RECENZJI??? Przecież recenzję czytają osoby, które np. zastanawiają się nad kupnem gry, więc gdzie ty wyjeżdżasz z "porównajcie sobie".
Dalej zacząłeś o przeciwnikach...nie było tak źle...ale osoby które nie grały w HL skąd mogą wiedzieć kto to jest "Assassin", albo "Headcrab"? Takie rzeczy się wyjaśnia!!! Mogłeś prosto napisać że "Headcraby" to stworki podobne do tych z popularnej serii "Obcy" tzw. "Przyssawców".
"Wszyscy przeciwnicy oprócz Zombie i Antilionów, należą do Kombinatu, z wyjątkiem Zombine." Eee...dobre . Chyba nawet nie czytałeś tej recenzji po jej napisaniu .
"oczywiście to FPS, osadzony w świecie science-fiction" o...dobrze wiedzieć...gdzieś tak w 3/4 recenzji dowiedziałem się że to gra FPS .
O łamigłówkach można było się bardziej rozpisać, ponieważ to charakterystyczna cecha Half Life jako FPS'a.
No i po kiego grzyba zacząłeś wypisywać po kolei jakie akcje czekają nas w grze...Tak się nie robi!!!
O broniach też nie jest tragicznie, ale mogłeś napisać więcej szczegółów o tym "feromonie" gdyż jest to ciekawa broń. Tak samo jak Gravity Gun.
"od razu zabrałem się za ściąganiem Epizodu 1, a po nim Epizodu 2" to także mogłeś sobie darować w recenzji .
To chyba tyle...recenzja moim zdaniem jest naprawdę słaba i jeżeli miałbym ją oceniać dałbym zaledwie 2/10, ale że nie mam w zwyczaju oceniać recenzji to potraktuj to jako ciekawostkę .
PS.
I wiem że trochę pojechałem, ale wymieniłem chyba wszystkie błędy, więc doceń to.
No cóż. Napiszę recenzję ponownie, bo tamtą "lekko" spieprzyłem ( domyślcie się, czemu dałem lekko, w cudzysłów ). Dziękuję Ado'o za to, że mnie zmotywował ( nie przesłyszeliście się, nie zdemotywował, tylko zmotywował ).
Coś na wstęp...
Half Life 2, jest to First - Person Shooter osadzony w świecie Science - Fiction. Po raz kolejny, mamy okazję, sterować poczynaniami Dr'a. Gordona Freemana, zwanym także "Doc" czy też "Doktor Freeman". Pod koniec 1-szej części mieliśmy wybór: pracować dla niejakiego G-Man'a lub wieść normalne życie. Lecz w tej części jest założone, że wybraliśmy pracę, więc, dlatego też, gra zaczyna się od intra, w którym mówi on nam, o Kombinacie i, że naszą misją jest powstrzymaniem go. Po tym, wybudza nas z letargu i pojawiamy się pociągu, wjeżdżającym do stacji w City 17...
O fabule.
Fabuła w tej grze, to głównie powstrzymanie Kombinatu, lecz została ona świetnie stworzona, np. jak goni nas Metro Cop ( o nich później ), a mieszkańcy pomagają nam w ucieczce albo jak na ulicach City 17, toczy się wojna między Kombinatem a Rebeliantami, a ci drudzy pomagają nam. Elementów fabuły, jest bardzo wiele, więc niełatwo oderwać się od tej gry. Wątki poboczne tak samo świetnie, stworzone. Dużym atutem, są tu łamigłówki. Często się na nie natkniemy np. trzeba będzie szukać jakiegoś wejścia, ew. szybu wentylacyjnego, czy też jakiegoś arsenału, świetnie zrobili też to, że Vortigaunty ( mają pięć oczu i trzy ręce ), które atakowały nas w HL1, w tej części nam pomagają, np. uzupełniając nasz kombinezon.
Nowe i stare zabawki
W tej części, doszło parę broni, a dokładniej 3. Jedna z nich to Broń Grawitacyjna inaczej też "Manipulator Energii Zeropunktowej", pozwala ona podnosić ciężkie przedmioty oraz może wystrzelić wiązkę energii, która je odrzuci ( nie tylko podniesione przedmioty ), w końcowych etapach gry, na pobyt w Cytadeli, zostaje ulepszona i można nią podnosić nawet przeciwników! Oczywiście po spotkaniu się z wiązką energii - znikają jak przy Kuli Pulsacyjnej ( o niej zaraz ). Drugą bronią są Feromony Antiliona Guarda. Jest ona niezwykle przydatna przez kilka etapów, gdyż pozwala nam na kontrolowanie Antilionów, których możemy mieć maksymalnie 4, a gdy zginie 1, z ziemi wychodzi następny, który uzupełnia szeregi oraz ma też 2 zastosowanie, gdy rzucimy nimi we wroga, to ten nie będzie przez chwilę atakować i mamy szansę, aby go zabić bez stracenia punktów życia lub punktów kombinezonu. 3 broń to Karabin Pulsacyjny, który jest używany głównie przez Combine Elite, chodź Combine Soldiers też ich używają. Jak to każdy karabin, może wystrzeliwać serię pocisków we wroga, ale to nie wszystko! Ma też swój alternatywny atak - kulę pulsacyjną, która odbija się od ścian, a gdy trafi w przeciwnika, ten znika. Krótko mówiąc arsenał jest nawet duży, choć nie tak duży niż w HL1. Lecz, trochę wkurzającą rzeczą jest to, że amunicji w niektórych broniach jest mało, choć rekompensują to często pudełka/skrzynki/skrzynie z amunicją.
Headcrab, Zombie, Combine Soldier i inni przeciwnicy.
Przeciwników tutaj nie brakuje, gdyż spotykamy ich na prawie każdym kroku. Ale to nie tylko jednostki piechoty itp, bo w jakiś sposób muszą się przemieszać, a nawet eliminować wroga. Najbardziej znanym przeciwnikiem, jest Headcrab, to taki mały stworek podobny do tych z popularnej serii "Obcy, tzw. "Przyssawców", który skacze na na głowę i zmienia człowieka w Zombie ( zależy, od rodzaju Headcraba ). Są jego 3 rodzaje: Klasyczny, Szybki, Trujący, a człowiek, na którego skoczył ten drugi, naprawdę potrafi być uprzykrzający.
Soundtracki i "Boom!" oraz głosy postaci.
Tutaj powiem, że Valve się postarało. Soundtracki często wpadają w ucho, choć są krótkie, ale, przynajmniej się nie powtarza, lecz niektórzy nie mogą się nasłuchać tych świetnych soundtracków. Odgłosy wybuchów, tak samo dobre, teraz można usłyszeć lepsze "Boom!". Głosy postaci są świetne! Często może się wydawać jakby mówił do ciebie jakiś prawdziwy człowiek.
Jak w prawdziwym świecie.
Tutaj też Valve się postarało. Tekstury postaci, miejsca, przedmioty, po prostu świetne! Można poczuć się jak w prawdziwym świecie, a gdy stoi przed tobą jakaś postać, to czasem może się wydawać jakby istniała naprawdę, choć bardzo rzadko jest tak, że zamiast normalnej tekstury, pojawiają się różowo-czarne kratki.
Z gameplay'a...
Powiem, że gra wywarła na mnie duże wrażenie i czasem do niej wracam. Valve miało dużo pomysłów, jak Feromony, czy "Manipulator Energii Zeropunktowej", gunshipy ( wojenna jednostka latająca Kombinatu ), a na dodatek, w tej grze dochodzą nawet pojazdy! Gra jest świetna, polecam zagrać!
+ Oryginalna fabuła
+ Nowe bronie
+ Świetna grafika
+ Świetne soundtracki i odgłosy
+ Pojazdy
+ Brak minusów
No cóż, na pewno nie jest tak źle, jak w poprzedniej recenzji. Dało się przeczytać i coś wywnioskować, jednak jest kilka zastrzeżeń. Pierwszy, to duży brak płynności w recenzji. Po prostu przeskakujesz z tematu na temat, do poprzedniego już nie wracając, co trochę człowieka mota, bo zwykle kończąc jakiś temat, miałem wrażenie że czegoś zabrakło i jakbym przeczytał tylko połowę. Druga rzecz, niektóre opisy są bardzo, ale to bardzo, bardzo mętne. Gdybym nie grał w HL'a to w niektórych kwestiach nie miałbym absolutnie żadnego pojęcia o czym mówisz. Rozumiem też że gra ci się bardzo podobała, ale nie zauważyłem żebyś wymienił jakiś minus. Na pewno gra może być dobra, może być i gra fantastyczna, ale nie ma gier bez wad. W HL'u na pewno by się coś znalazło więc wypadałoby to wymienić (chociażby brak klaustrofobicznego klimatu z HL1, ale to już kwestia gustu każdego gracza). O fabule także za wiele się nie dowiedziałem. W poprzedniej recenzji streściłeś całą grę, ale w tej dałeś tylko namiastkę fabuły. Ograniczyłeś się tylko do tego że trzeba powstrzymać Kombinat (oczywiście nie łaska powiedzieć czym ten Kombinat jest), a potem tylko mówiłeś coś o tym że uciekamy przed Metro Copem (potem "o nim za chwilę" i już do tego Copa nie wróciłeś) i że nam pomagają. Poza tym nie rozumiem co łamigłówki mają do fabuły. To raczej element rozgrywki a nie fabuły. Kolejnym problemem jest też fakt, że jeżeli ktoś nie grał w poprzednią część Half-Life'a, to wielu wątków absolutnie nie zrozumie (Kim do cholery jest ten Vortigaunt? Co ma mi powiedzieć to, że nas atakował w HL1?). Opis broni nie jest zły, chociaż np. o tej kulce która przywołuje wielkie robale, dopiero po kilku zdaniach zrozumiałem o jaką broń chodzi.
Tak więc podsumowując, opisujesz mnóstwo niepotrzebnych, nieważnych i nikogo nie obchodzących szczegółów, a pomijasz kilka ważniejszych wątków. Nadal nie jest idealnie, ale jest lepiej. Oceny nie wystawiam z oczywistych powodów Ale byłoby coś w granicach szóstki. Tak plus minus.
PS. Jakie kurna "przyssawce"? Te z Obcego to twarzołapy (z angielska "facehugger" czyli tyle z tego ssania co w słowie "sól" cukru )
To mój pierwszy artykuł, więc proszę o wyrozumiałość...
Stubbs The Zombie
Mając w ręku grę jednego z twórców gry ,,Halo”, w której to chodzi się zombiakiem myślałem że to gra tylko na nockę z klimacikiem horroru. Myliłem się...
Witamy w Utopiance!
Już na początku po wyborze trudności (jest ich cztery) widzimy jak tytułowy Stubbs wstaje z grobu i sieje popłoch w mieście o nazwie ,,Utopianka”. Z początku towarzyszy mu różowy robot płci żeńskiej, który mówi wszystko co i jak. Cały czas mamy się z czego pośmiać. Zamiast stworzenia groźnego zombii, który swoimi krwistymi kłami wysysa krew śmiertelnikom, twórcy zrobili śmiesznego i ciapowatego Stubbs’a. Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, kiedy to Stubss postanawia się zemścić na człowieka, który go zabił. By stoczyć z nim ostateczne starcie, będziesz musiał przetrwać w komisariacie, uciec ze szpitala, czy nawet... załatwić się do głównego zbiornika wody w mieście. A to wszystko pod osłoną dużego i zielonego humoru...
Móóózgi!!!!!!!!
Oczywiście nie na samym zabijaniu ludzi tu polega. Będziemy na przykład mogli ostrzeliwać wrogów z gnojowozu, czy też tańcząc na imprezie u szefa policji. Ludzi możemy uśmiercać na różne sposoby. Każdy z nich należy załadować jedząc komuś mózg. Pierwszy to... puszczenie bąka, co ogłusza przeciwników czyniąc z nich obezwładnionych i nie zważających na to co robimy. Niestety trwa to tylko chwilę. Drugim jest wyjęcie z siebie tak zwanych ,,flaczków”, po czym rzucenie w policjanta (czy też wojskowego) i zdetonowanie go. Naprawdę fajny widok. Trzecia umiejętność polega na rzucie głową i sterowaniem ją jak kulą do kręgli, odrzucając przeciwników to tu, to tam. Natomiast czwartym i (niestety) ostatnim jest wcielenie się w inną postać jak np. żołnierza z bazooką.
Najlepszy przyjaciel zombiaka
To co jest jednak najlepsze w tej grze to współpraca. (nie, nie multiplayer...) Zabijając jakiegoś wroga, po chwili jego zwłoki wstają co czyni że mamy kumpla. Niestety nasi bracia nie są zbyt inteligentni co powoduje, że łażą gdzie popadnie, a czasem zabijają nas np. wchodząc na minę. Możemy ich popychać, wskazując w którą stronę mają iść, czy też zagwizdać, by biegli za nami. Ale nic tak nie rozśmiesza, jak cut-scenki, w których Stubss swoją mimiką (główny bohater nic nie mówi) przypomina nam Charlie Chaplina, jeżdżąc na owieczce, czy też strzelając z czołgu. (tak, to też można w tej grze robić...) Jednakże gra ta jest bardzo krwawa, dlatego też jest ,,dozwolona od lat osiemnastu”.
Rozwój chomika...tfu, zombiaka!
Z czasem zauważymy, że możemy coś więcej np. wyrywamy rękę, lub nogę i atakujemy nimi kolejnych przeciwników. A jeżeli o zabijanie chodzi, to tylko to możemy tutaj robić. Gra jest krótka, ale to dobrze, gdyż gdyby była dłuższa byłaby jeszcze bardziej nudniejsza niż jest...
Pośmiertna śmierć dorosłych dzieci...
W grze niestety Stubss nie może używać broni. (choć może to i dobrze) Dobrze można ocenić soundtrack, stare piosenki z tamtych lat, które nadają urok bardziej weselszy niż mroczny. Gra kończy się na... nie, nie mogę tego zdradzić, ale zachęcam do grania! Jednak nie polecam gierki dla bardziej wrażliwych...
Sumując:
+ Duża dawka humoru
+ Muzyka
+ Współpraca
+ Dobra na odstresowanie...
- ...jednak nie przy jedzeniu
- Mało umiejętności
- Krótkie to
- I nudne...
Grafika: słaba/średnia
Dźwięk: fajna muza:)
W krótkim skróconym skrócie:
Można pograć, jeżeli się polubiło Postala...
Dobra, zapoznałem się z poprawioną wersją recenzji Half Life 2 oraz Stubbs. Więc zacznę po kolei.
Half Life 2, widać że kilka moich słów wziąłeś do siebie, zwłaszcza ładnie zacząłeś z tym wstępem. Później było nieco gorzej, ale lepiej niż poprzednio. Tylko dalej napisałeś kilka rzeczy, których ktoś kto nie grał w część pierwszą nie zrozumie. Co mi się jeszcze nie podobało? Mianowicie, za bardzo namieszałeś tutaj jest moment o gameplayu...tam o fabule...tak wszystko na raz. Kiedy tworzysz akapit zastanów się dokładnie nad czym chcesz pisać i to napisz, a nie wszystko na raz że w końcu nikt nic nie rozumie. I na koniec jeszcze chciałem dodać że recenzja obejdzie się bez nagłówków, widać że nie miałeś za bardzo pomysłu na nie jednak je umieściłeś. Dam 6/10.
A co do recki Stubbs to jest dość krótka, ale nawet nieźle napisana. Nigdy w tę grę nie grałem, ale opisałeś tak że mniej więcej wyobrażam sobie jak to może wyglądać. Niektóre rzeczy opisałeś trochę niewyraźnie jak np. opis fabuły, ale ogólnie jest dobrze. 7/10 mogę wystawić.
Oceny są takie...prowizoryczne, ponieważ ciężko jest ocenić recenzję, ale jeżeli miałbym dawać oceny to dałbym właśnie takie .
Po krótkim zagraniu wielka nuda i melancholijna muzyka zniechęciła mnie do dalszego grania... Jednak czym dalej grałem, tym bardziej metin zaczynał mi się podobać. Cóż, w końcu Metin2 to jedna z najbardziej znanych w Polsce gier MMORPG.
Metin w tabletce
Już na początku, przy wyborze postaci widać że gra jest dość rozbudowana. Wybieramy postać spośród czterech, są to: Wojownik, Ninja, Szaman i Sura. Ten ostatni to skrzyżowanie wojownika z szamanem (wybieramy też płeć oraz wygląd początkowy). Musimy także wybrać część wyspy co oznacza że jeśli wybierzemy Chunjo (żółci) to Shinsoo(czerwoni) a także Jinno (niebiescy) będą dla nas wrogami. A wszystko zaczyna się, kiedy kamienne tytułowe metiny spadają z nieba. To one są głównym celem tej gry, lecz spotykamy je bardzo rzadko. Mają one różne nacje, co oznacza, że z kamieni ,,wyskakują” coraz trudniejsze potwory i inne moby, które zabijamy.
,,...i niebo spadnie nam na głowę”
W Metinie jak w każdym innym MMORPG’u celem jest zabijanie, kupowanie miksturek, zabijanie, zdobywanie, sprzedawanie i zabijanie. Zdobywamy doświadczenie pokonując począwszy od wilków, a zakończywszy na smokach. Muzyki zalecam nie słuchać, radzę włączyć sobie radio, albo odpalić swoją muzę z kompa i bić kolejne lvl’e np. expiąc kolegę z grupy. Ale żeby nie było nudno, twórcy musieli stworzyć coś innowacyjnego i sprawiającego że gra nie jest taka nudna, jak jej audio...
Nie na samym zabijaniu gra polega...
Oczywiście są misję, jednak te z kolei polegają na kolejnym zabijaniu hordy bestii, albo na zadaniom typu ,,przynieś mi to, a ja ci dam tamto”. Jednak tą grę budują czynności oraz współpraca wykonywania misji (bez kolegów trudno jest wykonać misję w której dostajemy medal konny, za co otrzymujemy kobyłę). Jest też możliwość ożenku, po której widzimy ślub i razem z innym graczem współpracujemy (mamy wspólne pieniądze, w tym wypadku yangi oraz exp rośnie równocześnie, nawet gdy druga osoba nie jest zalogowana). Poza tym można np. wydobywać rudę kilofem, łowić ryby czy też zrobić własną gildię. Ale to już inne anime...
Anime, ani be...
Jeśli chodzi o grafikę, to jest typowo ,,chińska”. Dosyć często kamera wjeżdża w tekstury, czyniąc je przezroczystymi. Bardzo dobrze w grze został zrobiony sposób handlu z innymi graczami. Można np. w każdej chwili w wybranym miejscu zamienić się w mały stoliczek z tacką (ryneczek) do którego będą zaglądały osoby chcące coś kupić. Możliwe jest też zatytułowanie i opisanie naszego sklepiku. Jednak nie to tutaj jest najlepszym. To co czyni z tej gry naprawdę dobrą jest ulepszanie broni. Twórcy nie mogli zrobić tego lepiej...
Kowal nie pali bo nie ma na fajki...
...ale ma dobre oceny bo dużo kuje. Tak, można tu przechowywać przedmioty (itemy) u dozorcy, można się żenić, ale przede wszystkim można ulepszać itemki. Początkowo najsłabszy item np. Miecz jest +0. Czyli 0 * współczynniki co się równa zero. Miecz ten możemy ulepszyć na +1 idąc do kowala oraz oczywiście płacąc mu. I tu zaczyna się hazard. Nasz przyjaciel kowal ulepszając broń (kując) może nam zrobić niespodziankę, czyli zepsuć nasz miecz (spalić). Wtedy naszego oręża już nie zobaczymy... Chodziły plotki, że w grze jest jakiś ,,sposób na kowala”. Tysiące filmów na YouTube jak i oszustw tak zatytułowanych było kłamstwem. Niektórzy sądzili że kowal nie ,,spala” o godzinie 16.00, ale tylko na serwerze Monastyr (obecnie jest ich osiemnaście). Drugim sposobem miały ponoć być gesty kowala, czyli sposób jego poruszania podczas ulepszania. Gdy się drapał po głowie, wiadomo było że spali, lecz gdy kuł miał podobno ulepszyć. Ten sposób polepszania broni jest o wiele lepszy niż w innych grach, choć większość narzeka zwłaszcza na to że każdy przedmiot można ulepszyć maksymalnie 9x.
Metin + Polska = ...
Totalna klapa. Co tu więcej mówić. Hack’ów i cheat’ów jest tyle w sieci ile kodów go Gothic’a. Nie mówiąc już o noobach i GM’ach, którzy... kradną itemy! Tak! Nie chcę tu nikogo obrażać, ale nie da się tego wytrzymać! Po prostu wszyscy sobie robią jaja! I naprawdę, ale to naprawdę powiadam wam: NIE GRAJCIE W POLSKIEGO METINA! Radzę ściągnąć ,,metka” amerykańskiego, (USmettin) gdzie zablokowane nawet jest pisanie przekleństw (wygłupy są karalne) i pisania swojego ID i hasła.
Po za tymi wszystkimi niedogodnościami Metin 2 jest naprawdę grą fajną i nowatorską. Choć grafika jest postarzała, a audio wkurzające polecam tak gorąco, że lód się pali...
Sumując:
Metin2 to MMORPG, w którym grafika jest 3D, a najwyższy level to 94 poziom. Po prostu nic, tylko grać!
+ Dużo nowości i umiejętności
+ Świat fantasty (taka stara manga)
+ Blokady (o ile nie gramy na polskim)
+ Dużo wyborów, dzięki którymi zagramy od początku nie raz...
+ Wojny, konkursy oraz przechodzenie na inne państwa
+ Darmowa
- Audio...
- Nooby i hacki (po prostu jedna wielka hackownia)
- Żadnych combo i dużo ograniczeń
- Nie żywa...
Gra dla każdego, który lubi sobie trochę po*****erdalać wrogów i odstresować się. UWAGA! Gra relaksuje, uspokaja i koi!
Recka z Metinem, taka średnia, bo brakowało niektórych rzeczy ( gildia itp. ). "Metin w tabletce" - zdecydowanie nie pasuje do tego. Mogłeś napisać np. "Na początek", "Na początku powiem[...]", lub "Na wstęp[...]" ( w [...] dalsza treść wymyślona przez ciebie ). A w ogóle, to o jakim ty metinie wreszcie piszesz, o polskim czy amerykańskim? Jeszcze jedno: na co GM'om czyjeś itemy, skoro mogą sobie stworzyć własne. "Żadnych combo", widzę, że grałeś chyba tylko kilka minut, żeby zobaczyć grę... Comba Sˇ, ale jest ich mało ( czyta się je przez specjalne księgi, a czytać je można od 30 lvl'a ). Mógłbym ją oceniać tak na 7+/10.
Do Pumo i Ado'o: Trochę dziwne, bo akurat spodziewałem się 6/10 . Trochę dziwne... Pumo, z tym Metro Cop'em zauważyłem dopiero później... Ado'o, to chyba wina tego, że pisałem trochę za szybko.
Dobra recka tego Metina, ale troche za mało tego info, a poza tym... zapomniałeś dodać jednego, że ta j*****a gra silnie UZALEŻNIA! Zabrakło u Ciebie NAJWAŻNIEJSZEGO elementu, obniżam Ci ocenę do 5/10
Gość
Wysłany: 06-12-09, 18:45
Frets on Fire
Data Wydania: ?
Licencja: Freeware
Wymagania: 500 MHZ, 128 MB RAM, 32 MB Karty Graficznej
Wprowadzonko - Czyli co w trawie piszczy?
Frets on Fire, to mini gra, która jest darmowa, w której możemy poczuć się jak Slash bądź inny gitarzysta. Łapiemy, za klawiaturę... i.... gramy !
Frets on Fire + Mody, Dodatki = Guitar Hero 3: Legends of Rock.
Frets on Fire, jest mini grą do której mamy bardzo dużo dodatków. Największy minus gry, to jest to że mamy tylko 3 piosenki, resztę musimy ściągać, ale to akurat jest naprawdę proste (piosenki stworzone przez graczy).
Do FoF* jest tyle skórek, i dodatków, że możemy sobie wyobrazić że to GH 3* ! Nawet jest taki mod, w którym mamy identyczne skiny. GH kosztuje około 129 zł (Nie liczę gitary ! ) A tu mamy wszystko za free.
Bierz Klawe* do łapy i graj!
Gra jest podobna, Bardzo podobna, do Guitar Hero. Rozgrywa jest taka sama, Mamy 5 kolorków, i musimy w odpowiednim czasie naciskać je.
Ten Screen przedstawia mod do FoF Ultimate (Skiny GH 3)
Na początku polecam grać na easy lub very easy, bo jeśli weźmiemy hard, bez odpowiedniej wprawy nie mam szans! Chyba że ktoś ma zręczne palce, ja niestety do takich nie należę.
Edytor
W grze jest edytor piosenek, możemy dodać jakieś nowe chwyty do piosenek, albo stworzyć całą piosenkę od podstaw, to znaczy podłożyć jakiś znany utwór (ulubiony), i ustawić przyciski, jak się podoba, piosenki muszą być w formacie .ogg .
Grafika i Audio
Grafika, jak na taką grę jest w porządku, bo nie wyobrażam sobie jakoś inaczej tej gry. (Oceniam grę bez skinów GH 3). Audio, jest ok, wkurzać tylko może to że jeżeli stworzymy swoją piosenkę, a nie trafimy w przycisk, to nie słychać piosenki w ogóle, a nie powinno słychać tylko Gitary, ale to można wybaczyć twórcą.
Na koniec kilka słów...
Z czystym sumieniem mogę polecić Frets on Fire (Waży około 30 MB), ale tylko jak ściągniesz piosenki z internetu, ponieważ granie ciągle w 3 piosenki jest bezsensu.
Jako że grę można za darmo ściągnąć, a modyfikacje graczy są tu http://www.frets.pl/ , to gra jest warta uwagi.
Ocena:
+ Darmowa
+ Malutkie wymagania
+ Liczne mody...
+ "Kupę" znanych piosenek do ściągnięcia
+ Edytor Piosenek
+ Waży tylko około 30 MB
- Tylko 3 Piosenki na Starcie.....
- Dźwięk, gdy się pomylimy
Frajda: 9
Grafika: 8
Dźwięk: 7
Ogólna Ocena: 8+
Wytłumaczenia:
Klawa - Klawiatura
FoF - Frets on Fire
GH - Guitar Hero
Krótka Recenzja, bo to mini gra, i nie wiem co bym mógł więcej o niej napisać.
Digital Illusions/EA DICE ( producent )
Electronic Arts Inc. ( wydawca )
gry akcji ( TPP )
25 czerwca 2009 ( światowa data premiery )
25 czerwca 2009 ( data premiery w USA ) (NTSC)
tryb gry: multiplayer
tryb multiplayer: Internet liczba graczy: 2-20
wymagania wiekowe: 12+
O grze
Battlefield Heroes to gra TPP osadzona w czasach Wojny Światowej. Owa gra niema powiązań z poprzednimi odsłonami. Została stworzona z myślą o projekcie "Play 4 Free". Krótko mówiąc: gra jest darmowa. Zacznijmy naszą misję!
Rejestracja
By zagrać trzeba się zarejestrować. To proste. Musimy podać email,wymyślone hasło oraz najważniejsze. Nick. Nie będzie on obowiązywał w grze, ale o tym później. Gdy zarejestrujemy się czas na ściąganie gry. Zależnie od internetu może się ściągać szybko lub wolno. To każdy wie.
"Ekhm,ekhm...Mamo zostaje żołnierzem!"
Przyszedł w końcu czas na... tworzenie postaci. To szybki i prosty proces. Wybieramy frakcję. Po frakcji są klasy. Gdy wybierzemy klasę czas na wygląd. Tu według własnego uznania. A teraz czas na najważniejszą rzecz. Imię naszej postaci. Może nazwać Hubert, Hans, Leopold lub tak jak niektórzy gracze "BummmmmmKabuuuuuum!!!xD" , "xxdKlesioPiesiobxx".
Czas zobaczyć menu
Menu jest proste i przejrzyste. Można się połapać. W menu dokonujemy najważniejszych wyborów. Od wyboru misji po kupowanie sprzętu. Czas przejść do sprzętu.
Moda na ubrania
W grze mamy do dyspozycji dużo ubrań. Od stroju zwykłego żołnierza,po stroje Micheala Jacksona! Są to stroje z teledysku "Smooth Criminal" i "Bad". Chyba każdy wie o które chodzi. Możemy też przebrać się za... Ninje, Templariusza lub... sami się dowiedzcie, bo warto.
Pojazdy
Czas na pojazdy. W BF:H mamy trzy typy. Samochody, Czołgi i Samoloty. Pojazdy National i Royal Army różnią się tylko wyglądem. Samoloty to ulubiona rzecz growych kaskaderów. Możemy zasiąść za sterami samolotu, ale też na skrzydle samolotu. Taaak. Ciekawa rzecz. Realnie kaskader by spadł... i tyle.
Klasy
W grze mamy trzy klasy. Komandos, specjalista od ciężkiego sprzętu i zwykły wojak. Komandos, może się wydawać że niszczy wszystko co napotka, ale to nie prawda. Komandos dostaje karabin snajperski i nóż. To sprawia, że jest najmniej lubiany wśród graczy. Specjalista od ciężkiego sprzętu rozwala wszystko co widzi. Jest uzbrojony w potężny CKM. Jest powolny, ale silny. Wielu wybiera go na początku sądząc, że podbije "Gunnerem" świat. Może... Zwykły wojak jest zwykłym wojakiem. Ma karabin, strzelbę i możliwość uzdrawiania się. Jest dobry na otwartym polu walki.
Frakcje
Frakcje są dwie. A dokładnie National i Royal Army. "Nationale" to Niemcy, a "Royale" to Alianci. Mają inne ubrania i bronie. Tak to jest. Co do ubrań to "Nationale" mają wdzianko MJ z teledysku "Bad", natomiast "Royale" mają z "Smooth Criminal".
Dźwięk i Grafika
Trzeba coś powiedzieć o grafice i dźwięku. Grafika jest kolorowa i kreskówkowa, a muzyka
wesoła i zabawna. Muzyką jest gwizdanie i trąbienie. Muzyka towarzyszy nam tylko przy menu i ładowaniu. Dźwięk wystrzałów i pojazdów jest bardzo dobry.
PS. Małe wyjaśnienie G-Grafika,D-Dźwięk,E-Efekty
_________________ Gdy wy stawiacie 10/10, ja próbuje wyciągnąć na 7/10.
Niech żyje energia atomowa!
Kupcie mi na urodziny pierogi. Ucieszę się. Loris chce na urodziny nowe łożysko.
Mimo że recka jest krótka, no to podstawowe wiadomości się z niej dowiemy, ale oczekiwałem więcej . A jak jest ocena to mogę się przyczepić jakości obrazka (fatalna).
Słaba recenzja...bardzo słaba. Mnóstwo powtórzeń no ja jako gracz który w tę grę nie grał...jajco się dowiedziałem. A gdzie jest najważniejszy akapit o gameplayu? Chłopaku...to nawet recenzja nie jest. Zresztą ocena jest mało obiektywna. Moim zdaniem gra ma słabą grafikę, efekty broni to całkowita porażka. To tyle. Słaba "recenzja".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach