Wysłany: 15-08-10, 16:39 Creepypasta! [CZYTASZ NA WŁASNˇ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!]
Tak więc Creepypasta to straszne historie etc. większość zna pewnie z 4chanów / innych fór itd, wiadomo najlepszy efekt to odnosi jak jesteśmy samemu/wszyscy śpią, a my coś takiego czytamy/oglądamy... Dam tu kilka, jak ktoś ma jakieś dobre chętnie też zobaczę, ale dawajcie sam link albo w jakichś tagach, żeby ktoś kto nie chciał tego oglądać, nie oglądał poprostu, bo na osoby z słabszą psychą to może działać SERIO. Wiem, że tu same kozaki które niczego się nie boją ale jednak. Klasyk
Cytat:
ZŁE SNY
- Tatusiu, miałam zły sen.
Mrugasz oczami i podnosisz głowę. Twój zegar świeci na czerwono w ciemności - wskazuje godzinę 3:23.
- Chcesz wejść do mojego łóżka i mi o nim opowiedzieć?
- Nie, tatusiu.
Dziwaczność tej sytuacji sprawia, że budzisz się całkowicie. Nawet w ciemności twojego pokoju widzisz jak blada jest twoja córeczka.
- Dlaczego nie, skarbie?
- Bo w moim śnie, kiedy opowiedziałam co mi się śniło, to coś, co ma na sobie skórę mamusi się podniosło.
Czujesz się sparaliżowany. Nie możesz zdjąć wzroku ze swojej córki. Kołdra za tobą zaczyna się ruszać.
PAMIĘĆ GENETYCZNA
Wiele klasycznych ikon horroru, np. ksenomorfy H.R. Gigera z serii filmów "Obcy", Piramidogłowy z gier z serii Silent Hill i inne przerażające potwory mają wspólne cechy. Blada skóra, ciemne, głęboko osadzone oczy, wydłużone twarze, ostre zęby itp. Te obrazy inspirowały horrory, nie bez powodu. Obrazy tych twarzy są wdrukowane w ludzki umysł.
Wiele rzeczy wywołuje u ludzi instynktowny strach. Strach jest naturalny, nie musi przeobrazić się od razu w wielkie przerażenie. Jest wiele strachów, pochodzą one z zamierzchłych, ciemnych czasów, kiedy błyskawica mogła spalić drzewo, na którym mieszkałeś, przetaczający się w oddali odgłos grzmotu mógł oznaczać uciekające w popłochu stado zwierząt, a w ciemności kryły się drapieżniki.
Pytanie, jaki musisz sobie zadać to:
Co takiego musiało się dziać wtedy, w tych zapomnianych epokach, przed początkiem historii, co sprawiło, że rodzaj ludzki odczuwa tak głęboki instynktowny strach przed bladymi istotami z głęboko osadzonymi oczami, ostrymi jak brzytwa zębami i wydłużonymi twarzami?
Uważaj.
PORTRETY
Myśliwy, po całym dniu polowania, znajdował się w środku ogromnej puszczy. Robiło się ciemno i całkowicie opadł z sił. Zdecydował się iść w jednym kierunku, dopóki nie upewni się co do swojego położenia. Po paru godzinach znalazł chatkę na małej polanie. Ponieważ było już bardzo ciemno zdecydował, że zostanie w niej na noc. Podszedł do chatki. Drzwi były otwarte. W środku nikogo nie było. Myśliwy położył się na znalezionym łóżku, decydując, że wszystko wyjaśni właścicielowi chatki rano.
Rozejrzał się po wnętrzu chatki. Zaskoczony spostrzegł na ścianach kilka portretów, namalowanych z dbałością o najmniejsze szczegóły. Wszystkie portrety bez wyjątku wyglądały, jakby się mu przyglądały. Ich twarze wykrzywione były w grymasach nienawiści i złości. Myśliwy poczuł się dziwnie. Starając się za wszelką cenę zignorować portrety, odwrócił twarz od ściany i wykończony zapadł w głęboki sen.
Rano myśliwy zbudził się. Odwrócił się i zamrugał w nieoczekiwanym świetle słońca. Spostrzegł, że w chatce nie ma żadnych portretów, tylko okna.
FIOLKI
Wchodzisz w posiadanie starego pudełka. Znajduje się w nim kilka szklanych fiolek z ziemią, kurzem i małymi fragmentami cementu i asfaltu. Fiolki są opisane takimi miejscami i datami jak “Port Chicago 7/17/44", “Halifax 7/6/17" i “Guernica 7/17/36". Krótka wyprawa do biblioteki pokazuje, że to są daty i miejsca śmierci wielu ludzi w wyniku wielkich eksplozji. Kilka dni później otrzymujesz paczkę bez adresu zwrotnego.
Wewnątrz jest pusta fiolka z nazwą miasta w którym mieszkasz i jutrzejszą datą.
DZIEWCZYNA ZE ZDJĘCIA
Pewnego dnia, chłopiec imieniem Tom siedział w szkolnej klasie i robił zadanie z matematyki. Było to sześć minut po zakończeniu lekcji. Gdy robił swoje zadanie domowe, coś przykuło jego uwagę.
Tom siedział przy oknie. Odwrócił się i spojrzał na trawnik na zewnątrz. Leżało tam coś, co wyglądało jak zdjęcie. Gdy chłopiec wychodził ze szkoły, podbiegł do miejsca, gdzie je widział.
Podniósł je i uśmiechnął się. Zdjęcie przedstawiało najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział. Nosiła sukienkę z trykotami i czerwone buty, ręką pokazywała gest pokoju (V).
Była tak piękna, że postanowił odnaleźć ją za wszelką cenę. Biegał po całej szkole i pytał wszystkich czy ja znają lub czy kiedykolwiek ją widzieli. Niestety, wszyscy odpowiadali, że nie. Tom był zdruzgotany.
Gdy wrócił do domu, spytał swojej starszej siostry, czy kiedyś widziała tą dziewczynę, niestety ona również odpowiedziała, że nie. Było bardzo późno, więc tom poszedł na górę do swojego pokoju, położył zdjęcie obok łóżka i poszedł spać.
W środku nocy Toma obudziło stukanie w okno, jakby ktoś stukał w nie paznokciem. Przestraszył się. Zaraz potem usłyszał chichot. Zauważył cień koło okna, więc wstał z łóżka, podszedł do okna i je otworzył, chcąc odnaleźć źródło tajemniczego chichotu. Zniknęło.
Następnego dnia pytał o dziewczynę ze zdjęcia wszystkich swoich sąsiadów. Nikt jej nie znał. Gdy jego matka wróciła do domu, jej także zapytał o zdjęcie. Ona również odpowiedziała "nie". Poszedł do swojego pokoju, położył zdjęcie na biurku i poszedł spać.
Po raz kolejny obudziło go stukanie. Wziął ze sobą zdjęcie i podążył za chichotem. Przechodząc przez ulicę został potrącony przez samochód. Zmarł ze zdjęciem w dłoni.
Kierowca wyszedł z auta i usiłował mu pomóc, ale było już za późno. Nagle zobaczył zdjęcie i je podniósł.
Przedstawiało piękną dziewczyną z uniesionymi trzema palcami.
SARAH O'BANNON
Trumny były budowane z dziurami, do których przymocowane były dwumetrowe miedziane rury i dzwonek. Rury pozwalały oddychać tym, którzy zostali omyłkowo uznani za zmarłych i pogrzebani. W pewnym małym miasteczku, Harold, miejscowy grabarz, usłyszał pewnej nocy dźwięk dzwonka. Poszedł zobaczyć, czy to nie dzieciaki udające duchy albo wiatr. Tym razem nie były to jednak dzieciaki czy wiatr. Harold usłyszał głos spod ziemi błagający o wykopanie.
- Ty jesteś Sarah O'Bannon? - spytał Harold.
- Tak! - potwierdził zduszony głos.
- Urodziłaś się 17 września 1827 roku?
- Tak!
- Na nagrobku jest napisane, że zmarłaś 20 lutego 1857 roku.
- Nie, ja żyję, to pomyłka! Wykopcie mnie!
- Przykro mi, proszę pani - powiedział Harold, przydeptując dzwonek i zatykając rurę ziemią - ale jest sierpień. Czymkolwiek jesteś, możesz być cholernie pewna, że nie żyjesz i już stąd nie wyjdziesz.
PRZEJAZD KOLEJOWY
Mój kuzyn i ja jechaliśmy do San Antonio i usłyszeliśmy plotki o nawiedzonym przejeździe kolejowym. Według nich, szkolny autobus utknął na nim, właśnie wtedy, kiedy kiedy do przejazdu zbliżał się pociąg. Jechał zbyt szybko, żeby dzieci mogły się wydostać z autobusu. Wszystkie zginęły. Kiedy w końcu odnaleźliśmy ten przejazd zatrzymaliśmy auto i zaparkowaliśmy dokładnie na torach. Oboje byliśmy trochę zdenerwowani i przestraszeni. Czekaliśmy. Właśnie kiedy postanowiliśmy, że odjedziemy, samochód zaczął się toczyć. Byliśmy sparaliżowani ze strachu. Trzymaliśmy się za ręce z szeroko otwartymi oczami i rozdziawionymi ustami. Po czasie, który był dla nas jak wieczność (chociaż tak naprawdę nie upłynęło nawet pięć minut), samochód się zatrzymał. Rozejrzeliśmy się dookoła. Byliśmy obok torów.
Może nie brzmi zbyt strasznie, ale kiedy wyszliśmy z auta zobaczyliśmy coś, co sprawiło, że natychmiast wskoczyliśmy do samochodu i jeszcze tej samej nocy wróciliśmy do domu, po sześciogodzinnej jeździe. Kiedy wyszliśmy z auta, poszliśmy przyjrzeć się jego tyłowi. Po sześciogodzinnej jeździe osadziło się tam trochę kurzu. Nie, to nie było takie straszne. Straszne było to, że cały tył auta pokryty był śladami dłoni. Dziecięcych dłoni.
MIŁOŚĆ MATKI
Pewnego popołudnia, pewne małżeństwo jechało samochodem. Jechali dosyć długo. Nagle, na środku drogi zobaczyli machającą gorączkowo kobietę.
Żona powiedziała, żeby mąż nie zwalniał, ponieważ ta kobieta może być niebezpieczna. Mąż jednak zwolnił, nie chciał jej przypadkowo potrącić. Gdy samochód znalazł się blisko niej, spostrzegli, że kobieta ma rany i siniaki na twarzy i ramionach. Postanowili się zatrzymać i sprawdzić, czy mogą jakoś pomóc.
Ranna kobieta błagała o pomoc. Powiedziała, że samochód, którym jechała wraz z mężem i nowo narodzonym synem wpadł do głębokiego rowu. Powiedziała, że jej mąż już nie żyje, ale niemowlakowi chyba udało się przeżyć.
Mężczyzna natychmiast ruszył na pomoc i polecił rannej, żeby została razem z jego żoną. Kiedy udało mu się dojść do auta, zobaczył dwie osoby na przednich siedzeniach, ale nie zwrócił na to uwagi. W tej chwili liczyło się tylko dziecko, które czym prędzej zabrał ze sobą, chcąc je oddać jego matce. Gdy jednak wyszedł z rowu, rannej kobiety nie było. Spytał żony, co się z nią stało. Odpowiedziała, że kobieta poszła za nim do rozbitego samochodu.
Kiedy mężczyzna ponownie zszedł do rowu, żeby jej poszukać, zorientował się, że jedna z osób na przednich siedzeniach to bez cienia wątpliwości ta sama kobieta, która jeszcze kilka minut temu błagała ich o pomoc.
Cytat:
TISSUE.AVI
Kilka lat temu zespół rock&rollowy Titanium Tissue miał nagrać pierwszą w swojej karierze płytę.
Gdy dzień ten nadszedł stawili się w studiu z całym sprzętem.
Od razu zauważyli że od inżyniera dźwięku płynęła dziwna niepokojąca wręcz zła energia, nie taka ciemność do jakiej przywykli z uwagi na charakter zespołu, było to zimne bezlitosne zło.
Jego oczy nie były oczami człowieka nie było w nich tęczówek, były całe czarne i nie odbijały światła mimo wielu ustawionych w pomieszczeniu świateł.
Mimo tego zdawał się zachowywać normalnie.
Po rozstawieniu sprzętu wchodzili po kolei do komory dźwiękoszczelnej i każdy nagrywał swoje partie pod czujnym okiem dźwiękowca
Tego dnia udało im się nagrać cztery utwory.
Po skończonej pracy opuścili studio, do którego mieli wrócić następnego dnia by dokończyć materiał zostawiając dźwiękowca który to miał dokonać obróbki nagrań.
Następnego dnia gdy pojawili się przed budynkiem studia zastali na miejscu radiowozy i policjantów kręcących się w okolicy
Nie wiedząc co się dzieje próbowali dostać się do środka.
Niestety na drodze stanął im komisarz Garrison który oświadczył, że widziano ich w miejscu zbrodni jako ostatnich.
Muzycy zostali zatrzymani.
Technicy którzy przybyli na miejsce zdarzanie zastali potworny widok.
Inżynier leżał martwy na konsolecie
Na korpusie widniały tysiące malutkich dziurek wielkości szpilki.
Szczególne ich nagromadzenie dało się zauważyć w miejscu serca.
Żebra były wygięte do wewnątrz czaszka była spłaszczona i jakby rozciągnięta na boki
Prawa ręka dźwiękowca spoczywała na klawiaturze komputera na którego ekranie widniał komunikat o treści "Czy na pewno chcesz usunąć plik?"
W pewnym momencie dłoń ofiary drgnęła wciskając klawisz ESC anulując usunięcie pliku.
Pozostał tylko otwarty folder z jednym plikiem o nazwie Tissue.avi
Nie da się nawiązać kontaktu ze śledczymi analizującymi ten film, wiadomo tylko że po ujrzeniu filmu natychmiastowo zwalniali się z pracy i wszelki słuch o nich ginął
Kiedy gra „Pokemon” została pierwszy raz wypuszczona do obiegu w Japoni, tysiące dzieciaków rzuciło się do sklepów aby nabyć swoją wymarzoną grę. Z tym wydarzeniem wiąże się jednak dziwne i niepokojące zjawisko. U dzieci w wieku od 7 do 12 lat, występowały częstsze krwawienia z nosa, drażliwość, bezsenność i oczywiście uzależnienie od wymienionej wyżej gry. Dzieciaki spędzały nad nią kilkanaście godzin dziennie, kiedy rodzice ograniczali im dostęp do niej reagowały histerycznym płaczem i wymiotami.
Około 70% przypadków skończyło się samobójstwem.
Co zaskakujące prawie w każdym przypadku, pomimo tego że wewnętrzy zegar który mierzy ilość czasu jaką użytkownik spędził na graniu osiągał już swój limit, to gra nie posuneła się nawet o krok z miasta „Lavender Town”.
Bliższa analiza gry wykazała że w soundtracku „Lavender Town” znajduje się niewykrywalny dla ludzkiego ucha dźwięk. W ciągu kilku tygodni od wypuszczenia pierwszej wersji na rynek wszystkie egzemplarze po cichu znikneły ze sklepów, zastąpiono je nową wersją ze zremasterowaną wersją „Lavender Town”. Oczywiście wszystko zostało przeprowadzone po cichu i bez zbędnego rozgłosu – jednak oczywiście jest kilka wersji które jakoś przedostały się do ogółu.
Najpopularniejsza mówi o trzech brakujących tonach w nowszym wydaniu gry, tak jak o tym że brakuje w niej unikalnego binauralnego tonu. Niestety wersja ta jest niepotwierdzona z powodu wielkiej trudności z dostępem do pierwszej wersji gry. W jedynych istniejących do dzisiaj egzemplarzach, takie funkcje jak „wewnętrzy zegar” czy „zapisywanie stanu gry” przestały działać, również w wielu przypadkach gra może się zawiesić podczas pierwszej lepszej walki.
Sprawa nabrała rozgłosu w 1997 roku, gdy na stronie http://cornus.lensig.net/index538a.html, zaczeły pojawiać się szczegóły dotyczące tej sprawy. Teraz jak sami widzicie strona nie działa i nie wiadomo czy kiedykolwiek znowu zacznie funkcjonować.
Dla zainteresowanych na portalu YouTube znajduje się oficjalna wersja „Lavender Town song”, która oczywiście pochodzi z drugiej wersji gry.
Kilka miesięcy temu, kuzynka mojej koleżanki (samotna matka) dostała nowy telefon. Pewnego dnia gdy wróciła po całym dniu ciężkiej pracy do domu, rozłożyła się na fotelu i relaksowała się przed telewizorem. Swoją komórkę położyła na biurku koło fotela by nie tracić jej z oczu. Jej syn który uwielbia wszystkie techniczne nowinki zapytał czy może pobawić się jej nowym telefonem. Przystała na jego propozycje lecz przestrzegła go by nie dzwonił do nikogo i żeby nie czytał jej smsów. Około 23.20 kiedy zmęczenie wzięło górę, postanowiła utulić swojego synka przed snem, sama też chciała już położyć się do łóżka. Udała się do jego pokoju ale ku jej zdziwieniu nie znalazła go tam, okazało się spał w najlepsze w jej łóżku trzymając w rączce jej komórkę. Przeglądając telefon nie zastała żadnych większych zmian poza zmienioną tapetą i motywem. Jako że jej syn uwielbiał robić zdjęcia postanowiła przejrzeć też sekcję ze zdjęciami. Usuwała wszystkie po kolei, aż doszła do ostatniego zdjęcia na karcie... Gdy pierwszy raz je zobaczyła nie mogła uwierzyć własnym oczom. Zdjęcie przedstawia jej synka śpiącego na łóżku a nad nim część twarzy nieznanej starszej kobiety, która musiała wykonać tą fotografie....
To każdy chyba zna, ten obrazek tam niby dziwnie oddziałowywuje na ludzi, i ktoś kto go tam obejrzał się zabił czy coś w ten deseń ;] Nie chce mi się szukać do kładnie tej całej historii Tak czy inaczej podobno oryginalny smile.jpg o ile istnieje, nie wróży nic dobrego..
http://letlifeloose.files...6_smile-dog.jpg http://img241.imageshack....45642258763.jpg
3 lipca 2009 otrzymałem e-mail’a od mojego przyjaciela Matt’a Garcia w którym po prostu spytał mnie: "Czy słyszałeś o smile.jpg?
Odpisałem mu szczerze: "Nie, nie słyszałem... czy to jakiś plik? Co to jest? "
Potem postanowił mi o tym opowiedzieć:
"Natknąłem się na to wczoraj wieczorem. Najwyraźniej jest to jakiś stary obrazek, lecz nie wiadomo kto go umieścił i po co. Dziwnie wpływa na ludzi, którzy na niego patrzą. Bardzo trudno jest go znaleźć, bo przeważnie okazuje się fałszywym plikiem albo został już usunięty. Może mi się tylko wydaję, ale gdy go oglądam czuję się dziwnie, jakby coś zza obrazu patrzyło na mnie. Za pierwszym razem wystraszyłem się nie na żarty i natychmiast zamknąłem przeglądarkę. Nie mówię, że obrazy na zdjęciu są straszne, ale te kolory i wzory, mają w sobie jakiś hipnotyczny efekt. Powinieneś sam to sprawdzić i ocenić. Poniżej wysyłam ci link do strony i zdjęcia. Daj znać, co o tym myślisz. -Matt G.
Odkąd otrzymałem e-mail’a od Matt’a, sprawdziłem tę historię i zapisałem tajemniczy obrazek na dysku. Badałem go przez ostatnie pięć dni. Mogę powiedzieć jedno, …moje koszmary stały się bardzo realistyczne. Ten obraz związał się ze mną. Przyłapałem się na myśleniu o nim kilka razy w ciągu dnia. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze miałem koszmary. Ale ten tydzień był inny. Czułem, że stały się one bardziej rzeczywiste. Nie mówię, że uwierzyłem w tą historię, ale powiem, że jest to … trochę ironiczne. Sami sprawdźcie . Na dole tego postu znajduje się link do ściągnięcia oryginalnego smile.jpg. A teraz opowiem wam historię Mary. Mówi się, że ten obrazek zniszczył jej życie. – Shad
Ciekawy przypadek Mary
Po raz pierwszy spotkałem się osobiście z Mary E. latem 2007 roku. Umówiłem się z jej mężem, Terence’em, abym mógł przeprowadzić z nią wywiad . Mary początkowo zgodziła się, bo nie byłem reporterem, ale raczej amatorskim pisarzem gromadzącym informacje na kilka tematów na uczelnie, jeśli wszystko by poszło zgodnie z planem, zebrałbym trochę czystej fantazji. Zaplanowaliśmy rozmowę na weekend, kiedy akurat byłem w Chicago z niepowiązanych spraw, ale w ostatniej chwili Mary zmieniła zdanie i zamknęła się w swojej sypialni, odmawiając wizyty ze mną. Przez pół godziny siedziałem z Terence’em przed drzwiami sypialni, następnie słuchałem i robiłem notatki gdy Terence próbował bezskutecznie uspokoić żonę. Rzeczy, które Mary mówiła nie były zbyt sensowne, ale nadające się do wzorca, którego się spodziewałem: choć nie widziałem jej, wiem, że płakała i częściej niż jej wymówki aby nie rozmawiać ze mną, skupiała się na chaotycznym dialogu z jakaś wyimaginowaną istotą, z jej snów lub koszmarów. Terence przeprosił mnie z całego serca, kiedy przestał uspokajać Mary, a ja starałem się ją przekonać, przypominając, że nie jestem reporterem w poszukiwaniu historii, ale tylko ciekawym, młodym człowiekiem w poszukiwaniu informacji. Poza tym, pomyślałem, że może mógłbym dowiedzieć się czegoś o niej w inny sposób jeżeli tylko zdobędę odpowiednie materiały.
Mary E. była odpowiedzialna za obsługę sieci internetowej w niewielkiej siedzibie w Chicago Bulletin Board System w 1992 r., kiedy po raz pierwszy zetknęła się ze smile.jpg i jej życie zmieniło się na zawsze. Ona i Terence byli małżeństwem tylko od pięciu miesięcy. Mary była jedną z około 400 osób, którzy widzieli obraz, kiedy został opublikowany na BBS jako hiperłącze, jednak była ona jedyną osobą, która otwarcie mówiła o tym doświadczeniu. Reszta pozostała anonimowa, lub być może nie żyje. W 2005 r., kiedy byłem dopiero w dziesiątej klasie, smile.jpg po raz pierwszy zwrócił moją uwagę przez rosnące zainteresowanie w internetowych, niewyjaśnionych zjawiskach. Mary była najczęściej wskazywaną ofiarą tego, co jest czasem określane jako "Smile.dog", nazwa smile.jpg jest to rzekome ułatwienie do wyświetlenia. To, co ożywiło moje zainteresowanie (nie oczywiste elementy grozy cyber legend i moja skłonność ku takim rzeczom) był zwykły brak informacji, zazwyczaj ludzie nie wierzą, że może istnieć coś poza plotką czy mistyfikacją.
Ten przypadek jest wyjątkowy, ponieważ, mimo że cały fenomen opiera się tylko na jednym obrazku, nigdzie nie można go znaleźć. To oczywiste, że wiele fałszywych i pozornych śmieci internetowych nazwanych smile.jpg, pojawia się na najczęściej odwiedzanych stronach o tematyce paranormalnej na przykład takich jak 4chan czy imageboard. Podejrzewa się, że są to podróbki, bo nie oddziaływają na ludzi tak samo jak prawdziwy smile.jpg , który może powodować nagłą padaczkę, ból w skroniach lub silne poczucie niepokoju. Te rzekome reakcje są jednymi z powodów, dlaczego smile.jpg traktuje się z taką pogardą, ponieważ wydaje się być oczywistym absurdem, ale w zależności kogo spytamy o niechęć do potwierdzania istnienia smile.jpg jest po prostu spowodowana strachem lub po prostu niedowierzaniem.
Ani smile.jpg ani Smile.dog nie jest nigdzie wspomniany na Wikipedii, ale na stronie znajdują się artykuły o innych skandalicznych przypadkach jak hello.jpg lub 2girls1cup, wszelkie próby stworzenia strony o smile.jpg są usuwane przez jednego z wielu administratorów encyklopedii.
Spotkania z smile.jpg są materiałami napędzającymi powstawanie legend Internetu. Historia Mary E. nie jest jedyna, istnieją niepotwierdzone pogłoski, że pokazano smile.jpg w pierwszych dniach istnienia Usenet. Istnieje nawet opowieść, że w 2002 r. haker sfloodował forum humoru i satyry strony Something Awful zdjęciami Smile.dog, powodując, że prawie połowa użytkowników forum dostała padaczki. Mówi się też, że od połowy lat 90 do ich końca, smile.jpg był przekazywany na Usenet jako załącznik w e-mail’ach łańcuszkowych z tematem "UŚMIECHNIJ SIĘ! BÓG CIĘ KOCHA!” Jednak pomimo wielu odsłon tych afer okazało się, że niewiele osób przyznaje się do brania jakiegokolwiek w tym udziału. Żaden ślad ani link do oryginalnego pliku nigdy nie został odkryty.
Ci, którzy twierdzą, że naprawdę widzieli smile.jpg często tłumaczą się, że byli zbyt zajęci, aby zapisać kopię obrazu na dyskach twardych. Jednak wszystkie domniemane ofiary, podają ten sam opis zdjęcia: Pies-jako stworzenie (zazwyczaj opisywany jako podobny do Husky), oświetlone przez lampę błyskową aparatu, znajduje się w mrocznym pokoju, jedyny szczegół, który jest widoczny w tle jest ręka ludzka, wychodząca z ciemności po lewej stronie ramki. Ręka jest pusta, ale zazwyczaj opisywana jest jako „machająca” lub „kiwająca”. Oczywiście, najwięcej uwagi poświęca się psu (lub stworzeniu podobnemu do psa, ponieważ nikt tak naprawdę do końca nie wie co widział). Pysk zwierzęcia rzekomo dzieli szeroki uśmiech, który ukazuje dwa rzędy białych, bardzo prostych, bardzo ostrych, bardzo ludzko wyglądających zębów…
Cytat:
VIDEO TAPE#1
To już serio chory filmik... wywołuje dziwne reakcje, u niektórych podobno krwawienie [!!] Naprawdę, oglądając go nawet w dzień, dziwnie się czułem... oglądać na słuchawkach, ale nie za głośno
Podobno wypuszczone przez samego Walta Disneya, z tego co mi wiadomo było na kasetach, przez BARDZO KRÓTKI czas, używane także podobno jako narzędzie tortur...
Mereana Mordegard Glesgorv - Brak w historii jest istotnych rzeczy, jednak streszcze opis, jaki mozna powszechnie przeczytac. Najprawdopodobniej filmik wylądował na YT w 2008 roku, po licznych mailach, został "ściągniety", gdyż (wdłg. tłumaczenia) pare ludzi "planowało sie zabić" (?) (wdłg. oryg. tłumacz.). Żeby nie spowodowac niczego złego, YT "pozwolił" na "wyciętą" wersje filmiku, która juz miała powodowac mniejsze lub większe "zahipnotyzowanie".
Jeden pracownik z YT obejrzał filmik w całości, wybiegł z krzykiem (?). Dziś jest pod opieką medyczną i nie moze sobie przypomniec, co na tym filmiku widział.
IP osoby, która zamieściła ten filmik, nazwa użytkownika pozostały nieznane, a osobe widoczna na ekranie nie udało sie nigdzie znalesc.
Cytat:
"Barbie.avi"
Witam
To wszystko zaczęło się jakiś miesiąc temu, wreszcie muszę się z kimś tym podzielić.
Zaczęło się na przyjęciu u mojego znajomego. Jest on artystą który wynajmuje mieszkanie na poddaszu, w przemysłowej części miasta. Jeżeli potrafisz sobie wyobrazić Detroid w latach 20', to właśnie tak wygląda to miejsce. Kilka przestarzałych fabryk które tworzą razem potężne bloki. Większość z nich jest dawno opuszczona i zapomniana. Wracając do imprezy, troszkę przesadziłem z piciem więc postanowiłem trochę zluzować i przespać się na kanapie.
Obudziłem się około 4 nad ranem, słońce jeszcze nie wstało ale było już na tyle widno że takie czynności jak poranna toaleta nie stwarzały już zbytnich problemów. Skierowałem się więc do łazienki, starałem się cichutko stąpać na palcach aby nie pobudzić pozostałych członków zabawy, którzy, sądząc po ilości porozrzucanych butelek już dawno odpłynęli. Gdy korzystałem z ubikacji przez okno mogłem podziwiać panoramę opuszczonego, porzuconego miasta. Przypomniałem sobie jak bardzo lubiłem takie miejsca gdy byłem mały, miejsca ciemne, pozbawione życia, tętniące tajemniczością ale z drugiej strony dziwnie spokojne.
Zrobiłem co miałem do zrobienia w kiblu, wróciłem na kanapę i starałem się ponownie zasnąć. Po około 45 minutach wpatrywania się w sufit, liczenia baranów i Bóg wie czego uznałem że nie mam zamiaru spędzić tutaj ani chwili dłużej. Odstawiając swoją męską dumę na bok, postanowiłem obudzić swoją dziewczynę i poprosić ją czy mogła by odwieźć mnie do domu. Myślałem o tym, aby wrócić na piechotę, ale o tej godzinie było to zbyt niebezpieczne miejsce aby wybierać się gdziekolwiek. Jest fantastyczną dziewczyną więc chętnie się na to zgodziła i powiedziała że będzie tam za około pół godziny, jak tylko dotrze to zadzwoni do mnie żebym wyszedł na zewnątrz. Niestety moja komórka rozładowała się po około 10 minutach, więc postanowiłem że będą wyglądał za nią przez okno. Siedziałem tak chwilę przy tym oknie czując że moje powieki robią się coraz cięższe aż wreszcie zapadłem w niespokojny sen.
Nagle jakiś hałas wyrwał mnie ze snu. Nie był strasznie głośny, ale to wystarczyło abym powrócił do rzeczywistości. Wyjrzałem przez okno poszukując źródła dźwięku ale nie zobaczyłem nikogo. Jednak po drugiej stronie ulicy, obok wielkich kontenerów leżał komputer i rozbity monitor którego wcześniej tutaj nie było (w czasie imprezy parę razy wychodziłem wynieść śmieci i żadnego komputera tam nie było).
W tym samym momencie usłyszałem warkot silnika i zobaczyłem samochód mojej dziewczyny. Zszedłem na dół, przytuliłem ją i już miałem wsiadać do samochodu, kiedy przypomniało mi się że mój przyjaciel potrzebował kilku części od komputera, więc postanowiłem przejść się koło kontenera aby sprawdzić czy może dałbym rade uratować jakieś części z leżącego tam sprzętu.
Monitor był bez wartości - całkowicie rozbity. Jednostka ku mojemu zdziwieniu wyglądała na praktycznie nową, więc włożyłem ją do bagażnika i odjechaliśmy.
Całkowicie o niej zapomniałem , dopiero gdzieś tydzień od tamtego zdarzenia zadzwoniła moja dziewczyna że jednostka ciągle znajduje się w bagażniku i że mam pół godziny aby ją odebrać. Tej samej nocy przywiozłem ją do domu i postanowiłem najpierw podłączyć jednostkę do monitora i sprawdzić czy nadal działa - ku mojemu zdziwieniu działała znakomicie. Na dysku twardym był zainstalowany system Windows XP i był zupełnie wyczyszczony. Z chorą ciekawością postanowiłem przeszukać dokładnie cały system. Do wyszukiwarki wpisywałem słowa takie jak "porno", "cycki" czy "cipka" w nadziei że znajdę jakieś zupełnie odjechane a może nawet nielegalne filmy czy zdjęcia pornograficzne których poprzedni właściciel starał się pozbyć.
(Nie)Stety moje poszukiwania nie przyniosły żadnego efektu. Wyszukiwanie zdjęć - nic. Więc zabrałem się za wyszukiwanie filmów. Tutaj pojawił się jeden jedyny plik. Ukryty w folderze WINDOWS/system32 o rozszerzeniu avi. "Barbie.avi". Co innego mogłem zrobić ? Uruchomiłem go...
Teraz jest właśnie ten moment gdy wszystko robi się naprawdę dziwne.
Film wydawał się nie być poddany jakimkolwiek obróbkom, trwał około godziny. Przedstawiał siedzącą na krześle kobietę na białym tle. Przewinąłem film do przodu i ciągle widać było na nim tą samą siedzącą kobietę. Wtedy postanowiłem pooglądać dokładnie cały film aby dowiedzieć się czegoś więcej, szczególnie interesowało mnie to o czym ona mówi... Niestety po około 15 sekundach nagranie jest fatalnej jakości a jej głos ginie w białym szumie. W ten sposób nie doszedłbym do niczego, więc postanowiłem wrzucić ten film do jakiegoś programu który zajmuje się obróbką audio i pobawić się w odizolowanie jej głosu od reszty szumów. Troszeczkę pomogło ale dalej nie byłem w stanie zrozumieć co chce powiedzieć. Byłem już wtedy bardzo zaintrygowany całą sprawą więc zacząłem zwracać uwagę na język jej ciała i mimikę twarzy.
Uznałem że ktoś musi zadawać jej jakieś pytania, ponieważ od czasu do czasu przestaje ona mówić i uważnie słucha, a następnie znowu coś mówi. Od 15 minuty filmu, jej twarz wyraźnie poczerwieniała - jakby ktoś zadawał jej bardzo intymne pytania, lecz nadal odpowiada na każde z nich. Wkrótce po tym zaczyna płakać. Szlocha histerycznie już do końca filmu. Jednym z niewielu słów jakie byłem w stanie rozczytać z ruchu jej warg to "skóra". Powtarza to słowo wiele razy podczas całego materiału a nawet w pewnym momencie ciągnie się za skórę na ręce. Wydaje się być z niej bardzo niezadowolona.
Jest znacznie więcej rzeczy które muszę wam opowiedzieć, ale robi się późno i nie mogę już kontynuować. Resztę napiszę jutro. Boże chroń moją duszę.
Po tym czasie Autor tematu (ponieważ pasta pochodzi z sekcji /x/) znika na dzień, po czym pojawia się i dokańcza swoją opowieść.
OP TUTAJ (OP znaczy Original Poster co oznacza mniej więcej autora tematu) :
Po około 40 minutach płacze już tak mocno że ledwo może patrzeć do kamery. W tym miejscu przestaje cokolwiek mówić i przez resztę materiału po prostu płacze, a jej głowa jest spuszczona w dół. Co jest bardzo dziwne nie porusza się ani nie wstaje.... po chwili obraz robi się kompletnie czarny. Byłem cholernie oszołomiony kiedy film dobiegł końca. Oglądałem ten film jeszcze kilkanaście razy w ciągu tamtej nocy, starając się wychwycić najmniejszą nawet poszlakę która pozwoliłaby mi dowiedzieć się czegoś więcej. Czułem się bardzo niezadowolony z wyników, chciałem wiedzieć więcej.
Wtedy też zauważyłem że wyciemnienie trwa około 10 minut a około drugiej minuty film rozpoczyna się od nowa. Jest teraz bardzo zniekształcony prawie nie nadający się do oglądania. Widziałem na nim parę nóg które spacerują wzdłuż torów kolejowych, nie widać nic więcej tylko małą stację kolejową w oddali. Domyślam się że kamera przypadkowo sama się włączyła lub jej właściciel zapomniał ją po prostu wyłączyć. Osoba na filmie spaceruje wzdłuż torów około 6 minut a następnie skręca do lasu i przechodzi przez coś co wygląda na zrobioną ze sklejki kładkę. W tym miejscu film już definitywnie się kończy.
Moje serce zaczęło bić szybciej, niedaleko mojego domu znajduje się stara stacja kolejowa która wygląda bardzo podobnie do tej którą możemy zobaczyć na filmie. MUSIAŁEM to sprawdzić. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Ezra - typowy "byczek" jak zwykło się takich ludzi określać. 6'4 wzrostu i 250 funtów mięśni. Przekonałem go aby wyruszył wraz ze mną na małą ekspedycję. Sam nie jestem jakimś wymoczkiem, ale czułem że zabranie dodatkowych extra mięśni na wyprawę do lasu w poszukiwaniu Bóg-wie-czego jest bardzo dobrym pomysłem. Cały ten plan nie pozwolił mi tamtej nocy zmrużyć oka.
Następnego ranka w słoneczną Sobotę, wziąłem latarkę, aparat oraz moją 7-calową "sztywną" pałkę teleskopową o metalowym wykończeniu po czym wyszedłem na spotkanie z Ezarem. Kiedy dotarłem do jego domu właśnie przewracał się na drugi bok pogrążony w głębokim śnie. Kiedy go obudziłem, grzecznie kazał mi "spierdalać". Byłem już spakowany i przygotowany psychicznie na moją przygodę więc postanowiłem nie odpuszczać. Z nim czy bez niego. Nieważne - wyruszam !
Niecałe pół godziny później zaparkowałem swój samochód na stacji kolejowej, wziąłem moje rzeczy i wskoczyłem na tory. Po pewnym czasie, zauważyłem kawałek złamanej kładki, zrobionej oczywiście ze sklejki. Moje kolana niemal ugięły się z wszechogarniającego podniecenia. Szedłem powoli szlakiem wyznaczonym przez kładkę, zwracając baczną uwagę na wszystko. Zatrzymywałem się od czasu do czasu aby uklęknąć i nasłuchiwać kogokolwiek lub czegokolwiek... lecz dookoła było tak cicho. Nigdy wcześniej w swoim życiu tak się nie denerwowałem. Tak naprawdę nie miałem nawet bladego pojęcia co mogę zastać na końcu drogi.
Gęsty las powoli ustępował miejsca łące, wtedy też TO zobaczyłem - dom który wyglądał jakby został dosłownie pożarty przez las. Na pierwszy rzut oka mógłbyś powiedzieć, że nikt w nim nie mieszkał przez 20 może 30 lat. Miałem ze sobą aparat i pstryknąłem parę fotek. Kilka metrów od domu widziałem także wiatę zbudowaną z blachy, teraz już kompletnie zardzewiałej. Przez chwilę siedziałem ukryty wśród drzew wszystko bacznie obserwując. Nie chciałem wyjść na otwarte pole, miałem złe przeczucie że coś lub ktoś może mnie zobaczyć. Minęło kilka dobrych minut nim zebrałem w sobie wystarczająco dużo odwagi by ruszyć w stronę domu.
Drzwi były częściowo otwarte, uchyliłem je trzymając w mojej ręce przygotowaną wcześniej latarkę, stwierdziłem z ulgą że wnętrze jest całkiem dobrze oświetlone. Odłożyłem więc latarkę i wyjąłem aparat aby zrobić kilka zdjęć. Nie było tam żadnych mebli, a po podłodze walały się kawałki drewna, masa gruzu i wszystko co możliwe. Ruszyłem w głąb domu, widziałem różne rzeczy do których nie przywiązywałem wtedy większej wagi, lecz teraz kiedy myślę o nich z perspektywy czas, wydają mi się one bardzo, a nawet bardzo bardzo dziwne.
Pierwszą dziwną rzeczą był drzwi które prawdopodobnie prowadziły do piwnicy, wyglądały na zbyt nowe i nie pasowały zupełnie do tego całego dusznego i starego domu. Co więcej jako jedyne drzwi w całym domu były zamknięte. Gdy wdrapałem się na drugie piętro, widziałem kilka krzeseł i składany stół które też wydawały się zupełnie tutaj nie pasować (tak jak drzwi były zbyt nowoczesne).
Lecz to co najbardziej mnie niepokoiło to łazienka. Kurz z lustra był wytarty, nad wanna była zawieszona czysta plastikowa zasłonka z której spływało kilka kropel wody ! W tym samym czasie usłyszałem głośny jęk. Starając się opanować ogarniające mnie przerażenie, wyskoczyłem przez okno jak oparzony i ile sił w nogach pognałem w kierunku torów. W połowie drogi zdałem sobie sprawę że jęk był bardzo podobny do dźwięku który wydają rury wodociągowe kiedy ktoś otwiera zawór lub kiedy po prostu płynie przez nie woda. Chwila ulgi zmieniła się w horror kiedy do głowy przyszło mi pytanie :
"Dlaczego w zasranym opuszczonym domu który znajduje się w samym środku *******onego lasu, przez rury płynie woda i najprawdopodobniej ktoś właśnie z niej korzysta ?".
Od tamtego czasu nie było mnie tam i nie mam najmniejszego zamiaru wracać.
Więcej wiadomości od OP nie stwierdzono.
Na koniec kilka zdjęć które pojawiły się w temacie :
Cofnijmy się troszkę w czasie. Są lata 90' XX wieku. Młoda dziewczyna popełnia samobójstwo po obejrzeniu zdjęcia, które znalazła na pewnej grupie dyskusyjnej. Zdjęcie przedstawia niezidentyfikowaną postać, która opisywana jest często jako kobieta.
Zdjęcie jest bardzo zniekształcone więc opisanie jej wyglądu jest praktycznie niemożliwe. Oświetlona jest bardzo mocnym światłem, którego źródło znajduje się za kamerzystą lub on sam jest jego źródłem. Czy jest to lampa błyskowa, ręczna latarka czy reflektor - tego zapewne nigdy się nie dowiemy ponieważ źródło obrazu nigdy nie zostało zidentyfikowane. Kobieta wydaje się nie posiadać żadnych rysów twarzy a co tworzy sprawę jeszcze bardziej tajemniczą to to że posiada ona parę przeraźliwie cienkich, kościstych odnóży - bardzo podobne występują u pająków.
Ci którzy widzieli to zdjęcie, lub po prostu słyszeli jego historię, nadali jej nazwę - "The Wanderer".
Pierwsze konto znane jako "Wanderer" pojawiło się w roku 1996. Jane była studentką, która bardzo interesowała się zjawiskami paranormalnymi. W czasie świąt przyjechała ona w odwiedziny do swoich rodziców. W tym właśnie czasie natknęła się, przeglądając różne fora o tematyce paranormalnej, na temat o zdjęciu "Warderer". Załączone w nim było wspomniane wcześniej zdjęcie i jedno zdanie, w sumie pytanie : "Widzisz mnie ? Ja też Cię widzę".
Dziesiątki innych użytkowników także czytało temat, opisując swoje odczucia związane ze zdjęciem. Większość nie była jakoś szczególnie przerażona ani zdjęciem ani historią, uważali że jest po prostu "zabawna". Niektórzy z nich jednak narzekali na ostre bóle głowy podczas oglądania obrazka.
Według rodziny Janes, to właśnie od tamtego momentu zaczęła miewać nocne koszmary. Szlochając zaklinała się że każdej nocy, kobieta ze zdjęcia pojawia się u niej w oknie, zazwyczaj tylko stoi i wpatruje się w nią, czasami przejeżdża po oknie swoimi pajęczymi kończynami jakby chciała dostać się do środka. Jane zeznała także że nie była w stanie poruszać się w jej obecności, tak jakby trzymało ją wiele niewidzialnych rąk. Nawet gdy ze strachu zamykała oczy i tak nadal przerażający obraz nawiedzał jej wyobraźnię.
Jej rodzina była pewna że córkę przeraziło zdjęcie na które natrafiła w internecie. Zbagatelizowali całą sprawę mówiąc że musi ponosić skutki swoich działań. Jednak wszystko zmieniło się gdy Jane wyznała że tajemnicza postać podąża za nią o krok - także podczas normalnych czynności jak szkoła, gotowanie czy spacer. Była przekonana że jest ciągle przez nią śledzona. Widziała ją nawet wtedy, gdy była w pomieszczeniu pełnym ludzi czy w miejscu publicznym. Nikt oprócz niej nie potrafił dostrzec tajemniczego prześladowcy. Rodzice zaczęli martwić się o zdrowie psychiczne Jane ale poprzestali jedynie na zapewnieniach że Wanderer nie jest prawdziwy.
Jednak z dnia na dzień stan psychiczny Jane zmieniał się na gorsze. Aby nie zasnąć w nocy, próbowała różnych sposobów. Zaczęło się niewinnie, piła dużo mocnej kawy i starała się spędzać czas aktywnie, szybko jednak przestało to działać i aby nie zasnąć, zaczęła się ciąć i przeraźliwie krzyczeć w ciągu noc. Przez bardzo długi czas nie spała w ogóle. Była przekonana że jeżeli jeszcze raz zaśnie to kobieta ze zdjęcia pojawi się i tym razem zabierze ją ze sobą.
Jej rodzina wiedziała że nie można już tylko czekać i być dobrej myśli. Jane potrzebowała pomocy specjalisty. Egzorcysta ? Psychiatra ? Wszystko aby tylko pomóc ukochanej córce. Rodzice wreszcie postanowili coś zmienić. Jednak gdy matka Jane zapukała do pokoju córki nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Przerażona po cichutku otworzyła drzwi aby nie przeszkodzić ani nie przerazić Jane, w pokoju wciąż panowała głucha cisza.
Nie leżała ona na swoim łóżku. Nie siedziała przy komputerze. W ogóle wyglądało na to że wcale nie była w swoim pokoju. Jednak w pewnym momencie w matce Jane coś drgnęło. Postanowiła sprawdzić jeszcze schowek który znajdował się w pokoju Jane.
Tam, groteskowo powyginana leżała w kącie Jane. Strugi krwi płynęły po jej białej sukience. Jane poderznęła sobie gardło, w zaciśniętej ręce trzymała poplamioną krwią kartkę na której widniała taka oto wiadomość - "Teraz już mnie nie dostanie".
Przypadek Jane nie jest jednak odosobniony. Praktycznie przez całe lata 90' dziesiątki innych osób zaginęło lub popełniło samobójstwo po obejrzeniu zdjęcia. Na przełomie roku 2000/2001 obraz tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął. Pomimo moich wielkich starań nie byłem w stanie go odszukać.
Wszystko zmieniło się całkiem niedawno. Na pewnym forum dyskusyjnym założyłem temat który poruszał kwestie zdjęcia i legendy które za sobą niesie. Robiłem tak już wiele razy i zazwyczaj była przynajmniej jedna lub dwie osoby które słyszały historię, ale nikt z nich nigdy nie widział obrazka. Tym razem było inaczej. Wkrótce po opublikowaniu tematu, otrzymałem wiadomość e-mail.
Temat : "WIDZĘ CIĘ"
"Widzisz mnie ? Ja Ciebie też."
Do wiadomości zostało dołączone zdjęcie. Nie ma możliwości aby sprawdzić czy to oryginalny "Wanderer", ale muszę was ostrzec, jeżeli zdecydujesz się wyświetlić obraz robisz to na własne ryzyko...
Mówi się że kiedy zrobisz komuś zdjęcie to jego dusza zostaje w nim uwięziona. Między innymi wierzyli w to Indianie, dla których wielką tragedią było to gdy ktoś namalował ich portret czy zrobił im zdjęcie.
Nie wiem tak naprawdę od czego mam zacząć... Może zaczniemy w ten sposób. Czy wiesz co to jest „Pierwotna Zupa” ? Jest to niezmierzony ocean pierwiastków które chaotycznie się poruszają. Robiły tak przez miliony lat, w końcu w pewnych okolicznościach które ciągle pozostają dla nas zagadką, pierwiastki połączyły się i utworzyły pierwszy na świecie organizm jednokomórkowy.
To naprawdę bardzo okrojona wersja wydarzeń ale jestem pewien że załapałeś mniej więcej o co mi chodzi. Przenieśmy się teraz o jakieś kilka miliardów lat do przodu, do początku lat 90’, kiedy to dostęp do internetu zaczął gwałtownie rosnąć. Praktycznie co sekundę do sieci został podłączany coraz to nowy komputer.
Tryliony bajtów przesyłane z komputera na komputer, od firmy do firmy za pośrednictwem internetu. Z prędkością światła mogłeś (i dalej możesz) pobrać z internetu muzykę, pliki tekstowe i to co nas najbardziej interesuje : zdjęcia. Teraz zastanówmy się przez chwilę, jeżeli zrobisz komuś zdjęcie, co się stanie z jego duszą kiedy obraz zostanie prze-konwertowany na dane i zapisany na dysku twardym ? Czy dusza tam pozostanie ? Po 15 latach wierzymy że tak. Wierzymy że kiedy zapisujesz zdjęcie na dysku to wraz z danymi obrazu zostają tam też zapisane, nazwijmy to dane duszy. Niektórzy mogli by powiedzieć że zostaje tam jej odbicie.
Spójrz teraz na swój folder ze zdjęciami. Jak wiele dusz zostało schwytanych ?
Całkiem niedawno grupa hakerów, którzy sami siebie nazwali “Cardinals” („Kardynałowie”) zainteresowali się tą teorią i zaczęli z nią eksperymentować. Jedną z ciekawszych rzeczy którą odkryli było to że każde zdjęcie tej samej osoby posiada w pewnym momencie ten sam unikalny ciąg kodu binarnego. Jeżeli miałbym wytłumaczyć to krócej powiedziałbym „Binarne DNA”.
Hakerzy posiedli zestaw trzech bardzo tajemniczych plików. Jeden o rozszerzeniu avi, drugi o rozszerzeniu jpeg, a trzeci mp3, każdy z nich posiadający ciekawe, niewytłumaczalne właściwości.
Film cradle.avi, przedstawia grupkę nastolatków zwiedzających piwnicę jakiegoś domu. Obraz jest nagrany na niskiej jakości kamerze. Film jest tak zniekształcony a jego jakość tak słaba że jego zrozumienie wydaje się być praktycznie niemożliwe. Przez większość filmu kamera jest podawana z rąk do rąk co sprawia że obraz przez prawie cały czas jest rozmazany i bardzo trudno uchwycić cokolwiek.
Jednak pod koniec filmu kamera skupia się na odległej ścianie piwnicy. Obraz uspokaja się na tyle że można dokładnie zobaczyć że twarzą do ściany stoi młoda dziewczynka. Ma długie poskręcane włosy i ubrana jest w białą suknię. Widać ją tylko przez ułamek sekundy, ale wielu ludzi którzy wiedzieli ten film mówią o tym że jest w niej coś niepokojącego. Wydaje się być nieco zdeformowana ale żaden z widzów nie potrafił wyjaśnić w jaki sposób, nikt nie był w stanie podać żadnych szczegółów.
Osobliwą właściwością tego filmu jest jednak to co dzieję się z komputerem użytkownika podczas jego końcówki. W ostatniej sekundzie aplikacja zostaje zmuszona do przejścia w tryb pełnoekranowy (jeżeli oczywiście już wcześniej tego nie zrobiliśmy). Po czym na naszym ekranie wyświetla się jednosekundowy klip na którym widzimy stare okno umiejscowione w ścianie jakiegoś budynku. Klip jest zapętlony i odtwarza się 15 razy, po czym znów widzimy dziewczynkę która tym razem stoi po drugiej stronie okna, plecami do widza i powoli jakby w transie kiwa się do przodu i do tyłu. Po chwili kończy się film a komputer sam się wyłącza.
Kontrole wykazały że rejestr został całkowicie uszkodzony, i nie da się go w żaden sposób odzyskać, jedyny sposób aby komputer znów działał to kompletny „twardy” format dysku i zainstalowanie nowego systemu operacyjnego.
Drugi plik znany jest jako needles.mp3. Jest to plik dźwiękowy który trwa około trzech minut. Jest, tak jak poprzedni plik bardzo zniekształcony. Od czasu do czasu nasze ucho może uchwycić jakąś formę rozmowy lecz przede wszystkim słychać tam pomruki, piski czy coś na kształt warkotu.
Ludzie którzy słuchają tego pliku, często doświadczają ekstremalnych nudności i tracą równowagę przez krótki okres czasu.
Ostatni plik znany jest jako burningman.jpg.
Nazwa pliku (na Polski będzie to coś w stylu „płonący człowiek” przyp. tłumacza) nie ma nic wspólnego z tym co możemy na nim zobaczyć. Zamiast tego przedstawia on potężny, mroczny korytarz w którym panuje potworny bałagan a wszędzie leża ogromne sterty lalek których ktoś pozbawił oczu. Na obrazku widać także mężczyznę stojącego w tle ze spuszczoną głową. Nie można dostrzec żadnych szczegółów ponieważ, tak jak reszta plików, obraz jest bardzo zniekształcony.
Po pobraniu i otworzeniu (przez jakikolwiek program graficzny) plik na zawsze przechodzi w tryb stały. Nic więcej się nie dzieje, jedynie obraz ciągle jest włączony : nie da się go ani wyłączyć ani zminimalizować. Dopóki nie zainstalujesz nowego systemu, mężczyzna z obrazu będzie ciągle obecny w lewym dolnym rogu Twojego pulpitu.
Z tego co grupa hakerów była w stanie dostrzec i zrozumieć, pliki zostały skompilowane do postaci który znacznie wyprzedza znane nam teraz pliki CMD (pliki wsadowe przyp. tłumacza). Pliki są bardzo złożone i skomplikowane (działają pod każdym systemem operacyjnym nieważne czy to Windows czy Linux), lecz nadal nie wiemy kto i po co je stworzył. W rzeczywistości wielu ludzi nie wie o tym że plików nie da się ani przesłać ani skopiować więc dokładne badania są praktycznie niemożliwe.
To wszystko tylko podsyca całą aurę tajemniczości wokoło nich ponieważ zazwyczaj są one wysyłane z anonimowych adresów e-mail. Odrazu tutaj ciśnie się na usta pytanie, jak to jest możliwe ? Kto był w stanie przesłać te pliki ? Cóż tajemnica pozostaje nierozwiązana.
Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz któryś z tych plików na swojej poczcie mailowej, powstrzymaj się od ściągania ich ! Każdy z nich działa jak wirus siejąc zniszczenie na Twoim komputerze. Potrafią dokonać usunięcia całego rejestru, uszkodzenia system32 (jeżeli używasz Windowsa), zamrożenia myszy czy zawieszenia komputera.
Powoli zbliżamy się do końca, więc poświęćcie jeszcze parę minut na dokończenie tekstu.
„Kardynałowie” zabrali się za za analizę tych trzech dziwnych plików. Słyszeli także o innych filmach, obrazach czy plikach mp3, lecz żaden z nich nigdy nie wpadł im w ręce. Plotka jednak głosi że w rzeczywistości udało im się odnaleźć i zebrać wszystkie „legendarne” pliki takie jak smile.jpg, barbie.jpg czy suicidemouse.avi, mówi się także że byli w stanie odnaleźć nawet oryginalne nagranie „grifter”.
Niemniej jednak, grupa postanowiła zbadać pliki pod względem binarnym, szukali oni podobieństw czy nawet takich samych ciągów serii binarnych w ich kodach.
Gdy odkryli już podobieństwa i różnice postanowili oni połączyć (opierając się na binarnym 0/1 kodzie) wszystkie pliki razem. Według legendy udało im się to. Otrzymali 7 niezależnych od siebie plików, których jednak nie dało się uruchomić. Każdemu nadali także swoją nazwę : Pożądanie, Obżarstwo, Chciwość, Zazdrość, Lenistwo, Gniew oraz Duma.
W końcu postanowili połączyć także i te pliki. Co jest godne uwagi to to że stało się coś bardzo dziwnego, z 7 plików które wydawały się nie mieć żadnego zastosowania powstał jeden plik o rozszerzeniu exe, uprzednio już nazwany.
“BarelyBreathing.exe”
Czy wiemy coś o tym pliku ? Cóż, niestety był to punkt po którym już niewiele wiadomo o całej sprawie. „Kardynałowie” byli zbyt mądrzy żeby po prostu go uruchomić. Najpierw przeanalizowali go na wszystkie możliwe sposoby : Hex (szesnastkowy system liczbowy), kod binarny sprawdzali dosłownie wszystko aby dowiedzieć się co ten dziwny plik może zrobić.
Kod binarny pliku tworzył jeszcze większą bezsensowną plątanine zer i jedynekm które (tak samo jak wcześniejsze 7 plików) nie miały żadnego sensu.
Jedyne co im pozostało to uruchomić ten program. Zgrali go na osobny przenośny dysk i uruchomili. Było to ostatnie polecenie które udało się odnaleźć policyjnym informatykom na ich zniszczonych komputerach tydzień później. Ich ciała były tak zdeformowane że nawet rodzina i przyjaciele mieli trudności z rozpoznaniem ich. Policyjny opis zwłok stwierdza że zostali brutalnie pocięci po twarzy i rękach a ich skóra została zupełnie spalona, następnie wielokrotnie odcinana przez bardzo cienką brzytwę.
Rząd szybko próbował zatuszować całą sprawę, lecz pojawiały się ciągle przecieki na jej temat. Wszystko dzięki temu że „Kardynałowie” prowadzili bloga na którym opisywali przebieg ich pracy (blog został od razu usunięty więc nawet go nie szukajcie) . Szybko rozeszło się nad czym pracowali i co starali się osiągnąć, pojawiły się także spekulacje na temat tego czy miało to jakiś związek z ich straszliwą śmiercią.
A co z przenośnym dyskiem na którym jest zapisany plik ? Według doniesień został znaleziony w kieszeni jednego z hakerów a następnie zamknięty w policyjnym sejfie, skąd w tajemniczych okolicznościach zniknął.
Plik krąży już po całym świecie. Rządy oczywiście próbują wszystko zatuszować, ale niektóre informacje i tak przeciekają do mediów, zauważcie jak wiele jest doniesień na temat ludzi którzy zostali brutalnie zabici we własnym domu przez „mordercę” a ich komputery zostały skradzione.
Więc jeżeli kiedykolwiek dostaniesz tajemniczy e-mail z załączony plikiem BarelyBreathing.exe, to kur*a... NIE OTWIERAJ GO !
Cytat:
POSˇG
Kilka lat temu matka i ojciec zdecydowali że potrzebują chwili odpoczynku, chcieli wyjechać na noc do miasta. Zadzwonili po swoją najbardziej zaufaną opiekunkę. Kiedy przyjechała, dwójka dzieci, którymi miała się opiekować już spała. Opiekunka usiadła obok nich żeby się upewnić, że wszystko w porządku. Później tego samego wieczora zaczęła się nudzić i chciała pooglądać telewizję. Ale nie mogła jej oglądać w salonie na dole, bo nie było tam kablówki (rodzice nie chcieli, żeby dzieci marnowały przed telewizorem za dużo czasu). Zadzwoniła do rodziców i spytała czy może pooglądać telewizję w ich pokoju. Rodzice, oczywiście się zgodzili, ale opiekunka miała jeszcze jedną prośbę... Spytała, czy mogłaby zakryć posąg anioła stojący za oknem sypialni jakimś kocem albo chociaż zaciągnąć żaluzje, bo posąg ją niepokoi. Po chwili milczenia ojciec (bo to właśnie on rozmawiał z opiekunką) powiedział "...Zabierz dzieci i uciekajcie z domu. Wezwiemy policję. Nie mamy posągu anioła."
Policja znalazła ciała opiekunki i dzieci trzy minuty po wezwaniu. Nie znaleziono żadnego posągu.
Cytat:
FORUM
Cześć, ludzie. Chcę wam opowiedzieć pewną historię. Prawdopodobnie mi nie uwierzycie. Mam już dość przekonywania do tego ludzi.
To było jakieś trzy tygodnie temu. Siedziałem na Google, szukając jakichś zabawnych stron. Znalazłem jakiś imageboard (Rodzaj forum internetowego, nastawionego na wymianę obrazków. Przykładem jest 4Chan - przyp. tłumacza). Wszyscy na tej stronie gadali w ekstremalnie zagadkowy sposób. Mówili rzeczy w stylu "Widziałem ich dzisiejszej nocy. Trzymając ręce jesteśmy wyżej, na wysokości 99924028 KRÓL ZSTˇPIŁ"
Tej jednej frazy używali często. "Król zstąpił"... Na początku myślałem, że jest to spam, zważając na ilość linijek takiego tekstu, ale... użycie tego zwrotu było zbyt częste, a jednocześnie nieregularne, żeby był to spam. Poza tym te liczby nie wyglądały na przypadkowe.
Stwierdziłem: "pieprzę to". Zobaczę, o co chodzi na tej stronie. Napisałem w dziale, który przypominał /b/ na 4Chanie - Nie było żadnego konkretnego tematu, którego dotyczyły zamieszczane tam obrazki i posty (/b/ to jedno z forów 4Chana, na którym można znaleźć dyskusję dosłownie na temat wszystkiego. Jednocześnie forum to jest uznawane za największe śmietnisko w internecie - przyp. tłumacza). Przywitałem się, powiedziałem, że jestem nowy, i że chciałbym zacząć temat dotyczący śmiesznych rzeczy.
To był moment, w którym się zaczęło. Pamiętam, że pierwsza odpowiedź brzmiała: "Dobrze Cię widzieć. Dołączyłeś do POMOCY! POMOCY!". Od tego czasu zaczęło się robić jeszcze dziwniej. Powiedziano mi, żebym unikał "łapówkarzy". Stwierdziłem, że to był dowcip, zrozumiały tylko dla ludzi z forum. Później zaczęli gadać jak szaleńcy. Zaczęli pisać z pozoru wyglądające na losowe liczby oraz litery, czasami pochodzące z innych języków (Kilka wyglądało na rosyjskie, inne na pochodzące z języków bliskiego wschodu czy z języka Chińskiego).
Nie miałem pojęcia, co się dzieje.
Później ponownie zobaczyłem frazę "Król zstąpił", którą poprzedzały liczby.
Następnie wysiadł mi prąd. Zupełnie niespodziewanie. Przeraziło mnie to. Sprawdziłem bezpieczniki. Wyglądało na to, że po prostu się wyłączyły. Włączyłem je na nowo. Kiedy wróciłem do swojego komputera, dostrzegłem zdjęcie, przedstawiające małego, białego chłopca. Miał nie więcej, niż dziesięć lat.
Usiadłem, przerażony, lecz zaciekawiony jednocześnie. Chłopiec się uśmiechał i wyglądało na to, że mówi, lecz ja niczego nie mogłem usłyszeć. Ustawiłem głośniki głośniej. Ledwo słyszałem, co mówi. Brzmiało jak wyciszony szept. Ustawiłem głośniki najgłośniej, tak tylko się dało. Ciągle jednak słyszałem cichy szept. Jego usta poruszały się powoli.
Zbliżyłem głowę do głośników, próbując zrozumieć, o czym mówi. Wtedy krzyknął bardzo głośno. Brzmiało to, jak przerażający głos jakiegoś demona. Obrazek się zmienił. Chłopiec płakał. Silnie krwawił z oczu.
Znowu został odcięty dopływ prądu. Ponownie, winę ponosiły bezpieczniki. Kiedy przywróciłem dopływ prądu, wszystko było na powrót normalne. Mój komputer włączył się normalnie, nie zdarzyło się nic strasznego.
Wtedy zacząłem dostawać maile. Bardzo zagadkowe, wypełnione liczbami, które nie układały się w nic sensownego. Zupełnie jak na tamtym forum. Dostałem też maila napisanego po angielsku. Mówił: "PO PROSTU PRZEKAŻ TO DALEJ! PRZEKAŻ DALEJ, DO CHOLERY!". Nie rozumiałem, o co chodziło.
Wstałem, żeby pójść się napić. Wtedy sparaliżował mnie strach. Z mojego sufitu zwisał człowiek. Jego ciało kołysało się delikatnie. Na ścianie, napisany krwią widniał napis "KRÓL ZSTˇPIŁ". Mrugnąłem, i nagle wszystko, w jednej chwili zniknęło.
Ciągnęło się to tygodniami.
Wróciłem na tą stronę. Byłem pewien, że zwariuję. Byłem gotów zgłosić się do domu wariatów. Wtedy przeczytałem post, napisany w spójnym angielskim. Brzmiał "Przekaż dalej Króla. Przekaż dalej Króla."
Temat stał się niedostępny, przez błąd 404, zanim zdążyłem nawet przeczytać go w całości. Zacząłem tworzyć nowy temat. Wtedy zorientowałem się, że słowa, które wpisuję, nie są tymi, o których myślę. Moje palce wpisywały słowa, jak gdyby posiadały swoją własną wolę. Na ekranie pojawiły się dwie frazy: "HGHSUTHS" oraz "4918484 KRÓL ZSTˇPIŁ".
Wtedy, w jakiś sposób zdałem sobie sprawę, że w ten sposób przekazuję tą "klątwę" dalej. Przestałem mieć halucynacje. Czułem się dobrze. Nauczyłem się, jak bronić się przed tym.
A teraz... Przepraszam.
HAKKSIITMS 44919174 KRÓL ZSTˇPIŁ
Cytat:
Sony Ericsson
Obecnie wiekszosc podzespolow tej marki produkowana jest w chinach, nastepnie wysylana do tajwanu i tam montowana. Oczywiscie w fabrykachnie istnieje cos takiego jak karta pracownika, ludzie sa wyzyskiwani do granic mozliwosci, a wlasciciel placi im marne grosze.
Pare lat temu na lini montazowej pracowala mloda (18 letnia) dziewczyna Chu-jah. Pomimo, iz byla w 7 miesiacu ciazy pracowala po 14 godzin dziennie. W wielkiej hali, gdzie skrecano telefony panowal niewyobrazalny upal, nie bylo klimatyzacji, a cale powietrze przepelnione bylo smrodem pracujacych maszyn i toksycznymi oparami. Pod koniec niedzielnej zmiany dziewczyna zemdlala. Oczywiscie nikt nie wezwal lekarza, tylko ocucono ja i odeslano do domu, wczesniej udzielajac ostrej reprymendy i grozac zwolnieniem z pracy. Chu-jah po powrocie do domu spala przez 3 dni, nastepnie po przebudzeniu dowiedziala sie, ze poronila. Depresja po utracie dziecka i skrajne przemeczenie spowodowaly, ze dziewczyna popelnila samobojstwo.
Maz Chu-jah slusznie obwinial firme za nieszczescie, ktore spotkalo jego rodzine wiec postanowil sie zemscic. Warto wiedziec o nim to, ze do tej pory nie pracowal zawodowo - pieniadze zarabial na turystach. Byl on szamanem wiec sprzedawal przyjezdnym laleczki voodoo, rzucal klatwy i przyzadzal magiczne eliksiry. Nie znam przebiegu dalszych akcji, ale wiadomo, ze przy pomocy swoich nadnaturalnych zdolnosci rzucil klatwe, ktora miala zabijac przyszlych uzytkownikow telefonow. ??Zeskanowal?? on obraz zawierajacy potezne zaklecia, nalozyl na niego zwyczajne zdjecie wgrywane fabrycznie z softem i wgral je do kilkuset telefonow.
Od tamtej pory na calym swiecie zdazaja sie niewyjasnione zaginiecia ludzi, ktore wiaze sie z 'przekletymi telefonami'. Owe przeklete telefony pojawiaja sie od czasu do czasu na ebayu i od razu sa wykupowane za bajonskie sumy. Sam nie tak dawno kupilem dosyc stary model (w810i) za blisko 2000zl i wszedlem w posiadanie jednego z tych zdjec.
Zbadalem owa fotke i posiada ona zadziwiajace wlasciwosci. Na komputerze, lapku oraz telefonach innej firmy nie wyswietla sie mi nic. Na telefonie, ktory kupilem zdjecie wyswietla sie jako ??bambusowy las??, na innym telefonie se pojawiaja mi sie 'szum' taki jak w nienastrojonym tv.
Najdziwniejsze jest to, ze moj znajomy, ktory jest informatykiem, twierdzi, ze nigdy nie widzial tak zakodowanego pliku.
Nie wiem czy klatwa dziala - zdjecie zobaczylem juz 3 dni temu, ale nadal nic mi sie nie stalo. Byc moze plotka, ktora krazy po internecie jest prawdziwa.
Mowi ona, ze zginie tylko ten, ktory kiedykolwiek wykozystywal innych dla osiagniecia wlasnych celow. Zalaczam pliczek, ale jezeli macie nieczyste sumienie to zastanowcie sie 3 razy zanim je odpalicie.
Od razu mowie, ze nie wiem czy zdjecie bedzie dzialalo na waszych telefonach - u mnie dziala jedynie na tym, ktory kupilem na jebaju.
Jezeli jednak cos sie wam wyswietli, szybko napiszcie mi co, bo jestem tego bardzo ciekaw. Z relacji innych ludzi wiem, ze na roznych telefonach pojawiaja sie rozne zdjecia. Ci z was, ktorzy nie beda mieli szczescia zaginal bez sladu. Nikt nie znajdzie waszych cial, ani zadnych sladow.
eh wlasnie zauwazylem, ze jak sie odpali fote w irfan viev (czy jakos tak) to pojawia sie jeszcze cos innego jak ktos ma se to niech szybko nagra i powie co mu sie pokazuje thx
wgralem na imageshacka, bo nie wiem jak sie uploaduje pliki na forum. mam nadzieje, ze nie zepsuje to czarodziejskich wlasciwosci foci :3 zapiszcie to na kompie i wgrajcie na komorke.
Cytat:
POLYBIUS
Gra została wypuszczona na rynek w bardzo małym, wręcz znikomym nakładzie. Jeden czy dwa przestarzałe automaty na przedmieściach Portland. Wokoło gry panuje atmosfera tajemnicy i kraży o niej wiele dziwnych opowieści, podobno powodowała amnezję, ludzie nie pamiętali gdzie mieszkają a nawet nie pamiętali swojego imienia!
Miała być ona wyprodukowana przez pewien rodzaj wojskowej grupy badawczej która zajmowała się najnowszą technologią. Pracowali także nad metodami modyfikacji zachowań ludzkich. Wszystko było opracowywane na potrzeby CIA. Dzieci które grały w tą grę budziły się z krzykiem w środku nocy, więkoszość z nich miała potworne koszmary.
Zgodnie z zeznaniami właściciela salonu gier, "faceci w czerni" zbierali nagrania z procesu gry. Nie interesowały ich pieniądze jakie mogli zarobić na automacie, oni po prostu zbierali informacje na temat gry.
Pomijając całą tajemniczą otoczkę, sama gra też nie należała do zwykłych. Abstrakcja która zakrywała na psychodelie łącząca szybką akcję z elementami układanki - ten dziwny, bądź co bądź, opis najlepiej opisuje jak gra mogła wyglądać. Dzieci które w nią zagrały, odczuwały potem paniczny strach przed jakimikolwiek rodzajamy gier wideo. Jeden z nich rozpoczął nawet swojego rodzaju krucjatę przeciwko nim. Skontaktowaliśmy się z nim, z nadzieją że będzie miał dla nas jakieś informacje na temat Polybiusa, niestety jedyne co był nam w stanie powiedzieć to to że gra znikneła z salonu gier niecały miesiąc po tym jak w nią zagrał.
Nikt nigdy nie znalazł ROMu (przyp. tłumacza pamięć tylko do odczytu, pozwala nam np grać w gry z snesa na komputerze) choć niektóre źródła twierdzą że jednak istnieje jakaś wersja, jednak jest w posiadaniu nieznanego kolekcjonera. Po internecie krąży pare screenshotów z gry.
To zdjęcie pochodzi ze spisu "The Killer List of Videogames" (http://www.klov.com/). Automat pojawia się także w odcinku Simpsonów "Please Homer, Don't Hammer 'Em".
Na automacie widziamy napisa "Property of U.S Government", co pokazuje jak bardzo popularna była ta legenda w czasach kiedy ten odcinek był w produkcji. Pozostając przy napisach, na ekranie początkowym (rys.1) oprócz rzucającego się w oczy napisu "Polybius" jest jeszcze nazwa firmy "Sinnesloeschen". Jest to rodzaj zabawy językiem bowiem nie znajdziemy tego słowa w jakimkolwiek słowniku języka niemieckiego, jednak kiedy rozbijemy słowo na części pierwsze wszystko zaczyna nabierać sensu, "Sinn(es)" znaczy nie mniej nie więcej a "zmysł" lub "rozum". Drugi człon czyli "Loeschen" znaczy tyle co "usunąć" czy "pozbawić".
Na stronie internetowej YouTube można znaleźć filmik który przedstawia dwójkę znajomych, którzy po otrzymaniu od anonimowego informatora dokładnych danych o tym gdzie znajduje się prawdziwy automat, odkrywają mitycznego Polybiusa.
http://www.youtube.com/wa..._embedded#at=22
Dla wszystkich zainteresowanych, strona z której można ściągnąć grę taką jak mogła wyglądać w czasach kiedy funkcjonowała na automatach :
Kiedyś często używałem komputera. Mogłem zarywać nocki tylko po to by siedzieć na necie albo grać w gry które już dawno przeszedłem. Myślę że stało się to obsesją. Jest na tyle źle, że mogę przesiedzieć do północy nie robiąc zupełnie nic. Próbowałem przestać.
Czasem udaje mi się pójść wcześnie spać, ale rzadko bywam w łóżku przed jedenastą.
To dziwne, nigdy nie czułem się tak jak dzisiejszego dnia. Mogę wytrzymać bez komputera cały poranek. Zrobiłem już tyle rzeczy : posprzątałem, pouczyłem się, zupełnie jak normalny człowiek.
Ale teraz znowu się pogorszyło.
Zacząłem czuć się naprawdę źle odkąd wstałem następnego dnia.
Dopadło mnie to gdy siedziałem przy komputerze, czułem jakby moje oczy płonęły. Tylko gdy zaczynały łzawić moje spojrzenie odbiegało od monitora. Dziwniejsze rzeczy zaczęły się dziać gdy zacząłem mrugać. Wydawało mi się że z każdym mrugnięciem to wszystko coraz bardziej się nasilało.
Zaczęło się nieszkodliwie. Strony internetowe ładowały się powoli. Myszka zamarzała w miejscu. Programy włączały i wyłączały się zupełnie losowo. Nic nadzwyczajnego, mógł to być tylko wirus, przecież mogłem przeładować stronę, podłączyć na nowo myszkę albo po prostu wyłączyć komputer.
Lecz potem było jeszcze gorzej.
Gdy usiadłem w nocy do komputera zauważyłem że jest kompletnie wyłączony. Zawszę włączam hibernacje gdy odchodzę od komputera, więc byłem lekko zaskoczony. Kiedy odpaliłem go jeszcze raz, uruchomił się tryb awaryjny. Po krótkiej zabawie ustawieniami, doprowadziłem go do poprzedniego stanu. Na może dwa tygodnie wszystko znikło bez śladu.
Przeglądałem blog, czytając powoli słowo po słowie, przewijając paskiem na dół, gdy nagle wyskoczyło zdjęcie. Było to jedno z tych obrzydliwych zdjęć przedstawiających zwłoki, wyglądające na ofiarę wypadku samochodowego, albo wybuchu. Nie był to żaden pop-up, ani nic takiego. To było na blogu. Zdawało mi się to trochę dziwne, autor bloga nie wspominał nigdzie o takiej treści. Prawdę mówiąc, nigdy nie widziałem na tym blogu żadnych zdjęć. Przewinąłem na dół więc zdjęcie znikło, a na blogu widniał dalszy ciąg artykułu, zupełnie jakby nie było w tym dziwnego.
Ostatecznie przestałem zaglądać na ten blog. Pojawiało się coraz więcej i więcej makabrycznych zdjęć. Skomentowałem to w jednym wpisie, lecz zostało to przyjęte... powiedzmy że negatywnie. Nikt inny się nie skarżył. Napisałem im że to był żart by pozbyć się tych wszystkich noob'ów.
Na innych stronach które często odwiedzam zaczęły dziać się podobne rzeczy, lecz były to pop-up'y. Każdy z nas spotkał się z tego typu trickiem, który ma nas przestraszyć. Zaczęło to być bardzo uciążliwe. Zaczynam bać się kliknąć w jakikolwiek link.
Gdy dzisiaj zamknąłem internet explorer, tło pulpitu wyglądało jak jedno z tych zdjęć które widziałem w ciągu ostatnich kilku dni. Było to jedno ze zdjęć które zapisałem sobie kiedyś na dysku. Po zresetowaniu tła, usunięciu zdjęcia z dysku i defragmentacji, otworzyłem kosz by pozbyć się go raz na zawsze.
Byłem zszokowany. Mój kosz pełen był różnego rodzaju rzeczy których wiem że nigdy nie pobierałem. Były tam strony porno, nielegalne oprogramowanie, zdjęcia, e-maile i inne pliki których rozszerzeń w ogóle nie kojarzyłem. Usunąłem je wszystkie i zdecydowałem się by poprosić o pomoc z zewnątrz.
Zacząłem szukać w sieci informacji o podobnych przypadkach. Jednak bez rezultatu. Dzwoniłem po Geek Squad, mojego tatę, nawet zaniosłem komputer do specjalisty by osobiście go sprawdził. Jeden wielki rachunek później, nie znalazł żadnych usterek. Mało tego, pogratulował mi tego w jakim dobrym stanie utrzymuje swój komputer.
Zdjęcia przestały się pojawiać, ale znalazł się następny problem. Mój komputer wyświetlał wszystko w lekko zmienionej wersji. Gdy tylko włączałem fotografię jakiejś osoby, jej oczy wyglądają jakby zostały wydłubane. Wyglądało to jak nieudolna przeróbka w paint'cie, lecz one zaczęły wyglądać coraz bardziej realnie. Próbowałem pokazać to mojemu kumplowi, ale w jego towarzystwie komputer działał bez zarzutu.
Ostatecznie zdecydowałem się oddać swój komputer koledze. Zawsze twierdził że to świetna maszyna. Jestem niezmiernie zadowolony że się z tym uporałem. Kupiłem sobie o wiele lepszy model, a gdy go uruchomiłem byłem szczęśliwy że działa normalnie. Postanowiłem nie przenosić danych z mojego starego komputera na ten.
Szczęśliwy z uporania się z problemem, wyłączyłem komputer. Była dopiero dziewiąta trzydzieści, więc włączyłem telewizor, bo wiem że zawsze mam dobre sny po obejrzeniu Futuramy. Położyłem się wygodnie i podgłośniłem telewizor by słyszeć intro. Rozpoznałem tą małą reklamę wydawniczą, taką samą jaką mają Simpsonowie. Ma lecieć jeden ze słabszych odcinków. Już zaczęło robić mi się z tego powodu przykro, gdyż liczyłem na trochę rozrywki, gdy nagle podskoczyłem ze strachu.
Jednej z postaci brakowało oczu.
Cytat:
Podczas służbowej podróży pewnemu mężczyźnie zepsuł się samochód. Próbował znaleźć przyczynę awarii jednak jego starania spełzły na niczym. Zrezygnowany usiadł w samochodzie zastanawiając się co powinien zrobić. Słońce zachodziło już za horyzont a on nie znał nikogo kto mieszkał by w tej okolicy. Jego wuj, który mieszkał najbliżej dotarł by tutaj najwcześniej rano. Z zamyślenia wyrwał go odgłos zbliżającego się samochodu. Szybko wysiadł ze swojego pojazdu i stając na drodze zatrzymał podróżnego. Kiedy nakreślił mu sytuacje nieznajomy zaproponował, że zawiezie go do pobliskiego hotelu. Wspólnymi siłami zepchnęli samochód na pobocze, rozstawili ostrzegawczy trójkąt i przepakowali najbardziej potrzebne rzeczy do sprawnego samochodu. Jechali jakieś pół godziny, przez całą drogę milcząc. Kiedy zajechali pod hotel mężczyzna podziękował nieznajomemu i wszedł do środka.
Przekroczywszy prób od razy skierował się do recepcji. Zmęczenie dawało mu się we znaki i chciał jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Kobieta pracująca na recepcji wręczyła mu klucz i poinstruowała go jak dotrzeć do pokoju. Już chciał odejść kiedy kobieta zniżyła głos i pouczyła go, żeby trzymał się z dala od pokoju bez numeru na drzwiach, który będzie mijał idąc do swojego. Powiedziała że to magazyn w którym trzymają środki czyszczące i że pomieszczenie przeznaczone jest wyłącznie dla personelu hotelowego. Mężczyzna przytaknął recepcjonistce i udał się w kierunku swojego pokoju. Już w łóżku rozmyślał nad słowami kobiety. Coś w sposobie, w jaki mówiła o tym pokoju rozbudziło jego ciekawość. Po chwili wstał z łóżka i ostrożnie wyszedł na korytarz. Podszedł do nieoznaczonych drzwi i przez chwilę nasłuchiwał. Wydawało mu się że coś słyszy, ale było to zbyt ciche żeby mógł zidentyfikować co to takiego. Schylił się więc i zajrzał do środka przez dziurkę od kluczka. Chłodne powietrze wydostające się z pokoju zmusiło go do mrugnięcia.
Po drugiej stronie zobaczył pokój bardzo podobny do tego, w którym sam został zakwaterowany. W rogu pokoju stała nieruchomo kobieta. Jej skóra była niesamowicie blada. Stała tyłem do drzwi opierając głowę o ścianę. Obserwował ją przez chwilę i zastanawiał się kim może być. Może to córka właściciela hotelu, albo jakaś lokalna gwiazda która nalegała na anonimowość. Przez chwilę wahał się czy nie zapukać do drzwi, jednak porzucił ten pomysł. Kiedy stał ogarnięty tą dziwną fascynacją głowa kobiety gwałtownie zwróciła się w jego stronę. Przestraszony niespodziewanym ruchem odskoczył i omal nie krzyknął. Po chwili zebrał się na odwagę i spojrzał ponownie. Tym razem nie dało się nic dojrzeć. Całą dziurkę wypełniała czerwień. Najwyraźniej mieszkanka pokoju zauważyła go i zablokowała dziurkę czymś czerwonym. Poczuł jak na policzki wkracza mu rumieniec i zrobiło mu się głupio. Miał nadzieje że kobieta nie złoży na niego skargi na recepcji.
Wrócił do swojego pokoju i zapadł w sen.
Następnego dnia schodząc na śniadanie postanowił podpytać recepcjonistkę o tajemniczy pokój. Kiedy obiecał że wytłumaczenie pozostanie między nimi w końcu zgodziła się opowiedzieć mu prawdziwą historię.
"Wiele lat temu, w tamtym pokoju mężczyzna zamordował swoją żonę. Kiedy zakończyło się śledztwo wyremontowaliśmy pokój, jednak ludzie których tam kwaterowaliśmy rzadko spędzali tam całą noc. Opowiadali że widzieli dziwną zjawę, której skóra byłą prawie całkiem biała, a oczy zupełnie czerwone...
Cytat:
Pewien 15-letni chłopiec który mieszkał w małym miasteczku Maryland, po powrocie ze szkoły usiadł przy swoim komputerze. Włączył go i zalogował się na swoje konto MSN. Był bardzo zaskoczony tym że otrzymał wiadomość od swojego kolegi, który nie był wtedy obecny na zajęciach.
Cała wiadomość składała się tylko z dwóch słów "Proszę przyjdź". Zupełnie zbity z tropu chłopiec wysłał odpowiedź, pytając się dlaczego nie było go dzisiaj w szkole. Po 15 minutach bez odpowiedzi, wsiadł na rower i skierował się prosto do jego domu. Mieszkał niedaleko, niecałe pięć minut drogi.
Kiedy dotarł do domu kolegi, zdziwiony odkrył że drzwi są otwarte. Chłopiec nacisną klamkę i wszedł do środka. Jego oczom ukazała się częściowo zaschnięta, rozbryzgana po ścianach i podłodze krew. Oparta o przeciwną ścianę leżała groteskowo wygięta postać którą trudno było nawet zidentyfikować. Brakowało jej ręki i nogi, a krwawe smugi na podłodze prowadziły od ciała do kuchni. Przerażony chłopiec zatrzasną drzwi, i natychmiast, używając swojego telefonu komórkowego wezwał Policję.
Gdy przyjechała Policja, odnaleziono trzy trupy, oraz otwarte tylne kuchenne drzwi. Raport patologów stwierdzał że cała rodzina, kolega chłopca oraz jego rodzice, zostali zamordowani poprzedniej nocy.
I jaki z tego morał - nie budować tylnych drzwi albo przynajmniej je zamykać . A do kolegów wybierać się z gnatem albo legionem znajomych .
Cytat:
Nie potraktuj tego od razu jako bredzenia jakiegoś obłąkańca. Jest jakiś sens tej historii, ale musisz przeczytać to do końca.
Patrz- wszyscy zastanawiamy się czy podróże w czasie są możliwe, prawda? Otóż, pozwól, że coś ci powiem- są. Wiem, że pewnie w to nie uwierzysz, ale jestem z przyszłości. To naprawdę wspaniała sprawa, móc widzieć przeszłość, oglądać dawne wydarzenia i tak dalej. Wiemy teraz więcej niż kiedykolwiek.
Za tym wszystkim stoi jednak ważniejszy cel. Nie pozwalają nam zaglądać w przeszłość i NIGDY nie wolno nam kontaktować się z samym sobą. Powiem ci coś- właśnie łamię ten przepis. Tak stary, gadasz z samym sobą; przyszłym sobą. Zabiją mnie za to, ale wiesz co? Pogodziłem się z tym. Mówiąc do ciebie zapobiegam czemuś, co jest GORSZE niż śmierć. Nie mogę ci wprost powiedzieć co masz robić, bo filtry to wyłapią. Nie mogę zrobić zbyt wiele, mogę wysłać ci tylko małą wskazówkę.
Siebie tylko będę mógł winić, jeśli nie zrozumiesz wiadomości, którą tworzą pierwsze słowa każdego akapitu...
Cytat:
Wiecie skąd wziął się błąd w Pokemon Blue, który umożliwia spotkanie tajemniczego pokemona zwanego Missingno? Zastanawialiście się, dlaczego pojawiał się tylko w wersjach Blue i Red, ale nie było go w późniejszej wersji Green? Mam pewną teorię, która może to wyjaśnić.
Wszystko zaczęło się jeszcze podczas tworzenia gry, w biurze programistów. Projektanci pracowali właśnie nad wersją Blue, kiedy usłyszeli dziwne hałasy. To coś mówiło, ale żaden z programistów nie był w stanie zrozumieć jego słów. Głos stawał się coraz głośniejszy, a jego źródło zaczęło zbliżać się do jednego z pracowników o nazwisku Takenori ta. Wystraszony Takenori zapytał "Czego chcesz!?". W tym momencie ta rzecz nagle ukazała swoje oblicze. Okazało się, że przypomina chłopca, ucznia pobliskiej szkoły. Wyglądałby całkiem normalnie, gdyby nie to, że był cały poplamiony krwią, a jego oczy lśniły czerwienią. Co kilka sekund powtarzał jakieś dziwne słowa, które brzmiały jak "zabić radość". Chwilę później zrobiło się jeszcze bardziej niepokojąco, kiedy zaczął wypowiadać zdanie
"Missingno, nazywam się Missingno, człowiek bez numeru urodzenia"
Takenori nerwowo zapytał "Jaki numer urodzenia?", na co chłopiec odpowiedział "To numer dnia, w którym się urodziłeś. Tak jak ty urodziłeś się 31 marca 1965 roku, więc twój numer wynosi 33165. Ja nie mam numeru urodzenia, byłem tylko płodem, którego matka została zamordowana. Siłą wyciągnęli mnie z jej brzucha, po tym jak ją zabili."
- Dlaczego tu jesteś!? Cz-czego od nas chcesz!? - wykrzyczał przerażony Takenori.
- Zaprogramuj mnie w grze jako Missingno, aby inni też mogli poczuć mój ból! - krzyknął intruz.
- Co masz na myśli? - spytał programista.
- Ich dane będą uszkadzane, kiedy mnie zobaczą. Wtedy zrozumieją, co mnie spotkało, dowiedzą się, że wszystko co dobre, może być łatwo zniszczone. - stanowczo rzekł Missingno.
Takenori od razu zgodził się umieścić ducha w grze. Z jakichś powodów wiedział, co by się stało, gdyby odmówił. Reszta programistów odradzała mu tego, ale on i tak to zrobił. Pracował przez kilka dni, a gdy było po wszystkim, zagroził kolegom, aby NIGDY nikomu nie mówić o tym, co się wydarzyło. Twarz Takenoriego każdego dnia stawała się bledsza. W końcu zachorował, okazało się, że nie spał od czasu wizyty Missingno.
Satoshi Tajiri (twórca gier Pokemon i sponsor wytwórnii Game Freak) jednego dnia polecił Takenoriemu, aby wziął dzień urlopu, jednak w odpowiedzi ten zaczął przeraźliwie krzyczeć "NIE, NIE MOGĘ!!! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU! JESTEM ZAJĘTY!!!". Satoshi uspokoił kolegę i zaprosił go na lunch. Takenori zgodził się na wyjście i udali się do pobliskiej kawiarnii. Programista chętnie rozmawiał z Satoshim, jednak ani słowem nie wspomniał o Missingno. Swój wygląd oraz zmęczenie Takenori wyjaśnił brakiem snu wywołanym rzekomą chorobą swoich dzieci, które złapały grypę jeżdząć samochodem z opuszczonymi oknami w deszczowy dzień. Satoshi od razu zapytał "Kto do cholery otwiera okna w deszcz? Chyba ci odbiło, Takenori!". Programista nie rozumiał, dlaczego szef miał o to do niego takie pretensje.
Kilka dni po premierze gry, Takenori obudził się w środku nocy. Gdy otworzył oczy, zobaczył pochylającego się nad nim Missingno, gdy ten rzekł "?le to zrobiłeś! Kiedy pojawiam się w grze, powinien nastąpić błąd, który niszczy grę na zawsze!".
- Nie karz mnie!!! Ja nie wiedziałem!! Proszę, nie!!! - krzyczał mężczyzna.
- Nie zrobię ci krzywdy, ale odnajdę wszystkich, którzy grali w tę grę i od teraz będę się ukazywał w każdej z nich! Wszystkie te dzieci będą mogły podziękować panu ta za zaprogramowanie tak wspaniałej klątwy. - odpowiedział Missingno.
Takenori już tylko stał w swoim pokoju. Nagle przerwócił się, a jego oczy wypełniły się łzami. "DLACZEGO!? DLACZEGO!?!?" rozpaczliwie krzyczał. Z ciemności zaczęła wyłaniać się rodzina programisty. Jego najbliżsi przez około minutę mówili i robili dziwne rzeczy, jakby nie byli sobą. Jego syn zapytał "Dlaczego to zrobiłeś, tatusiu?", po czym jego twarz nagle zniknęła. Jego córeczka zdjęła koszulkę i wydrapała na swoim ciele napis "Tato, zmusiłeś mnie do tego!". Jego żona wyglądała jakby została powieszona na znajdującym się na suficie wentylatorze, jej zwisające ciało obracało się niczym karuzela.Takenori krzyknął "STOP!! PROSZĘ PRZESTAŃ!!!" i wtedy się obudził. Od razu zdał sobie sprawę, że jego rodzinie nic nie jest. Uznał, że to jakaś choroba psychiczna. Postanowił odwiedzić szpital. W końcu przybył lekarz, aby go przebadać. Po wszystkim doktor wypisał mu receptę. Jakiś czas potem mężczyzna zorientował się, że na wydanej karcie widnieje napis "Witaj, żyjmy w radości... Zostałeś ostrzeżony, nie dotrzymałeś umowy, więc chcę cię zabić, ale nie mogę. Pozdrawiam, Płód.".
Takenori wiedział, że nie mógłby tego zrobić. Teraz wolałby umrzeć niż patrzeć, jak tysiące dzieci dosięga klątwa. Wiedział, że samobójstwo nic nie da, jest skazany na życie ze świadomością szkód, które spowodował.
Gracze, którzy widzieli Missingno do teraz zastanawiają się, skąd się tam wziął. Dzieci tracą swoje save'y, kiedy próbują złapać ducha wewnątrz gry, a on sam teraz wie, gdzie ich szukać. Niektórzy twierdzą, że szkielet Kabutopsa przedstawia prawdziwą budowę Missingno. Niektórzy sądzą, że kryje się on w Aerodactylu. Obecny wygląd ducha został stworzony przez Takenoriego i nie przypomina kształtem człowieka, ponieważ programista stwierdził, że gdyby dzieciaki ujrzały jego prawdziwy wygląd, mogłyby być przerażone. Takenori miał zbyt dobre serce, aby to zrobić. Kilka innych pokemonów-błędów jak Bulbasaur, Charizard, Squirtle itp. na wysokich poziomach są uznawane za klony Missingno, które on sam stworzył, aby psuć dzieciom zabawę z grą. Sam Takenori nie ma z nimi ponoć nic wspólnego. Inni twierdzą z kolei, że reszta pokemonów-błędów są dziełem kolejnego programisty, którego nawiedzał Missingno. Kto wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Może to nie Takenori stworzył Missingno, a ktoś inny? Kto wie...
Oto postać Missingno:
http://karawana.eu/wp-con...1/Missingno.jpg
Nie ma się czego bać -> Gwizdek
Cytat:
Miałem urodziny kilka tygodni temu. Muszę przyznać, że wypadły znakomicie. Dostałem mnóstwo prezentów od rodziny, a moi przyjaciele także nie skąpili podarunków. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ dostałem czterysta dolarów w gotówce oraz sto pięćdziesiąt dolarów na karcie podarunkowej. Byłem z tego powodu szczęśliwy, ponieważ nie często mam dostęp do tak dużej sumy pieniędzy. A kiedy mam do niej dostęp i tak staram się oszczędzać. Dokładnie zastanawiam się przed każdym zakupem.
Rozmawiałem z moimi znajomymi, na temat tego, co mogę kupić za otrzymane pieniądze. W końcu zdecydowałem się kupić konsolę Nintendo Wii. Nigdy specjalnie nie interesowałem się grami video, ale po tym, jak u znajomego pograłem kilka godzin w Wii Sports stwierdziłem, że muszę mieć tą konsolę. Przesiedziałem cztery godziny w internecie, szukając najlepszej oferty. W końcu znalazłem na eBay'u. Sprzedający chciał za rzadko używaną konsolę jedynie sto dolarów. Nie zamieścił zbyt wielu szczegółów dotyczących samego obiektu sprzedaży, ale wstawił kilka zdjęć, na których wyglądała dobrze. Miałem nieco wątpliwości odnośnie kupna, gdyż użytkownik, który wystawił Wii na aukcję był zarejestrowany od niedawna, w związku z czym nie sprzedał jeszcze niczego i nie mógł udowodnić swojej uczciwości. Postanowiłem jednak, że dam mu szansę.
Kiedy przyszła paczka, zaważyłem coś dziwnego na pudełku od Wii. Wyglądało na to, że pleśniało przy krawędziach. Zlekceważyłem jednak to. Byłem podekscytowany myślą o grze na mojej nowej konsoli. Czym prędzej więc ją wypakowałem i podłączyłem. Na początku nie byłem pewien, co dokładnie zrobić. Kiedy system już się załadował zobaczyłem, że na dysku zostało mnóstwo rzeczy po poprzednim właścicielu.
Byłem szczęściarzem. Okazało się, że dawny właściciel kupił za pośrednictwem sklepu Nintendo (Virtual Marketplace - przyp. tłumacza) tonę gier. Miałem do dyspozycji Yoshi's Story, Super Mario 64, Mario Kart, Legend of Zelda, Super Mario World, i całą masę innych klasyków. Byłem w niebie. Grałem sześć godzin bez przerwy (tak, wiem - nie mam życia), dopóki nie zmęczyłem się i nie poszedłem do łóżka. Kiedy obudziłem się rano postanowiłem, że przeszukam całą konsolę i zobaczę, co jeszcze ma do zaoferowania. Wszystkie gry pochodziły ze sklepu internetowego Nintendo. Wyjątkiem był jeden tytuł.
Ikona wyglądała, jakby wystąpiły problemy z jej wyświetlaniem. W rezultacie, widoczny był tylko biały kwadrat. Nie chcąc przegapić potencjalnej zabawy, uruchomiłem grę. Kiedy kliknąłem na ikonę, zostałem przeniesiony do szarego ekranu, na którym wyświetlił się napisany czerwoną czcionką wyraz "persevero" (Później dowiedziałem się, że to hiszpańskie słowo, oznaczające "kontynuuj"). Kliknąłem na to słowo. Moim oczom ukazało się menu z czterema ikonami. Każda z ikon miała w sobie coś złowrogiego. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale były... niepokojące. Jeszcze raz niechęć przegapienia zabawy wzięła górę nad moimi obawami, tak więc zdecydowałem się wybrać jeden z symboli. Wybór padł na pierwszy z brzegu. Symbol przedstawiał leżące pod znakiem X, poziome linie, które przecinały koło. Kidy potwierdziłem wybór symbolu, zostałem przeniesiony do świata gry, łudząco przypominającego nasz świat. Na dodatek akcja rozgrywała się w mieście, które było odzwierciedleniem miasta, w którym rzeczywiście mieszkałem. Rozpocząłem w domu, który również był bardzo podobny do mojego. Gra nie przypominała żadnej, którą widziałem wcześniej. Kamera była przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby. Kłopot w tym, że nie było tam żadnego celu. Miałem całkowicie wolną wolę, mogłem robić, co tylko chciałem. Wyszedłem więc z domu i zacząłem wędrować po wirtualnym świecie, tak łudząco podobnym do tego, w którym przyszło mi żyć.
Po dwóch godzinach gry zostałem wyrzucony z powrotem do menu. Zorientowałem się, że teraz znajdują się tam tylko trzy symbole.
Spojrzałem na zegarek, i zobaczyłem, że robi się późno. Postanowiłem więc pójść do łóżka, a do gry wrócić z samego rana. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Następnego dnia, tuż po obudzeniu się, pobiegłem do konsoli, żeby zobaczyć, co kryją pozostałe trzy symbole. Włączyłem grę i zostałem przeniesiony do menu. Wybrałem drugą ikonę. Przedstawiała odwrócony do góry nogami krzyż, z którego ramion wychodził trójkąt. Wybrałem go.
Gra, do świata której się przeniosłem wyglądała prawie identycznie tak samo jak ta, w którą grałem zeszłego dnia. Tym razem jednak, na ulicy pojawili się ludzie. Wydawali się nie mieć żadnych cech własnych, przez co wyglądali jak duża grupa poruszających się manekinów. Kontynuowałem zwiedzanie miasta, po czym ponownie zostałem wyrzucony do menu. Chciałem grać dalej, więc wybrałem kolejny symbol. Ten przedstawiał kwadrat w kole. Świat gry, w którym znalazłem się tym razem, wydawał się nieco odpychający. Wyglądał na ponury, a postacie poruszały się w ślimaczym tempie. Po rozejrzeniu się po okolicy dostrzegłem, że po ulicach są porozrzucane przedmioty, z którymi mogę wejść w interakcję. Większość z tych przedmiotów była nożami. Postanowiłem podnieść jeden z nich i zobaczyć, jakie czynności mogę wykonać za jego pomocą. Oczywiście, jedną z dostępnych opcji było dźganie. Postanowiłem zobaczyć, co się stanie, gdy pozabijam kilku mieszkańców-manekinów, poruszających się po mieście. Wyszedłem więc na ulicę i zacząłem ich dźgać. Zabrzmi to niesamowicie sadystycznie, ale było to całkiem zabawne. Kiedy kogoś dźgnąłem, ta postać padała na ziemię i wiła się w agonii, aby w końcu zniknąć.
To było dziwnie... satysfakcjonujące. Po dwudziestu minutach zabijania losowych cywili, zostałem ponownie przeniesiony do menu. Robiło się późno, więc stwierdziłem, że pójdę się przespać. Ostatnim symbolem zajmę się rano. Noc minęła podejrzanie szybko. Obudził mnie dziwny odór, dochodzący z mojego domu. Domyśliłem się, że zapach może wydobywać się ze śmieci, więc wyniosłem je. Po powrocie, włączyłem Wii, wybrałem grę i znalazłem się w menu, w którym znajdował się ostatni symbol. Był to po prostu X. Wybrałem go. Ponownie zostałem przeniesiony do znanej już mi wirtualnej rzeczywistości. Nastąpiły w niej jednak duże zmiany. Wszystko było zupełnie czerwone, a ja zacząłem grę z nożem w ręku. Pojąłem, co muszę zrobić. Biegałem po mieście i dźgałem niewinnych obywateli miasta przez około pięć godzin. Wtedy zostałem przeniesiony do menu. Było puste. Czułem się rozczarowany z powodu tak kiepskiego zakończenia. Postanowiłem zdrzemnąć się. Bądź co bądź, granie przez pięć godzin non-stop i dźganie ludzi za pomocą kontrolera Wii potrafi człowieka zmęczyć.
Zasnąłem. Miałem dziwny sen. Byłem sam w ciemnym pokoju, a w ręku trzymałem nóż. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Miał dziurę od kuli na czole. Podchodząc do mnie, wyciągał ręce. Stałem nieruchomo, nie wiedząc, co się dzieje. Mężczyzna, bardzo zniekształconym, wręcz demonicznym głosem powiedział: "Gratuluję. Wypełniłeś swoje zadanie".
Po obudzeniu się, poczułem, że smród, który czułem rano nie zniknął, a wręcz przeciwnie - nabrał na intensywności. Spryskałem pomieszczenie odświeżaczem powietrza i poszedłem zjeść obiad. Jedząc, sprawdziłem swojego maila. Zobaczyłem, że dostałem wiadomość od faceta, który sprzedał mi Wii. Otworzyłem ją.
"Gratuluję. Wypełniłeś swoje zadanie. Szczerze - Arnold Vonmarshall". Mocno się przestraszyłem. To były dokładnie te same słowa, które wypowiedział facet we śnie. Szybko stwierdziłem jednak, że to tylko przypadek, i kontynuowałem swój dzień. Smród, który czułem wcześniej, stał się jeszcze mocniejszy. Postanowiłem rozejrzeć się, i poszukać jego źródła. Przeszukałem cały dom. Zapach dochodził z piwnicy. Zapaliłem światło i zszedłem po schodach. Odnalazłem stos. Stos ludzkich ciał. Byłem przerażony. Patrzyłem na to ze zgrozą jeszcze przez chwilę, po czym pobiegłem na górę, żeby to wszystko przemyśleć i postarać się poukładać w sensowną całość. Po jakiejś godzinie czy dwóch bezmyślnego patrzenia się w ścianę, postanowiłem zejść na dół raz jeszcze i dokładniej przyjrzeć się sprawie. Powoli otworzyłem drzwi i zacząłem schodzić po schodach, w kierunku ciał. Wtedy zauważyłem, że coś jest przypięte do poręczy schodów. Wydruk jakiejś firmy z Houston. Na dole widniało nazwisko Arnold Vonmarshall. Czym prędzej pobiegłem na górę, i zacząłem szukać informacji o tym człowieku za pomocą Google. Dowiedziałem się, że Arnold Vonmarshall zabił nożem dwadzieścia trzy osoby w małym, niemieckim miasteczku, po czym popełnił samobójstwo. Zdarzenie miało miejsce ponad cztery miesiące temu.
Tuż po tym, jak przeczytałem tą wiadomość, usłyszałem głośne pukanie do drzwi. To była policja.
Cytat:
W miejscu, z którego pochodzę krąży taka legenda. Dotyczy ona po prostu wierzbowych ludzi. Prawie wcale nie potrzebujemy ochrony porządku publicznego w tym mieście. Wierzbowi ludzie zajmują się wszystkim. Każdy krok, każde słowo, każda przelana kropla krwi... Wierzbowi ludzie wiedzą o tym zanim ktokolwiek inny się dowie. Uwierz mi, każdy kto wywołał gniew wśród nich, zniknął bez śladu. Dlatego też, gdy zrozumiałem co zrobiłem było już za późno. Wierzbowi ludzie nadchodzili.
Ona po prostu nie mogła się zamknąć. Bez względu na to co bym powiedział i co bym zrobił... ehh... ona była histeryczką. Ciągle chodziła po domu krzycząc. Stwierdziła, że znalazła to i owo, i że ją zdradzałem. Zapytała mnie z kim, więc powiedziałem, że jest szalona. Myślę, że wyczerpałem już tą wymówkę. Po chwili nie mogłem już znieść jej pieprzonego głosu. Mogłbym chodzić z pokoju do pokoju, ona podążałaby za mną. Gdy weszliśmy do kuchni moja cierpliwość się wyczerpała.
Wziąłem pierwszy lepszy nóż jaki mogłem znaleźć i wbiłem jej prosto w gardło. Jej oblicze złości i smutku zlało się w jeden grymas rozpaczy i niedowierzania. Padła na kolana, purpurowa ciecz swobodnie zalała jej bluzę. Wbiła swoje łapy w podłogę wydając jakieś bulgoczące dźwięki, które jeszcze bardziej mnie rozwścieczyły. Chwyciłem żelazną patelnię, która grzała się na kuchence i zamachnąłem się na jej głowę. Wilgotna, krwista szczelina powstała w miejscu, w które dostała. Mimo wszystko, kiedy mogłem już przestać - nie przestawałem.
Nawet nie wiem ile razy ją uderzyłem, ale miałem niezłą ilość krwi na sobie. To co zostało z jej głowy było złączone ze sobą cienkimi kawałkami kości a krew nie przestawała się lać. Z dużym zgrzytem rzuciłem patelnię na podłogę. Marzyłem, żeby dotknęły mnie wyrzuty sumienia, przynajmniej mógłbym poczuć się jak człowiek. Niestety, tak się nie stało. Byłem po prostu szczęśliwy, że sie jej pozbyłem. Z burknięciem podniosłem jej ciało z podłogi i wciągnąłem na ramię. Jej twarz wisiała obok mnie, martwe oczy spoglądały z przekonaniem. Mogłem tylko chichotać. Jak tylko znalazłem się na zewnątrz, zrzuciłem zmasakrowane ciało na ziemię i poszedłem szukać szpadla. Wtedy wiedziałem, że mnie obserwują.
Słyszałem szepty dochodzące z lasu a w kącie oka mogłem dostrzec ich śledzących uważnie każdy mój krok. Kiedy patrzyłem na drzewa widziałem jedynie sękate gałęzie gapiące się na mnie. Wiedziałem, że oni tam są. Zrobiła się szarówka zanim ją na dobre pochowałem. Byłem cały mokry od potu co powiększyło plamy krwi na moim ubraniu i pozwoliło im przybrać barwę pomarańczową. Spojrzałem raz jeszcze na drzewa i dostrzegłem ich wyglądających zza pni. Długie, sękate twarze z wydrążonymi oczyma i mizerną, nagą sylwetką. Mogłem tylko częściowo dostrzec ich twarze, jako że zdecydowali się schować za ich pieprzonymi, kochanymi drzewkami, lecz byłem pewien, że tam są. Obserwują, szepczą...
"Na co się gapicie, idioci?! Słyszeliście ją! Musiałem to zrobić!" wydzierałem się na nich.
Czy czekałem na odpowiedź? Sam nie wiem. Po prostu wciąż obserwowali zza drzew. Splunąłem na ziemię i odrzuciłem szpadel. Mogliby mnie dorwać w ciemności a ja nie mam zamiaru poddać się bez walki. Skradając się, wszedłem do domu i przygotowywałem się. Zastawiłem drzwi komodą i kanapą, zabiłem wszystkie okna deskami. Jak tylko słońce spełzło za horyzont wielka obawa narodziła się gdzieś w głębi mojego żołądka. Nerwy ze stali? Phi... Zacząłem obawiać się myśli, że zacznę zmieniać się w strugę zimnego jak lód potu. Załadowałem strzelbę i sięgnąłem po butelkę whiskey. Wziąłem jeden wielki łyk, a potem następny i następny, aż w końcu sfrustrowany roztrzaskałem butelkę o ścianę.
Jedne jedyne drzwi pozostawiłem otwarte. Drzwi z widokiem na las. Postawiłem naprzeciwko nich krzesło i usiadłem ze strzelbą w ręku. Wciąż się gapili. Wierzbowi ludzie. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka godzin. W końcu zmęczenie wzięło górę i zacząłem przysypiać. Desperacko starałem się mieć oczy otwarte. Przez głupią sekundę podparłem swoję głowę strzelbą tak aby nie mogła upaść. Otrząsnąłem sie z tego durnego pomysłu i podniosłem wysoko głowę. Ostatnią rzeczą jaką chciałem zrobić było zastrzelenie samego siebie. Eh, gdybym wiedział co potem nastąpi... Pewnie powinienem był to zrobić.
Zmusiłem się do zostania przytomnym jeszcze przez kilka godzin. Dzień przyszedł i odszedł, była północ gdy się zorientowałem. Oni pozostawali za drzewami. Zacząłem sobie uświadamiać, że jeżeli zamknę na chwilę oczy, będę miał wystarczająco dużo czasu by je otworzyć i w trakcie gdy oni będą starali się mnie dorwać, ja będę mógł kilku ustrzelić. Uśmiechając się do siebie zrobiłem to. Trudno powiedzieć jak długo spałem. Być może sekundy, może kilka dni. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że wciąż siedziałem na krześle ze strzelbą na kolanach. Natychmiastowo ocknąłem się gdy zobaczyłem, że wierzbowi ludzie nie kryją się już za drzewami. Wściekłem się i podniosłem lufę. Zrobiłem kilka kroków na zewnątrz starając się równomiernie oddychać. Zachwiałem się niekontrolowanie i zrozumiałem, że nie da się trzymać tej cholernej broni stabilnie.
Uspokoiłem się kiedy nie dostrzegłem niczego na zewnątrz, więc postanowiłem wrócić na swoje stanowisko lecz nagle zamarłem w bezruchu. Czułem łzy w oczach a w moim gardle coś zaczęło podnosić się i opadać. Wierzbowi ludzie spoglądali na mnie z każdej strony domu. Zmroził mnie widok ich sękatych twarzy i gałęziopodobnych rąk. Musiałem coś zrobić. Podniosłem broń i strzeliłem. Strzał zdołał wyrwać część framugi ale nie trafił żadnego z nich. Ze złością sięgnąłem do kieszeni po świeży pocisk. Udało mi się przeładować, więc raz jeszcze podniosłem lufę.
Wierzbowi ludzie wciąż patrzyli na mnie z każdej strony. Tym razem przymierzyłem i strzeliłem ponownie. Kolejny strzał trafił we framugę, lecz znacznie bliżej od poprzedniego. Nerwowo grzebałem w kieszeni szukając kolejnego pocisku a kiedy udało mi się go dobyć, przykrył mnie wielki cień. Spojrzałem w górę, oni byli nade mną. Krzyczałem, a zamykając lufę zatrzasnąłem sobie palec, efektownie odcinając go. Tuż po tym straciłem przytomność i upadłem.
Kiedy się ocknąłem było cholernie zimno. Wzrok powoli do mnie wracał. Czułem, że coś mnie ciągnie. Moje serce zamarło kiedy się rozejrzałem. Ciemność rozciągała się jak okiem sięgnąć. Wiedziałem, że jestem w najgłębszych partiach lasu. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się kciuk była czerń i opuchlizna a ręka była odrętwiała aż do łokcia. Cholernie bolały mnie także kostki lecz nie wiedziałem dlaczego. Gdy na nie spojrzałem okazało sie, że są zwichnięte a wierzbowi ludzie ciągną mnie za stopy. Zacząłem krzyczeć tak głośno jak było to możliwe. Chciałem, żeby ktoś mnie usłyszał. Ktokolwiek...
Byłem chyba jedynym powodem, dla którego coraz więcej wierzbowych ludzi wyłaziło zza najdziwniejszych wierzb jakie w życiu widziałem. Ich pnie były dosyć małe i wyglądały dosłownie jak skóra. Ziemia dokoła nich była czerwona i wilgotna jednakże w miejscu, do którego mnie zaciągneli teren był mokry i nierówny. Spojrzałem na ich korony. Człowieku, uwierz mi. Nie chciałbyś tego widzieć, ja sam tego nie chciałem. Z drzew zwisały ciała obdarte ze skóry, krew lała się z nich strumieniami. Moje krzyki były pochłonięte przez ciemność a moje gardło wysiadło, zachrypnięte i nadwyrężone. W ciszy słyszałem zanikający jęk...
Obejrzałem się, chciałem się dowiedzieć czy ktoś jeszcze jest w okolicy. Może jakiś idiota, którego spotkał taki sam los jak mnie. Na moje nieszczęście odkryłem źródło jęków. Ciała zwisające z gałęzi były wciąż żywe. Wkrótce moje zwłoki także miały być rozdarte na kawałki. Potępiony, będę wisiał a moja krew będzie zasilała te cholerne wierzby. Nie mogłem zrobić niczego innego poza zaakceptowaniem swojego losu. Wierzbowi ludzie dopadli mnie...
Cytat:
Budzisz się pewnego dnia, ku Twojemu zdumieniu znajdujesz na lustrze przyklejoną mała karteczkę. Zdziwniony postanawiasz się jej bliżej przyjżeć, napis na niej głosi : "Nie martw się, zadbałem o wszystko". Twoje ubrania zostały wyprane, łazienke odnajdujesz w nieskazitelnym stanie, nawet garaż został całkowiecie uporządkowany. Co więcej Twoja stara skrzynka na narzędzia została zamieniona na nową.
Później w tym samym tygodniu, odnajdujesz drugą równie ciekawą notatkę "Wynoś się z miasta!". Do wiadomości przyczepione zostało kilka ziarnistych zdjęć na których widzisz kilku policjantów na oznaczonym kawałku pola. Jeden z nich trzyma Twoją starą skrzynkę na narzędzie. Na rękach ma założone lateksowe rękawiczki.
Cytat:
Pewne tajne stowarzyszenie spotyka się raz na trzy lata w małej restauracji w Zachodniej Wiriginii. Aby do niego dołączyć, musisz przyjść do restauracji "American Grill" która znajduje się w miejscowości Cricket. Bardzo ważna jest tez data i godzina - musisz stawić się tam dokładnie o godzinie 21.30, dwudziestego pierwszego września. Ubierz się w ciężki płaszcz i zielony krawat - to strój obowiązkowy!. Zamów jajka na bekonie i filiżanke kawy. Kelner odpowie Ci że śniadaniowe menu jest niedostępne. Odpowiedz mu na to że w takim razie samą kawa wystarczy. Gdy wszystko się uda będziesz miał możliwość zostania w restauracji po zamknięciu. Uczestnicy spotkania to największe umysły i filozofowie naszych czasów których jedynym tematem jest nieśmiertelność. Stowarzyszenie to nazywa się "The Socratic Method" (przyp. tłumacza nie będę tłumaczył tej nazwy bo nie widzę tutaj sensu do tego). Wznoszą swoje kubki w formie toastu zawsze na początku i na końcu spotkania wykrzykując "Śmierć Sokratesowi!". Podobno do pierwszego kubka dodaje się trochę piołunu zaś do ostatniego dodane zostaje antidotum.
Cytat:
Dead Bart
Czy wiesz, jaki, amerykańska stacja telewizyjna Fox, ma dziwny sposób liczenia odcinków Simpson’ów? Odmówili policzenia kilku z nich, przez co kolejność odcinków jest niespójna. Powodem tego jest zaginiony odcinek z sezonu pierwszego.
Znalezienie informacji o tym odcinku jest bardzo trudne, nikt, kto przy nim pracował nie chcę o nim rozmawiać. To, co zostało zmontowane w utraconym odcinku zostało napisane w całości przez Matt’a Groening’a. Podczas produkcji pierwszego sezonu, Matt zaczął się dziwnie zachowywać. Był bardzo cichy, wydawał się zdenerwowany i chory. Gdy ktoś wspominał coś o jego zachowaniu, Matt wściekał się i zakazywał komukolwiek o tym wypominać. Pierwszy raz usłyszałem o tym na jednym z pokazów, gdzie wypowiadał się David Silverman. Ktoś z tłumu zapytał go o ten odcinek, wtedy Silverman po prostu zszedł ze sceny, kończąc prezentacje godzinę wcześniej. Numerem produkcji odcinka był 7G06, a zatytułowany został jako Dead Bart. Epizod oznakowany jako 7G06, Moaning Lisa, został stworzony później a nazwie Dead Bart nadano tylko numer produkcji aby ukryć jego istnienie.
Oprócz ogólnej złości, pytano wszystkich, kto był na prezentacji aby powstrzymać każdego przed bezpośrednią próbą kontaktu z Matt’em Groening’iem. Podczas spotkania dla fanów, gdy opuszczał tłum, udało mi się za nim niespostrzeżenie podążyć i w końcu miałem szanse porozmawiać z nim sam na sam, kiedy wyszedł z budynku. Nie wydawał się zdenerwowany tym, że za nim szedłem, prawdopodobnie spodziewał się typowego spotkania z natrętnym fanem. Kiedy jednak wspomniałem o zaginionym odcinku, zbladł i zaczął się trząść. Kiedy zapytałem go, czy mógłby mi zdradzić jakieś szczegóły, on brzmiał jakby miał się zaraz rozpłakać. Chwycił kartkę, napisał coś na niej i wręczył mi ją. Prosił mnie abym już nigdy nic nie wspominał o tym odcinku.
Na kartce był zapisany adres strony internetowej, nie chcę go podawać ze względów, o których zaraz się dowiesz. Wpisałem adres do przeglądarki i wszedłem na stronę, która było całkowicie czarna, z wyjątkiem żółtej linii tekstu, linku do pobrania. Kliknąłem na niego i rozpoczęło się pobieranie pliku. Gdy plik został ściągnięty, mój komputer oszalał, był to najgorszy wirus, jakiego widziałem. Przywracanie systemu nie działało, cały komputer musiał być ponownie uruchomiony. Przedtem jednak, skopiowałem plik na płytę CD. Spróbowałem go otworzyć na wyczyszczonym komputerze i tak jak podejrzewałem, był to jeden z odcinków The Simpsons.
Odcinek rozpoczął się jak wszystkie inne, ale był w bardzo słabej jakości. Jeśli widziałeś oryginalną animację Some Enchanted Evening, to było podobne, ale mniej stabilne. Pierwsza część była dość normalna, ale sposób, w jaki postacie się zachowywały był bynajmniej dziwny. Homer wydawał się bardziej zły, Marge jakby smutna, Lisa jakaś niespokojna, a Bart wydawał się rozdrażniony, darząc rodziców szczerą nienawiścią.
Odcinek był o Simpson’ach udających się w podróż samolotem, pod koniec pierwszej części, samolot startuje. Bart jak zawsze się wydurnia. Jednak, gdy samolot jest na wysokości około 50 stóp nad ziemią, Bart wybija okno w samolocie i zostaje wyssany na zewnątrz
Na początku serii, Matt wpadł na pomysł, że animowany świat Simpson’ów, reprezentował nieprawdziwe życie a ta śmierć miała zmienić wszystko na bardziej realistyczne. Zostało to wykorzystane w tym odcinku. Zdjęcie zwłok Bart’a było ledwie rozpoznawalne, wykorzystali swoje możliwości w pełni, dlatego rysunek jego martwego ciała był niemal fotorealistyczny.
Część pierwsza zakończyła się widokiem zwłok Bart’a. Kiedy rozpoczęła się część druga, Homer, Marge i Lisa siedzieli przy stole i płakali. Płacz wydawał się nie mieć końca, coraz bardziej to bolało, a brzmiało to wszystko coraz bardziej realistycznie, lepiej odegrane niż mógłbyś to sobie wyobrazić. Obraz zaczął się jakby rozpadać, im bardziej oni płakali, w tle można było usłyszeć jakieś szmery. Ledwo dało się rozpoznać postacie, zostały one rozciągnięte i rozmyte, wyglądały jak zdeformowane cienie, na które losowo rozrzucono jasne kolory. Przez okna zaglądały jakieś twarze, pojawiały się i znikały, nie można było dostrzec czym są. Postacie płakały przez całą drugą część
Część trzecia zaczęła się tytułem, który informował, że minął już rok. Homer, Marge, Lisa byli bardzo chudzi i nadal siedzieli przy stole. Nie było żadnego znaku od Maggy czy zwierząt…
Zdecydowali się odwiedzić grób Bart’a. Springfield było całkowicie opuszczone, a gdy szli na cmentarz domy były coraz bardziej zburzone. Wyglądały jakby wszystkie były opuszczone. Kiedy dotarli do grobu, ciało Bart’a leżało przed jego nagrobkiem, wyglądało identycznie jak na końcu części pierwszej.
Rodzina znowu zaczęła płakać. W końcu przestali i tylko patrzyli na ciało Bart’a. Obraz zostaje zbliżony na twarz Homera. Według zestawień, Homer w tej scenie opowiada dowcip, ale nie jest słyszalny w wersji, którą ja widziałem, nie wiadomo, co Homer mówi.
Obraz wraca do normalnego ujęcia, gdy odcinek zbliża się do końca. Nagrobki w tle miały nazwy wszystkich gwiazd goszczących w Simpson’ach. O niektórych nikt jeszcze w 1989r. nie słyszał lub nie zostały jeszcze stworzone w serialu. Wszyscy mieli na nagrobkach daty śmierci. Były terminy dla osób, które już zmarły np. Michael’a Jacksona czy George'a Harrisona. Napisy końcowe były wyświetlane w całkowitej ciszy i sprawiały wrażenie ręcznie napisanych. Na końcowym obrazie znajdowała się rodzina Simpson’ów siedzących na kanapie, jak na wstępie, ale zostali namalowani martwi i super realistycznie,tak, jak zwłoki Bart’a.
Po obejrzeniu odcinka, przyszła mi do głowy pewna myśl, aby spróbować użyć nagrobków do przewidzenia daty śmierci gości Simpson’ów. Lecz jest coś dziwnego w większości tych, którzy jeszcze nie umarli. Na nagrobkach gwiazd znajduje się ta sama data śmierci.
Podoba się, piszcie!
_________________ Twoja sygnatura była nieregulaminowa i została usunięta przez Pumo.
Zapoznaj się z regulaminem.
Tragiczny finał wyprawy na Ural - 50 lat od zaginięcia grupy Diatłowa
Na początku 1959 roku grupa radzieckich studentów wybrała się na trudną ekspedycję w góry Ural, z której nigdy nie powrócili. Jak się okazało zginęli oni w bardzo dziwnych okolicznościach, uciekając w popłochu z obozu, który rozbili na stoku wzgórza. Ich ciała nosiły ślady promieniowania, zaś relacje z tego okresu wskazywały na obserwacje dziwnych jasnych kul na obszarze, w którym się znajdowali. Akta sprawy utajniono, aby udostępnić je na nowo w latach 90-tych, ale dodały one sprawie tylko nowych pytań. Co zatem stało się z ekipą 9 narciarzy?
Historia ta przypomina nieco niskobudżetowy horror. Dziewięcioro młodych studentów wybiera się na narty na Ural, aby nigdy nie powrócić. Ostatecznie ekipa ratunkowa natrafia na ich ciała. Okazuje się, że pięcioro z nich zamarzło na śmierć w pobliżu namiotu, jednak pozostała czwórka nosi znacznie bardziej tajemnicze obrażenia – zmiażdżoną głowę czy ucięty język schowany w śniegu jakiś kawałek dalej. Wszyscy jak się wydaje, uciekali nocą w przerażeniu ze swego obozu. Porzucając po drodze narty, jedzenie i ciepłe płaszcze dotarli oni śnieżnym zboczem do gęstego lasu, gdzie już nie mieli szans na przeżycie na 30 stopniowym mrozie. W owym czasie zdumieni historią śledczy nie zaoferowali wyjaśnień odpowiadających za śmierć studentów, upatrując jej przyczyny w „nieznanej sile”, następnie zaś opatrzyli akta dotyczące zdarzenia klauzulą „ściśle tajne”.
Minęło pół wieku, ale tajemnica nadal istnieje. Jaka była natura owej „nieznanej siły”? Czy radzieckie władze starały się coś ukryć? W międzyczasie wysunięto różne hipotezy, które obejmowały niemalże wszystkie czynniki – od wrogich plemion, po śnieżnych ludzi (rosyjskie odpowiedniki Yetiego), obce istoty oraz sekretną wojskową technologię.
- Jeśli miałbym szansę zadać Bogu jedno pytanie, to zapytałbym o to, co stało się w rzeczywistości z moimi przyjaciółmi tamtej nocy – mówi Jurij Juin – dziesiąty i jedyny ocalały członek ekspedycji. Judin zachorował i po kilku dniach wrócił z wyprawy. Los reszty jego przyjaciół pozostawał bolesną tajemnicą, którą starał się również wyjaśnić na własną rękę.
WYPRAWA
Judin wraz z resztą grupy wyruszyli 23 lutego 1959 kierując się ku górze Otorten w północnej części Uralu. Zarówno on, jak i pozostali jej członkowie byli studentami Uralskiego Instytutu Politechnicznego w Jekaterynburgu.
Miasto noszące wówczas nazwę Swierdłowsk najlepiej znane było jako miejsce wymordowania członków rosyjskiej rodziny carskiej po Rewolucji październikowej. (Sama nazwa Swierdłowsk nadana została miastu po Jakowie Swierdłowie – liderze partii bolszewickiej). W 1959 roku Związek Radziecki dotknięty był odwilżą po dekadach stalinowskich represji. Na czele kraju stał Nikita Chruszczow. W latach 50-tych ZSRR był także świadkiem eksplozji „turystyki sportowej”. Mieszanka narciarstwa, wspinaczki i innych aktywności nie była tylko formą zdrowego trybu życia, ale także ucieczki od codziennego życia, powrotem do natury i najlepszym sposobem na spędzenie czasu z przyjaciółmi z dala od wszechobecnych oczu państwa. Szczególną popularność zyskała sobie ona wśród studentów, którzy wybierali się w najdziksze regionu kraju.
Grupa w skład której wchodził Judin składała się z doświadczonych członków klubu turystyczno-sportowego swierdłowskiej uczelni. Na jej czele stał 23-letni Igor Diatłow – znany ze swej znajomości narciarstwa oraz gór. Ich wyprawa na Ortoten, który wznosi się 1100 m. ponad poziom morza została oznakowana „III kategorią”, czyli najniebezpieczniejsza o tej porze roku, lecz doświadczenie studentów oznaczało, że nic nie powinno przeszkodzić w jej organizacji.
Obok Diatłowa i Judina na Ural wyruszyli: Georgij Krywoniszczenko (lat 24), Jurij Doroszenko (24), Zina Kołmogorowa (22), Rustem Słobodin (23), Nicolas Thibeaux-Brignollel (24), Ludmiła Dubinina (21), Aleksander Kolewatow (25) oraz Aleksander Zołotariow (37). Tylko ostatni członek ekspedycji nie był studentem, zaś niektóre źródła opisują do jako nieco dziwną postać, której uczestnictwie w wyprawie miał sprzeciwiać się Diatłow. Ten jednak okazał się doświadczonym turystą i wyruszył z nimi z rekomendacji znajomych Diatłowa.
23 stycznia grupa przygotowywała się do trzytygodniowej wyprawy. Dotarli oni 25 stycznia pociągiem do Iwdela, zaś potem samochodem do Wiżaj – ostatniej zamieszkałej osady leżącej na skraju pokrytej śniegiem głuszy wśród której leżał Otorten. 28 stycznia Judin zachorował i musiał wracać, przez co na miejscu pozostała tylko grupa 9 osób. Wtedy po raz ostatni widział też wszystkich żywych. Obrót wydarzeń po odjeździe Judina da się odtworzyć jedynie z dzienników i zdjęć autorstwa członków grupy, które znaleziono w ich ostatnim obozowisku.
Po odjeździe kolegi, członkowie grupy przedzierali się przez odludne tereny i zamarznięte jeziora, poruszając się przez 4 dni po trasach lokalnego plemienia Mansów. 31 stycznia dotarli nad rzekę Auspia, gdzie rozbili obóz, w którym pozostawili narzędzia i prowiant, który wykorzystać mieli w drodze powrotnej. Stamtąd pierwszego dnia lutego wyruszyli ku górze Otorten. Z jakichś powodów (a najprawdopodobniej z racji złej pogody) grupa zbłądziła odnajdując się na zboczu góry Cholatczachl na wysokości ponad 1000 m. Tam około 17:00 rozbili namiot, w którym mieli spędzić noc, choć w odległości 1.5 km znajdował się las, który mógł zapewnić im lepsze schronienie.
Ostatnie zapiski z dzienników wskazują, że uczestnicy wyprawy byli w dobrych nastrojach. Wydawali nawet swą własną „gazetę” o nazwie „Otorten Wieczorny”. Następnego dnia mieli przejść 10 km na północ.
POSZUKIWANIA
Wedle planu grupa miała powrócić do Wiżaj przed 12 lutego, skąd Diatłow miał nadać telegram do klubu sportowego, że wyprawa się udała. Nikt jednak nie zdziwił się, gdy telegram nie przyszedł zgodnie z planem, jednak obawy nie były zbyt wielkie gdyż członków grupy znano jako doświadczonych narciarzy. Alarm 20 lutego podnieśli dopiero krewni studentów, zaś na Ural z Instytutu wysłano ekipę poszukiwawczo-ratunkową, po której na miejsce udała się również milicja i wojsko wyposażone w śmigłowce i samoloty.
Ratownicy-ochotnicy na opuszczony obóz natknęli się 26 lutego.
Ekipa poszukiwawczo-ratunkowa
- Odkryliśmy, że namiot został rozcięty od środka i był pokryty śniegiem. Był pusty, zaś w środku znajdowały się wszystkie rzeczy w tym buty – mówił Michaił Szarawin, który znalazł namiot.
W głębokim na metr śniegu odkryto ślady ludzi bosych, w skarpetach, walonkach oraz jednym bucie. Odciski stóp pasowały do członków grupy, choć nie udało się ustalić czy 8 czy 9 z nich. Na miejscu nie znaleziono śladów szamotaniny czy obecności innych niż studenci osób. Ich samych jednak nie było.
Ślady prowadziły w dół zbocza w kierunku lasu, jednak po 500 metrach się urywały. W odległości 1.5 km od namiotu trafiono na pierwsze dwa ciała. Georgij Krywoniszczenko i Juri Doroszenko leżeli bosi i odziani jedynie w bieliznę na krawędzi lasu, w pobliżu dużej sosny. Ich ręce były poparzone a w pobliżu znajdowały się ślady ogniska. Złamane na wysokości 5 m. gałęzie drzewa sugerowały, że któryś z narciarzy wspiął się tam, aby spojrzeć na coś z wysokości.
300 m. dalej leżało ciało Diatłowa. Leżał na plecach z twarzą zwróconą w kierunku obozu, w jednej ręce trzymając gałąź. 180 m. dalej w kierunku namiotu ekipa natrafiła na zwłoki Słobodina, zaś 150 m. dalej Ziny Kołmogorowej. Wyglądał na to, że dwójka starała się dotrzeć ostatkiem sił do obozu.
Lekarze orzekli, że cała piątka zmarła wskutek hipotermii. Jedynie ciało Słobodina nosiło obrażenia inne od poparzonych rąk. Jego czaszka była pęknięta, choć prawdopodobnie nie było to obrażenie śmiertelne.
Poszukiwania pozostałej czwórki zajęły dalsze dwa miesiące. Ich ciała odnaleziono pod 4-metrową warstwą śniegu w leśnej rozpadlinie w odległości 75 m. od drzewa, przy którym znaleziono pierwsze dwie ofiary. Nicolas Thibeaux-Brignollel, Ludmiła Dubinina, Aleksander Kolewatow oraz Zołotariow zmarli jak się wydawało w sposób znacznie bardziej tragiczny. Czaszka pierwszego z nich była zmiażdżona, zaś Dubinina i Zołotariew mieli liczne połamane żebra. Kobiecie brakowało także języka. Mimo wszystko brak było śladów obrażeń wewnętrznych.
Jak twierdził pisarz Igor Sobolow, który zajmował się przypadkiem tragicznego końca ekspedycji, wydawało się, że niektórzy z pozostałej czwórki zabrali ubrania tych, którzy zmarli na początku. Niektóre z nich miały w sobie cięcia, jak gdyby zostały zdarte na siłę. Zołotariow miał na sobie futro Dubininej, podczas gdy ona miała stopy owinięte bielizną Krywoniczenki. Francuz miał na sobie dwa zegarki – jeden pokazywał 8:14, zaś drugi 8:39.
Mimo wielu pytań bez odpowiedzi, śledztwo zamknięto wraz z końcem miesiąca, zaś dokumentację przesłano do tajnego archiwum. Co równie ciekawe, na trzy następne lata ustalono zakaz odwiedzin w tym miejscu.
ŚLEDZTWO
- Miałem wtedy 12 lat, ale pamiętam, jak głęboki wpływ miał ten incydent na społeczeństwo mimo wysiłku władz, aby badacze i członkowie rodzin zmarłych trzymali język za zębami – mówi Jurij Kuncewicz – kierownik jekaterynburskiej Fundacji Diatłowa, która do dziś stara się rozwikłać zagadkę.
Przez lata wielu ludzi starało się zrozumieć, co tak naprawdę stało się nocą z pierwszego na drugi lutego 1959 roku na zboczu Cholatczachl. Niektórych, jak Sobolowa zafascynował tragiczny los narciarzy. „Studenci, którzy stali się legendą, z odwagą stanęli do nierównej walki z nieznanym na zboczach Cholatczachl i pokazali, że mogli stanąć do niej z pewnością” – pisał.
Widok, na jaki natrafili poszukiwacze. Namiot był rozcięty od środka, zaś wokoło niego widać było ślady narciarzy, którzy uciekli z niego zupełnie nieprzygotowani do trudnych warunków.
Ale jaka jest prawdziwa natura „nieznanego”, z którą walczyli i niestety przegrali? Dlaczego uciekli z namiotu i dlaczego zdecydowali się na dalszą ucieczkę pośród nocy, choć rozpalili już ognisko? Dlaczego druga grupa spoczęła pod kilkumetrową warstwą śniegu? Teorii jest wiele.
Jedna z pierwszych, którą starali się zgłębić na początku śledczy w sprawie dotyczyła morderstwa ze strony miejscowego ludu Mansów za naruszenie ziemi świętej. Przypuszczenia takie nie były bezpodstawne, gdyż incydent z lat 30-tych mógł dobrze zachować się w pamięci śledczych. W tym okresie szaman Mansów rzekomo utopił geolożkę, która wspięła się na górę uważaną za zakazaną przez jego lud. W przypadku grupy Diatłowa ani jedna ani druga góra nie były jednak ważne dla Mansów, nie stanowiąc miejsc świętych ani zakazanych. Zdumiewającym zbiegiem okoliczności może być to, że nazwa Ortoten oznacza w miejscowym języku „nie idź tam”, zaś Cholatczachl tłumaczy się jako „Góra śmierci”. W każdym razie nazwy te mogą dla wędrujących Mansów mieć raczej praktyczne aniżeli jakiekolwiek inne zastosowanie. Ponadto najbliższa wioska ludu znajdowała się w odległości ok. 100 km, zaś oni sami utrzymywali raczej przyjazne stosunki z Rosjanami i nie zapuszczali się w zimę w okolice, w które wybrali się studenci, gdyż nie wiązały się one ani z ich terenami łowieckimi ani pastwiskami. Jakiś czas potem teorię o zemście Mansów odrzucono z racji braku dowodów. Inne sugestie mówiły, że Diatłow i jego ludzie mogli natknąć się na przebywającą w okolicy grupę przestępców albo też zostali oni przypadkowo wzięci za zbiegłych więźniów przez strażników z miejscowego obozu.
Jakiś czas potem mówiono nawet, że więźniowie obozu śpiewali piosenkę opartą na słowach wiersza Diatłowa, choć mało prawdopodobne jest, aby ten jakiekolwiek pisał. Historia ta jest raczej zmienioną wersją faktu, że podczas noclegu w Wiżaj grupa Diatłowa spotkała się z ekipą geologów, od których nauczyli się wielu „zakazanych piosenek”, co odnotowała w swym dzienniku Dubinina. Nie wiadomo, czy były to piosenki polityczne czy też zwyczajne „złodziejskie ballady”.
W każdym razie wszystkie teorie dotyczące interwencji ludzi w sprawę śmierci członków grupy nie odpowiadały faktom, bowiem w okolicach ostatniego obozu ani też przy ciałach nie odnaleziono innych niż pozostawione przez nich śladów stóp. Co więcej, dr Borys Wozrożdenny, który badał ich ciała orzekł, że według jego opinii żaden człowiek nie mógł spowodować u nich podobnych obrażeń, bowiem siła z jaką je zadano była tak wielka, że zniszczeniu nie uległy tkanki miękkie.
- Był to efekt porównywalny z tym, co dzieje się w czasie wypadku samochodowego – mówił.
Ale jeśli nie ludzie spowodowali śmierć narciarzy, to co za nią stoi?
Owe tajemnicze obrażenia zgodnie z opinią rosyjskiego kryptozoologa Michaiła Trachtengertza wyglądały tak, „jak gdyby ktoś za mocno ich uścisnął”. Inni fotelowi teoretycy sugerowali, że ucieczkę narciarzy z namiotu spowodował widok 3-metrowej wysokości potwora, który wyłonił się ze śniegu.
Obserwacje „śnieżnych ludzi” i innych stworzeń przypominających wyglądem himalajskiego Yetiego są w Rosji powszechne, jednak jeśli te stworzenia rzeczywiście ukrywają się gdzieś w głuszy, robią to aby skryć się przed ludzkimi oczyma.
Trachtengertz twierdził również, że tworzona przez nich „gazetka” zawierała oświadczenie napisane wielkimi literami: „Od dziś wiemy, że ludzie śniegu istnieją.” W dalszej części czytamy: „Można ich spotkać na Północnym Uralu, niedaleko Ortotena.” Jednakże biorąc pod uwagę raczej satyryczny ton gazetki, której zadaniem było jednoczenie grupy można odnieść wrażenie, że studenci odnosili ten zapis raczej do siebie nie zaś do nieznanych nauce istot. Oprócz tej pojawiły się także inne sugestie, w tym jedna odnosząca się do ataku podziemnych istot.
AKTA
Akta w sprawie grupy Diatłowa udostępniono dopiero w latach 90-tych ub. wieku, ale zabieg ten dodał jedynie tajemnic wydarzeniom z lutego 1959 roku. Testy medyczne wykazały znaczne ślady promieniowania na ciałach i ubraniach czwórki narciarzy odnalezionych w rozpadlinie. Wyglądało na to, że albo mieli oni do czynienia z materiałami radioaktywnymi, albo też znaleźli się w skażonej okolicy. Jeden z pierwszych badaczy sprawy, Lew Iwanow opisuje zachowanie licznika Geigera w czasie wizyty w obozie grupy Diatłowa na górskim stoku. Iwanow mówi, że w miarę zbliżania się do miejsca licznik zaczął nagle piszczeć i klikać.
Stwierdził on jednak, że władze regionalne nakazały mu zamknąć dochodzenie i trzymać sprawę w tajemnicy. Władze niepokoiły także liczne doniesienia armii i służby meteorologicznej dotyczące „jasnych latających kul” widywanych nad obszarem, gdzie leży Chylat-Siachyl w lutym i marcu 1959 roku, których obserwacje koncentrowały się wokół 17 lutego.
- Przypuszczałem wówczas i dziś również tak sądzę, że owe latające kule miały bezpośredni związek ze śmiercią członków ekspedycji – powiedział Iwanow jednej z kazachskich gazet.
Akta zawierały zeznania innej grupy turystów, studentów geografii, którzy tej samej nocy, gdy doszło do ucieczki grupy Diatłowa z namiotu stacjonowali w odległości 50 km na południe od nich. Ich lider zeznał, że widzieli wówczas dziwne pomarańczowe kule lub też „kule ognia”, które unosiły się na niebie w okolicach Cholatczachl. Inny z nich odnotował, że widział „jasny okrągły obiekt, który przeleciał nad wioską z południowego-wschodu na północny-zachód. Jasny dysk był praktycznie w rozmiarze księżyca w pełni. Miał niebiesko-biały kolor i otoczony był niebieskawą aurą. Otoczka nieznacznie błyskała, tak jak znajdująca się daleko burza. Gdy obiekt zniknął za horyzontem, niebo w tym miejscu pozostawało jasne jeszcze przez kilka chwil.”
Iwanow spekulował, że jeden z narciarzy mógł feralnej nocy opuścić namiot, zauważyć kulę i zbudzić swymi krzykami innych, co skłoniło ich do pościgu w dół zbocza. W tym czasie kula mogła eksplodować zabijając czwórkę, która odniosła poważne obrażenia, jak i powodując uraz czaszki Słobodina.
- Nie wiem, czym były te kule – czy była to broń czy też obcy, albo jeszcze coś innego, ale jestem pewien, że bezpośrednio wiążą się one z ich śmiercią – dodał Iwanow.
Jurij Judin również myśli podobnie. Tajemnica otaczająca wydarzenie skłoniła go do wniosku, że mogli oni przypadkowo trafić na tajny poligon wojskowy, co tłumaczyłoby ślady radioaktywności na ich ubraniach. Kuncewicz zgadza się z tym wnioskiem dodając, że ważną wskazówką jest odkryta na ciałach opalenizna.
- Brałem udział w pogrzebach pierwszych pięciu ofiar i pamiętam, że ich twarze wyglądały na opalone na głęboki brąz – mówił.
Inne relacje również sugerowały jakoby członkowie rodzin ofiar mówili o nienaturalnym kolorze ich skóry oraz siwych włosach. Ujawnione dokumenty nie zawierają jednak informacji o stanie organów wewnętrznych członków ekspedycji.
- Wiem, że umieszczono je w specjalnych pojemnikach a potem wysłano na badania – powiedział Judin.
Mimo to w okolicach obozu nie natrafiono na jakiekolwiek ślady eksplozji. Dwa lata przed tragicznym finałem wyprawy Rosjanie wystrzelili z Kosmodromu Bajkonur pierwszego satelitę.
Dwa lata po wydarzeniach z 1959 roku Jurij Gagarin z tego samego miejsca udał się w pierwszą podróż kosmiczną. Ale czy radziecki program kosmiczny może mieć jakikolwiek związek z tym, co przytrafiło się grupie studentów?
Podczas gdy rakieta z Bajkonuru mogłaby dotrzeć na północy Ural, nie ma jakichkolwiek zapisków o odbywających się w tym czasie próbach – mówił Aleksander Żelezniakow – historyk rosyjskiego programu atomowego. Drugi leżący jednak znacznie bliżej kosmodrom w Plesiecku otwarto dopiero pod koniec 1959 roku. Rakiety ziemia-powietrze, który mogły być z niego odpalane jeszcze wówczas nie powstały.
Mimo to Jurij Kuncewicz, który w 2007 roku poprowadził w rejon Cholatczachl ekspedycję, trafił tam na ślad „cmentarzyska” metalowych części wskazujących na fakt, że wojsko przeprowadzało tam swego czasu eksperymenty.
Jeden z fragmentów odnalezionych przez Kuncewicza w czasie wyprawy na Ural w 2007 roku dowodzi, że obszar ten stanowił wojskowy teren testowy.
- Nie możemy stwierdzić, jaki rodzaj broni testowano, ale katastrofa z 1959 była z pewnością spowodowana przez człowieka – mówi.
Judin wierzy z kolei, że wojsko mogło dotrzeć do namiotu grupy jeszcze przed ratownikami. Dodaje również, że poproszono go o zidentyfikowanie właścicieli każdego ze znalezionych na miejscu przedmiotów, lecz nie udało mu się ustalić przynależności kawałka tkaniny, który wyglądał jak materiał użyty do szycia wojskowych płaszczy, pary nart oraz ich kawałka. Judin miał widzieć również dokumenty, które doprowadziły go do wniosku, że śledztwo w sprawie zdarzenia otwarto już 6 lutego, czyli dwa tygodnie przed znalezieniem namiotu przez ekipę ratunkową.
Inni zwolennicy teorii o wojskowym spisku w sprawie zdarzenia idą jeszcze dalej twierdząc, że narciarze mogli zostać celowo zamordowani po natknięciu się na pewien rodzaj wojskowej tajemnicy. Niezależnie od tego co testowano, prawdopodobnie nikt nie spodziewał się, że na tym odludziu pośrodku zimy znaleźć się mogą jacykolwiek ludzie. Kiedy natrafiono na ich obecność, priorytetem było zapewnienie tajności poprzez eliminację ocalałych świadków.
Ale ci albo już nie żyli, albo umierali. Eksplozja zabiła troje z nich na stoku i jeszcze dwóch przy ognisku. Czwórka nadal żyła, jednak cierpiała wskutek napromieniowania. Gdy stracili przytomność, wrzucono ich do rozpadliny, co spowodowało znalezione u nich obrażenia. Następnie szczelinę zasypano śniegiem.
Mimo wszystko teoria ta jest trudna do zaakceptowania z racji wspominanego już braku w okolicach obozu jakichkolwiek obcych śladów.
Moisej Akselrod, przyjaciel Diatłowa, podchodzi do sprawy z bardziej przyziemnym spojrzeniem. Jak mówi, według jego opinii na namiot spadła lawina. Część studentów odniosła rany w czasie, gdy śnieg uderzył w ściany namiotu, blokując jednocześnie wyjście, zmuszając ich do wykonania cięcia od środka. Grupa skierowała się do poprzedniego obozu, lecz zabłądzili. Przy ognisku część z nich zdjęła ubrania, aby dać je rannym.
Jewgienij Bujanow oraz Walentin Nekrasow, doświadczeni turyści również wspierają tą wersję mówiąc, że charakter obrażeń odkrytych u studentów zgadza się z tymi jakie odnieść można po zderzeniu z masą śniegu. Czaszka Thibauxa-Brignolle’a pękła w wyniku uderzenia, zaś Dubinina mogła odgryźć sobie język.
Krytycy tej wersji wydarzeń wskazują na fakt, że narciarze opuścili obóz pieszo i przeszli ponad kilometr w temperaturze -30 stopni Celsjusza. Thibeaux-Brignollel mógł być nieprzytomny z racji zmiażdżonej czaszki, jednak mógł być niesiony przez innych (zatem śledczy nie byli w stanie ustalić dokładnej liczby śladów w śniegu). Dubnina i Zołotariew mogli poruszać się mimo złamanych żeber, choć obrażenia, jakich doznała kobieta (której żebro przebiło serce) sprawiały, że było przed nią jedynie kilkanaście minut życia. Zmarłaby zatem przed dotarciem do lasu i rozpadliny. W jaki zatem sposób jej dwaj towarzysze zamarzli na śmierć przed tym nim nastąpił jej zgon? Po raz kolejny pozostaje nam więcej pytań niż odpowiedzi.
DZIEDZICTWO
Ponieważ w latach 90-tych pojawiło się więcej szczegółów w sprawie wydarzenia, wielu badaczy kontynuowało próbę znalezienia odpowiedzi. Jekaterynburski dziennikarz, Anatolij Gusczin, jedna z pierwszy osób, które dotarły do oryginalnych dokumentów ze śledztwa przeprowadzonego w 1959 roku mówił, że brakowało znacznej liczby stron wymienionych w dokumentacji. W 1999 roku wydał on książkę pt. „Cena tajemnic państwa w dziewięciu żywotach”, gdzie wysuwa on swą własną teorię dotyczącą testów tajnej broni i wojskowego spisku. Lew Iwanow dodał wagi tym twierdzeniom, gdy oświadczył, że nakazano mu milczeć w tej sprawie. Iwanow emeryturę spędził w Kazachstanie, gdzie zmarł cały czas trwając w wierze, jakoby za tragedią grupy studentów stało UFO i obca technologia.
W roku 2000 regionalna stacja telewizyjna nakręciła dokument o incydencie, zaś pisarka Anna Matwiejewa opublikowała na wpół fikcyjną powieść opartą o losy grupy studentów. Od tego czasu założona przez przyjaciela Diatłowa, Jurija Kuncewicza, fundacja mieszcząca się w Jekaterynburgu zajmuje się pielęgnowaniem pamięci o studentach oraz próbą ponownego otwarcia badań nad ich śmiercią.
W 2008 roku sześciu członków oryginalnej ekipy ratunkowej oraz 31 niezależnych ekspertów zgromadziło się na konferencji zorganizowanej przez Uralski Krajowy Uniwersytet Techniczny, Fundację im. Diatłowa oraz kilka organizacji pozarządowych. Doszli oni do wniosku, że za śmierć członków ekipy odpowiada wojsko przeprowadzające testy na obszarze północnego Uralu. Mimo to „brak nam dokumentów, o które prosimy Ministerstwo Obrony, Rosyjską Agencję Kosmiczną oraz FSB i dzięki którym otrzymalibyśmy pełniejszy obraz sytuacji” – czytamy w oświadczeniu jej uczestników.
Co rzeczywiście stało się nocą z 1 na 2 lutego 1959 roku? Odpowiedzi możemy nie poznać nigdy, ale z pewnością ofiary tego incydentu, w tym Diatłow, nie zostaną tak szybko zapomniani. Okolica, w której rozbili swój ostatni obóz została oficjalnie nazwana „Przełęczą Diatłowa”.
?ródło: infra.org.pl
Śmierć grupy Diatłowa - nieznane szczegóły oraz inne tajemnicze przypadki
Niewyjaśniona śmierć studentów w górach Ural, która miała miejsce 50 lat temu nie była jedynym tego typu przypadkiem w historii kraju. A. Guszczin w swym artykule ujawnia inne zaskakujące i makabryczne szczegóły dotyczące tragedii, która rozegrała się w drodze na Ortoten. Przywołuje ponadto inne przypadki tajemniczych zgonów, które rozgrywały się w podobnych okolicznościach. Nieliczni, którzy uszli z nich cało, wspominali o wszechogarniającym strachu…
Na północy okręgu swierdłowskiego – tam, gdzie bierze początek dopływ rzeki Łozwa – Auspija, stoi góra o mrożącej krew w żyłach nazwie Cholatczachl, co w języku plemienia Mansów oznacza „Góra Umarłych”. 50 lat temu, w lutym 1959 roku, niedaleko od niej - na zboczu góry Otorten w niewyjaśnionych okolicznościach zginęło 9 turystów – w większości studentów Uralskiej Politechniki. Ta tajemnicza śmierć po dzień dzisiejszy pozostaje mroczną zagadką.
23 stycznia 1959 roku grupa 10 turystów wyruszyła z miasteczka Iwdel (okręg swierdłowski) w kierunku góry Otorten. Od wioski Wiżaj poruszali się na nartach. We wsi Drugoj Sewernyj jeden z członków grupy Jurij Judin zawrócił w powodu ataku bólów reumatycznych, co w efekcie uratowało mu życie. Według planu, po powrocie do Wiżaj turyści powinny byli wysłać telegram. Jednak tak się nie stało i wkrótce rozpoczęły się poszukiwania. Piątego dnia poszukiwań – 26 lutego niedaleko góry Otorten odnaleziono porzucony namiot z całym wyposażeniem i nienaruszonym prowiantem. Namiot był zasypany śniegiem i częściowo zniszczony. W środku nikogo nie było, jednak wszystkie rzeczy były na miejscu. Ostatni zapis w dzienniku był dokonany przez Diatłowa – kierownika wyprawy 31 stycznia. Odnaleziono też aparat fotograficzny, udało się ustalić, że ostatnie zdjęcie było zrobione około godziny piątej, 1 lutego 1959.
Od porzuconego namiotu prowadziło 9 ścieżek śladów, co potwierdzało że wszyscy poruszali się samodzielnie. Śladów obcych ludzi było brak. Badanie porzuconych rzeczy i namiotu nie potwierdziło istnienia śladów krwi co oznacza, że nikt nie miał otwartych ran i wszyscy poruszali się samodzielnie aż do miejsca gdzie zginęli.
Pod górą przy samym lesie odnaleziono zamarznięte ciała trójki turystów. Dalej pod wysoką sosną kolejne dwa ciała. Ci dwoje byli rozebrani i leżeli w bieliźnie przy resztkach ogniska. Jedna strona sosny była oczyszczona z gałęzi, które leżały obok ogniska, lecz nie zostały użyte. Za przyczynę śmierci uznano wychłodzenie oraz odniesione obrażenia.
Powtórne poszukiwania zorganizowano w maju 1959 roku. Trochę dalej już w lesie pod kilkumetrową warstwą śniegu odnaleziono ciała kolejnych 4 osób. Troje z nich miało bardzo ciężkie obrażenia. Jedna osoba zmarła z powodu wychłodzenia organizmu. Wszyscy byli bardzo lekko ubrani i nie mieli obuwia. Analiza faktów pozwoliła naszkicować taki oto obraz wydarzeń. Coś zmusiło turystów do opuszczenia w pośpiechu namiotu i bez niezbędnych rzeczy ruszyć w dół zbocza w kierunku lasu. Dalsze zachowanie turystów nie ma logicznego wytłumaczenia, jak i brak wytłumaczenia dla odniesionych ran i obrażeń.
Jeden ze śledczych W.I. Karatajew, który w 1959 r. pracował w Iwdelskiej prokuraturze wspomina fakt, że praktycznie od razu po tragedii odnaleziono około 10 świadków spośród Mansów, m.in mężczyzn o nazwisku Kurikow, Aniamow i Sanbujndałow, którzy twierdzili, że w dniu śmierci studentów widzieli na niebie ogniste kule, które nie tylko opisali, ale także naszkicowali. Później materiały te zostały wysłane do Moskwy, jednak wspomnienie o nich pozostało. W radiogramie Maslennikowa z 2 marca 1959 roku znajduje się oświadczenie, że „zagadką tej tragedii pozostaje przyczyna opuszczenia namiotu przez grupę. Jedyna rzecz oprócz czekana znaleziona na zewnątrz to chińska latarka, co potwierdza hipotezę o tym, że ktoś ubrał się i wyszedł z namiotu a następnie dał znak wszystkim pozostałym do ucieczki. Przyczyną mogło stać się jakieś naturalne zjawisko, ewentualnie rakieta meteorologiczna. Jutro będziemy szukać dalej.”
Wśród wersji tłumaczących śmierć turystów są i takie, które mówią o wojskowych próbach nowej broni. Jednak materiały z badań pokazują, że nie wszyscy ucierpieli jednakowo i byli nie tylko poważnie ranni, ale z nieznanej przyczyny stracili też wzrok.
Ekipa poszukiwawcza
Ojciec Jurija Kriwoniszczenko – jednej z ofiar wyprawy, badał sprawę na własną rękę, wypytując o szczegóły przyjaciół syna, którzy uczestniczyli w poszukiwaniach grupy Diatłowa. Ich świadectwa okazały się nadzwyczaj ciekawe. Zauważono, że „ognisko obok sosny zgasło nie z braku opału, ale dlatego że przestał być podkładany”. Oznacza to, że turyści byli zdezorientowani, oślepieni. Studenci z grupy poszukiwawczej twierdzili, że gałęzie były w zasięgu ręki – kilka metrów od ogniska.
Według materiałów sprawy wydarzenia postępowały następująco. Jako pierwszy w kierunku obozu po ucieczce wyruszył Diatłow, jednak stracił przytomność i zamarzł. W ślad za nim poszli Słobodin i Kołmogorowa, ale z tym z tym samym skutkiem. Wszyscy zostali odnalezieni w dynamicznych pozycjach, co oznacza że wpierw stracili przytomność a później zamarzli.
Sześcioro turystów, którzy zostali przy sośnie rozdzieliło się. Kriwoniszczenko i Doroszenko zostali podtrzymywać ogień, Kolewatow, Thibeaux-Brignollel, Zołotariow i Dubinina wykopali w śniegu na zboczu legowisko. Ognisko paliło się przez około dwie godziny, jednak niewyjaśnione pozostaje, jakim sposobem sześć osób doznało obrażeń nie dających szans przeżycia.
W maju 1959 roku pod 5-metrowa warstwą śniegu przy ognisku odnaleziono ciała Dubininej, Zołotariowa, Thibeaux-Brignollela i Kolewatowa. Przy powierzchownych oględzinach nie stwierdzono żadnych obrażeń. Sensacją stały się wyniki badania ciał w Swierdłowsku. Okazało się, że u trójki osób wewnętrzne obrażenia oznaczały definitywną śmierć na miejscu. Dubinina miała złamane prawe żebra - 2,3,4 i 5 i lewe - 2,3,4,5,6,7 jeden odłamek żebra przebił jej serce. Zołotarew miał złamane 2,3,4,5 i 6 żebro. Zewnętrzne oględziny tego nie wykazały. Tak bywa zazwyczaj w wypadku działania ogromnej ukierunkowanej siły, jak np. w przypadku uderzenia samochodu jadącego z dużą prędkością. Ale tego typu obrażenia nie powstają w skutek upadku z wysokości kilku metrów. Dookoła było dużo kamieni i skał, jednak nie znajdowały się na trasie, którą poruszali się ludzie. Na powierzchni ciał nie było żadnych krwiaków. Zadziałała więc jakaś ukierunkowana siła, która dotknęła tylko niektórych turystów.
Pozostaje zagadką przyczyna śmierci Diatłowa i jego towarzyszy, chociaż podobne fakty były już znane z innych przypadków. Istnieje wiele podobnych zdarzeń, które łączy fakt niewytłumaczalnego, nagłego przemieszczenia się grupy ludzi, poczym następuje ich śmierć z powodu wychłodzenia lub śmiertelnych obrażeń.
W 1961 roku na Północnym Uralu podobny los spotkał grupę studentów-geologów z Petersburga. Ludzie w panice wyskoczyli z myśliwskiej chaty i rozbiegli się w różnych kierunkach. Wszyscy zginęli w równej odległości od chaty.
Na Cholatczachlu (według wspomnień świadka z 1964-65 roku) grupa geologów wracała do bazy i znalazła się w podobnej sytuacji. Uczestnik grupy, B. Polakow, udający się na polowanie w tajdze nagle przeżył przypływ niewytłumaczalnego wręcz strachu i paniki jakby z tajgi w jego kierunku zbliżało się coś strasznego. Odczekał jakiś czas w barłogu, gdzie się ukrył. Kiedy geolog wrócił do kolegów okazało się, że wszyscy nie żyją. Kierownik grupy leżał twarzą do ziemi z wystrzelonym pistoletem, palił się namiot, który był zerwany z haków i omotany wokół ciała jednego z geologów. Trzeci ofiara leżała obok drzewa, czwartej nie było widać. Później sprawa została zamknięta a śmierć wytłumaczono zepsutymi konserwami.
W tym samym miejscu, na przełęczy Purlachtyn-Sori (czyli „Przełęczy, która przynosi ofiary”) znaleziono trójkę turystów z Petersburga. Wszyscy leżeli twarzą do ziemi a kolor ich skóry był jaskrawożółty.
Pod koniec 1970 roku radziecki statek wielorybniczy KK-0065 trzy dni ścigał kaszalota na Atlantyku. Zmęczony radiotelegrafista położył się odpocząć. Zbudziwszy się po dwóch godzinach marynarz ze zdziwieniem stwierdził, że wisi do góry nogami zaczepiony o ubranie. Statek płynie dalej jednak nikt nim nie kieruje, cala załoga zniknęła. Do dziś nie wiadomo co stało się z 30 osobami.
Jesienią 1971 roku na brzegu jeziora Bałchasz odnaleziono pusty kuter należący do grupy biologów. Spośród 5 członków wyprawy na różnych krańcach jeziora odnaleziono cztery ciała. Ostatniej osoby nie znaleziono nigdy. Oględziny kutra wykazały, że wszystkie rzeczy pozostały na miejscu, brak było śladów walki. Wyglądało na to, że 10 września 1971 roku 5 zdrowych mężczyzn rozebrało się i wskoczyło do lodowatej wody, aby rozpłynąć się w różnych kierunkach.
Latem 1972 roku w górach Alakit zaginęła geologiczna wyprawa składająca się z 4 osób. Wkrótce udało się odnaleźć namiot tylna ścianka którego była rozpruta nożem. Ciała geologów bez zewnętrznych śladów obrażeń znaleziono w odległości 2-3 km od namiotu. Wszyscy byli lekko ubrani i bosi.
23 marca 1974 r. na Atlantyku zniknęło 40 członków załogi rybackiego kutra. Przeżył tylko mechanik Kurt Schneider, który w tym czasie był pod woda, bo próbował uwolnić śrubę okrętowa zaplątaną w sieć. Kiedy wynurzył się z wody, okazało się, że cała załoga rozpłynęła się w powietrzu.
Zimą 1976 roku z namiotu nad jeziorem Ładoga znikło troje narciarzy, a noc przed tym zdarzeniem wiele osób widziało w tym miejscu zagadkowe światła.
Latem 1989 roku kolejna tragedia według tego samego scenariusza rozegrała się na Morzu Azowskim. Zaginęły dwa statki miejskiego klubu młodych marynarzy z dorosłymi członkami załogi. 28 lipca o 13:30 do Rady miejskiej Mariupola nadeszła informacja, że statki odnalazły się ale po załogach nie ma śladu. Wieczorem 31 lipca w okolicach miejscowości Kamyszewatska odnaleziono 5 ciał, które zostały wyrzucone na brzeg przez fale. Na pokładzie dwóch statków pozostały przy życiu tylko dwie osoby – 8-letni chłopak i 17-letnia dziewczyna, którzy nie widzieli co się stało, bo spali. Obudzili się w nocy z uczuciem strasznej paniki. Zobaczyli tylko porozrzucane rzeczy i pusty statek.
Powróćmy jednak go przypadku grupy Diatłowa i wyszczególnimy wszystkie obrażenia, których doznali turyści
Kołmogorowa Zinaida Aleksandrowna, 22 lata. Ustalono, że śmierć spowodowana została niską temperaturą (zamarznięcie), na ciele istnieją liczne obrażenia powstałe w wyniku upadku lub potknięć o kamienie, lód. Badania wykryły pękniecie postawy czaszki, co spowodowało utratę świadomości, stan śniegu pod zwłokami wskazuje na to, że po tym obrażeniu denatka żyła niedługo i zmarła nie odzyskawszy świadomości. Śmierć miała gwałtowny charakter.
Słobodin Rustam. Śmierć spowodowana niską temperaturą (zamarznięcie), ale sekcja zwłok wykazała jeszcze złamanie lewej strony kości czoła, co mogło stać się wynikiem upadku na lód lub kamienie. Wskazane wewnętrzne obrażenie mogło być wynikiem uderzenia tępym przedmiotem. Spowodowało to utratę świadomości, co skończyło się zamarznięciem. Brak widocznego wylewu krwi pozwala przypuszczać, że śmierć spowodowało zamarznięcie. Wszystkie obrażenia Słobodina pozwalały mu w pierwszej godzinie po ich powstaniu poruszać się i czołgać. Śmierć Słobodina miała gwałtowny charakter.
W protokołach śledczego zapisano, że w odróżnieniu od innych ofiar Słobodin miał nie tylko drobne obrażenia ale też duże pękniecie czaszki długości 6 cm i rozejście się skroniowych szwów czaszki po obu stronach głowy, które powstały już po śmierci denata. Cala twarz pokryta drobnymi zadrapaniami ciemnoczerwonego koloru, w tym i na nosie, usta otwarte, koło nosa ślady. Brakuje informacji o istnieniu śladów krwi na śniegu i ubraniu.
Dalej w aktach napisano o drobnych zadrapaniach na twarzy i dłoniach przy czym część z nich powstała jeszcze za życia, a część już po śmierci i w trakcie agonii. Jeden z uczestników badań pisze, że Słobodin miał ciężki wstrząs mózgu co spowodowało utratę świadomości, wychłodzenie organizmu i śmierć.
Ciekawe, że część ran i obrażeń dwóch osób koło sosny i Słobodina powstały przy niskim ciśnieniu, co jest charakterystyczne dla takiej fazy, kiedy do naczyń skóry już nie dopływa krew. Ten moment oznacza początek agonii, ale inne obrażenia powstały już po śmierci i nie spowodowały krwotoku.
Doroszenko Jurij: Przy powierzchownych oględzinach widoczne liczne drobne obrażenia spowodowane upadkiem, śmierć nastąpiła w wyniku wychłodzenia.
Kriwoniszczenko: Śmierć nastąpiła z powodu niskiej temperatury. Przy powierzchownych oględzinach zauważono mnóstwo drobnych obrażeń.
Kolewatow. Na prawym policzku – rana 4 na 5,5 cm, taka sama za prawym uchem. Śmierć spowodowana wychłodzeniem, pomarszczona skóra ciała w wyniku tego, że zwłoki znalazły się na jakiś czas w wodzie. Śmierć miała gwałtowny charakter. Kolewatow miał znacznie lżejszy wstrząs mózgu, ale na pewno jednak stracił przytomność.
Zołotarew: Złamane żebra 2,3,4,5 i 6 i domięśniowe krwotoki.. Na rękach i ciele tatuaże. Obrażenia (złamanie żeber i krwotok) powstały za życia ofiary i były wynikiem działania dużej siły na klatkę piersiowa w momencie jego upadku. Śmierć miała charakter gwałtowny.
Thibeaux-Brignollel: W okolicach prawej skroni – krwiak i złamanie kości skroniowej wielkości 9 na 7 cm., z obfitym krwawieniem wewnątrz czaszki. Duże pękniecie i przemieszczenie złamania w środkową część czaszki. Badania pozwalają przypuszczać, że śmierć spowodowało złamanie podstawy czaszki i obfity wewnętrzny krwotok, złamanie miało miejsce jeszcze za życia denata i było spowodowane naciskiem dużej mocy i upadkiem. Nicolas Thibeaux-Brignollel oprócz złamania ma jedno długie pęknięcie – 17 cm. W protokole ujęta jest rozmowa z ekspertem medycyny sądowej. Na pytanie od jakiej siły mogła powstać taka rana pada odpowiedź, iż w wyniku rzucenia, to nie upadek z wysokości wzrostu ofiary, wtedy były by obrażenia miękkich części, a to wygląda tak, jakby na niego najechał duży samochód z ogromną szybkością. W czasie sekcji zwłok były pobrane organy wewnętrzne dla chemicznej i histologicznej analizy. Wyniki tych badań nie są znane.
Dubinina: Brak języka i całej diafragmy wewnątrz. Dwustronne złamanie żeber – 2,3,4,5,6,7, w miejscach złamań - liczne krwiaki. Śmierć spowodował obfity krwotok do płuc, który spowodować mogło działanie olbrzymiej siły, przy czym odbyło się to jeszcze za życia denatki, jakby jakaś straszna siła rzuciła ją na klatkę piersiowa. W aktach Dubininej jest informacja o krwiaku w wyniku wylewu w serce i obfitego krwotoku do płuc przy czym rany były jedynie wewnętrzne. Na zewnątrz nie było jakichkolwiek śladów. Wygląda tak jakby tu działała straszna nieokreślona siła.
Kobieta odniosła bardzo poważne obrażenia – stłuczenie serca oraz złamanie żeber. Można przypuszczać, że nie żyła dłużej niż 20 minut. Śmierć nastąpiła wkrótce po uderzeniu. Ale obrażeń opisanych w protokole doznała ona przed śmiercią. To bardzo ważne, gdyż śmiertelne obrażenia ona otrzymała już na miejscu. Śmierć spowodowało nie żebro, które przeszyło serce - zmarła od uderzenia w serce. Przyczyną nie mogła być lawina, bo ona dotknęłaby wszystkich jednakowo. Ponadto namiot był nienaruszony, zaś wszyscy szli o własnych siłach. Jak w ogóle to wszystko można wytłumaczyć? To jest pytanie dla specjalistów od medycyny sądowej.
?ródło: infra.org.pl
_________________ Twoja sygnatura była nieregulaminowa i została usunięta przez Pumo.
Zapoznaj się z regulaminem.
James Courtney i Michael Meehan, członkowie załogi S.S.Watertown, czyścili ładunkowy zbiornik tankowca ropy, który miał wypłynąć w kierunku Kanału Panamskiego z Nowego Jorku w grudniu 1924 roku. Dziwnym przypadkiem, mężczyźni zostali zabici przez opary gazu. Jak to było w tamtych czasach zwyczajem, marynarze zostali skremowani a ich prochy wrzucono do morza 4 grudnia koło wybrzeży Meksyku.
Lecz pozostali członkowie załogi, nie byli ostatnimi, którzy widzieli nieszczęsnych kolegów. Następnego dnia, przed zmierzchem, pierwszy oficer doniósł, że widział twarze dwóch mężczyzn w falach uderzających o burtę statku. Były widoczne na wodzie przez 10 sekund, potem znikły. Przez kilka kolejnych dni, twarze zjaw marynarzy były widziane przez innych członków załogi na płynącym statku. Po przybyciu do Nowego Orleanu, kapitan statku, Keith Tracy zgłosił dziwne wydarzenia swoim pracodawcom, the Cities Service Company, którzy zasugerowali mu aby próbował sfotografować te dziwne twarze. Kapitan Tracy zakupił aparat przed kontynuowaniem rejsu. Kiedy twarze pojawiły się ponownie na wodzie, kapitan Tracy zrobił sześć zdjęć, po czym zamknął aparat fotograficzny i film schował w sejfie. Kiedy film został wywołany przez handlowych deweloperów w Nowym Jorku, pięć zdjęć pokazywało tylko morską pianę. Ale szóste przedstawiało upiorne twarze straconych marynarzy. Negatywy zostały sprawdzone przez the Burns Detective Agency aby zbadać czy kapitan nie dopuścił się oszustwa. Po wymianie załogi statku, nie było więcej zgłoszeń obserwacji żadnych niewyjaśnionych zjawisk
http://img695.imageshack.us/img695/1192/facesk.jpg
Jako że było dużo gadania o suicide mouse, to łapcie.
Cytat:
Suicidemouse & Suicidesheep
Nie zauważyłem tu takiego tematu, a mysle, ze ten wart by był uwagi.
Apropo Suicidemouse i Mereana Mordegard Glesgorv mozna znalesc "pare szczeg." tutaj. Wkleiłbym pare rzeczy, ale nie wiem, czy byłoby to zgodne z serwisem paranormalne.pl, a nie chce mi sie pisac w oczekiwaniu na mail "czy moge dac tu cytat?"
Co mnie niepokoi w tym filmiku:
Chronologicznie ten filmik został napisany w latach 30 XX w. - zob. opis do filmiku Suicidesheep. Co do suicidesheep, to wogóle mi sie nie włącza, ale z tego co widze, to próba "odtworzenia" efektów z Suicidemouse, jednak jezeli ktos by był tym zainteresowany, daje to.
Niepokoi mnie tez fakt, ze... w czasach IIWŚ owy filmik używany był jako narzędzie tortur (mowa o suicidemouse)? potwierdza to teorie o zrobieniu go w latach '30, ale z kolejii to coś w strone teorii spiskowej lub małej niejasnosci, jakoby ten filmik był dużo później odkryty.
Wracając do Suicidemouse - historycznie coś takiego datowałbym na lata '80, i to na duzy majstersztyk, lub na obecne. Filmik widać było, ze ciął mi sie jak cholera (z winy kompa), jednak wszystkie rzeczy niepokojące, jakie zobaczyłem (choc pisze sie o nich wszem i wobec) to:
- Podkład muzyczny był napisany w kompletnej aharmonii - brak tu skali, taktu, niemniej jednak nie jest to aharmonia typowa dla dziecka, które chce sobie pobrzdąkać w klawisze - jakby ktoś napisał nuty, wogóle nie zastanawiajac sie nad ich trescia a potem je grał (jestem "poczatkujacym" muzykiem). Nie wyklucza to, ze podkład mógł być puszczony od tyłu.
- Chód owy myszki miki wydaje mi sie wiecej niz "dziwny" - wydaje mi sie, ze chodzi, jakby tylko chciała, co było cholernie nietypowe, jak na tamte lata
- Zielone tło na dole strony - to nie było możliwe wtedy
- Falowanie budynków tez mi sie wydaje nietypowe (na poczatku z tej jeszcze "normalnej" części), w tej "nienormalnej" wydaje mi sie, ze w tych "budynkach" też widnieja tresci podprogowe
- Nie zobaczyłem tam jednak żadnego przemieszczania twarzy, ani szyderczego uśmiechu, o którym inni pisza
- Przyblizanie tej twarzy Myszki Mickey; coś jest datowane na 20sec.
- Napis na koncu, w jez. rosyjskim?
- Dziwny tekst i historia z tym gosciem co ogladal ("Prawdziwe cierpienie nie jest znane")
- Krzyki w tej mniej normalnej czesci filmiku, b. dziwne
- I najwazniejsze: Wydaje mi się, jakoby filmik niósł treści podprogowe - w paru momentach widze twarz, sylwetke innej osoby lub coś jeszcze - cholernie dobrze zadziałało, jezeli chodzi o tresci podprogowe, ale tak jak mowie - mam starszego kompa.
Dziwne było też, ze pojawia sie jeszcze jeden kolor - turkusowy (jedna treść, z tym kolorem powinna wystepować bodajze w 4.20-4.40). Padaja tez jakos bardzo mocno dziwne zakłucone/przefiltrowane słowa.
Ciekawi mnie wasze spostrzez. na ten temat. Filmik wydaje mi sie naprawde koszmarny.
Dziękuję serwisowi Paranormalne.pl
Cytat:
Lavender Town - zapomniane grafiki
Pierwsza wersja niepokojącej muzyki będącej prawdopodobną przyczyną fali samobójstw wśród dzieci na terenie Japonii stanowiła około 70% zjawiska zwanego potem Syndromem Lavender Town (oryg. LTS).
Pozostałe 30% tego fenomenu stanowiły efekty wizualne zawarte w testowych wersjach gier. Pełniły one funkcje stymulatora dołączonego do słyszanych podczas pobytu w Lavender dźwięków. Wśród tych obrazków możemy wyróżnić m.in. "Ducha Białej Ręki", "Animację Ducha" oraz "Skrypt Pogrzebanego Żywcem".
Jako że sama muzyka spełniała swoje zadanie, grafiki miały znaleźć zastosowanie, kiedy właściciel gry był głuchy lub po prostu słabo słyszał. Ostatecznie zrezygnowano z umieszczenia ich w finalnej wersji gier. Później powstały jednak metody, które pozwalały obejrzeć je bez uświadczenia efektów LTS, a dzięki którym mogę teraz te efekty opisać:
Duch białej ręki
W kodzie gry znany jako "whitehand.gif". Dłoń najpierw wspomniana jest przed wieżą w Lavender, przez dziewczynkę, która pyta bohatera, czy ten wierzy w duchy. Następnie mogliśmy spotkać ją jako pokemona podczas zwiedzania trzeciego piętra wieży. W skład grafiki wchodziły cztery animacje. Pierwszą widzieliśmy podczas "wchodzenia" pokemona na arenę walki po jego spotkaniu, drugą kiedy wydawał swój odgłos i pozostałe dwie podczas wykonywania ataków. Oglądanie wszystkich czterech określono jako "niebezpiecznie". Nie wiadomo, jak działały dwa ataki posiadane przez białą dłoń, wiemy że nazywały się "pięść" oraz "brutalność". Animacja pierwszego ataku przedstawiała po prostu dłoń składającą się w pięść i nacierającą na przeciwnika, natomiast w animacji ataku "brutalności" brakowało kilku klatek. Tutaj dłoń się otwiera, a następnie składa w nożyce i znika, w tym momencie jest brakujący fragment, po którym whitehand pojawia się z powrotem ułożona tak, jak na początku. Brakujących klatek nigdy nie odnaleziono.
Sam wygląd dłoni jest bardzo groteskowy. Na wystającej kości wciąż znajduje się mięso, a z rozerwanej skóry nadgarstka zwisają ścięgna.
Animacja Ducha
Animowane duchy miały pojawiać się na terenie całej wieży, zwłaszcza na drugim piętrze i samym środku lokacji, gdzie mogliśmy się uleczyć. Większość twierdzi, że miały być użyte jako część tła, animacje składają się z 59 klatek, po zbadaniu których okazało się, że około połowa z nich zawiera standardowy obrazek pokemona-ducha. Mniej więcej ćwierć ukazywała ten sam obrazek o różnej jasności (to prawdopodobnie miało wywołać efekt zanikania postaci). Wśród reszty obrazków dało się natomiast zobaczyć przerażone twarze, szkielet odziany w ciemny płaszcz (uznano, że przedstawia ponurego żniwiarza) oraz zmasakrowane zwłoki. O ile migoczące zjawy dało się wytłumaczyć dekoracją, pozostałe zdjęcia nie znalazły wyjaśnienia. Zapytane o nie główny programista gier o pokemonach, Hisashi Sogabe, stwierdził że "nie ma pojęcia, skąd się tam wzięły". Wśród całego syndromu LTS, ta animacja wywołała najwięcej dyskusji na temat wpływu gier video na ludzki umysł.
Stwierdzono, iż grafiki użyte przy tworzeniu tej animacji sprawiały, że "użytkownika przerażały niepokojące otoczenia".
Skrypt Pogrzebanego Żywcem
Zapisany w kodzie gry jako "Buryman script". Wydarzenie to miało zakończyć zwiedzanie Lavender Tower, ostatecznie jednak zastąpione walką z duchem matki Cubone'a. Po sprawdzeniu skryptu odkryto, że "Pogrzebany Żywcem" miał być tj. bossem wieży, po dotarciu na ostatnie piętro, miała ukazać się następująca rozmowa:
Pogrzebany Żywcem: Dotarłeś... tutaj.
PŻ: Jestem uwięziony...
PŻ: Jestem samotny...
PŻ: Tak bardzo samotny...
PŻ: Zostaniesz tu ze mną?
Zaraz potem rozpoczyna się walka.
W tym trybie Pogrzebany Żywcem ukazuje się nam jako animacja zwłok w stanie rozkładu wygrzebujących się z ziemi. Zaprogramowano, że będzie miał cztery pokemony, dwie Białe Dłonie, Gengara i Muka.
Najdziwniejsze jest to, że protokół akcji Pogrzebanego Żywcem po jego pokonaniu nie został nawet napisany. Prawdopodobnie w przypadku zwycięstwa, gra po prostu by się zawiesiła. Sytuacja w przypadku przegrania walki została wprowadzona przez nieznanego programistę. W tym zakończeniu Pogrzebany Żywcem miał powiedzieć "Nareszcie... świeże mięso!", po którym usłyszelibyśmy przeraźliwe skrzypienie. W tym momencie ukazuje się animacja wciągania gracza pod ziemię przez PŻ. Po wszystkim uświadczylibyśmy typowego Game Over'u, tyle że w tle znajdowałby się obrazek wciąganego pod ziemię bohatera. Niepokoi też protokół tego, co miało nastąpić potem. Cardridge z grą miał ściągnąć to zdjęcie do pamięci podręcznej Gameboya i pokazywać go za każdym razem, gdy ktoś włącza konsolkę.
Cytat:
Sekret w ścianie
Pewna rodzina wprowadziła się do domu, który dotąd stał pusty od dłuższego czasu.
Minęło osiem lat, jednego wieczora gospodarze wspólnie oglądali telewizję. Nadawano dokument, opowiadający o słynnym morderstwie, kiedy to ojciec zamordował swoją 13-letnią córeczkę. Psychopata poćwiartował jej ciało i zamurował obcięte kończyny w ścianach budynku. Domownicy śmiertelnie się przerazili, kiedy wspomniano o miejscu mordu, gdyż w tym momencie na ekranie ukazało się zdjęcie ich nowego domu.
Dlaczego tak bardzo się przestraszyli?
Otóż mimo starannego przeszukania, nie udało się odnaleźć wszystkich części ciała zamordowanej dziewczynki
Cytat:
Ostatnio natknąłem się na filmik, który podobno wykazuję tresci podprogowe. Ja nic nie poczułem. Może wy coś poczujecie.
Opowiem wam tą straszną prawdę, chociaż tak naprawdę tego nie powinienem robić. Ooo nie... tak czy siak, od początku...
Jak zwykle byłem u znajomego na piwku i paru innych, bardziej przyjemnych... rzeczach. Już głęboko w nocy niestety musiał wracać do swojego przytulnego mieszkanka. Przejeżdżałem przez stare, zniszczone i w większości opuszczone ulice miasta. W pewnej chwili usłyszałem kobiecy krzyk z jednej z kamienic. Nie, nie zostawiłbym tego od tak sobie, więc zaparkowałem w najbliższym miejscu i podbiegłem do owego budynku. Stare, zniszczone mury nadawały upiorny klimat. Powoli przechodziłem przez mały, ciemny korytarz aż natrafiłem na czyjeś mieszkanie, do którego drzwi były uchylone. Powoli wszedłem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Coraz gorzej się czułem... widząc, że nie ma tu żadnych osób wróciłem na zewnątrz i zamarłem... na tylniej szybie samochodu istniała duża plama krwi z odciśniętymi na owej dłońmi, Były małe, więc zapewne dziecięce. Nie myśląc nic wsiadłem do środka i naciskając pedał gazu ruszyłem z zawrotną prędkością.
Będąc już parę kilometrów od miejsca zdarzenia odwróciłem się. To była najgorsza rzecz, jaką w życiu widziałem. Obrzydliwie odcięta, zgniła kobieca twarz wisiała przyklejona na szybie, wewnątrz samochodu. Od razu zadzwoniłem na policję i biegiem ruszyłem do domu.
Od tego czasu dzień w dzień na oknie w mojej sypialni lub kuchni pojawia się owa twarz, i jak dotąd nie znika. Tylko raz usłyszałem gdy szeptała następujące słowa: „Przekaż mnie dalej...”
Wybaczcie... musiałem.
Cytat:
„In the bed”
Pewnego słonecznego dnia jedna z wielu rodzin na przedmieściach jednego z większych amerykańskich miast właśnie budziła się do życia. Rodzice pewnej czternastoletniej dziewczynki już dawno stali na nogach, jednak ich ukochana córka nie raczyła wstać, więc zatroskana matka postanowiła ją obudzić. Weszła po cichu do pokoju... i krzyknęła z całej siły. Mąż, gdy zaraz zobaczył to co jego żona, zadzwonił na policję.
Zasmuceni rodzice niechętnie o tym mówią. Ponoć, prócz wielkiej plamy zaschniętej po części krwi na środku mebla, znaleziono również krwawy ślad ciągnięcia czegoś dużego pod łóżko... jednak dalej ślad się urywa. Nie ma ciała, nie ma poszlak, zero czegokolwiek.
Gdy spytaliśmy jednego z bardziej doświadczonych policjantów czy coś wiedzą, odpowiedział nam tylko: „Czasem tak się zdarza, że osoby, zazwyczaj młode są wciągane pod łóżko i mordowane. Tak jest na całym świecie i jak dotąd nikt nie wie, o co z tym chodzi. TY będziesz następny...” Ostatnie zdanie wypowiedział nienaturalnym głosem, patrząc się tym razem nie na nas, a gdzieś w dal... już o nic nie pytaliśmy.
_________________ "Śmierć, Zemsta i Furia to trzy podstawowe składniki Chaosu"
I believe i am pie!
Zostałem adoptowany.Nigdy nie znałem swojej prawidzwej matki,zabrano mnie od niej gdy byłem jeszcze zbyt mały żeby ją zapamiętać. Kochałem jednak moją adopcyjną rodzinę.Byli dla mnie tacy mili.Jadałem dobrze, mieszkałem w wygodnym ,ciepłym domu i mogłem późno kłaść się spać.
Pozwólcie,że szybko opowiem o mojej rodzinie: po pierwsze ,moja mama-nigdy nie nazywałem jej ''Mamą''ani nic w tym stylu, po prostu zwracałem się do niej po imieniu. Janice. Nie miała nic przeciwko. Zwracałem się tak do niej już tak długo, że nie sądzę ,aby to nawet zauważała.W każdym razie,była bardzo dobrą kobietą. Myślę,że to ona wyszła z inicjatywą aoptowania mnie.Czasem,gdy oglądaliśmy telewizję opierałem się o nią,a ona drapała mnie paznokciami w plecy. Była jedną z takich hollywoodzkich matek.
Był jeszcze tata.Jego prawdziwe imię to Richard, ale on chyba niezbyt mnie lubił.Zwykłem nazywać go ''Tatą''desperacko pragnąć zyskać jego miłość.To nie działało. Myślę,że nieważne jakbym go nazywał, i tak nie kochałby mnie tak jak własnego dziecka. To zrozumiałe, więc nie naciskałem. Charakterystyczną cechą taty była jego niewzruszona srogość. Nie bał się uderzyć swoich dzieci gdy zrobiły coś złego.Zauwazyłem to, gdy na początku nie umiałem odpowiednio korzystać z toalety. Nie wahał się dać mi w tyłek. Cóz, jestem dobrze wychowany i myślę, że to dzięki jego metodom.
Wreszcie: moja siostra. Mała Emily była bardzo młodziutka gdy mnie adoptowano, więc byliśmy mniej więcej w tym samym wieku.No może ona była troszeczkę starsza.Jednakże lubiłem myślec o niej jako o młodszej siostrze. Rozumielismy się lepiej niż nie jedno rodzeństwo .Wieczorami długo siedzieliśmy i po prostu rozmawialiśmy. Coż , właściwie to ona gadała a ja po prostu słuchałem.Robiłem to bo ją kochałem. Mieliśmy mało pokoi,a ja,jako,że nie chciałem spać sam w salonie, spałem tuż obok jej łóżka, na podłodze. Odpowiadało mi to, gdyż lubiłem z nią przebywać i czułem potrzebę opiekowania się moją małą siostrą.
Wszystko zmieniło się w okropną środową noc.Byłem w domu i drzemałem, gdy Emily otworzyła frontowe drzwi.Dźwięk ten oprzytomnił mnie i poszedłem do salonu. Wtedy właśnie zorientowałem się , że jest środa. Nigdy nie byłem dobry w zapamiętywaniu dat i tak dalej. No dobra powiem to:moje poczucie czasu było OKROPNE! Niemniej jednak wiedziałem, że jest środa, ponieważ Emily wracała właśnie z kościelnego zgromadzenia młodzieży. Gdy weszła, przytuliła mnie, co zrobili również Tata i Janice.
''Jak drzemka?''spytała Janice, zawadiacko czochrając moje włosy.Potrząsnąłem głową i prychnąłem na nią, w sposób wskazujący,że też się z nią droczę.
''Nie rób tak''-powiedział ojciec szorstko i z powagą. Zamknął za sobą drzwi i odwiesił płaszcz.
''Po prostu żartowałem''- odwarknąłem pod nosem. Musiał mnie nie usłyszeć bo nie poczułem, żeby mnie pacnął. Następnie Emily poszła do naszego pokoju a ja zaraz za nią. Zaczęła opowiadać mi o swoim dniu. Wiecie...typowa ''gadka'' nastoletniej dziewczyny. Ale słuchałem jej, aby poczuła się lepiej.Po opowieści, Emily zasugerowała oglądanie telewizji. Przystałem na jej propozycję i wskoczyłem na kanapę gdy tylko poszła po pilota. Przewróciła oczami na moje dziecinne zachowanie i usiadła obok. Oglądaliśmy telewizję dopóki nie zaszło słońce. Emily była typem dziewczyny, która zamiast oglądać kreskówki i telenowele woli takie kanały jak National Geograpic czy Animal Planet. Ja tez je lubię, właściwie są jedynymi kanałami, które potrafią przyciągnąć moją uwagę.
Zrobiło się późno i Janice stanęła obok kanapy: ''Emily już pora spać, wyłącz telewizor i idź do swojego pokoju. Ty też''- powiedziała, wskazując na mnie. Emily wyłączyła niechętnie program, który oglądalismy i wstała. Gdy szliśmy korytarzem do pokoju, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak.
Dotarliśmy do pokoju i Emily zgasiła światło. Tak jak i ona, dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.Dochodził zza okna,jednak zanim zdążyłem tam spojrzeć, coś co sądziłem, że tam było, zniknęło. Pozostałem jednak czujny. Ze względu na moją siostrę.
Leżałem tak w ciemności, jedynie cienka strużka światła z ulicznej latarni oświetlała lekko pokój.Mógłbym przysiąc, że od czasu do czasu słyszałem jakieś subtelne dźwięki zza okna...łamanie gałązek,chrzęst liści...I cały czas czułem mdlący smród krwi i potu. Przez większość nocy nie zmrużyłem oka.
Odgłosy za oknem zaczęły cichnąć a fetor opuścił mój nos.Poczułem ulgę. Moje powieki się zamknęły.
Niedługo potem usłyszałem głośny trzask po drugiej stronie domu. Natychmiast oprzytomniałem.''KTOŚ JEST W DOMU!''Adrenalina ogarnęła całe moje ciało.''Obudź się'' błagałem Emily.Obudziła się i jak tylko zobaczyłem ,że wstaje pobiegłem do pokoju rodziców.
Tata nie żył. Krew z jego rozerwanej szyi spływała na łóżko i podłogę. Zobaczyłem, że drzwi od łazienki są zamnknięte a zaraz przed nimi stoi człowiek.
Człowiek...nie czuję się komfortowo tak go nazywając....
Był wysoki i potężny. Odwrócił się i mnie zobaczył. W tym momencie przyjrzałem się mu dokładnie. Nie zapomnę tego.Jego oczy były wielkie, świdrujące i opętane żądzą.Nosił niechlujną brodę, która teraz ociekała krwią. Miał brudne ubranie i kamienną ,zimną twarz. Wtedy poczułem ten sam, wstrętny zapach potu i krwi co wcześniej, lecz teraz był wręcz przytłaczający.
Widział mnie. Widział i szczerzył krzywe żółte zęby w szerokim uśmiechu. Ten uśmiech mnie odrzucał.Już myślałem, że zginę, jednak on nagle odwrócił się w stronę drzwi łazienki kompletnie nie poruszony moja obecnością. Byłem przerażony i nie wiedziałem co robić. Po prostu wyłem i płakałem. Widziałem jak wyważa drzwi łazienki, która była jedynym schronieniem mamy. Widziałem jak podnosi wielką brzytwę,przecina ją i rozrywa na strzępy...
Następnie coś usłyszałem; ostatnią rzecz jaką chciałbym usłyszeć...Był to krzyk Emily dochodzący z tyłu. Morderca oderwał wzrok od zarżniętej matki i gapił się na moja małą siostrę. Wstał i szybko podążył w naszą stronę. Emily odwróciła się i zaczęła uciekać,a ja byłem zdziwiony, że minął mnie i poszedł prosto za nią. Dlaczego wciąż była w domu? Dlaczego nie oceniła sytuacji i od razu nie uciekła? Teraz jej los jest przesądzony a ja zostanę sam...
Pobiegłem za nimi, spodziewałem się, że mężczyzna od razu zabije ją tak jak zrobił to z resztą rodziny, ale myliłem się. Złapał Emily za ramię i szarpnął na znak, że ma nad nią kontrolę. Ciągnął ją po domu...Robiłem największy hałas jaki mogłem,mając nadzieję i modląc się by ktoś usłyszał moje wołanie o pomoc. Nie mógł jej zabrać. Nie ją.
Gdy mnie mijał oparłem się o ścianę i łkałem przerażony, ''Dlaczego?''.Nie odpowiedział, tylko pogłaskał mnie wolną ręką, podczas gdy Emily krzyczała w drugiej.''Dobry chłopiec''-znów wyszczerzył do mnie zęby i zaśmiał się potwornie. Podążyłem za nim do drzwi, gdzie zawlókł moją bezbronna siostrzyczkę. Otworzył je, wypchnął Emily na zewnątrz i zatrzasnął za sobą.
Siedzę teraz w moim domu, z okaleczonymi rodzicami, drżąc i łkając z bezsilności.On tam jest.Z Emily.Kto wie, co się z nią teraz dzieje.A ja nie mogę nic zrobić. Zrobiłbym , gdybym mógł, ale nie mogę. Goniłbym za nimi bez wytchnienia. Ale nie mogę. Spojrzałem w dół na moje łapy. Gdybym tylko mógł otworzyć drzwi...
Cytat:
Czy kiedykolwiek dostrzegłeś coś przelotnie kątem oka? Zwykły ruch wyłapany gdzieś w polu widzenia. Większość ludzi po prostu uważa to za cień spowodowany przez migotanie świecy lub kota zeskakującego gdzieś z mebli. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nich ma racje.
Jednak jest coś, nieuchwytnego dla oka. Możemy łatwo to wyjaśniać powyższymi warunkami, lecz gdy czasem to się dzieje, czujemy, że coś jest nie tak. Dreszcze u dołu kręgosłupa, lekki ból w boku. Może nawet spowodować chwilową pustkę w głowie, po której nie pamiętamy co chcieliśmy zrobić.
Jeżeli którykolwiek z tych objawów kiedyś odczułeś, to może być powód do niepokoju. Nasze widzenie peryferyjne jest zaprojektowane do dostrzegania ruchu, nawet w ciemności. Zostało ono wykorzystane do obrony przed drapieżnikami w początkach naszego istnienia. I tak jak wiele aspektów naszego człowieczeństwa, pozostało, ale osłabione.
Ten widok kątem oka cały czas alarmuje nas o niebezpieczeństwie, i chociaż atak drapieżników spadł na liście dzisiejszych niebezpieczeństw, możemy mieć z nimi cały czas do czynienia. One nadal istnieją. Jeśli kiedykolwiek poczujesz dreszcze na plecach, nie koncentruj się na tym co zobaczyłeś kątem oka. Być może lepiej nie widzieć.
Cytat:
W 1983 roku, zespół bardzo pobożnych naukowców przeprowadził radykalny eksperyment w nieujawnionym miejscu. Naukowcy mieli teorię, że człowiek bez dostępu do zmysłów i sposobów do odbierania bodźców będzie w stanie dostrzec obecność Boga. Uważali, że pięć zmysłów skrywa przed człowiekiem świadomość wieczności i bez nich człowiek mógłby faktycznie nawiązać kontakt z Bogiem przez wymianę myśli. Starszy pan, który twierdził, że "nie ma już nic do stracenia" był jedynym ochotnikiem do badań. Aby oczyścić go ze wszystkich zmysłów, naukowcy przeprowadzili skomplikowaną operację, w której każde zmysłowe połączenie drogą nerwową do mózgu zostało chirurgicznie odcięte. Wszystkie czynności mięśni zostały zatrzymane, nie mógł widzieć, słyszeć, rozpoznawać smaku i zapachu, oraz czuć. Bez możliwości komunikowania się ani poczucia świata zewnętrznego, pozostał sam na sam ze swoimi myślami.
Naukowcy monitorowali go kiedy mówił głośno o swoim stanie umysłu. Pogmatwane, niewyraźne zdania, których nie mógł nawet słyszeć. Po czterech dniach, mężczyzna stwierdził, że słyszy ciche, niezrozumiałe głosy w swojej głowie. Zakładając, że był to początek psychozy, naukowcy poświęcali niewiele uwagi obawom człowieka.
Dwa dni później mężczyzna krzyczał, że słyszy jego zmarłą żonę mówiącą do niego, a nawet więcej, mógł z nią prowadzić konwersacje. Naukowcy byli zaintrygowani, ale nie do końca przekonani, dopóki nie zaczął nazywać zmarłych krewnych naukowców. Powtórzył naukowcom prywatne informacje, które były znane jedynie ich zmarłym małżonkom lub rodzicom. W tym momencie spora część naukowców odeszła od badań.
Po tygodniu rozmawiania ze zmarłym poprzez myśli, człowiek stał się zakłopotany i strapiony, mówiąc, że głosy były przytłaczające. W każdej chwili na jawie, jego świadomość była bombardowana przez setki głosów, które odmawiały mu spokoju. Wielokrotnie rzucał sobą o ścianę, próbując uzyskać odpowiedź bólu. Prosił naukowców o środki uspokajające, aby mógł uciec od głosów przez sen. Ta taktyka działała przez trzy dni, aż zaczął miewać przerażające, nocne paniki. Wielokrotnie mówił, że widzi i słyszy zmarłych w snach.
Dzień później, zaczął krzyczeć i drapać niefunkcjonujące oczy, mając nadzieję, że poczuje coś w fizycznym świecie. Histerycznie mówił, że głosy zmarłych są ogłuszające i wrogie, mówiące o piekle i końcu świata. W pewnym momencie zaczął krzyczeć: "Bez nieba, nie ma przebaczenia" przez pięć godzin bez przerwy. Nieustannie prosił aby go zabili, ale naukowcy byli przekonani, że był bliski nawiązania kontaktu z Bogiem.
Na drugi dzień, nie mógł już składać spójnych zdań. Pozornie szalony zaczął odgryzać kawałki mięsa ze swojego ramienia. Naukowcy natychmiast pobiegli do komory badawczej i przywiązali go do stołu, aby nie mógł się zabić. Po kilku godzinach bycia przywiązanym zaprzestał walki i krzyków. Patrzył bezmyślnie w sufit, gdy w milczeniu łzy spływały mu po twarzy. Przez dwa tygodnie, naukowcy musieli go ciągle nawadniać z powodu ciągłego płaczu. W końcu odwrócił głowę i mimo ślepoty, nawiązał kontakt wzrokowy z naukowcem po raz pierwszy w eksperymencie. Szepnął: "Rozmawiałem z Bogiem, a on nas opuścił" i jego życiowe funkcje zostały zatrzymane. Nie było widocznych przyczyn śmierci.
Nie przestawaj czytać! Nie odwracaj się!
Widzisz, mój drogi, właśnie w tej chwili patrzę na ciebie. Nie zobaczysz mnie, więc nie próbuj się rozglądać. Nie odrywaj oczu od monitora.
Znam cię już od dawna. Pamiętasz kiedy w dzieciństwie nocą biegałeś przestraszony do łóżka rodziców? To nie swoją mamę wtedy przytulałeś, kochany. A od kiedy zrobiłeś się za stary, aby do mnie przychodzić, mnie zdarza się czuwać w twoim pokoju. Z pewnością nie pamiętasz tych "koszmarów". To wtedy, kiedy otwierając oczy, kątem oka zauważasz cień obok siebie. Dorosłeś, ale ja wciąż widuję wtedy ten piękny strach wypisany na twojej twarzy. Uwielbiam to, moje wnętrzności aż drżą kiedy zakrywam ci usta moją kościstą ręką.
Nie martw się, nie opuszczę cię. Właściwie, patrzę na ciebie nawet teraz. Proszę, nie odwracaj się, tak bardzo lubię patrzeć ci w oczy...
Cytat:
Koleżanka mojej ciotecznej siostry opowiedziała jej ostatnio o swojej 90 letnie babci, mieszkającej samotnie w małym ceglanym domku na wsi. Siostra podzieliła się tą historią ze mną, ja natomiast postanowiłem streścić ją tutaj. Powiem szczerze, że owa historia mnie zaintrygowała.
Staruszka twierdzi, że od pewnego czasu co noc ktoś ją odwiedza. Gdy ta leży już w łóżku i zasypia ktoś wchodzi do jej pokoju i kładzie się obok. Wyraźnie słychać skrzypienie sprężyn i da się wyczuć ciężar spoczywający na posłaniu. Wtedy babuleńka bierze do ręki różaniec i zaczyna się głośno modlić za spokój "tego czegoś", po czym zasypia. Gdy budzi się rano wszystko jest w porządku. Pewnej nocy jednak gość tak napierał na staruszkę, że ta nie mogła zasnąć, zepchnięta na ścianę nie mogła się ruszyć. W końcu nie wytrzymała i powiedziała stanowczo: "Jeżeli się zaraz nie uspokoisz i nie dasz mi się wyspać to przestanę się za ciebie modlić", wtedy przybysz wstał i wyszedł. Od tamtej pory już się nie pojawił.
Cytat:
Musisz mi zaufać. Dam ci radę, a ty musisz postąpić zgodnie z nią, nie zadając żadnych pytań. Musisz przestać czytać tą historię i przejść od razu do ostatniego akapitu. Zrób to, bez czytania treści pozostałych akapitów. Proszę... zaufaj mi.
To, co się stanie, jest tylko i wyłącznie twoją winą. Nie zdałeś testu, więc teraz znajdujesz się w niebezpieczeństwie. Nie napisałem tego z własnej woli. To Oni mnie do tego zmusili. Ja tylko trzymam palce na klawiaturze. To Oni piszą słowa, które teraz czytasz. Właśnie - słowa. Nie odrywaj od nich wzroku. Cokolwiek by się stało, nie odrywaj wzroku od tekstu. Napiszę ci, co musisz zrobić. Jeżeli nie postąpisz zgodnie z moimi poleceniami, zginiesz. A teraz słuchaj uważnie. Po pierwsze, musisz ominąć następny akapit. Pod żadnym pozorem nie możesz go przeczytać. Po prostu go zignoruj, i przejdź do następnego. Uwierz mi. To twoja jedyna szansa, żeby uniknąć cierpienia. Omiń następny akapit. Zrób to!
Zakazany akapit: Musiałeś to przeczytać, prawda? Oni wiedzieli, że to zrobisz. Teraz jest już za późno. Nic więcej nie możesz zrobić. Jeżeli są jacyś ludzie, których kochasz, zadzwoń do nich. Powiedz im to, co mówią swoim bliskim ludzie, którzy wiedzą, że są bliscy śmierci. Następnie przygotuj się. Od tej chwili pozostaniesz przy życiu tak długo, aż nie zaśniesz. Kiedy następnym razem wpadniesz w objęcia snu, już się z nich nie wydostaniesz. Oni cię obserwują. Słuchają twoich myśli. Czekają na ciebie. A kiedy zaśniesz, przyjdą po ciebie. Powinieneś mi zaufać wcześniej.
Jeżeli ominąłeś akapit, znajdujący się ponad tym, który aktualnie czytasz, postąpiłeś właściwie. Jednak twoje kłopoty nie dobiegły końca. Decydując się zaufać mi, dałeś sobie szansę, aby przeżyć. Oto, co musisz wiedzieć. Oni cię obserwują. Słuchają twoich myśli. Czekają, aż popełnisz błąd. A kiedy to zrobisz, przyjdą po ciebie. Żeby pozostać przy życiu musisz pobrać krew od kogoś, kogo kochasz. Musisz robić to każdego dnia. Wystarczy kropla, wypływająca z małej rany na palcu. To wszystko, czego oni chcą. To wszystko, czego potrzebują. Teraz są wewnątrz ciebie. I czekają. Jeżeli kiedyś, pomiędzy wstaniem rano, a położeniem się spać w nocy, nie pobierzesz krwi od ukochanej osoby, lepiej nie zasypiaj. W innym wypadku, już nigdy się nie obudzisz. Podążaj zgodnie z moją radą i nigdy, powtarzam - nigdy - nie czytaj zakazanego akapitu. Zaufaj mi.
Jeżeli posłuchałeś mnie przy czytaniu pierwszego akapitu i ominąłeś pozostałe, gratuluję. Pamiętaj, żeby nigdy nie czytać akapitów, które ominąłeś. Musisz mi zaufać. I proszę, życz mi szczęścia. Jestem tak zmęczony, tak śpiący...
Cytat:
Cholera, znowu. Tym razem coś na pewno się poruszyło. Trwało to bardzo krótko, widziałeś to zaledwie kątem oka. Ale chwila... drzwi są pozamykane, nie trzymasz w domu żadnych zwierząt, a rodzice nie wrócą do domu przed dwudziestą drugą. Więc nic nie mogło się poruszyć. To tylko twoja wyobraźnia znowu robi sobie z ciebie jaja. Siedzisz sam w pokoju, jedyne światło pochodzi z monitora twojego komputera, patrzysz w ciemność przez kilka minut, tak dla pewności. Teraz czujesz się głupio. Co ty sobie myślałeś? To oczywiste, że tam nic nie ma. Masz sześć lat, czy co? Wracasz do tego co robiłeś.
Piętnaście minut później przygotowujesz się do pójścia spać. Jesteś w łazience. Zasłonka od prysznica się poruszyła. Zaraz... nie. Przestań się straszyć. To tylko twoja nadaktywna wyobraźnia wypełniająca twój umysł niestworzonymi rzeczami. Przyglądasz się sobie w lustrze. Mówisz to sobie na głos, powoli i wyraźnie - "Wyobraźnia". Wzdychasz, gasisz światła i idziesz do swojego pokoju.
Leżysz w łóżku i gapisz się w ciemny sufit. Tylko mały wiatraczek zakłóca spokój nocy. Cień w korytarzu się poruszył. Nie. Nie, nie, nie! Przestań! To twoja wyobraźnia! Nic więcej! Idź wreszcie spać, głupcze!
Ale wtedy, kiedy masz już zapaść w sen, w tym momencie, którego nikt nie pamięta po przebudzeniu, wyczuwasz coś w ciemności. Otwierasz oczy. To twoja wyobraźnia, gapiąca się na ciebie z makabrycznym, szalonym uśmiechem.
Mam nadzieję, że nie powtórzyłem którejkolwiek historii powyżej.
Chce rozpocząć od tego, że jeśli szukasz tu odpowiedzi to przygotuj się na rozczarowanie.
Byłem na stażu w Nickelodeon Studios w roku 2005. Mialło mi to zapewnić dyplom z animacji. Oczywiście było to darmowe, tak jak większość praktyk, lecz musiałem wykonywać część roboty jak parzenie kawy itp. Nie zrobi to wrażenia na dorosłych, ale dla dzieciaka takiego jak ja było to duże wyzwanie. Od czasu kiedy pracowałem bezpośrednio z redaktorami i animatorami miałem dostęp do najnowszych odcinków jeszcze przed emisją.
Studio wypuściło niedawno film o Spongebob'ie i było trochę wyczyszczone z pomysłów, dlatego też produkcja sezonu się opóźniała. Jednakże, serię opóźniał też pewien problem z pierwszym odcinkiem.
Ja i dwóch innych stażystów siedzieliśmy w pokoju wraz z animatorami i dźwiękowcami. Przygotowywali ostatnie kadry i kiedy skończyli, otrzymaliśmy kasetę, która miała być odcinkiem "Fear of Krabby Patty". Skupiliśmy się wokół ekranu. Jako, że nie była to wersja ostateczna animatorzy umieszczali w niej wiele lubieżnych dowcipów jak tytuł "How Sex Doesn't Work" zamiast "Rock-a-by-Bivalve", gdzie Spongebob i Patryk adoptują morską muszelkę. Nie jest to bardzo zabawne, ale potrafi wywołać lekki uśmiech. Dlatego też, nie zdziwiłem się gdy ujrzałem tytuł "Samobójstwo Skalmara". Wesoła muzyczka zaczęła grać jak normalnie i zaczęło się.
W pierwszym ujęciu Skalmar ćwiczy grę na klarnecie, wydając z niego kilka fałszywych dźwięków. Słyszymy głos Spongebob'a zza kadru i Skalmar przestaje grać. Zaczyna wrzeszczeć na Sponge'a, że musi ćwiczyć na swój wieczorny koncert. Bob odpowiada "OK" i idzie do Sandy z Patrykiem. Wtedy pojawia się przejście w postaci bąbelków, a w następnej scenie możemy ujrzeć Skalmara grającego na koncercie. Wtedy to zaczynają się dziwne rzeczy. Niektóre klatki wydają się powtarzać, lecz dźwięk gra bez zarzutu (na tym etapie dźwięk jest zsynchronizowany z obrazem, więc nie zdarza się to często. Po zakończeniu gry rozlega się charakterystyczne "Buuu". Nie jest to jednak standardowe "Buuu", gdyż można w nim dosłyszeć żywą złośliwość. Kamera zaczyna pokazywać Spongebob'a w pierwszym rzędzie, który (co do niego nie podobne) również wyraża dezaprobatę. Od normalnej kreskówki odróżniają to oczy. Wyglądają jak żywe.
Spojrzeliśmy na siebie, lecz uznaliśmy, że to po prostu jakaś nowa technologia. W następnym ujęciu widzimy Skalmara siedzącego na łóżku na tle nocnego nieba zza okna. Najbardziej niepokojące jest to, że w tym momencie nie ma dźwięku. Z głośników nie wydobywał się nawet standardowy szum. Trwało to przez 30 sekund, kiedy to Skalmar zaczął cicho łkać. Położył ręce (macki) na oczy i cicho zawył. Dźwięk był bardzo prawdziwy.
Ekran zaczął powoli przybliżać się do jego twarzy. Było to bardzo powoli, różnicę można było zauważyć dopiero między 10 sek. Szloch staje się coraz głośniejszy, z coraz większą dozą gniewu i bólu. Następnie ekran drga lekko, a potem wraca do normalności. Płacz staje się coraz głosńiejszy i dosadniejszy jakby nie wydobywał się z głośników tylko Skalmar stał wraz z nami w pokoju. Nie istnieje jeszcze sprzęt, który mógłby emitować takiej jakości dźwięk.
Następnie szloch trochę ucichł, przerodził się jakby w śmiech. W tle było słychać dziwny, niezidentyfikowany dźwięk. Po 30 sek. tego, ekran drgnął gwałtownie i coś błysnęło. Jeden z animatorów przewinął akcję i...
Ukazał się nam obraz martwego dziecka. Nie miało połowy ciała i oczu. W tle widać było odbicie fotografa. Nie wyglądało to na zdjęcie policyjne. Wydawało się, że to ów fotograf zabił to dziecko.
Zlękliśmy się, lecz wciąż mieliśmy nadzieję, że to jakiś chory żart. Po ponownym włączeniu Skalmar wciąż trzymał swe macki na oczach, z których zaczęła lecieć krew. Wyglądało to bardzo prawdziwie. Jego płacz stawał się coraz donośniejszy, zmieszał się ze skowytem. Wtedy ponownie ujrzeliśmy zdjęcie. Podobne, ale innego dziecka. Trwało to ok. 5 sekund. Od tego momentu zdjęcia pokazywały się coraz częściej i dłużej, a ciała na nich przedstawione były coraz bardziej makabryczne. Płacz zmieszał się ze śmiechem i był nazbyt prawdziwy. Po ok. minucie wszystko ustało. Ujrzeliśmy Skalmara stojącego an face i usłyszeliśmy donośny głos "ZRÓB TO". Skalmar powoli przystawia sobie pistolet do skroni i strzela. Krew oraz organy rozbryzgują się po całym ekranie, a w tle słychać owy przerażający śmiech. Ostatnie 5 sek. filmu wypełnione było przez widok zwłok Skalmara.
Cała sprawa została zgłoszona prezesowi. Domagał się odpowiedzi na to co się stało. Nie wierzył naszym opowieścią, więc puściliśmy film na nowo. Ów obraz utkwił w mej głowie na zawsze.
Śledztwo wykazało, że pliku nie modyfikował nikt z pracowników, a utworzony został ok. 24 sekundy przed naszym seansem. To ok. pół minuty za późno. Wszystkie programy nie wykazały niczego szczególnego, lecz my wiedzieliśmy, że coś było nie tak. Prowadzono też śledztwo w sprawie tych zdjęć, lecz nie zostały wysnute żadne wnioski. Żadne dziecko nie zostało na nim zidentyfikowane ani nie udało się ustalić tożsamości fotografa. Nigdy wcześniej nie wierzyłem w zjawiska tego typu, lecz od tego momentu podchodzę inaczej do takich spraw.
Cytat:
''Trzecie życzenie''
Mężczyzna w podeszłym wieku, stał sam w ciemnej alejce. Nie był pewien, w którą stronę iść. Zapomniał dokąd zmierzał i...kim jest.
Usiadł na chwilę by odciążyć zmęczone nogi, spojrzał w górę i dostrzegł stojącą nad nim starszą kobietę.
Zachichotała i wyszczerzyła resztki zębów w uśmiechu, mówiąc : ''Teraz trzecie życzenie. Jakie ono będzie? ''
''Trzecie życzenie?'' zapytał zdumiony. ''Jak to możliwe, skoro nie wypowiedzialem pierwszego ani drugiego? ''
''Wykorzystałeś już dwa''- odpowiedziała staruszka- ''Ale drugim życzeniem było abym cofnęła wszystko do momentu zanim wypowiedziałeś pierwsze życzenie, toteż nic nie pamiętasz. Wszystko jest tak, jakbyś nie wypowiedział żadnego z nich'' ''Dlatego własnie zostało ci ostatnie,trzecie życzenie ''.
''Dobrze'' odpowiedział niepewnie. ''Nie wierzę w to, ale nie szkodzi spróbować... Chciałbym wiedzieć kim jestem. ''
''Zabawne'' rzekła kobieta,spełniając jego prośbę i znikając na zawsze.''Tak brzmiało twoje pierwsze życzenie...''
Cytat:
"Nie boisz się, prawda?"
Leżysz w swoim łózku, a jednostajny szum wentylatora jest jedyną rzeczą oddzielającą Cię od absolutnej ciszy.
Wiesz, że pewien rodzaj ciszy jest tak gęsty i ciężki, że jest niemal jak hałas? Ta cisza, gdzie możesz usłyszeć igłę, upadającą na drugim końcu mieszkania; ta cisza, w której Twe uszy wypełnia rytm bicia Twojego własnego serca, kiedy masz je dociśnięte do poduszki. Chodzi o ten rodzaj ciszy.
Ten szum jest jedynym słyszanym przez Ciebie dźwiękiem, takim, jaki zazwyczaj jest nawet niezauważany, chyba, że tylko to słychać. To pocieszające, nieważne, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie. Taki rodzaj białego szumu. Ale nagle w pokoju powraca temperatura ustawiona na termostacie, i szum ustaje, kiedy wentylator wydaje tępę brzęknięcie. Na swoje nieszczęście jeszcze nie śpisz i cisza zaczyna Cię ogarniać.
Powinieneś był pocieszony wiedzą, że teraz możesz usłyszeć wszystko dookoła; może to zastąpić spowity ciemnością wzrok. Ale nie jesteś. Takie właśnie otoczenie umiejscawia Cię na krawędzi, powoduje przyspieszenie bicia serca, sprawia, że ciało pulsuje bez wytłumaczenia, i to ostrzega Cię, kiedy nie jesteś sam.
Ale jesteś sam, racja? Leżysz tutaj, mając oczy zamknięte już prawie od 15 minut, i masz pewność, że wszystko w pokoju było w porządku nim zgasiłeś światło; bystrzak z ciebie. Te wszystkie zaliczone quizy na Facebooku upewniły Cię w tym, co i tak już wiesz, że gdybyś był bohaterem jakiegoś horroru, przetrwałbyś do końca. Już prawie ukończyłeś układanie ostrożnych planów tego, co byś zrobił w każdej sytuacji o jakiej czytałeś na creepypasta.com. Ale to przecież bez sensu, prawda?
Nie boisz się. Albo przynajmniej próbujesz tak sobie wmówić.
Ale zaraz... co to było? Czy to był szelest tkaniny? Ale przecież nie zmieniłeś swojej pozycji, nie wykonałeś żadnego ruchu. Czy to Ty wydałeś ten odgłos? Nie, nie mogłeś. Leżysz sparaliżowany na łóżku, zesztywniały z niepokoju, że musiało się to przydarzyć akurat teraz. Musiałeś to sobie wyobrazić... musiałeś.
Przewracasz się twarzą do ściany. Co z oczu, to z serca. Jeśli coś jest z tobą w pokoju, to to coś musi po prostu pogodzić się z tym, że jesteś teraz zbyt zmęczony, żeby cokolwiek z tym zrobić. Wciąż ogarnia Cię niepokój, i znowu słyszysz ten szelest. Tym razem, towarzyszy temu miękkie tąpnięcie na podłodze.
Serce zaraz wyskoczy Ci z piersi... naprawdę to usłyszałeś? Nie, nie, nie, po prostu to sobie wyobraziłeś. Naprawdę, powinieneś przestać grać w te survivalowe horrory w nocy, to Ci miesza w głowie. Jesteś przecież racjonalną osobą, przestań zachowywać się jak dziecko i po prostu zaśnij.
Zaciskasz powieki, mając cichą nadzieję, że sen niedługo nadejdzie. Praktycznie błagasz o bezpieczeństwo nieistniejącego świata snów. W pewnym sensie uciekasz; ale nic tam nie ma... prawda? Po prostu jesteś zmęczony. Wiem, wiem.
Z mocno zaciśniętymi oczyma, zaczynasz się niepokoić, że niezależnie jak tego chcesz, nie możesz poruszać kończynami. No co ty, naprawdę chcesz do tego dopuścić? Ile masz lat? 12? Olej to i w końcu zaśnij.
Teraz, mocniej niż poprzednio, znowu dociera do Ciebie ten irytujący dźwięk. Szelest materiału, a po nim miękkie tąpnięcie. Bezwiednie wstrzymujesz oddech, zaciskasz oczy jak tylko mozesz. Dziecinnie starasz się schować pod kołdrę. Ty tylko to sobie wyobrażasz! To wszystko jest w Twojej głowie; myślę, że Ty jesteś w tym lepszy.
Słyszysz głośne bicie swego serca, nie dość jednak głośne, by zagłuszyć dźwięki dochodzące z pokoju. Co to za szelest?! Może tylko jakiś papierek na podłodze. Tak, to musi być to! A to tupanie? Pewnie kot, albo pies, albo cokolwiek. Pewnie wbiegło niezauważenie zanim zamknąłeś drzwi. Tak, po prostu masz paranoję.
Teraz dźwięk dochodzi ze stóp łóżka, a Ty będząc odwróconym plecami nie masz odwagi odwrócić się, żeby to sprawdzić, nie, żeby to coś pomogło; jedyne światło w twoim pokoju to słaby błysk Twojej komórki na szafce obok Ciebie. Podłączyłeś ją, zanim wpełzłeś do łóżka, pamiętasz? Ale nie masz odwagi odwrócić się i rozejrzeć; tam po prostu nic nie ma.
Minuty ciągną się jak godziny, kiedy Ty leżysz z twarzą zwróconą do sciany, sztywny jak deska, niezdolny do zmuszenia Twego ciała do ruchu. Teraz nic nie słyszysz, żadnych odgłosów od kiedy to osiągnęło krawędź łóżka. Wiesz, że tam nic nie ma. To cisza. Pogrywa z Tobą. Naprawdę, powinieneś włączyć jakąś muzykę czy coś takiego, zanim położyłeś się spać. Cóż, może następnym razem.
Nagle, znajome brzęknięcie rozchodzi się po pokoju, a po nim znajomy szum. Oddychasz głęboko, Twoje ciało relaksuje się, kiedy zanurzasz się w spokoju. Dzięki Bogu, to koniec, nareszcie możesz spokonie zasnąć. Ta cisza naprawdę dobijała Cię. Przewracasz się, i otwierasz oczy, żeby sprawdzić godzinę na telefonie; musiała minąć przynajmniej godzina, od kiedy położyłeś się spać.
Wita cię jego rozciągnięty od ucha do ucha uśmiech. Słabo oświetlone puste oczodoły skierowane są na Ciebie.
Rodzice 12 letniej Ani poszli na całonocną imprezę z okazji walentynek. Ania została sama w domu ze swoim pieskiem który zawsze dotrzymywał jej towarzystwa a gdy się bała lizał ją po dłoni. Ania bez żadnych obaw siedziała w domu, grała na komputerze, czytała gazety aż usiadła przed telewizorem właśnie leciały wiadomości z ostatniej chwili : ,, Po Osiedlu Braci Sniadeckich grasuje seryjny morderca, uciekł on z więzienia i jest poszukiwany przez policję. proszę pozamykać wszystkie drzwi i czuwać w niebezpieczeństwie''. Ania przelękła się i wystawiła rękę za fotel od razu poczuła lizanie po ręku co ją trochę uspokoiło, wiedziała z nie jest sama. Leżała przez dłuższa chwile nagle usłyszała przytłumiony pisk swojego psa ale nie zwróciła na to zbytnio uwagi tylko odkrzyknęła,,, Azor cicho bądź wszystko jest w porządku'' dalej oglądała telewizje nagle usłyszała,, Kap, kap, kap''' pomyślała ze leci z kranu , ponownie usłyszała ,,kap, kap, kap'' trosze się przestraszyła i poczuła na swojej dłoni miłe lizanie, i juz czuła się bezpiecznie. Ponownie usłyszała ,,kap, kap, kap'' lekko zdenerwowana uciążliwym kapanie wstała i poszła do łazienki. Ku jej przerażeniu na kaloryferze leżała odcięta głowa psa, Ania była w szoku o mało nie zemdlała obróciła się w stronę lustra na którym pisało ,, NIE TYLKO PSY POTRAFIˇ LIZAĆ'' nie zrobiła kolejnego kroku...została oblana kwasem...umierała powoli w ogromnych cierpieniach. Sprawcy tego czynu do tej pory nie złapano..
Cytat:
7 Lat
Włącz przeglądarkę Internet Explorer 3. To musi być właśnie ta wersja.
Gdy ją już uruchomisz wpisz adres for-you://gratitude-and-remembrance (dla-ciebie://wdzięczność-i-pamięć - przyp. tłumacza)
Poczekaj około 40 sekund. Będziesz czuł się dziwnie. Nie walcz jednak z tym uczuciem, albo połączenie ze stroną zostanie przerwane, a możesz się z nią połączyć jedynie jeden raz.
Pojawi się weblog. Będzie zawierał wydarzenia, które nastąpią w twoim życiu w ciągu następnych 7 lat.
Dodaj formułę /admin/ do paska adresu. Spróbuj zgadnąć hasło, które wybrałeś ty z przyszłości. Może się to wydawać niemożliwe, jednak zawsze jest jakiś sposób - hasło nigdy nie jest poza twoim zasięgiem.
Gdy w końcu zalogujesz się na stronę jako admin możesz usuwać wpisy dotyczące dowolnych wydarzeń z twojej przyszłości. Wtedy to wydarzenie nigdy nie będzie miało miejsca.
Jednak nigdy, pod żadnym warunkiem nie waż się edytować wpisów. Nawet nie próbuj.
Na całą akcję będziesz miał jedynie godzinę. Po tym czasie utracisz połączenie.
Cytat:
Plik zdjęć
Młoda dziewczyna idąc ze szkoły do domu znalazła niewielki plik zdjęć z polaroida leżących w rynsztoku. Było ich łącznie dwadzieścia, były spięte gumką aptekarską. Podniosła je i zaczęła przeglądać w drodze do domu. Pierwsze zdjęcie przedstawiało upiornie bladego człowieka na czarnym tle, stojącego tak daleko od aparatu, że nie widziała żadnych szczegółów.
Dziewczyna spojrzała na następne zdjęcie. Przedstawiało ono tego samego człowieka stojącego trochę bliżej.
Dziewczyna szybko przejrzała kilka następnych zdjęć. Na każdym kolejnym zdjęciu mężczyzna stał bliżej i był odrobinę wyraźniejszy.
Skręcając w ulicę na której był jej dom, dziewczyna odkryła że mężczyzna na zdjęciach wyraźnie na nią patrzy, nawet gdy ruszała zdjęciem na prawo i lewo. Przestraszyło ją to, ale ciągle przeglądała zdjęcia.
Na dziewiętnastym zdjęciu mężczyzna był tak blisko, że jego twarz wypełniała całe zdjęcie. Miał najbardziej przerażający wyraz twarzy, jaki kiedykolwiek widziała. Wchodząc na podjazd wzięła do rąk ostatnie zdjęcie. Zamiast obrazu, były na nim napisane dwa słowa: "Wystarczająco blisko".
Słysząc krzyk na zewnątrz domu brat dziewczyny natychmiast pobiegł do drzwi. Po otwarciu zobaczył jedynie plik zdjęć leżących na progu. Postać ze zdjęcia na wierzchu przypominała jego siostrę, tyle że bardzo bladą, ale stała za daleko i nie był pewien czy to ona.
Cytat:
Na piętrze
Kiedy byłam małym dzieckiem moja rodzina przeprowadziła się do dużego, starego piętrowego domu z wieloma dużymi pustymi pokojami i skrzypiącą podłogą. I mama i tata pracowali więc często po powrocie ze szkoły byłam sama w domu. Pewnego wieczora, kiedy wróciłam do domu, światła nie były jeszcze pozapalane. Zawołałam "Mamo?" i usłyszałam jej melodyjny głos "Taaaaak?" z górnego piętra. Zawołałam ją jeszcze raz i gdy wchodziłam po schodach, żeby sprawdzić, w którym jest pokoju i usłyszałam znowu to samo melodyjne "Taaaaak?". Dopiero się urządzaliśmy i nie znałam jeszcze dobrze labiryntu pokojów, ale słyszałam jej głos w jednym z dalszych pomieszczeń, na drugim końcu korytarza. Czułam się trochę niepewnie, ale wiedziałam, że w domu wszystko jest w porządku i widok mamy jak zwykle będzie w stanie uspokoić moje lęki. Kiedy właśnie sięgałam ręką klamki usłyszałam jak otworzyły się drzwi frontowe, usłyszałam też wesołe wołanie mojej mamy "Kochanie, jesteś w domu?". Odskoczyłam od drzwi i pobiegłam do schodów. Kiedy do nich dotarłam obejrzałam się. Drzwi przez które chciałam przejść były uchylone. Przez krótki moment widziałam tam coś dziwnego. Nie wiem co to było, ale wpatrywało się we mnie.
Cytat:
Pułapka
W Berlinie tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej pieniędzy było mało, zapasy były na wyczerpaniu, wyglądało na to, że miastu grozi klęska głodu. W tym czasie ludzie opowiadali o młodej kobiecie, która spotkała w tłumie na ulicy niewidomego. Zaczęli rozmawiać. Niewidomy mężczyzna poprosił ją o przysługę - czy mogłaby dostarczyć list na adres zapisany na kopercie? Było jej po drodze, więc się zgodziła.
Kiedy odeszła parę kroków, postanowiła spytać, czy mogłaby jeszcze jakoś pomóc mężczyźnie, ale spostrzegła go biegnącego przez tłum bez białej laski czy ciemnych okularów. Było to mocno podejrzane, więc poszła to zgłosić na policję.
Kiedy policja odnalazła dom, którego adres widniał na kopercie, dokonała makabrycznego odkrycia. Trzech rzeźników ćwiartowało ludzkie mięso i sprzedawało je głodującym ludziom.
Co było w kopercie, którą rzekomy niewidomy dał kobiecie? Kartka, na której było napisane "To ostatnia, jaką wam dzisiaj przysyłam".
Cytat:
Korytarz
Yup, znów ten sam sen, ten sam pieprzony sen. Miałeś go kiedyś ? Jasne że miałeś, MUSIAŁEŚ mieć. To uczucie kiedy ciągle śpisz ale masz wrażenie że już się obudziłeś. Nie widzisz nic dziwnego czy przerażającego... ale jesteś w wielkim błędzie, w bardzo bardzo wielkim błędzie. Wstajesz z łóżka, przeciągasz się kilka razy ziewając. „Huh? To zabawne” mówisz patrząc na zegarek, wskazuje on godzinę 13.00 lecz na dworze ciągle jest cholernie ciemno. „Co za kawał gówna – to już nie pierwszy raz kiedy znowu się popsuł”.
Kierujesz się na korytarz, wygląda dziwnie nieznajomo, jakby nigdy nie był Twój. Nie wiesz do kogo należy i nieważne jakby podobnie wyglądał czy pachniał to napewno nie należy do Ciebie. Ale oczywiście nie dostrzegasz tego w porę... hahaha NIGDY nie dostrzegasz tego w porę. Wolno kierujesz się do kuchni żeby przygotować sobie jakieś śniadanie, po drodze jednak napotykasz coś dziwnego, coś co wzbudza w Tobie pierwszy niepokój.
„Huh? Nie pamiętam żeby wisiał tutaj jakiś obraz...” mówisz sam do siebie....
Twoja dziewczyna nie spała dzisiaj u Ciebie, prawda ? Nie jesteś żonaty. Mieszkasz sam. Jesteś cholernie pewny że tego pieprzonego obrazu nie było tutaj wczoraj wieczorem. Więc ?
Kto ?!
Ściany powoli zaczynają brązowieć podczas gdy Ty skupiasz się na obrazie. „Czy to jest człowiek ?” Pytasz sam siebie. „Nie... nie... żaden Bóg nie stworzyłby takiej osoby!”. Postać na obrazie jest czarna jak węgiel. Ogniste, wściekło pomarańczowe oczy zdają się przewiercać Cię na wylot. Postać jest bardzo wysoka, na oko gdzieś około 8/9 stóp (1 stopa ~ 31 cm przyp. tłumacza). Jego twarz na pierwszy rzut oka wygląda całkiem ludzko, jest podłużna, bardzo przypomina owal. Z drugiej strony przypomina nieco pysk dzika. Długie i ostre pazury które zdają się wyrastać bezpośrednio z jego rąk przypominają noże. Postać stoi na lekko ugiętych nogach – jakby szykowała się do skoku. Jego „kolana” (jeżeli można nazwać to kolanami) wyginają się do wewnątrz, zresztą tak samo jak wszystkie inne jego stawy.
Nadal wpatrujesz się w obraz, który absorbuje całą Twoją uwagę…
Korytarz jest już teraz brudno brązowy. Po chwili Twoje źrenice rozszerzają się ze zdumienia i strachu gdy zauważasz że „człowiek” na obrazie zaczyna się poruszać. Krwawe łzy spływają powoli po jego policzkach. Natychmiast odwracasz się i zaczynasz uciekać, byle dalej od niego, byle dalej od tego przerażającego widoku…
Nie mogąc złapać tchu uciekasz przez korytarz, który teraz wydaje się nie mieć końca. W oddali nie widać nic, dookoła Ciebie jest tylko nieprzenikniona czerń…
Wtedy popełniasz ten klasyczny błąd. Hahaha zawsze to robisz, prawda ? Oglądasz się za siebie…
Monstrum stoi teraz skulone na końcu korytarza, głową dotyka sufitu, a swoje pazury ciągnie po podłodze zostawiając w niej głębokie wyrwy. Chwiejnym krokiem zmierza w Twoją stronę. Porusza się dość szybko jak na swoje rozmiary, ale wciąż nie jest dostatecznie szybki żeby za Tobą nadążyć. Po długim biegu, który zdawał Ci się trwać w nieskończoność wreszcie dobiegasz do kuchni.
Ale to nie jest już kuchnia którą pamiętasz. Jest pełna gnijącego mięsa, a brudny zlew wypełniony jest po brzegi krwią. Nie masz czasu aby się zastanawiać co się tutaj dzieje. Podbiegasz do drzwi aby je otworzyć ale są dokładnie zamknięte, oczywiście sprawdzasz wszystkie okna które są w pobliżu ale przez żadne z nich nie dasz rady się wydostać. Zbiegasz na dół mając nadzieję że tylne drzwi są otwarte.
Gdy już czujesz że dotrzesz do celu, niespodziewanie bestia skacze na Ciebie. Opadasz z głuchym łoskotem na ziemię. Jesteś przerażony, czujesz paniczny lęk. Twoje serce zaczyna bić coraz szybciej kiedy stwór unosi Cię na wysokość swojej twarzy. Uśmiecha się, odsłaniając rzędy wielkich i ostrych jak brzytwa zębów. Swoim długim językiem lizę Cię po Twoim lewym policzku jakby sprawdzał jak smakujesz. Oczywiście próbujesz się wydostać, lecz im bardziej się szamoczesz tym mocniej stwór wbija swoje szpony w Twoje ramię, zostawiając w nim głębokie rany. Jego głos sprawia że zaczyna dzwonić Ci w uszach – czujesz że zaraz ogłuchniesz jeżeli nie przestanie. Z nieprawdopodobną siłą ciska Tobą o ziemię. Dławisz się własną krwią, a Twoje oczy zachodzą mgłą.
Nagle budzisz się słysząc głośne krzyki, jednak szybko cichną ponieważ uświadamiasz sobie że to Ty jesteś ich źródłem. Jesteś oblany potem a Twoje łóżko jest przemoknięte na wskroś. Ale nie od potu… Jest tam coś lepkiego… Z przerażeniem stwierdzasz że jest to krew… Twoja krew… Zaczynasz panikować.
„To był tylko sen… tylko sen… tylko sen… sen…”
Dotykasz swojej twarzy jakbyś chciał sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Czujesz na swoich palcach gęstą ślinę…
„Nie to przecież niemożliwe” – zupełnie zdezorientowany mówisz głośno, patrząc na swoją dłoń. Na swojej ręce zauważasz głębokie i krwawiące rany, postanawiasz pojechać do szpitala. Wstajesz i sprawdzasz która jest godzina. Jest 13.00, ale za oknem jest dalej cholernie ciemno…
„Pieprzony zegarek…” – mówisz pod nosem, łapiąc płytki oddech.
Wychodzisz na korytarz, powoli kierujesz się w kierunku kuchni, wtedy też zauważasz coś dziwnego…
„Tego obrazu nie było wcześniej tutaj…”
Cytat:
Obudź się
Prawdą jest, że niektóre ofiary tortur podczas owego aktu przemocy wpadają w świat fantazji, z którego mogą się nie OBUDZIĆ. W tym katatonicznym stanie ofiara żyje w świecie takim jak prawdziwy za wyjątkiem tego, że nie jest w nim torturowana. Jedyną możliwością, by naświetlić takiemu osobnikowi sytuację i skłonienie go do OBUDZENIA SIĘ jest notka znaleziona w świecie fantazji. Informuje ona o ich stanie zdrowia i karze im się OBUDZIĆ. Nawet wtedy opuszczenie świata wyobraźni może zabrać kilka miesięcy i PROSZĘ OBUD? SIĘ.
Cytat:
Sam w domu
Jesteś sam w domu i słyszysz wiadomości o zbiegłym mordercy. Spoglądasz przez szklane drzwi na swoje podwórko i zauważasz mężczyznę stojącego na śniegu. Wygląda dokładnie jak ten poszukiwany morderca i uśmiecha się do ciebie.
Przełykasz ślinę, podnosisz telefon i dzwonisz na policję. Patrzysz znowu na podwórko i zauważasz, że mężczyzna stoi teraz znacznie bliżej.
Zszokowany upuszczasz telefon. Na śniegu nie ma żadnych śladów.
To jego odbicie.
Jeśli wystąpiły powtórzenia to serdecznie przepraszam.
?ródła: forum.tibia.org.pl
Kolejna porcja... Jeśli o tego warna chodzi to była zapowiedź dużej ilości krótkich...
Cytat:
Pewnego pochmurnego dnia mały Janek siedział na strychu i szperał w pudłach z pamiątkami. Nagle zobaczył małego pieska-robota. Wyglądał on strasznie miała wielkie oczy i ostre kły, ale Janek, jak to małe dzieci ciekawe, nie mógł się oprzeć i wziął go do ręki. W jednej chwili ślepia pieska zaczęły się mienic we wszystkich kolorach, a on usłyszał tylko dwa słowa: NAKARM MNIE, a potem znikł. Rodzina małego Janka szukała go długo, ale ciała nie odnaleziono. Po tym zdarzeniu rodzice Janka wyprowadzili sie z tamtad. Dom długo stał pusty, aż do pewnego momentyu, gdy wprowadziło się do niego małżeństwo z dzieckiem, mała Gosią. Gosia juz po kilku dniach znała wszystkie zakamarki domu oprócz jednego STRYCHU. Więc postanoiła tam zajrzec. te miejce nie było wcale niezwykłe. Ale wzrok dziewczynki zatrzymał się na pewnej zabawce, był to piesek. Dziewczynka bez wahania podeszła i wzięła go na ręce. A wnet rozległo sie NAKARM MNIE......
Cytat:
Rodzinka w składzie: mama, tata, i 5 dzieci zamieszkali w pewnym domu. Ludzie mówili, że w tym domu straszy. Oni się nie przejęli tym. W domu nie było nic prócz jedynego, pustego obrazu. Próbowali go zdjąć na różne sposoby - nie dało się. Wreszcie dali sobie spokój i zaczęli się rozpakowywać. Co kilka nocy z obrazu spływała krew. W tym samym czasie, ktoś z rodziny umierał. W ten sposób umarło już dwoje dzieci - Natala i Bartek. Oboje mieli po 13 lat. Gdy następnym razem obraz zaczął krwawić, Madzia szła do łazienki. Przechodziła koło obrazu. Obraz zwykle był czysty - nic nie było na nim namalowane. Tym razem na obrazie był krwawy napis: NIE OGLˇDAJ SIĘ ZA SIEBIE. Ale ciekawość zżarłą Madzię. Obejrzała się za siebie i...nic już więcej nie zobaczyła. Ktoś a raczej coś wbiło jej kuchenny nóż prosto w serce. Zwłoki Madzi przeniesiono do jej łóżka. Następnego dnia rodzice zaczęli wieżyć w klątwę przeklętego obrazu. Postanowili z pozostałą dwójką dzieci się wyprowadzić. Niestety dom stanął w płomieniach. Nic nie ocalało. Jedynie przeklęty obraz wisiał w powietrzu jakby wisiał na niewidzialnej ścianie. Z jego ram płynął strumień krwi. Na obrazie był tylko krzywy krwawy napis: ŻEGNAJCIE...
Cytat:
W pewnym niewielkim miasteczku stał dawno opuszczony już cmentarz. Ludzie go nie odwiedzali, ponieważ twierdzili, że jest nawiedzony. Do miasteczka sprowadziła się rodzina z dwójką dzieci. Oni również usłyszeli o nawiedzonym cmentarzu od swoich sąsiadów, ale dorośli jak to dorośli jedynie się z tego śmiali. Dzieci ogromnie przejęły się tą historią. Było jeszcze gorzej, gdy okazało się, że ich dom leży niecałe 100m. od cmentarza, a z tylniego okna domu widać ten nawiedzony cmentarz. Rodzice nie wierzyli w tę historię o duchach pojawiających się na cmentarzu, ale dzieci owszem. Pewnego wieczoru rodzice dzieci postanowili wyjść na romantyczna kolację do restauracji za miastem. Dzieci zostały, więc same w domu. Koło 12.00 w nocy Mej i jej brat Jan usłyszeli śpiew kobiety. Wyjrzeli przez okno a na jednym z nagrobków siedziała kobieta w białej szacie i śpiewała. Niespodziewanie odwróciła się do dzieci i szeroko się uśmiechnęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Mej wrzasnęła z przerażenia i czym prędzej chciała biec do swojego pokoju. Gdy wchodziła na schody zobaczyła na nich siedzącą postać. Była to ta sama kobieta, którą widziała z bratem przez okno. Wstała ona i podeszła do przerażonej dziewczynki. Położyła jej rękę na głowie poczym szybkim ruchem skręciła jej kark. Gdy chłopak poszedł szukać swojej siostry znalazł jej ciało na łóżku na ścianie pisało ludzką krwią "Niech rodzice lepiej uwierzą"
Cytat:
Ta historia przydarzyła się naprawdę. Do dziś jej nie wyjaśniono. Moja przyjaciółka z wakacji, Ania, miała młodszą siostrę Karolinę. Karolina miała 10 lat i pasjonowała się duchami, zdarzeniami paranormalnymi. Pewnego dnia Karolina wróciła przejęta do domu i zaczęła rozmawiać z Anią. Była podniecona i zdenerwowana. Mówiła, że dowiedziała się od koleżanki, że ktokolwiek o północy, z lustrem, świecą i świętym obrazkiem dwunastokrotnie wypowie słowa "Krwawa Mary", zostanie porwany przez pociąg Widmo i będzie w nim straszył już na zawsze... Anka zignorowała to z kpiącym uśmieszkiem. Następnego dnia rano w łóżku nie było Karoliny. Przerażona mama odkryła kołdrę i... jej oczom ukazała się spora kupka jakby popiołu ułożona w kształt ciała.... Karoliny. Od tamtej pory nikt nie znalazł Karoliny, choć szukała jej policja nie tylko w rodzinnym mieście. Pewnego dnia Ania wkładała do pudełek rzeczy Karolinki. Płakała. Za książkami młodszej siostry znalazła fioletowy notesik z napisem DIARY. Otworzyła i zaczęła przeglądać. Karolina pisała tam o różnych rzeczach. O nudnych urodzinach koleżanki, o otrzymaniu niesprawiedliwej pały z matmy, o śmierci ukochanego psa i kupnie nowego... Ostatnia zapisana strona była na pół oderwana. Karolina napisała tam dokładnie to: "Trzeci stycznia 1999 roku, 00:01 Jest minuta po północy, wymówiłam tajemne słowa "krwawa Mary" dokładnie tak, jak mówiła Aśka... I nic. Zastanawiam się, c" Nie było dokończone. Ale na ostatniej stronie notesu róg strony był zagięty. Pod zagiętym rogiem bardzo cienką kreseczką czegoś czerwonego był narysowany pociąg...
Cytat:
Martyna miała wtedy 14 lat. Była akurat na wakacjach z rodzicami i starszą, 19-letnią siostrą - Marzeną. Trzeciego dnia wycieczki rodzice uparli się, żeby wybrać się do muzeum archeologicznego. Był to duży, zbudowany z jasnej cegły budynek. Rodzinka weszła do środka. Wykupili bilety i ruszyli zwiedzać. Martyna w muzeum czuła się dość nieswojo. Być może dlatego, że w żadnym z pomieszczeń nie było okien. Pojedyńcze kinkiety wiszące na suficie dawały efekt półmroku. Również wystawa była dość nietypowa - woskowe figury za szklanymi gablotami przedstawiały dawnych ludzi. Martyna szła przodem - nigdy nie potrzebowała zbyt wiele czasu na oglądanie. Nagle doszła do wystawy poświęconej starożytnemu Egiptowi. Przestraszyła się trochę na widok sarkofagu i mumii, dlatego podskoczyła i odwróciła się. Wtedy doszła do niej Marzena. - Marti, nie wygłupiaj się. To sztuczne - wskazała podbródkiem na mumię w bandażach, nawijając na palec kosmyk szkarłatnych farbowanych włosów. - Uhm. Wiem - ledwie mruknęła Martyna, kiedy światła pogasły. Dziewczynka krzyknęła. Otaczała ją zupełna ciemność, usłyszała pełne zdziwienia i strachu krzyki rodziców i Marzeny. Usłyszała też trzask rozbijanego szkła i dziwny odgłos... jakby jęk, ale nie wydała go ani Marzena, ani żadne z rodziców... Po chwili światła się zapaliły. Rodzice podbiegli do Martyny. - Wszystko w porządku...? To tylko awaria, ale można się wystraszyć, co? - zapytał tata. - Gdzie Marzenka? - padło pytanie mamy. Chyba tylko Martyna zauważyła kosmyk szkarłatnych włosów, który wydostał się spomiędzy bandaży 'sztucznej' mumii za gablotą... Ale nie, rodzice także to zauważyli. Wybito szybę i wyjęto z gabloty martwą już Marzenę... Odbył się pogrzeb. W nocy tegoż dnia Martyna usłyszała jęk... taki sam, jak wtedy w muzeum... Jednak tym razem był on wypełniony wściekłością i niezadowoleniem... A więc strzeż się. Bo pewnego dnia mumia może zapukać też do Ciebie!
Cytat:
Jest trzecia nad ranem. Spędziłeś całą noc oglądając twoje ulubione horrory, czytając twoje ulubione straszne historie, spróbowałeś nawet starej sztuczki z Bloody Mary. Przeciągasz się i ziewasz, uznajesz, że najwyższy czas iść spać. Wchodzisz więc do sypialni i kładziesz się spać.
Po chwili uświadamiasz sobie, że ciągle myślisz o tych dziwnych potworach które widziałeś i o których czytałeś. „Szlag… jutro rano będę się z tym czuł cholernie głupio” – mówisz to na głos i zapalasz lampę na biurku. Z dzieciństwa pamiętasz, że to zawsze pomagało przegnać strachy. Po paru minutach leżysz wygodnie w łóżku przykryty kołdrą, masz zamknięte oczy i myślisz o znacznie bardziej przyjemnych rzeczach. Jesteś bardzo blisko zaśnięcia…
Właśnie wtedy wyczuwasz jakiś ruch w pokoju. Jakiś cień przesłania światło lampy. Mrugasz, zamierzasz odwrócić się w kierunku lampy, gdy nagle jakaś ręka łapie cię za ramię
- Dzięki za włączenie światła. Bez tego nie mógłbym cię znaleźć w tej ciemności.
Cytat:
Słyszysz swoją komórkę, ale dzwonek jest jakiś dziwny, inny niż ustawiałeś. Ktokolwiek to jest, natychmiast się rozłącza. Pewnie pomyłka. Spoglądasz na ekran telefonu. Wyświetla się na nim wiadomość o nieodebranym połączeniu i wiadomości zostawionej na poczcie głosowej. Naciskasz przycisk chcąc odsłuchać tą wiadomość, przykładasz telefon do ucha. Nagle słyszysz w słuchawce przerażający krzyk, krzyk bólu. Odrzucasz telefon na drugą stronę pokoju, ale nadal słyszysz ten krzyk.
Kiedy w końcu podnosisz telefon, żeby sprawdzić od kogo przyszła wiadomość, nagle rozpoznajesz czyj głos tak przeraźliwie krzyczał,
To twój głos.
Tym krótkim akcentem chciałbym podziękować użytkownikom za wspólną rozmowę. Miałem szansę, zmarnowałem ją.
_________________ Jestem kimś, kogo doskonale znasz z tego forum, tyle że boisz się zapytać...
2AM : Nie wydaje mi się żebym mogła dzisiaj zasnąć, więc postanowiłam pisać, to jedyna rzecz która mnie uspokaja w takich chwilach jak ta. Dzisiejszy dzień był dość dziwny, wyjątkowo spokojny, nikt nie chciał rozmawiać a nawet nikt nie chciał się po prostu uśmiechnąć. Jednak ja czułam się zupełnie szczęśliwa. Jak? Dlaczego? Tego nie wiem, wydaje mi się że im więcej razy widziałam jak byli smutni tym bardziej szczęśliwa byłam. Ale to zapewne tylko moja wyobraźnia płata mi figle, w końcu jest już dość późna godzina. Nie jestem złą osobą. Po prostu chcę spać.
3AM : Wciąż nie mogę zasnąć. Jedyne o czym mogę myśleć to Ci wszyscy ludzie, których widziałam dzisiaj. Jedyne o czym mogę myśleć to te wszystkie rzeczy które dzisiaj zrobiłam. Jedyne o czym mogę myśleć to ten cały smutek. Jak ? Dlaczego ? Nie jestem pewna. Nie jestem złą osobą. Po prostu chcę spać.
4AM : Nie mogę spać. Jestem potwornie zmęczona, ale z drugiej strony czuję się zupełnie wyspana. Chciałabym żeby był tutaj ktoś kto by mnie otulił, przytulił żebym mogła czuć się bezpiecznie. Moje myśli wędrują tak daleko że nie jestem pewna czy będę w stanie kiedykolwiek ponownie je odnaleźć. Czuję się odmieniona. Czuję że mogłam zrobić coś złego dzisiaj, że mogłam zakończyć kilka istnień. Jak ? Dlaczego ? Nie jestem pewna. Nie jestem złą osobą. Po prostu chcę spać.
5AM : Już nigdy więcej nie chce spać. Spojrzałam w lustro. Nie chce już nigdy więcej budzić się. Spojrzałam w lustro. Boję się że mogłam dzisiaj wystraszyć ludzi. Spojrzałam w lustro. Boję się że mogłam być dzisiaj potworem i zrobić coś potwornego. Spojrzałam w lustro, i nic się nie zmieniło. Spojrzałam w lustro, i nic nie było już takie samo. Boję się sama siebie. Jak ? Dlaczego ? Nie jestem pewna. Nie jestem złą osobą. Po prostu chcę umrzeć.
6AM : Nie wydaje mi się żebym mogła umrzeć. Jedyne co mogę robić, to chyba tylko pisać. Czuję że jedyne co mogę robić to oddychać. Czuję że jedyne co mogę zrobić to żyć. Nie wydaje mi się żebym mogła umrzeć. Jaki jest cel życia ? Jaki jest sens w spaniu ? Jaki sens ma wstawanie rano ? Nie wydaje mi się żebym mogła umrzeć. Jak ? Dlaczego ? Nie jestem pewna. Nie jestem złą osobą. Po prostu pragnę śmierci.
7AM : Każde słowo które pisze, wydaje się dawać mi coraz więcej życia, nie mogę się oprzeć i przyjmuje je. Nie mogę sobie nawet wyobrazić jak żyję, ale słowa dają mi siłę. Nie mogę sobie wyobrazić jak jestem szczęśliwa, ale to słowa dają mi siłę. Nie mogę sobie wyobrazić jak to jeszcze czytasz, to Ty jesteś tym kto utrzymuje mnie przy życiu. Nie mogę sobie wyobrazić jak się czujesz, ale Twoja śmierć przynosi mi życie - karmie się nią. Nie możesz sobie wyobrazić jak ja się czuję, ale ja czuje się świetnie, taka żywa. Nie możesz wyobrazić sobie siebie jak żyjesz, jedyne czego chcesz to umrzeć. Jak ? Dlaczego ? Nie jestem pewna. Nie jestem złą osobą. Po prostu chcę żyć. Po prostu chcę żebyś umarł.
Cytat:
Strażnik Rozsądku
W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Gdy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie „Strażnikiem Rozsądku”. Pracownik będzie Cię ignorował, każąc Ci opuścić budynek. Jeżeli jednak uparcie będziesz powtarzał swą prośbę, potrząśnie głową z rezygnacją i będzie kazał Ci iść za sobą.
Zaprowadzi Cię do schodów które prowadzą w głąb ziemi. Będziesz miał uczucie że nigdy tak długo nie chodziłeś, a wtedy będziesz zmuszony iść jeszcze dalej. Po tym co będzie wydawać Ci się nieskończonością, znajdziesz drzwi. W tym momencie możesz zauważyć zniknięcie pracownika lecz nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeżeli drzwi znajdują się po Twojej prawej stronie, to mam tylko nadzieję że zabrałeś ze sobą coś żeby skończyć ze sobą jak najszybciej. Jeżeli jednak znajdują się one po Twojej lewej stronie to jesteś na dobrej drodze. Zapukaj trzy razy, lecz nie oczekuj odpowiedzi. Kiedy tylko przekroczysz próg, szybko pochyl głowę, unieś ją dopiero wtedy kiedy człowiek który będzie znajdował się przed Tobą zacznie mówić. Jeżeli będzie to mężczyzna ubrany w czarny płaszcz, to jest to Twoja ostatnia szansa na ucieczkę. Jeżeli jednak płaszcz jest koloru żółtego musisz zadać jedno pytanie „Co mam z nimi zrobić?”. Postać zacznie opowiadać o każdej, najmniejszej nawet chwili z życia każdego człowieka. Nie pozwoli Ci żebyś się odezwał ani odszedł. Musisz ciągle wpatrywać się w jego oczy. Jeżeli popatrzysz gdziekolwiek indziej, stworzenia na jego prawej lub lewej ręce rozerwą Cię na strzępy, lecz nie umrzesz a jedyne co będziesz czuł to cierpienie które będzie trwało wieczność. Kiedy zakończy swą opowieść, skieruje się w Twoją stronę. Gdy będzie zbliżał się do Ciebie musisz ciągle na niego patrzeć, nieważne jakby okropnie lub groteskowo wyglądała jego twarz. Powie Ci żebyś uklękną. Pochyli się nad Tobą i ucałuje w czoło, będziesz czuł niewyobrażalny ból, coś jak żar z tysiąca słońc, ale nie możesz się zawahać ani okazać żadnej słabości. Następnie umieści różaniec, który miał przewieszony na swoich barkach, na Twoich. W tym momencie zemdlejesz a gdy się obudzisz będziesz siedział plecami do ściany obok instytucji. Sprawdź datę. Jest dzień wcześniej i wszystko wygląda tak jakby nic się nie wydarzyło, jedyną różnicą jest różaniec który zwisa z Twoich barków.
Różaniec to Przedmiot nr. 1 z 538, oczyści Twój umysł i pomoże podejmować rożne decyzje w życiu. Pamiętaj to zależy od Ciebie jak go wykorzystasz.
Cytat:
Echo
To dzieje się kiedy próbujesz zasnąć. To dziwne uczucie spadania tuż zanim zaśniesz. Następnym razem kiedy pójdziesz do łóżka i to poczujesz, daj się temu ponieść. Wytrzymaj i nasłuchuj. Nasłuchuj uważnie, bo nie będziesz w stanie utrzymać się na krawędzi zbyt długo. Tam, tuż przed zaśnięciem usłyszysz dźwięk. Łagodny pomruk, odległe echo, jak ciche westchnięcie. Posłuchaj uważnie i zapamiętaj ten dźwięk. To odgłos twojego ostatniego oddechu.
Cytat:
Niewspomniany Interes
Istnieje mały, niepozorny budynek zwany "Padraic Willoughsby & Co." w przemysłowej dzielnicy Birmingham. Przez większość czasu drzwi są zamknięte, a okna zasłonięte. Jednakże, 29 lutego każdego roku przestępnego, przed wejściem znajduję się mały, plastikowy pojemnik wypełniony wizytówkami. Po jednej stronie wydrukowany jest napis "PADRAIC WILLOUGHSBY & CO., ANGIELSCY SPECJALIŚCI W CUDOTWÓRSTWIE". Z drugiej strony, bardzo małymi literami napisana jest fraza "Krew niewinnych".
Każdej nocy po godzinie duchów ktoś przychodzi do tego budynku, przejeżdża kartą przez czytnik i otwiera drzwi. W środku znajduje się pusty pokój z białymi ścianami. Nie ma tam światła poza małym, srebrnym promykiem na drugim końcu sali. Po pewnym czasie orientujesz się, że znajdują się tu kolejne drzwi. Kiedy do nich zapukasz, pewien głos zapyta "Co sprawia, że ludzie się wywyższają?" na co musisz odpowiedzieć znaną już frazą "Krew niewinnych". Przejście stanie otworem. Kiedy znajdziesz się w następnym pomieszczeniu stwierdzisz, że jest to pewnego rodzaju poczekalnia. W środku znajduję się od 5 do 10 ludzi, palących cygara i popijających brandy, wszyscy ubrani w stroje z dawnej epoki. W pokoju nie mają miejsca żadne rozmowy, jedyny dźwięk emitowany jest przez fonograf, który bez przerwy gra tę samą melodię. Jeśli spróbujesz rozmawiać zostaniesz zignorowany, wszyscy potraktują Cię jak powietrze.
W południowym krańcu pokoju znajdziesz duży, okrągły stół, różniący się wyglądem od innych. Znajdziesz tam pióro i dokument. W owym dokumencie wypisane są wszystkie twoje dane osobowe: Imię, data urodzenia, miejsce zamieszkania, zapiski policyjne, największe fobie itd. Na dole dokumentu znajduję się rubryka czekająca na twój podpis. Nikt nie wie co się stanie jeśli to podpiszesz.
Cytat:
Weź swój telefon i przy wybieraniu numeru wciskaj cyfrę 1 tak długo, jak tylko się da. Następnie zadzwoń pod ten numer.
W większości przypadków usłyszysz w swojej słuchawce informację, że taki numer nie istnieje. Wtedy po prostu się rozłącz.
Czasami jednak, bardzo rzadko przy dzwonieniu pod ten numer usłyszysz sygnał. Dokładnie przez 4 minuty nie będziesz słyszał nic poza nim. Później ktoś odbierze telefon. Dokładnie przez 7 minut będziesz słyszał szum.
Po tym czasie w słuchawce odezwie się zachrypnięty głos. Spyta krótko "Kto?"
W tym momencie możesz wypowiedzieć nazwisko dowolnej nieżyjącej osoby. Będziesz miał możliwość rozmowy z nią tak długo, jak tylko będziesz chciał.
Jednakże, jest pewien haczyk. Jak tylko odwiesisz słuchawkę, oni będą znali twój numer. Będą do ciebie dzwonić non-stop i mówić o okropieństwie śmierci i piekła. Nie pomoże ci nawet zmiana numeru.
Będą dzwonić zawsze.
Cytat:
Późną nocą para nastolatków wraca z dyskoteki w sąsiednim miasteczku do domu. Po drodze kończy im się paliwo. Wszędzie dookoła jest mroczny las i niewielkie szanse na znalezienie pomocy. Chłopak zjeżdża do zatoczki i mówi dziewczynie, że pójdzie poszukać stacji benzynowej, która powinna być niedaleko. Dziewczyna boi się jednak zostać sama i błaga go, żeby jej nie opuszczał. Chłopak długo ją namawia, a na koniec ustalają, że ma się ona schować na tylnym siedzeniu pod kocem, a gdy on wróci zapuka trzy razy.
Dziewczyna siada z tyłu i otula się szczelnie kocem. Mija kilka minut, potem pół godziny. Dziewczyna słyszy dwa stuknięcia i już ma się podnieść powitać ukochanego, gdy dźwięk się powtarza, słychać znowu dwa stuknięcia. Przerażona, jeszcze głębiej wchodzi pod koc.
W końcu jednak udaje jej się zasnąć. Budzi się dopiero na dźwięk policyjnych syren i głosu policjanta nawołującego przez megafon. Dziewczyna się unosi i widzi policjanta, który przekazuje jej, że ma wysiąść i do niego podbiec. Dziewczyna wysiada i biegnie ile ma sił. Kiedy jest przy policjancie odwraca się, aby spojrzeć na samochód, i widzi na dachu potężnego mężczyznę z szaleństwem w oczach, który trzyma coś w dłoni. Przez chwilę dziewczyna patrzy oniemiała. Okazuje się, że mężczyzna trzymał w ręce odrąbaną głowę jej chłopaka.
Cytat:
Pentagram
Wejdź do swojej łazienki późną nocą. Poustawiaj zapalone świece w kształt pentagramu. Za pomocą szminki, lub innej czerwonej substancji narysuj na lustrze pentagram, tak, aby świece były jego kątami. Teraz módl się do szatana najgorliwiej jak potrafisz, aż twoja dusza zostanie pochłonięta, i nie dojdzie do niej nigdy żadne światło. Będziesz słyszał w swej głowie różne piekielne głosy. Aż w końcu usłyszysz trzask tłuczonej szyby. NIE SPOGLˇDAJ NA NIˇ, i zacznij w myślach liczyć do 20. Nie wydawaj żadnych innych dźwięków, i nie wykonuj innych ruchów. Po odliczeniu, wypowiedz imię znienawidzonej osoby, której chcesz się pozbyć, sześć razy. Rok po tym rytuale, osoba ta zginie w straszliwych cierpieniach, przebita czymś długim (włócznią np.) w serce.
Aha, po wykonaniu tego rytuału radziłbym ci nie dotykać Biblii przez tydzień...
Cytat:
"Trzeciego"
Trzeciego grudnia, znajdź małe, lusterko O wielkości takiej aby zakryło ci twarz. Zakryj swą twarz tą częścią "nieodbijającą" i wejdź do łazienki. Stań przed wiekszym lustrem. Dokladnie o 11:34 w nocy, unieś małe lustro nad swą głowę.
W małym lusterku zobaczysz wtedy "coś" czego nigdy nie zobaczyłbyś uzywająć tylko dużego, lub tylko małego lusterka, będzie ono stało tyłem więc cię nie zauważy..
Teraz wyjdź cicho z łazienki, tyłem, bezszelestnie, dopóki duże lustro nie zniknie całkowicie z twojego pola widzenia.
Jeśli wydasz jakikolwiek dźwięk, lub wykonasz gwałtowny ruch, to co ujrzałeś w lusterku dowie się o tobie, i o tym że to obserwowałeś...
Cytat:
Sam
Nawet nie wiem dlaczego to piszę. Jest milion innych miejsc gdzie mogę to umieścić. To nie ma znaczenia. Zawsze znajdzie się ktoś, kto to przeczyta. Nikt wcześniej nie słyszał mojej historii. Jednak może to być moja ostatnia szansa, aby to napisać, więc zrobię to. To uczucie nie odejdzie. Oni patrzą. Oni obserwują i z każdą sekundą są bliżej. Czują mój strach. I wiem, że to sprawia im przyjemność.
Minęły około cztery miesiące odkąd wszyscy zniknęli. I mam na myśli każdego. Pewnego dnia obudziłem się do szkoły. Od razu spojrzałem na zegarek. Lekcje zaczęły się trzy godziny temu. Musiałem po prostu wyłączyć budzik przez sen i z powrotem zasnąć. Czasem mi się to zdarza. Dlaczego nie obudzili mnie rodzice? Prawdopodobnie poszli wcześniej do pracy.
Po raz pierwszy zauważyłem to na dworcu. Zazwyczaj jeżdżę pociągiem do szkoły, ponieważ jest to najszybszy sposób, aby się tam dostać. Nie spotkałem nikogo w drodze na dworzec, ale żyłem w dość spokojnej części miasta, więc wszystko działo się wolno o tej porze dnia. Tak się zdarza, więc zbytnio nie myślałem o tym. Kiedy dotarłem na dworzec, zauważyłem, że nie było tam nikogo. To było dziwne. Powinno tam być przynajmniej kilka osób czekających na pociąg, nawet o tej godzinie. Wzruszyłem ramionami, twierdząc, że to niezwykle leniwy dzień. Czasem tak też się zdarza.
Czekałem przez dłuższą chwilę, ale pociąg nie nadjeżdżał. Nie pamiętam jak długo tam stałem, ale byłem coraz bardziej sfrustrowany. Zdecydowałem się pójść do szkoły na piechotę. Mimo wszystko, jeśli się pośpieszę, to tylko dwadzieścia minut, a i tak już byłem spóźniony na następną lekcję.
Po drodze nie widziałem nikogo. W szkole też nikogo nie było. Budynek szkoły był otwarty i oświetlony. Nadal się tym za bardzo nie przejmując ruszyłem na lekcje. Ale sale były puste. Każda klasa w całym budynku. Niektóre drzwi były otwarte, niektóre zamknięte. Ale nie było tam nikogo. Sprawdziłem pokój nauczycielski, który też okazał się pusty. Nawet przypomniał mi się zapach świeżej kawy. Spróbowałem zadzwonić do jednego z moich znajomych, aby zapytać, co się dzieje. Nie odebrał. Telefon dzwonił, ale po prostu nie było żadnej odpowiedzi. Spróbowałem do innego. To samo. Zadzwoniłem do każdej osoby, którą znałem ze szkoły. Brak odpowiedzi.
Poszedłem do centrum handlowego, które znajdowało się w pobliżu. Było puste. Cały budynek, zazwyczaj tętniący życiem, całkowicie pusty. Sklepy były otwarte, światła zapalone, muzyka grała, ekrany z informacjami włączone. Po prostu nie było nikogo przechadzającego się po centrum handlowym, przeszukującego sklepy, żadnych sprzedawców ani obsługi.
Wyglądało to jakby wszyscy zniknęli na dobre.
Próbowałem dodzwonić się do moich rodziców. Brak odpowiedzi. Przez cały dzień, nie widziałem nikogo żywego. Jedyne samochody, które widziałem to były tylko te zaparkowane. Nie było żadnych zwierząt. Wszędzie tylko cisza. Jednak wszystko jeszcze działało. Sklepy były otwarte, światła się paliły telewizory działały, tylko nie było żadnego programu. Nawet internet działał. Każda strona działała, czaty i fora także, tylko nikogo tam nie było.
Poszedłem się zdrzemnąć. Nie pamiętam wiele z pierwszych dni. Nie pamiętam jak to było. Cały czas tylko uczucie niewyobrażalnego strachu i samotności. Spałem mało, nie jadłem w ogóle. Siedziałem przed blokiem, czekając na kogoś wracającego do domu, na kogoś kto do mnie zadzwoni, wysłuchując przejeżdżającego samochodu, czekając aby ten sen się skończył. Nigdy tak się nie stało.
W końcu się pozbierałem. Powiedziałem sobie, że nikt nie nadejdzie, a ja muszę wstać i przynajmniej jeść. I tak zrobiłem. Jadłem wszystko co udało mi się znaleźć, czy jest po terminie, czy nie. Jadłem i jadłem. I płakałem. Byłem sam. Nie było żadnego znaku, że gdzieś jest chociaż jedna osoba, gdziekolwiek na świecie. Żaden z kanałów telewizyjnych nie pokazywał jakiegokolwiek programu. Na niektórych był ciągle tylko ten sam obraz. Żadnej aktualizacji w internecie. Nikt nigdzie nie był zalogowany. Nikt nie odpowiadał na telefon. Jednak wszystko, ciągle działało. Energia nigdy się nie wyczerpała . Światła zawsze były włączone. Latarnie na ulicach działały. Sklepy były otwarte. Muzyka grała zawsze tam gdzie grała.
Ale wszystko nadal było puste.
W końcu przyzwyczaiłem się do tego. Minęło trochę czasu, zanim zacząłem wychodzić na zewnątrz. Na początku spróbowałem odwiedzić znajomych, szukać ludzi, kogokolwiek. Wkrótce się poddałem. Niebawem zdałem sobie sprawę, że potrzebuję więcej żywności niż to, co mieliśmy w domu. Zacząłem plądrować sklepy spożywcze. Tylko to, co aktualnie potrzebowałem, a następnie szedłem do domu i zjadałem. Niedługo potem zacząłem zabierać inne rzeczy. Słodycze. Napoje.
Być może minął już miesiąc, a ja musiałem pogodzić się z moim życiem oraz faktem, że nie było nikogo innego na świecie. Więc zacząłem korzystać z życia. Bawiłem się. Był to rodzaj zabawy, którą możesz wyobrazić sobie, gdybyś miał cały świat dla siebie na jeden dzień. Rabowałem sklepy, które chciałem, brałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Spałem na łóżkach w sklepach meblowych, grałem gry na największych ekranach w sklepach elektronicznych. Tłukłem każdy kawałek porcelany na jaki się natknąłem. Szalałem po centrum handlowym, pozostawiając za sobą zniszczenia. Brakowało mi dawnego życia, lecz zrobiłem z teraźniejszego jak najlepsze.
To było może z miesiąc temu, gdy pojawił się on.
Odpoczywałem w domu, przesłuchując kilku albumów, które przyniosłem ze sobą do domu, gdy nagle usłyszałem dziwne odgłosy dobiegające z zewnątrz. Nie potrafię tego za bardzo opisać. To brzmiało jakby coś mnie wzywało. Nie jestem nawet pewien, czy to naprawdę słyszałem. Po prostu to czułem. To co ujrzałem na zewnątrz zaparło mi ze strachu dech w piersiach. Ktoś lub coś. Miało kształt człowieka, ale coś było... nie tak. Było zupełnie czarne. Nie, nie po prostu czarne. Wydawało się pochłaniać światło wokół siebie. Nie miało żadnych szczegółów, które można było dostrzec. Bez ubrania, bez włosów, bez twarzy. To była tylko czarna masa ale w jakiś sposób przypominała człowieka. Nie mogłem bezpośrednio na to patrzeć ale nie mogłem też oderwać wzroku. Z każdą sekundą widziałem jak się zbliża, mimo że się nie poruszało .To coś mnie przyciągało ale stałem cały czas w tym samym miejscu. Jedynym elementem, jakim byłem w stanie rozpoznać, były oczy. Dwie zielone, błyszczące kropki. Wiedziałam, że to oczy. Wiedziałem to, bo żaden wzrok nigdy nie był tak przenikliwy, tak paraliżujący, tak straszny. Czułem jakby wysysało ze mnie życie.
Mówiło do mnie. Nie słowami. Nie znakami czy gestami. Po prostu patrzyłem na to i wiedziałem, co mówi.
"Nie powinieneś tu być."
Obudziłem się. Minął dzień, może dwa. Nie pamiętam na pewno. Obudziłem się spocony, krzycząc we własnym łóżku. To był sen. Musiał być. Byłem sam. Nie było nikogo innego na świecie, jak mogło to być coś innego niż sen?
Wstałem. Na początku sen mnie niepokoił. Był taki realny. Był? Nie, nie mógł być. Z kolejnymi dniami, zacząłem o tym zapominać. W pewnych chwilach to zaczęło przypominać coraz bardziej sen, więc przestałem o tym myśleć. Nawet śmiałem się do siebie, że mogłem myśleć, że to coś innego.
Jednak miałem uczucie, że coś wisi w powietrzu. To było jak nadchodzący huragan, który nigdy nie nadszedł. Czasami ledwo na to zwracałem uwagę, a czasami nie mogłem przestać o tym myśleć. Aczkolwiek, żyłem dalej.
Dzisiaj stało się to ponownie. Uczucie. Wezwało mnie, akurat gdy szedłem spać. Wezwało mnie i kazało mi podejść do okna. Za bardzo się bałem żeby się ruszyć. A jednak, nogi same zaprowadziły mnie tam. Niewyobrażalne uczucie strachu i rozpaczy wróciło. Łzy płynęły mi z oczu, gdy moje nogi niechętnie ciągnęły mnie do okna. Nie było tam nikogo. Ulica była pusta, jak zawsze. Jednak uczucie nie odeszło. Czułem się jakby miliony oczu patrzyło się prosto na mnie. Oni tam byli. Patrzyli.
Powiedzieli.
"Przybyliśmy po Ciebie".
To było dwie godziny temu. Nawoływanie ustało. Nie patrzą. Piszę to teraz, bo wiem, że to ostatni raz, kiedy mogę. Zbliżają się z każdą sekundą.
Nie jestem nawet pewien, czemu to piszę. Może jest ktoś, jak ja, w jakimś zakątku świata. Może ktoś to przeczyta. Nie obchodzi mnie to. Mam komuś o tym powiedzieć.
Są tutaj.
Cytat:
"Gra"
Świetnie /x/, za takie tematy właśnie was kocham ! Wydaje mi się że będę tutaj wpadał coraz częściej, co więcej wydaje się że wszystkie /b/astardy znudziły się już swoim trollingiem.
W każdym razie mam coś w sam raz dla was. To NIE jest creepypasta. To zdarzyło się naprawdę.
Gdy byłem w drugiej klasie szkoły średniej, mieliśmy razem ze znajomymi, w zwyczaju wybierać się na kemping w miejsce zwane Sunset State Beach w Kalifornii. Zawsze gdy robiło się już ciemno, graliśmy w pokera dla zabicia czasu. Tego roku byłem tam wraz z dwójką moich przyjaciół. Będę nazywał ich "B" i "Z". B poszedł do łazienki, a ja i Z rozkładaliśmy żetony, pieniądze i ten cały burdel potrzebny do gry. W tym samym czasie z pieprzonego lasu wyszedł TEN facet. Miał długą splątaną brodę i turystyczny plecak. Wyglądał jakby mieszkał na ulicy i na pewno przydałaby mu się porządna kąpiel.
Ja i Z patrzyliśmy wprost na niego, kierował się bezpośrednio w naszą stronę. Nie było w tym nic dziwnego, od czasu do czasu jakiś turysta lub mała ich grupka mijała nasze obozowisko w drodze na plażę. Jednak tym razem wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
Facet bez skrępowania po prostu się do nas przysiadł. Powitał nas z radością, a my siedzieliśmy sparaliżowani ze strachu nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Mieliśmy wtedy po jakieś 16 lat i zupełnie nie wiedzieliśmy co robić w takiej pieprzonej sytuacji. Zakładam że B wiedział co jest grane, bo szybko wyłączył swoją latarkę i starał się niepostrzeżenie do nas zbliżyć.
Powiedział że nazywa się Roger, ale dla przyjaciół Bryan. Jego pełne imię brzmiało Roger Bryan King. Opowiadając o sobie wyznał że był w przeszłości programistą i developerem gier wideo. Pół żartem pół serio starał się dać nam do zrozumienia że musiał wybrać się z pewnych powodów na przymusowe "wakacje".
W tym momencie, B który stał kilka metrów od nas, ostrożnie się do nas zbliżył. Nie wiem czemu wybrał tą możliwość zamiast spierdalać jak najdalej, ja na pewno bym tak właśnie postąpił na jego miejscu. Z perspektywy czasu na pewno przelewam mniej emocji do mojej opowieści, ale wtedy wszyscy byliśmy zgodni co do jednego : zginiemy albo przynajmniej facet będzie starał się nas zamordować. Był zbyt wesoły żeby być normalny i nie czuliśmy się w jego obecności ani komfortowa ani bezpiecznie.
Wybaczcie że moja opowieść na temat okoliczności tamtych wydarzeń trwa tak długo, ale to wszystko jest tak cholernie dziwne że nie mogę tego opuścić
Staraliśmy się więc nawiązać z nim jakąś rozmowę. "Bryan, dla jakiej firmy pracowałeś ?" zapytaliśmy szczerze zainteresowani, on niespodziewanie szybko i z pogardą odpowiedział "dla bardzo małej". Pytaliśmy się o projekty nad którymi pracował, ale on ciągle kręcił i widać było że z jakiegoś powodu nie ma zamiaru z nami na ten temat rozmawiać. W końcu zaproponował partyjkę pokera.
Cały czas byliśmy kurewsko przestraszeni więc od razu się zgodziliśmy. Wszystko aby tylko nie denerwować wariata - wiecie o czym mowie. W tym czasie, B starał się przedstawić całą sprawę jako dobrą zabawę ale bardzo szybko okazało się że zabawa wcale nie będzie taka dobra.
Facet opowiedział nam historię o tym jak znalazł ciało w środku lasu, potem zaczęliśmy grać w pokera. Postawiliśmy stawki, niestety Bryan nie miał przy sobie żadnych pieniędzy. Wszyscy zgodnym głosem przekonywaliśmy go że wcale nie musi żadnych mieć i że to przecież tylko zwykła gra. Przerwał nam ostro mówiąc że czułby się winny gdyby tak postąpił. Parę sekund dumał nad czymś po czym zaczął szperać w swoim plecaku.
Byłem już gotowy do skoku. Co więcej byłem zupełnie przekonany że w jego plecaku kryje się jakieś narzędzie zbrodni. Jednak po chwili powiedział że ma ze sobą "kopie zapasową" gry nad którą pracował - i że to właśnie ją postawi jako stawkę. Mówił że trzyma ją przy sobie bo jest przeklęta i przynosi pecha, albo coś w tym rodzaju. Wtedy wszyscy, nawet on, śmialiśmy się z jego historii, lecz stał się nagle zupełnie poważny i powiedział że NIGDY nie możemy w nią zagrać - nawet jeżeli ją wygramy. Będzie mogła być dla nas jedynie pamiątką ze spotkania z nim.
Po czym wybuchnał głośnym śmiechem po czym uspokoił nas że przecież tylko żartował.
Dobrze wiem że cała historia wydaje się wam być wyjątkowo głupia i niewiarygodna. "Każdy od razu uciekłby od kogoś takiego" - zapewne macie racje, ale koleś był niesamowicie charyzmatyczny. Był miły i nawet jego dziwna opowieść zainteresowała nas w pewnym stopniu. Cały czas był uśmiechnięty i głośno się śmiał, wszyscy chyba zdaliśmy sobie sprawę z tego że gdybyśmy zaczęli uciekać to po prostu pozabijałby nas szybciej.
Tak więc graliśmy w pokera i po chwili i ja i Bryan mieliśmy po tyle samo żetonów. Miał takie umiejętności że myśleliśmy że jest zawodowym graczem.
Wtedy zaczął przegrywać, robił głupie ruchy i zakłady. Grał w taki sposób jakby pierwszy raz w życiu miał do czynienia z pokerem. Moi znajomi (którzy dokładnie przyglądali się grze dzielnie mnie dopingując) stwierdzili że Bryan, z jakiś powodów, specjalnie chce przegrać.
Oczywiście, zgodnie z oczekiwaniami, w końcu wygrałem. Wstał, podał mi rękę i powiedział "Dziękuję".
Wtedy bez ŻADNEGO powodu zaczął głośno płakać. Po czym bez słowa odwrócił się od nas i skierował się do lasu.
Chyba nie muszę mówić, że od razu zabraliśmy się za pakowanie całego tego burdelu. Chcieliśmy wynieść się stąd jak najszybciej. Cała droga zabrała nam coś koło czterech godzin. Kiedy nie kierowałem, patrzyłem na moją nagrodę - płytę CD, w małym plastikowym opakowaniu, które było całe lepkie od błota (przynajmniej mam nadzieję że było to błoto). Na płycie było napisane coś czego nie mogłem odczytać. Jestem pewien że tytuł gry to "Coffin Box" (Trumna) albo "Coffee Shop" (chyba nie muszę tłumaczyć). C-coś, a następnie, krótki wyblakły i niewyraźny napis.
Gdy tylko dotarliśmy do domu B, piliśmy do nieprzytomności grając w jakieś gry wyścigowe. Nie pamiętam teraz zupełnie ich tytułów - zresztą to mało ważne.
Kiedy się obudziłem, moi kumple jeszcze byli pogrążeni w głębokim śnie. Popatrzyłem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem że znowu była noc - przespaliśmy cały dzień ! Obudziłem ich wszystkich i postanowiliśmy sprawdzić co kryje tajemniczy prezent od Bryana.
Zaprosiłem moją najlepszą przyjaciółkę (będę mówił o niej N) która znała się na grach PC dużo lepiej ode mnie. Osobiście wolałem grać na konsolach. Gdy tylko się pojawiła, włożyliśmy płytę do napędu.
Pierwszą rzeczą jaka pojawiła się na ekranie było małe okienko, bez żadnego tekstu, jedynie z przyciskiem "OK". Martwiłem się że może to być jakiś wirus, ale i tak miałem niedługo kupować nowy twardy dysk więc postanowiłem uruchomić aplikację.
Gdy tylko kliknąłem na zasrany przycisk, mój Windows Media Player odtworzył jakąś bardzo GŁOŚNˇ piosenkę. Wszystko nagrane zostało w zupełnej dysharmonii, nagromadzenie basów oraz trzasków nie pozwalało skupić się na grze. Wyłączyłem go i usłyszeliśmy wtedy niski, złowieszczy można by było powiedzieć, odgłos. Brzmiało to jak kilkanaście spowolnione i obniżone o parę tonów bicie serca.
Gdy uporaliśmy się ze sprawą dźwięku, przeszliśmy bezpośredni do gry. Ekran był bardzo, bardzo mały i trzeba było naprawdę starać się aby coś zobaczyć. Gra przedstawiała coś co wydawało się "nieskończonym" lasem pogrążonym w czym co zdawało mi się być mgłą.
Najbliżej jej było do tych wszystkich trzecio-osobowych przygodówek. Grafika była utrzymana w konwencji 3-D lecz wszystko wyglądało jak zbudowane z różnego rodzaju pudełek, skrzynek. Dla przykładu drzewo zostało stworzone z jednego dużego brązowego pudełka (pień) i wielu innych, malutkich zielonych pudełeczek (liście).
Po chwili dotarliśmy naszym bohaterem do altanki. Altanka wywołała we mnie niepokój, boję się praktycznie tylko dwóch rzeczy a jedną z nich są przerażające pieprzone altanki w środku lasu. Co jest moim drugim lękiem ? Niedługo się dowiecie.
Po dotarciu do kabiny, dźwięki z WMPlayera zostały wyciszone a gra zaczęła odtwarzać swoją własną muzykę. W tym momencie, altanka była bardzo mała i ciężko było stwierdzić gdzie znajdują się drzwi. Gdy zbliżaliśmy się do niej, dźwięk wyłączał się i słychać było jedynie to, dziwne 8-bitowe jęczenie.
Gra była bardziej formą interaktywnego filmu ponieważ wszystko co mogłeś zrobić to iść przed siebie, dotrzeć do altanki, spróbować wejść - ale było to niemożliwe ponieważ okienko było bardzo małe. Coś jak 1/32 monitora.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w ekran starając się zobaczyć co się dzieje kiedy nagle... BAM !. Odtworzony został dziwny, głośny krzyk a okienko samo się zmaksymalizowało. W tym momencie śmialiśmy się z siebie że przestraszyliśmy się jak małe dzieci, ale szybko uspokoiliśmy się i zaczęliśmy szukać drzwi. Skierowałem postać w lewo aby okrążyć domek, wszystko było w porządku dopóki nie przechodziłem koło okna, słyszałem wtedy jak ktoś mówi albo przynajmniej się stara. Potem słychać było tylko dziwny "śpiewny" jęk.
Około pięciu minut zajęło nam rozwiązanie zagadki. Trzeba było podejść do okna i nacisnąć przycisk akcji żeby dostać się do środka. Na chwile ekran zrobił się czarny a muzyka zatrzymała się na sekundę. Wyświetlił się film/animacja o bardzo niskiej rozdzielczości. Oczom naszym ukazały się schody na szczycie których, stała kobieta ubrana w brzoskwiniową sukienkę. Kobieta była bardzo blada, praktycznie miała białą skórę. Jej oczy były zupełnie czarne, i wyglądały jakby były zasnute mgłą. W tym momencie wszyscy byli cholernie cicho.
Nagle dziewczyna spadła ze schodów. Nie było by to tak straszne gdyby była to po prostu animacja, ale wyglądało to jak dziwny, bardzo realistyczny film. W powolnym tempie wiotkie ciało staczało się coraz niżej. Gdy dotarła na sam koniec, mogłeś zobaczyć twarz na jej sukni, co oznaczało że wykonana została ze skóry.
Wszyscy byli cholernie pewni że nie chcą dłużej w to grać. Ponaciskałem kilka przycisków żeby tylko się stamtąd wydostać. W końcu znalazłem tylnie drzwi które prowadziły do jeziora a na jego brzegu kajak, albo łódkę - nie pamiętam dokładnie. Kamera obróciła sie i patrzyliśmy na naszego bohatera z góry. Wiosłowałem dobre dwie minuty kiedy to OGROMNY cień pojawił się dokładnie pod naszą łódką.
Wtedy też na ekranie wyświetlił się napis "KONIEC".
Napis zniknął i pojawiło się drugie okienko "POWTÓRZYĆ ? T/N"
Wybrałem T, wcisnąłem enter, po czym na ekranie pojawił się komunikat "Włóż płytę numer 2". Nigdy więcej nie grałem już w tą grę ponieważ moją drugą fobią jest woda - oceany, jeziora to wszystko mnie przeraża. Cała gra wydawała mi się zaprogramowana w oparciu o moje najgłębiej skrywane strachy.
Mam nadzieje że znajdę kiedyś płytę z tą grą żeby dokładnie ją zanalizować i może podzielić się z kimś. B, Z i N także dużo o tym nie mówią, podejmujemy ten temat tylko na imprezach i takich tam rożnych spotkaniach towarzyskich.
Wiem doskonale że Bryan jest tam gdzieś w tym swoim cholernym lesie zaśmiewając się do rozpuku.
Cytat:
OPASKA NA NADGARSTEK
Kiedy rodzisz się w szpitalu, na twoim nadgarstku umieszczana jest biała opaska z twoim imieniem. Ale istnieją też opaski w innych kolorach, które znaczą co innego. Czerwone opaski są zakładane na nadgarstki zmarłych.
Pewien chirurg pracował na nocnej zmianie w szpitalu uniwersyteckim. Właśnie skończył operację i wychodził z sali. Wszedł do windy, wewnątrz niej znajdowała się już jedna kobieta. Porozmawiał z nią przez chwilę, gdy winda zjeżdżała na dół. Nagle drzwi windy się otworzyły, kolejna kobieta chciała do niej wsiąść. Lekarz czym prędzej nacisnął przycisk zamykania drzwi i wybrał przycisk najwyższego piętra. Zaskoczona kobieta obruszyła się na lekarza i spytała, czemu nie pozwolił tej drugiej wsiąść.
- To była kobieta, którą właśnie operowałem. - odpowiedział - Nie przeżyła operacji. Nie widziałaś czerwonej opaski na jej nadgarstku?
Kobieta uśmiechnęła się, podniosła rękę i spytała:
- Taką jak ta?
Cytat:
CHOROBA
Odbierasz telefon od swojej Mamy. Jako że jej samochód jest w warsztacie, prosi cię byś podjechał do sklepu i kupił jej kilka drobiazgów. Chleb, mleko, płatki oraz piersi z kurczaka.
Po spisaniu listy zakupów niechętnie udajesz się do samochodu, podjeżdżasz pod sklep i kupujesz to co miałeś kupić. Kasjerka zwraca ci uwagę, "Wie pan, nie grozi nam brak mleka. Mamy go dużo na zapleczu." Po dotarciu pukasz kilka razy. Nikt nie odpowiada. Decydujesz się sprawdzić drzwi. Otwierają się. Kładziesz torbę na ladzie. Dziwne. Obok leży sześć toreb o tej samej zawartości. W kilku z nich kurczak i mleko już się popsuły. Wołasz "Mamo", lecz bez odpowiedzi. Idąc przez kuchnie wchodzisz do salonu. Twoja matka siedzi na kanapie, ze swoją odciętą głową na kolanach.
Jak najszybciej dzwonisz po policję która przybywa zrobić dochodzenie. Lekarze stwierdzili że ofiara nie żyje niecały tydzień. Na miejscu wydarzeń policyjny psycholog odbywa z tobą rozmowę by ocenić twój stan psychiczny. Siedząc na frontowych schodach, podsłuchujesz rozmowę psychiatry z policjantem. "Nie jest rzadkością w przypadku osób cierpiących na schizofrenię, by zablokować się w paśmie powtarzających się zachowań." Myślisz sobie, "Nie mogą mówić o mnie. Schizofrenia? Gdzie tam. Powtarzające się zachowania? Czy oni myślą że ja to
zrobiłem?" Nagle ktoś do ciebie dzwoni. "Słucham?"
"Cześć skarbie, to ja. Mógłbyś podskoczyć do sklepu i przywieść mi jakiegoś kurczaka i mleko? A, przydał by się jeszcze jakiś chleb i płatki."
"Nie ma problemu Mamo. Za chwile będę na..."
Cytat:
Witaj.
Nie, nie powinieneś teraz zaprzestać czytania, to by było wielce nierozsądne. Pozwól, że coś ci opowiem. Zachowuj spokój i rozważnie delektuj się każdym słowem jakim tu ujrzysz.
Nie raz zapewne myślałeś kim jesteś. Nie, nie odpowiem ci na to pytanie, nawet nie mam takiej ochoty, wystarczy mi twoje przytaknięcie. Nie, nie musisz kiwać głową, ja to wiem. Wiem bardzo wiele rzeczy, nie owijając w bawełnę wiem wszystko. O tobie. Nie zadawaj pytań, czytaj i nie odwracaj wzroku. Nie pozwól sobie na chwilę słabości i nie odwracaj głowy kiedy zobaczysz jakiś cień, ruch kątem oka. Wiesz, że i tak tego nie zobaczysz, wiesz, że nigdy nie zobaczyłeś i prawdopodobnie nie zobaczysz. Zachowaj spokój i czytaj dalej.
Zastanawiałeś się kiedyś co znajduje się w środku? Nie mam na myśli organów wewnętrznych, chociaż wiem, że są dla ciebie bardzo ważne. Nie mam również na myśli serca, wy ludzie lubicie przypisywać temu organowi wiele cech, których nie posiada. Ale żeby ci ułatwić sprawę, siedzę w twoim sercu. Nie kontroluję go, nie sprawiałoby mi to takiej radości, wolę ciebie nieprzewidywalnego. Zawsze mnie rozbawia jak przyspiesza ci tętno gdy słyszysz jakiś nieznany dźwięk, gdy coś budzi twój niepokój. Teraz też to czuję, ale uspokój się i czytaj dalej.
Wracam do wcześniej postawionego pytania. Zastanawiałeś się co masz w środku? Być może chodzi mi o duszę, wy ludzie lubicie myśleć o niej jako o waszym „ja” centrum waszego bytowania, polegacie na niej bezgranicznie. Ale dobrze, rozumiem to. Znam twoją „duszę”. Siedzę w niej od dłuższego czasu jak i w „sercu”, poznaję ją, zwiedzam, skradam się po niej zostawiając za sobą ślady. Bo bawi mnie to. Kocham to uczucie gdy zamykasz oczy i nie chcesz widzieć tego co ja chcę, żebyś widział. Ale to bezcelowe, potrafię patrzeć za ciebie i przekazywać ci moje doznania.
Kocham, jak jesteś sam w domu, kiedy po awarii prądu siedzisz sam w ciemnościach i ostrożnie stawiasz każdy krok. Boisz się samotności i mroku? Niepotrzebnie, przecież ja jestem z tobą. Boisz się mnie? Może i słusznie, ale zachowaj spokój i czytaj dalej.
Czujesz to narastające uczucie? Nie potrafisz go nazwać, nie jest to strach, nie jest to niepewność ani tym bardziej nieufność. Może jest to wszystko naraz? Mówiłem, nie odwracaj wzroku. Znam cię, ale tak rzadko mogę ciebie widywać. Rzadko kiedy mogę na tak długo odwrócić twoją uwagę i wpatrywać się w ciebie z tak bliskiej odległości. Nie odwracaj się.
Czy kiedykolwiek brałeś prysznic, kiedy byłeś sam w domu i miałeś wrażenie, że coś porusza się za kotarą? A może cię podgląda? Spoglądasz wtedy na to coś? Dostrzegłeś niemal niewidoczną linię brwi lub pęczek skołtunionych, przetłuszczonych włosów wystających powyżej kotarę? To nie jest dobry pomysł. TO nie będzie zadowolone jeśli je ujrzysz. Najbardziej lubi moment, w którym masz szampon na włosach, a Twoje oczy są mocno zaciśnięte; albo-jeszcze lepiej! Kiedy mydlana piana pokrywa całą twoją, różową twarz. Uwielbia to, gdyż Twoje oczy są tak mocno zaciśnięte; i nawet jeśli chciałbyś je otworzyć, bo usłyszałbyś jakiś podejrzany dźwięk jak delikatne skrobanie o plastikową kotarę lub zgrzytanie pazurami o kafelki w łazience...albo chociażby ledwo słyszalne kapanie śliny lub potu lub...oh, Bóg jeden wie czego jeszcze! W kazdym bądź razie nie otworzysz swych oczu, ponieważ to by bolało. Prawda? W rzeczy samej. Nie otwieraj oczu! Ponieważ jeśli to zrobisz ujrzysz jego oblicze, twój wzrok napotka jego spojrzenie...Cóż. Na pewno się zorientuje...
Lustrzane odbicie Thomasa
Jestem lustrzanym odbiciem Thomasa. Każdego ranka wstaje, biegnie do łazienki i...robi miny. Jestem już zmęczony tą głupią zabawą. Robi je przynajmniej pół godziny dziennie! Szydercze, bzdurne gęby. Nie mam żadnego wyjścia jak tylko naśladować tą błazenadę, choć wewnątrz siebie aż gotuję się ze złości! Robił to każdego ranka...cóż, ROBIŁ. Pewnego ranka obudził się jak zwykle i wszedł do łazienki. Tego szczególnego poranka, wbrew jego woli, wyciągnął parę nożyczek.Tego szczególnego poranka, wbrew jego woli, zacisnął nożyczki mocno w swej pięści i zanurzył je prosto w swoje prawe oko. Thomas krzyczał bezustannie. Ja również krzyczałem i krzyczałem, lecz...jest jedna różnica. Nie mogę naśladować jego bólu... Tylko jego twarz.
Sąsiad
Dzisiaj rano poszedłem wyrzucić śmieci. W drzwiach wejściowych domu obok ujrzałem swojego sąsiada, który powiedział mi :"dzień dobry".
Grzecznie odpowiedziałem i kiedy zamknąłem za sobą drzwi przypomniałem sobie, że przecież mój sąsiad tydzień temu popełnił samobójstwo.
Cytat:
Póki śmierć nas nie rozłączy
Moja żona jęknęła, próbując mnie ugryźć. Kajdanki mocno trzymały ją przy łóżku.
Wciąż ją kochałem i nie mogłem znieść myśli, że muszę ją zabić. Błagała mnie o to, gdy została ugryziona. Prawie nam się udało. Upuściłem klucze i wtedy nas zaatakowano. Próbowaliśmy się bronić, ale było już za późno.
''Jake''-szepnęła. Jej ramię krwawiło. ''Obiecaj mi, że nie pozwolisz mi stać się jednym z nich''. Obiecałem, lecz za bardzo ją kocham, by odpuścić.
Mówi się: ''Póki śmierć nas nie rozłączy''. Ale czy to śmierć? Może tylko choroba?
''Nie martw się kochanie.Ochronię cię. Przyprowadzę ci kogoś do zjedzenia''
Nienasycone
Była typem dziewczyny, przed którą ostrzegała cię matka.
Próżna, nienasycona, szybka.
Zdolna opróżnić twój portfel do czysta lub sypiać z twoim przyjacielem, tylko dlatego ,że mogla.
Nigdy nie spełniona, zawsze czegoś szukająca, czekająca na następną ‘wielką rzecz’.
Oczywiście chciała mnie rzucić, dziewczyny takie jak ona, nie potrafią długo trwać w stałym związku.
Nie spodziewała się jednak ,że ja nie pozwolę jej odejść.
Wciąż nie pozwalam.
'No dalej, powiedz nam co z nią zrobiłeś. Powiedz gdzie znaleźć Monę!'-mówili do mnie, a ja się śmiałem. Powiedziałem im, że ona już nigdy mnie nie opuści, nie odejdzie. Nigdy jej nie znajdą, a ja nie powiem gdzie jest. 'Daj nam chociaż wskazówkę' -proszą mnie, a ja uśmiecham się gdy zawijają mnie w kaftan.
Mogą mówić co chcą, ja i tak im nie powiem. Mona jest teraz moja w tej ciszy, bardziej moja, niż byłaby gdybym pozwolił jej żyć.
Była nienasycona, dziewczyny jak ona, zawsze takie są. Ich dzikie usta i drapieżne oczy wysysają z ciebie całą energię, aż do szpiku kości. One zawsze odchodzą, nieważne jak bardzo je kochasz. Bo wciąż są nienasycone.
Zabawne, mimo, iż nazwałem ją nienasyconą, powiedziałbym ,że ogólnie była dość sycąca.
Cytat:
Notatnik
Gdzieś na świecie istnieje pewna kolekcja książek. Być może mieści się ona na zakurzonej, niepomalowanej półce w rogu czyjegoś poddasza. Możliwe, że ukryto ją wewnątrz spleśniałych pudełek, leżących w podziemiach jakiejś skromnej biblioteki. Zbiór ten zawiera kilka setek spisanych ręcznie ksiąg o przeróżnym wyglądzie – od liczących przeszło dwieście lat, obłożonych skórą tomów z pożółkłymi stronicami, do nowoczesnych kołonotatników. Książki te były pamiętnikami napisanymi zarówno przez sławnych jak i tych mniej rozpoznawanych ludzi. Wszystkie księgi łączyło jedno – ich autorami byli najbardziej przerażający szaleńcy oraz mordercy, jakich ten świat kiedykolwiek widział. I zbiór się ciągle powiększał…
Jeżeli kiedykolwiek przyszłoby Ci znaleźć ową kolekcję, usłyszysz słaby dźwięk drapania dobiegający z najmłodszej pozycji ze wszystkich zgromadzonych tomów. Ta księga będzie zupełnie nowa i wypełniona całkowicie pustymi kartkami, za wyjątkiem pierwszej strony. Ujrzysz na niej początek swojego własnego pamiętnika, wpisany Twoją ręką…
Cytat:
Długi objazd
Autostopowiczka, którą Andy zabrał tego lipcowego popołudnia była jedną z dziwniejszych osób jakie kiedykolwiek spotkał. Po serdecznych słowach podziękowania za zatrzymanie się i po chwili bądź dwóch ciszy ogłosiła, że ma moc aby spełnić życzenie. Magiczna sztuczka, którą wykonała jako dowód swoich zdolności była dość nadzwyczajna - Andy był pod sporym wrażeniem gdy odgłos talerza perkusyjnego skończył dźwięczeć w jego głowie.
A więc Andy, dobry chrześcijanin, którym przecież był, zawsze wyznawał zasadę, że powinieneś czynić dobry uczynek dla samego czynienia, a nie dla materialnych nagród. Pogardliwie odrzucił obrazy bogactwa i władzy, które proponowała mu dziewczyna. "Mym jedynym życzeniem, młoda damo, jest zabranie cię tam dokąd zmierzasz!"
Twarz dziewczyny wykrzywiła się ze strachu, podczas gdy na zewnątrz zapadł mrok.
Loch, zapomniałeś
Nie ma tu wystarczająco dużo miejsca aby się rozciągnąć. Stale zmieniam pozycję, ale nigdy nie mogę w pełni rozpostrzeć moich rąk. Byłoby wspaniale wyprostować swoje łokcie, kolana... nawet tylko na chwileczkę; wygiąć grzbiet, pozwolić mojemu kręgosłupowi rozwinąć się, dać szyi trochę luzu.
Odkryłem, w jaki sposób mogę chwilowo odciążyć mięśnie; podciągnąć w górę kolana, by dać plecom wytchnienie; zwinąć się bardziej by wygiąć kostkę. Napieram mocno na te ściany. Bynajmniej nie jest wygodnie. Czasem kopię. Nie potrafię teraz przerwać tych ograniczeń, ale nie poddam się.
Narodzę się.
Kocham Cię
"Kocham cię", wyszeptał. Jej serce waliło jak szalone gdy wrzucał je do słoika z formaliną.
Cytat:
"princess.exe"
Mój brat, zaraz po tym jak otrzymał posadę jako technik komputerowy, wyprowadził się z domu. Był to początek 2002 roku i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Starałem się z nim skontaktować – dzwoniłem, pisałem maile – wszystko na nic… Któregoś dnia postanowiłem osobiście złożyć mu wizytę. Przywitały mnie zamknięte drzwi oraz 3 koperty przybite do jego drzwi (jakieś zaległe rachunki i listy).
Wracając do domu, zauważyłem, że ktoś zostawił szary uszkodzony laptop na środku mojego podjazdu. Wysiadłem z samochodu aby obejrzeć go dokładniej.
Monitor LCD zdecydowanie wykazywał oznaki „użytkowania”. W lewym górnym rogu ekranu widać było ogromny otwór, który wpasowywał się dokładnie w rozmiar standardowego śrubokręta marki „Philips Head”. Nad nim, widniała kamerka internetowa, która także została zniszczona przy użyciu śrubokręta. Oprócz tych dwóch „szczegółów”, komputer wydawał się być praktycznie nowy. Klawisze były lekko wyblakłe, ale nie do tego stopnia aby nie można było ich używać. Spojrzałem na tył monitora, aby dowiedzieć się jakiej jest marki, jednak nie mogłem nic znaleźć. Jestem pewien, że dokładnie go sprawdziłem i nigdzie, powtarzam NIGDZIE, nie znalazłem żadnego tekstu, żadnego logo. W rzeczywistości laptop nie posiadał nawet „Dowodu Licencji” czy naklejki gwarancyjnej. Co dziwniejsze, laptop posiadał tylko dwa porty : VGA (używany do podłączenia zewnętrznego wyświetlacza przyp. tłum) oraz USB. Było to zastanawiające ponieważ jak długo, jakiekolwiek urządzenie elektroniczne, może działać bez portu ładowania ? Uznałem w końcu, że musiał być to jeden z tych bardzo tanich laptopów w którym aby naładować baterię , należy wyjąć ją z komputera i podłączyć do zewnętrznej ładowarki – jeszcze bardziej zastanowiło mnie, dlaczego w takim wypadku posiadał on kamerkę internetową ?
Zaintrygowany, co dokładnie znajduje się na laptopie, pobiegłem do mojej piwnicy, gdzie był przechowywany mój stary, nieużywany od dawna komputer. Znajdował się tam tylko dlatego, że zapomniałem przenieść tego behemota do lokalnej stacji SarCan (punkty recyklingu elektroniki przyp. tłum). Używał bym go dalej jednakże potrzebuje on od 5-6 godzin aby w pełni się uruchomić, ponieważ zawsze przechodzi w tryb odzyskiwania systemu, a jego procesor jest o wiele za „wolny” aby odzyskać wszystkie dane na 500 gigabajtowym dysku twardym (pamiętaj ze 120mhz procesorem Pentium nie zajedziesz daleko). Cóż… nieważne zresztą. Usunąłem więc stary monitor typu CTR firmy LG i podłączyłem go do laptopa. Miałem już nacisnąć przycisk zasilania, gdy…
…Zatrzymałem się. Nie ma mowy żeby działał, bateria już dawno musi być rozładowana.
Przetrząsnąłem całą piwnicę aby znaleźć mój tester napięcia. Gdy tylko go dorwałem odłączyłem baterię od laptopa i sprawdziłem odczyt… Bardzo niskie… Nie ma szans aby działał. Trudno – pomyślałem – najwyżej poleży tutaj do rana. Jutro zabiorę ten cały szmelc do SarCan i zrobią wreszcie z tym porządek. Odłączyłem monitor od laptopa, podłączyłem do mojego PCta i zostawiłem tak wychodząc z piwnicy. Skierowałem się prosto do mojego pokoju aby pooglądać telewizję. Oglądałem ją przez jakieś trzy godzinki po czym położyłem się do łóżka.
Jednak nie cieszyłem się długo słodkim snem. Został on przerwany przez bardzo głośny dźwięk. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem go jako sygnał uruchamiania systemu Windows 2000 – z wrażenia spadłem z łóżka. Hałas był tak głośny, że mógłbym przysiąc, że ktoś trzymał głośniki tuż przy moich uszach. Gdy wreszcie się jakoś pozbierałem, przez minutę czy dwie starałem się zrozumieć gdzie znajduje się źródło tych dźwięków.
Wreszcie wpadłem na świetny pomysł :
- Komputer ! Musiałem go przez przypadek włączyć gdy zmieniałem monitory !
Zadowolony z tego, że udało mi się rozwiązać zagadkę, skierowałem się w kierunku piwnicy, gdy nagle zamarłem w połowie drogi…
Zaraz...
To nie mógł być żadnym sposobem mój komputer…
Przecież miałem na nim zainstalowanego Windowsa 95…
Po tym wszystkim nie miałem najmniejszej ochoty na wybieranie się gdziekolwiek a na pewno nie do mojej piwnicy. Jednak zdrowy rozsądek zaczął brać górę nad przerażeniem i zdecydowałem, że musi być to jakiś problem systemowy – w końcu komputer był dość długo nieużywany. Ku mojemu zdziwieniu, komputer nie był włączany… mówiąc szczerze nie był on nawet podłączony do prądu. W takim razie pozostała ostatnia możliwość :
- Laptop…
Pośpiesznie usunąłem z niego baterię i podłączyłem jeszcze raz do woltomierza.
Tym razem nie mogłem odczytać żadnej konkretnej liczby. Tester zupełnie oszalał.
Podłączyłem baterię jeszcze raz i wcisnąłem przycisk „start”. Zaświeciły się jakieś światełka kontrolne co świadczyło o tym, że komputer jest w 100 % sprawny. Musiałem wiedzieć co się tutaj do cholery wyprawia. Podłączyłem mój stary monitor CTR do laptopa, i moim oczom ukazał się…
…Praktycznie pusty pulpit, jedyne co można było zobaczyć to trzy ikony znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Pasek zadań był pusty, nie było także nigdzie widać przycisku „start”.
Tapeta (a raczej jej brak) była zupełnie czarna. Czemu ktoś miałby zrobić coś takiego ze swoim komputerem ? Pytałem sam siebie. Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”. Z wszystkich trzech ikon, jeden był to folder „Gry” a drugi „Video”. Trzecia ikonka to cmd.exe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jest to jeden z tych laptopów stworzonych specjalnie dla dzieci. Kliknięcie na folder z grami potwierdziło moje przypuszczenia; laptop musiał należeć do jakiejś małej dziewczynki. Poczułem jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia, dziewczynka musiała być dość biedna ponieważ w folderze znajdowała się tylko jedna gra i nie miałem bladego pojęcia jakiego gatunku. Nazywała się princess.exe. Włączyłem program z czystej ciekawości – chciałem zobaczyć na czym polegała. Moim oczom ukazał się w pełni animowany ekran tytułowy. Pojawiały się na nim różne bajkowe postacie. W tym momencie na ekranie pojawiło się logo gry. Nazywała się „Kreator Księżniczek : Spraw byś była piękna !”.
Ah, więc musiała być to jedna z tych nisko budżetowych gier typu „nałóż na swoje zdjęcie jpgi. ubranek”. Oczywiście dalsze buszowanie w programie tylko to wszystko potwierdziło. Gdy na ekranie pojawiło się „menu” otrzymałem do wyboru dwie możliwości :
- „Wystrój się !”
- „Przeglądaj śliczne zdjęcia”
Chciałem zobaczyć jak wyglądała dziewczynka do której wcześniej należał laptop więc wybrałem drugą opcję. Nie mogła mieć więcej niż 5 lat, co więcej wyglądała bardzo uroczo. Po jej rysach twarzy oraz kolorze skóry wywnioskowałem, że pochodziła z rodziny meksykańskiej bądź hiszpańskiej. Ubrana była w lekko zniszczoną białą sukieneczkę, dookoła kołnierzyka i rękawów miała doszyte czerwone falbanki. Cała sukienka była pokryta malutkimi czerwonymi różyczkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wyglądała jakby sprawiło jej dużo frajdy nałożenie wirtualnego diademu na jej małą słodką główkę. Przeglądając zdjęcia zauważyłem, że więcej niż połowa zdjęć przedstawiała pusty pokój – jedyną widoczną rzeczą było łóżko znajdujące się w rogu pokoju. Jak sądzę z jakiegoś powodu unikała aparatu jakby miał ją poparzyć, czy coś w tym rodzaju, sam już nie wiem... Po chwili stwierdziłem, że wystarczy już zabawy z tym programem (w końcu był on skierowany do małych dziewczynek a nie do dorosłego faceta!). Nadszedł czas na kolejne foldery. Postanowiłem, przy użyciu aplikacji cmd poszukać innych plików znajdujących się na dysku twardym.
Po uruchomieniu, moim oczom ukazało się „:\>_”. Ok, to było już dość dziwne – nie było tam żadnej litery oznaczającej dysk ! Wprowadziłem polecenie „start C:\” . Wcisnąłem klawisz „Enter”. DOS przekazał mi tylko tyle, że „start” nie jest rozpoznane jako polecenie zewnętrzne, wewnętrzne czy też jako plik wsadowy. Po kilku sekundach program zawiesił się, a ja znów powróciłem do pulpitu. Ostatnią rzeczą do zobaczenia były więc pliki video. Po dwukrotnym kliknięciu na folder...
...Ekran momentalnie stał się czarny. Pomyślałem, że pewnie się zawiesił. Jednak w tym momencie zauważyłem mały migający punkcik w lewym górnym rogu :
"_"
Po krótkiej chwili, na ekranie wyświetlił się komunikat : "start :\>videos\001.wmv". Pojawił się film, wyświetlony w trybie pełnoekranowym. Bohaterką filmu była ta sama mała dziewczynka której zdjęcia przeglądałem przed chwilą. Uśmiechała się i trzęsła z podniecenia. Jej szczęście sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Domyśliłem się, że musiała nagrywać film w czasie gdy grała w tą „ubierankę”. Na początku po prostu przesuwała paluszkami po padzie, chichocząc co chwilę. Musiała być to dla niej naprawdę dobra zabawa. Po jakiś dwóch minutach ekran znów stał się czarny na ułamek sekundy. Następnie wyświetlił się kolejny film... Tym razem dziewczynka miała na sobie różową koszulkę z odblaskowym napisem „Go Go Girl!”. Myślę, że program po prostu nagrywał ją za każdym razem, bez jej wiedzy. Poczułem się trochę nieswojo... Po co ktoś miałby właśnie tak zaprogramować zwykłą grę ? Zresztą nieważne, jeżeli folder z filmami nie zawierał niczego innego to równie dobrze mogłem wyłączyć komputer. Wcisnąłem więc przycisk zasilania...
...Laptop jednak nie zareagował w żaden sposób. Film nadal trwał, tym razem dziewczynka miała na sobie pomarańczowy topik. Uśmiechała się i chichotała jak zawsze, uznałem więc, że system sam się wyłączy po tym jak skończy wykonywać polecenie. Nie mógł przecież trwać długo. Odtwarzały się kolejne części filmu, a ja powoli zaczynałem przysypiać. Po kilkunastu cięciach jednak coś się zmieniło...
...Tym razem dziewczynka stała przed komputerem, bez żadnego wyrazu twarzy, zupełnie jakby nie odczuwała żadnych emocji... Zastanawiając się, co się tutaj do cholery dzieje, ponownie zainteresowałem się filmem. Tym razem nie wywołał on uśmiechu na mojej twarzy, mogę powiedzieć więcej – czułem się bardzo nieswojo widząc ją bez swojego zwykłego szerokiego uśmiechu... Pokój był bardzo ciemny, jedyne źródło światła to mała nocna lampka która stała na biurku. Tym razem ubrana była w białą piżamkę. Co ona ma zamiar zrobić – zastanawiałem się. Stała tam przez dobrą minutę, z tym przerażającym obojętnym wyrazem twarzy... Wpatrywałem się w nią w napięciu, jakby coś strasznego właśnie miało się wydarzyć...
W tym momencie pochyliła się i spod biurka podniosła piłkę do metalu. Trzymała ją przed sobą, jakby chciała mi ją pokazać... Następnie przyłożyła ją do swojego prawego policzka...
Na sam widok, skuliłem się w sobie...
Co tutaj się kurwa dzieje ?!
Dziewczynka powolutku zaczęła odcinać sobie część twarzy. Krew kapała jej na szyję... Powoli byłem w stanie zobaczyć jej ząbki... Po 10 sekundach było widać już wszystkie... Krew pokryła praktycznie całą jej prawą stronę ciała. W końcu dotarła do swojej dolnej szczęki... Jej policzek odpadł na ziemie z cichym łoskotem... Nadal patrzyła w kamerę bez żadnych emocji... Nie mogłem już tego wytrzymać. Wyrwałem baterię z laptopa ale film nadal trwał...
Kolejne cięcie...
Tym razem dziewczyna krzyczała z bólu... Prawie spadłem z krzesła – dźwięk był tak głośny... Krzyczała w agonii przez 10 sekund. Od strony drzwi było słuchać głośny stukot. Ktoś najprawdopodobniej chciał dostać się do środka. Była to kobieta, mówiła w języku, którego nie byłem w stanie zrozumieć. Waliła w drzwi z całych sił, jednak nie mogła ich otworzyć – dziewczynka musiała je w jakiś sposób zatrzasnąć. Miałem już tego dość, starałem się odłączyć monitor od zasilania jednak wyglądało jakby ktoś go zespawał go z portem. Krzyki i wrzaski trwały do następnego cięcia...
Znów, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji... Kobieta nadal łomotała w drzwi, krzycząc i nawołując swoją córeczkę. Dziewczynka znów chwyciła piłkę i przystawiła ją do swojego prawego ramienia. Na ten widok zupełnie mnie zatkało... To było okropne, niewyobrażalnie okropne i obrzydliwe... Krew lała się strumieniami... Krzyki za drzwiami zamilkły – założę się, że kobieta pobiegła po pomoc. Kiedy piła dotarła do kości, usłyszałem okropny zgrzyt od którego zjeżyły mi się włosy na całym ciele... Miałem ochotę zwymiotować. Zauważyłem że kawałek jej mięśnia utkną pomiędzy ząbkami. Wtedy nastąpiło kolejne cięcie... Po nim kolejne... Jej ubranko było już całe czerwone od krwi...
Ponownie, patrzyła w monitor bez żadnych emocji...
Boże... co ona ma zamiar teraz zrobić...
Kobieta w tym czasie wróciła, byłem w stanie rozróżnić jeszcze dwa inne głosy, prawdopodobnie był to jej ojciec i brat. W tym momencie przyłożyła piłę do prawej części swojej główki... Słychać było głośne rytmiczne uderzenia w drzwi... Starali się je wyważyć... Dziewczynka powoli, tak jak poprzednio, przecinała swoją głowę na pół. Krew tryskała dosłownie w każdym kierunku... Jej prawe oko, wywróciło się i po chwili z oczodołu zaczęła wypływać krew... Dotarła do górnej szczęki i zaczęła torować sobie drogę przez kości i zęby... To był najgorszy dźwięk jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem... Wciąż czasami go słyszę, tak jak teraz... Rytmiczne uderzenia w drzwi nasilały się, jednak ja w duchu miałem nadzieję, że jednak im się nie uda – że nie będą musieli patrzeć na ten koszmarny widok...
Kolejne cięcie...
I kolejne...
Na następnym widać było jak połowa jej główki upada na biurko... Jej oczy wypadły z oczodołów pod wpływem uderzenia. Krew dosłownie wszystko zalała... Dopiero wtedy udało im się wyważyć drzwi. Wszyscy niemal stracili przytomność na tak makabryczny widok. Ich córeczka była w kawałkach. Matka zwymiotowała i wybiegła z pokoju. Ojciec wpadł do pokoju, „złożył” jej główkę, przytulił do siebie i zawył z rozpaczy. Drugi mężczyzna, prawdopodobnie jej starszy brat, po prostu patrzył przerażony, chyba nie bardzo wiedząc co ma zrobić.
Ten przerażający pokaz samookaleczenia skończył się z tym filmem i po następnym cięciu widać było tylko pusty pokój... Westchnąłem z ulgą, byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że było tak gorąco... Tyle pytań kłębiło mi się w głowie...
- Jak to w ogóle było możliwe !?
Byłem tak wystraszony, że spędziłem dobre 30 minut siedząc i wpatrując się w monitor – byłem dosłownie sparaliżowany. Wreszcie zebrałem się w sobie i wstałem... Popatrzyłem na laptop; miałem nadzieję, już po raz ostatni. Ciągle widać było pokój z łóżeczkiem...
Nagle...
Następne cięcie...
Na ekranie pojawiła się moja twarz...
Siedziałem w mojej piwnicy, używając laptopa...
Cytat:
Odparowanie
Woda.
Woda jest podstawą życia. Daje nam życie, nawadnia nasze uprawy i poi zwierzęta. Woda jest kluczowa dla każdej znanej nam formy życia. Wykorzystujemy ją do mycia samochodów, czyszczenia jedzenia i produkcji energii. Wpływa na każdą czynność w naszym codziennym życiu. Gdyby nie ona, cywilizacje przestałyby funkcjonować. Rządy by upadły, sparaliżowane przez niepokonanego wroga - suszę. Byłaby to kwestia dni - może tygodnia - zanim wymarłoby całe życie na Ziemii. W skrócie, nie możemy żyć bez wody.
Dwa dni temu zostaliśmy do tego zmuszeni.
Nie wiem, jak to się zaczęło. Nikt nie wie. Podczas pierwszych godzin pojawiały się teorie, od prawdopodobnych, jak jakaś forma efektu cieplarnianego, po całkowicie absurdalne, jak jakiś rodzaj światła, które odparowało tylko wodę. Dobrze pamiętam tamte godziny - jeszcze nie ogarnęliśmy ogromu tego, co się stało i jeszcze ludzkość nie pogrążyła się w histerii.
Co się stało?
Opiszę to prosto.
Zaczęło się od tego, że woda pitna na całej planecie wyparowała do ostatniej kropli.
Nie sądzę, abym mógł to odpowiednio wyjaśnić, ale spróbuję.
Możecie sobie wyobrazić, że każda rzeka, każde jezioro, każdy naturalny zbiornik wodny nagle wysycha, bez jakiegokolwiek racjonalnego wytłumaczenia? Wątpię, abyście potrafili, ale to dokładnie się stało. Jednak to nie ograniczało się tylko do naturalnych źródeł. Woda butelkowana na całym świecie także wyparowała, to samo stało się ze zbiornikami wodnymi i podobnymi źródłami. Zniknęła także z innych substancji, wliczając w to napoje, czyniąc je niezdatnymi do wypicia, paskudnymi związkami cukrów. Na całej planecie nie było ani jednej kropli wody do picia.
Ale znacznie gorszymi skutkami braku wody były reaktory atomowe.
Bez wody pod ciśnieniem, większość reaktorów na świecie - te wykorzystujące wodę do chłodzenia - nie miała żadnych źródeł chłodziwa, a prawie połowa z nich miała nieskuteczne albo całkowicie nieprzetestowane procedury awaryjne. W rezultacie doprowadziło to do roztopienia rdzeni w 46% chłodzonych wodą reaktorów. Świat dotychczas spierający się z bezprecedensową sytuacją, pogrążył się w całkowitej anarchii.
Komunikacja międzynarodowa upadła dwadzieścia cztery godziny po rozpoczęciu.
Był także drugi efekt.
Zatrucie wody słonej.
Wiele osób w ciągu pierwszych kilku godzin zaopatrzyła się w sprzęt do odsalania wody w nadziei na ratunek.
Nie udało im się.
Niemal jednocześnie ze światową ewaporacją, zasolenie mórz i oceanów na Ziemii wzrosło pięciokrotnie. Aparatura odsalająca była w stanie radzić sobie z tym przez około dwanaście godzin. Potem zaczynało brakować paliwa - przez upadek cywilizacji, spowodowany wieloma katastrofami atomowymi, nie dostarczano go więcej. Z tego powodu ostatnia kropla słodkiej wody na Ziemii została wypompowana wczoraj o północy.
Po suszy przyszedł upadek.
Przez brak wody, cywilizacje szybko ogarnęłą anarchia. Rządy, sprawujące władzę do samego końca, próbowały utrzymać porzadek. Nie dawały rad. Zbuntowani żołnierze strzelali do demonstantów i uciekinierów. Ci, którzy nie zginęli od razu, byli brutalnie mordowani wkrótce potem. Wszyscy zwrócili się przeciw sobie tak szybko, że tylko kilku grupom udało się przetrwać rzeź. Dezerterzy uciekli, niechcąc zostać i oglądać zagładę planety.
Ale potem przyszło najgorsze, znacznie gorsze od wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej wcześniej.
W gruncie rzeczy, zostało jedno nienaruszone źródło wody.
Miałem takie szczęście, że jako pierwszy w mieście zdałem sobie z tego sprawę.
To była krew.
Krew w ponad 90% składająca się z wody, była ostatnim płynem zdatnym do picia.
I niektórzy pili.
Na początku w to nie wierzyłem. To było zbyt straszne.
Zwierzęta były pierwsze. Desperaci pili krew kotów, psów i wszelkich innych zwierząt. Wiele z nich miało zbyt mało krwi, by mogła ona być przydatna. Sytuacja się pogorszyła z tego powodu, że mieszkam w dużej metropolii i oprócz udomowionych pupilów i innych dzikich zwierząt, nie było czego łapać. Być może tym na wsi wiodło się lepiej - nie miałem możliwości, żeby się o tym dowiedzieć, i, szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to.
Wiedziałem, że ludzie stanowili jedyną możliwosć.
Po raz pierwszy zobaczyłem to dwanaście godzin temu.
Starszy człowiek w podartym szlafroku, powoli szedł w dół ulicy biegnącej przed moim domem. Desperacko wzywał pomocy, mówiąc, że wszyscy w domu opieki umierają albo już nie żyją, że pielęgniarki uciekły, a on szuka pomocy. Był tak żałosny, że prawie otworzyłem drzwi, mając mu do zaoferowania jedynie schronienie przed słońcem i trochę z moich spartańskich zapasów.
Gdybym był trochę szybszy, bym tego nie pisał.
Zanim otworzyłem drzwi, troje ludzi - dwóch mężczyzn i kobieta - wyskoczyło z cienia pobliskiego drzwa. Biedny, stary drań nie miał szans. Przyskoczyli do niego, oszalali z odwodnienia i zaatakowali go jakimiś narzędziami. To było najbardziej przerażające przedstawienie w moim życiu. Jeden z mężczyzn miał młotek - zaczął walić tamtego człowieka po kolei w stawy. Chrzęst. Chrzęst. Chrzęst. Czułem nudności za każdym razem, kiedy młotek uderzał w kość, te chrupnięcia były tak obrzydliwe. Drugi miał motykę. Zamachnął się nad starcem, uderzając tą pozorowaną bronią raz i drugi. Narzędzie cięło przez kostki tego człowieka jak nóż przecinający stek.
Zacząłem wymiotować. Kiedy skończyłem, obejrzałem się, żeby dopełnić moje rosnące przerażenie.
Och, jak chciałbym, żebym tego nie zrobił.
Mająca puste ręce kobieta usiadła okrakiem na klatce piesiowej mężczyzny. Jej ręce zaciskały się na twarzy wrzeszczącego, kiedy jej dwaj kompani patroszyli go. Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby ktoś tak wył. Ona nacisnęła mocniej, pchając w przód i w tył. Kiedy oni wyciągali wnętrzności, krew i jakieś nieopisane płyny wytrysnęły na nią. Zebrała je i zjadła jakgdyby były to owoce. Zza drzwi słyszałem odgłosy przeżuwania. Zaczęli spijać krew, a ja się odsunąłem.
Nazwałem ich Pijącymi.
Chcę, żeby jedna rzecz była jasna co do nich. Oni nie byli zombie. Nie byli także zmuszani to picia ludzkiej krwi przez jakąś zewnętrzną siłę, jak wirus czy choroba. To byli ludzie. Podejrzewam, że odwodnienie działało na nich mocniej niż na innych i to właśnie zmuszało ich do "wypijania" ludzi w formie jakiegoś pseudo-kanibalizmu. Prezentowali mroczną stronę ludzkości. Pijący rozpoznawali się nawzajem dzięki jakimś subtelnym syngałom. Nie wiedziałbym, czy ktoś jest Pijącym.
Tak szybko, jak tylko mogłem, zabrałem moje wątłe zapasy, trochę rzeczy, ten pamiętnik i mojego Desert Eagle kaliber .357 na górę, do sypialni. Przy szybko opadających siłach przepchnąłem łóżko pod drzwi i wepchnąłem na nie meble. Desert Eagle miał pełen siedmionabojowy magazynek i jeden zapasowy. Wystarczy na trzynastu Pijących i - cóż, możecie sobie wyobrazić.
-
Minęło kolejnych sześć godzin. Ciężko mi oddychać i staję się coraz bardziej senny. W pokoju jest jak w saunie. Czuję fale ciepła przenikające pokój, coraz intensywniejsze, aż w końcu się tu ugotuję. To nie jest przyjemny widok. Pióro ześlizguje się z kartki, miewam też napady senności. Boję się, żę nie będę mógł nawet pociągnąć za spust, kiedy przyjdzie pora.
-
Jestem straszliwie spragniony. Ostatni raz strasznie piekło kiedy oddawałem mocz. Nie wypróżniałem się od dłuższego czasu. Wzrok mi szwankuje i czuję, że moja głowa niedługo eksploduje od ciśnienia. Moja skóra jest taka sucha i szorstka. Wiem, że umieram, ale mam wciąż Desert Eagle'a. Może powinienem się zabić, póki sił mi starczy. Bóg wie, że jest to lepsze od śmierci z odwodnienia, albo dopuszczenia Pijących do mnie.
-
spragniony
jest ciemno i zgubiłem broń
prawie straciłem wzrok
SPRAGNIONY
oszaleję
umieram
czekaj
co to
spragniony
ktoś puka do drzwi
chcą by ich wpuścić
mówią że pijący nadchodzą
czy powinienem
nie wiem
może pójdę się napić
jestem spragniony
[ Dodano: 03-04-11, 17:50 ]
Cytat:
"Początek"
W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. W przeszłości było ich 2538 w każdym z nich znajdował się przedmiot, jednak 2000 zostało zapomnianych a o przedmiotach ślad zaginął.
Pozostałe 538 nigdy nie mogą się połączyć. NIGDY !
Historie zostały zebrane z różnych źródeł, lecz wszystkie z nich opowiadają o tym samym, opowiadają o pewnej liczbie „Przedmiotów” – które (według legendy) po połączeniu przyniosą światu straszne konsekwencje.
Nikt tak naprawdę nie wie czy te Przedmioty są rzeczywiste, lub czy rzeczywiście istnieje ich określona liczba. Właśnie to sprawia że opowieści spod znaku „Holders” (W wolnym tłumaczeniu żeby zachować sens i klimat będą to „Strażnicy” przyp. tłumacza) są tak kuszące – każdy z nas może wybrać się do szpitala lub domu opieki społecznej i poprosić o widzenie z Strażnikiem i być zmuszonym do poddania się testowi siły aby zdobyć w nagrodę Przedmiot.
Niektórzy ze Strażników sami napisali swoje historie, co dodaje serii (już wystarczająco tajemniczej) jeszcze większej niesamowitości.
Przedmioty, potężne i przerażające jednocześnie mogą wywołać w Tobie potrzebę ich poszukiwania, a więc nie każdy jest powołany do bycia Poszukiwaczem. Od tego momentu ich życie stanie się chore, tajemnicze i przeklęte. Poszukiwacze dzielą się na rożne kategorie w zależności od tego co chcą pozyskać. Możemy wyróżnić trzy główne cele : Poszukiwanie siły, Poszukiwanie jedności (chęć połączenia Przedmiotów) oraz Poszukiwanie separacji. Ich podróż zmienia ich w złoczyńców i potwory i możemy mieć tylko nadzieję że jeden z nich o prawym sercu będzie potrafił nad nimi zapanować.
Możliwe że właśnie dlatego to czytasz. Możliwe że Przedmioty wzywają.
Strażnik Początku
W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Gdy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie „Strażnikiem Rozsądku”. Pracownik będzie Cię ignorował, każąc Ci opuścić budynek. Jeżeli jednak uparcie będziesz powtarzał swą prośbę, potrząśnie głową z rezygnacją i będzie kazał Ci iść za sobą.
Zaprowadzi Cię do schodów które prowadzą w głąb ziemi. Będziesz miał uczucie że nigdy tak długo nie chodziłeś, a wtedy będziesz zmuszony iść jeszcze dalej. Po tym co będzie wydawać Ci się nieskończonością, znajdziesz drzwi. W tym momencie możesz zauważyć zniknięcie pracownika lecz nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeżeli drzwi znajdują się po Twojej prawej stronie, to mam tylko nadzieję że zabrałeś ze sobą coś żeby skończyć ze sobą jak najszybciej. Jeżeli jednak znajdują się one po Twojej lewej stronie to jesteś na dobrej drodze. Zapukaj trzy razy, lecz nie oczekuj odpowiedzi. Kiedy tylko przekroczysz próg, szybko pochyl głowę, unieś ją dopiero wtedy kiedy człowiek który będzie znajdował się przed Tobą zacznie mówić. Jeżeli będzie to mężczyzna ubrany w czarny płaszcz, to jest to Twoja ostatnia szansa na ucieczkę. Jeżeli jednak płaszcz jest koloru żółtego musisz zadać jedno pytanie „Co mam z nimi zrobić?”. Postać zacznie opowiadać o każdej, najmniejszej nawet chwili z życia każdego człowieka. Nie pozwoli Ci żebyś się odezwał ani odszedł. Musisz ciągle wpatrywać się w jego oczy. Jeżeli popatrzysz gdziekolwiek indziej, stworzenia na jego prawej lub lewej ręce rozerwą Cię na strzępy, lecz nie umrzesz a jedyne co będziesz czuł to cierpienie które będzie trwało wieczność. Kiedy zakończy swą opowieść, skieruje się w Twoją stronę. Gdy będzie zbliżał się do Ciebie musisz ciągle na niego patrzeć, nieważne jakby okropnie lub groteskowo wyglądała jego twarz. Powie Ci żebyś uklękną. Pochyli się nad Tobą i ucałuje w czoło, będziesz czuł niewyobrażalny ból, coś jak żar z tysiąca słońc, ale nie możesz się zawahać ani okazać żadnej słabości. Następnie umieści różaniec, który miał przewieszony na swoich barkach, na Twoich. W tym momencie zemdlejesz a gdy się obudzisz będziesz siedział plecami do ściany obok instytucji. Sprawdź datę. Jest dzień wcześniej i wszystko wygląda tak jakby nic się nie wydarzyło, jedyną różnicą jest różaniec który zwisa z Twoich barków.
Różaniec to Przedmiot nr. 1 z 538, oczyści Twój umysł i pomoże podejmować rożne decyzje w życiu. Pamiętaj to zależy od Ciebie jak go wykorzystasz.
"Strażnik końca"
W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Kiedy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie "Strażnikiem Rozsądku". Ledwo zauważalny uśmiech przemknie przez twarz pracownika, jakby chciał powiedzieć, "Ty głupcze".
Poprowadzi Cię długim korytarzem, który prowadził będzie w głąb instytucji. Praktycznie to miejsce nie powinno istnieć w takim miejscu jak to. Korytarz będzie bardzo cichy, tak cichy aż będziesz w stanie usłyszeć własne myśli. Słowa, krzyki czy jakikolwiek inny hałas zostanie zduszony jeszcze zanim wyjdzie z Twoich ust. Twój przewodnik po prostu wskaże Ci drzwi.
Kiedy wejdziesz do środka, Twoim oczom ukaże się przytulny pokój pełen przyjemnych dla zmysłów perfum, których zapachu nie będziesz potrafił zidentyfikować. W środku pokoju zauważysz prześliczną kobietę. Pokój będzie tak samo cichy i spokojny jak korytarz który do niego prowadził. Jedyny wyjątek który przerwie wszechogarniającą ciszę to Twoje pytanie. Możesz zadać tylko jedno "Dlaczego zostały rozdzielone ?". Kobieta wytłumaczy wszystko w przerażających detalach, opowie o każdym morderstwie, każdej wojnie i każdym gwałcie jaki dokonał się w historii. Wszystkie okropności wszechświata pojawią się nagle przed Twoimi oczami. Gdy skończy wszystko znów umilknie. Co zrobisz z otrzymanymi informacjami zależy tylko od Ciebie.
Kobieta jest "Przedmiotem" nr.2 na 538. Pamiętaj, to czy zostaną one połączone zależy od Ciebie.
"Strażnik Wieczności"
W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Kiedy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie "Strażnikiem Wieczności". Pracownik cicho westchnie, a w jego oczach zauważysz wielkie współczucie. Zaprowadzi Cię w dół po schodach, do pomieszczenia które powinno być (jak w każdym normalnym miejscu) piwnicą. Jednak nią nie jest. Zamiast tego przed Tobą rozciągał się będzie długi korytarz, którego koniec niknie w ciemnościach.
Podczas gdy Ty będziesz zagłębiał się coraz bardziej w ciemną otchłań, zaczniesz słyszeć krzyki. Na początku będą one ledwo słyszalne, tak jakby pochodziły z dużej odległość, ale im bliżej do końca korytarza tym dźwięk robi się coraz głośniejszy. W końcu stanie się tak głośny że zagłuszy wszystkie pozostałe dźwięki. Będzie to tak bolesne że ogłuszenie się będzie wydawało Ci się najlepszym sposobem ucieczki do tego koszmaru. Wskazane jest jednak oprzeć się temu impulsowi ponieważ wtedy będzie niemożliwe aby ukończyć zadanie. Pracownik wskaże Ci drzwi, szybko je otworzy i ucieknie, zostawiając Cię samego w ciasnym korytarzu pogrążonym w absolutnej ciemności.
Będzie to Twoja ostatnia szansa aby uciec. Jeżeli jednak zdecydujesz się kontynuować, otwórz drzwi; przenikliwy lament urwie się nagle, cisza będzie tak ogłuszająca że będzie dzwonić Ci w uszach. Pokój w którym się znajdziesz będzie pogrążony we wręcz namacalnych ciemnościach. Jednak na drugim końcu pokoju Twoim oczom ukaże się wychudzona, pokryta ropiejącymi ranami postać. Będzie wpatrywał się w Ciebie z maniakalnym uśmiechem przyklejonym do jego twarzy. Uśmiecha się pomimo gnijącego ciała i jeszcze wystającego z piersi skalpela. Kiedy to dostrzeżesz będzie to ostatnia szansa na ratunek, jedyny sposób to zadać mu pytanie "Kto je stworzył?".
Przed udzieleniem odpowiedzi zajdzie się potwornym rechotem który mogę porównać do dźwięku wydawanego przez zwierzę w czasie agonii. Jego opowieść będzie najbardziej przerażającą rzeczą jaką było dane słyszeć Ci w całym swoim życiu. Poza tak oczywistymi sprawami jak ból i śmierć, będzie zagłębiał się on w głąb samej istoty zła. Ludzie o słabych umysłach zapewne oszaleją słysząc historię tego człowieka. Musisz pozostać silny, nie ważne jak krucho może czuć się Twój umysł.
Kiedy zakończy swoją powieść, będzie zależeć od Ciebie czy chcesz zakończyć życie tego człowieka, uwalniając go od jego potwornego brzemienia. Usuń skalpel wystawiający z jego piersi. Przez jego ciało przejdzie dreszcz, po czym cicho spadnie...już na zawsze.
Skalpel do "Przedmiot" nr. 3 z 538. To od Ciebie zależy czy chcesz je chronić czy zniszczyć.
Cytat:
Coś buszującego w polu
To zaczęło się kilka tygodni, zauważyłem wtedy, że bele siana na polu zaczynają się powoli oddalać od domu. Każdego ranka kiedy się budziłem, każda z nich była oddalona o kilkaset stóp od miejsca w którym były dzień przedtem. Uznałem wtedy, że to miejscowi dowcipnisie którzy nie mają nic lepszego do roboty, więc po prostu to zignorowałem. W przeciągu kilku dni siano zaczęło zbliżać się do granic mojej farmy. Byłem już zmęczony tą całą grą więc zdecydowałem się przewieźć je z powrotem. Trwało to kilka bardzo żmudnych i nudnych godzin,w każdym razie kończąc prace byłem gotów ukręcić łeb wieśniakowi który zdecydował się ze mną zadrzeć.
Następnego ranka, zbudził mnie dziwny i ciężki zapach, gdy zdecydowałem się podążyć za nim do stajni odkryłem, że wszystkie moje zwierzęta zostały zabite i zmasakrowane.Każde z nich leżało w swojej zagrodzie, pozbawione głowy, po której nie zostało najmniejszego śladu. Resztę dnia spędziłem czyszcząc tą rzeźnie i zakopując pozostałości moich koni.Kiedy skończyłem odkryłem, że bele siana na polu wróciły na swoje miejsca z przedwczoraj, rozproszone po całym polu.Tym razem zostawiłem je na swoim miejscu.
Tej samej nocy siedziałem na ganku ze strzelbą w rękach i dzbankiem kawy na stoliku za mną. Siedziałem tak przez kilka godzin, wytężając wzrok w kierunku pola żeby dostrzec choćby na chwilę tajemniczą postać przemieszczającą moje siano. W końcu, zacząłem zasypiać. I zasnął bym ale kiedy moje oczy zaczęły się zamykać usłyszałem jazgot i szelesty na drzewach pobliskiego lasu. Spojrzałem w kierunku z którego dobiegał hałas, moje serce waliło z podniecenia, w końcu zamierzałem dorwać gnoja. Szamotałem się się z bronią, kręcąc się na krześle czekając niespokojnie aż ktokolwiek by to był zbliży się do mnie na tyle abym mógł go zaskoczyć.Kiedy tylko to zbliżyło się na tyle, że mogłem dostrzec kontury tego czegoś w ciemności sparaliżował mnie strach. To coś zakradło się na moje pole z pobliskiego lasu, nie zauważyło mnie siedzącego na ganku.Przekradając i garbiąc się przywoływało mi na myśl obraz idącego na palcach złodzieja. Nie licząc faktu, że ta dziwna istota nawet przycupnięta mierzyła z dobre dziesięć stóp, wydawała się bardzo wątła. Chudość jej ramion a także wychudzona i zapadła klatka piersiowa sprawiały, że istota ta wyglądała jak jakieś przegłodzone zwierzę. Wciąż jednak, to coś było nieprawdopodobnie silne, widziałem jak bez najmniejszego problemu dźwiga bele siana i ostrożnie układa je ładny kawałek dalej, robiąc tylko kilka kroków. Zaintrygowany, obserwowałem jak to przenosi każdą bele z osobna. Zawsze przed odłożeniem jej na nowe miejsce To prostowało się na chwilę i rozglądało dokoła, patrząc na pozycję innych bel dokonując nawet nieznacznych korekt w ustawieniu.
Zanim odeszło, spojrzała się w kierunku domu. Czułem jak jego oczy wychwytują mnie mnie w ciemności ale nie mogę stwierdzić czy zobaczyło mnie czy nie. Po czym, odwróciło się cicho i ruszyło droga którą przyszło, znikając w ciemnościach okolicznego lasu. Godzinę zajęło mi dojście do siebie i znalezienie chociaż tej odrobinki odwagi żeby móc wstać i uciec do domu. Do środka wszedłem dopiero po chwili. Nie spałem już tej nocy. Dopiero ze wschodem słońca ośmieliłem wyjść poza ganek i rozejrzeć po polu. Bele siana były tam gdzie to je zostawiło. Co jeszcze dziwniejsze, to nie przestawiło ich tak daleko jak w ciągu kilku poprzednich dni. Bele zbliżały się do czegoś niewidocznego na polu,i kiedy lepiej się rozejrzałem odkryłem że zdają się one tworzyć jakąś linię. W rzeczy samej, kiedy obszedłem dom dokoła, zobaczyłem dokładny krąg w którego samy środku się znajdowałem. Na początku myślałem, że są oddalane od domu zupełnie losowo, ale teraz mogłem stwierdzić, że były przemieszczane aby stworzyć jakąś granice. To coś przekazywało mi wiadomość. Tej nocy zasnąłem tylko dlatego, że byłem wyczerpany, spałem bardzo niespokojnie.
Następnego ranka bele nie przemieściły się nawet na cal. Właściwie, pozostały nietknięte już do końca tygodnia, widać były już tam gdzie To chciało żeby były. Dostawałem szału próbując to wszystko zrozumieć. Dlaczego to coś poświeciło tyle czasu i energii przemieszczając moje siano i potraktowało mnie w te sposób? Czy powinienem zareagować? Zabicie moich zwierząt było po prostu groźbą. Groźbą inteligentnej istoty. To wiedziało co mnie przerazi, i wiedziało, że zrozumiem, że mieszam się w nie swoje sprawy.
Odgłosy samochodu na drodze prowadzącej do mojej farmy pewnego ranka wypełniło mnie podekscytowaniem. Planowałem opuścić farmę od momentu kiedy to to zobaczyłem ale nie łudziłem się, że dam rade zrobić to o własnych nogach, bez ryzyka, że To zrobi ze mną to co z moimi końmi. Ale, jeśli dałbym radę dostać się do nadjeżdzającego auta, niezależnie od tego kim był kierowca, być może udało by mi się uciec zanim to coś mnie zatrzyma. Nie dbałem o to kto do mnie jechał. Postanowiłem, że w momencie w którym zatrzyma auto wskoczę na siedzenie pasażera, i powiem mu żeby uciekać jak najdalej stąd. Niestety nie dostałem takiej szansy.
Auto jechało powoli, tocząc się po nierównej drodze. Po cichu pokazywałem żeby się pospieszyło. Gdy przekroczyło granicę pomiędzy dwoma balami słomy, usłyszałem gniewny klekot z pobliskiego lasu. To coś wyrwało się niespodziewania spomiędzy drzew, pędząc na wszystkich czterech przerażających, zniekształconych kończynach w kierunku pojazdu. W ciągu kilku sekund było przy aucie opierając się o nie jak jakiś drapieżny kot. W ciągu następnej chwili wyrywało już stalowe elementy karoserii, próbując dobrać się do kierowcy. Mężczyzna, kimkolwiek był, wrzeszczał tak, że słyszałem go wśród dźwięków giętego metalu i tłuczonego szkła. Wrzask ustał dopiero wtedy kiedy to coś zmiażdżyło go bezlitośnie swoimi własnymi łapami. Po czym, to wyrwało jego resztki z pojazdu i rzuciło nimi w moją stronę, po czym wyprostowało się i spojrzało na mnie znowu. W świetle dnia, byłem w stanie zobaczyć całą nieludzkość tego czegoś. Ta odrażająca kreatura, tak żałosna a jednak wciąż żywa w swojej całej obrzydliwej formie wykazywała, iż dawno temu mogła mieć w sobie coś z człowieka. Cokolwiek to było, sprawiało wrażenie zahartowanego i mocarnego, i przez ta chwilę kiedy się na mnie spojrzało przypominało granitową rzeźbę.
To coś ruszyło z powrotem pomiędzy drzewa pozostawiając mnie z moim przerażeniem. Moje oczy powędrował w kierunku miejsca w którym stanęło auto, jego silnik ciągle pracował, pomiędzy dwoma belami siana.. Nagle zrozumiałem.Wiadomość była oczywista. Jestem jego zdobyczą, i nie wolno mi mieć gości. Nic nie może przekroczyć jego granicy. Jestem tu uwięziony, przez istotę buszującą w polu, i nie będzie mi dane odejść. Wciąż jednak nie wiem czy będę w stanie być zwierzątkiem tego czegoś.
Zastanawiałem się ciężko przez kilka ostatnich dni, dopóki nie zobaczyłem jak to rozrywa mężczyznę z auta na strzępy , uciszając go zanim skończy swój krzyk. Jeśli przekroczę granicę z siana, prawdopodobnie zrobi to samo ze mną. Zmiażdży moją czaszkę zanim zdążę unieść ręce żeby się zasłonić.Po czym poszuka sobie nowego zwierzątka, i prawdopodobnie będzie szukać, aż nie znajdzie kogoś kto będzie wstanie znieść fakt, że to ciągle go obserwuje , obserwuje całymi godzina swoimi lśniącymi oczami insekta.
Zastanawiałem się ciężko przez kilka ostatnich dni... I chyba dam radę po prostu biec...
_________________ Twoja sygnatura była nieregulaminowa i została usunięta przez Pumo.
Zapoznaj się z regulaminem.
"Mów co chcesz, ale Zafina to najzajebistsza laska w tekkenie" - ja
"Ill take their fucking heads! - Trivium
Zajrzyj na mój profil do autobiografii żeby zobaczyć moje komiksy ;]
Ale to nie jest kreepy, to jest śmieszne, tyle że końcówka nie wyszła.
[ Dodano: 12-06-11, 12:12 ]
Cytat:
Kroki
Odgłosy kroków są niczym niezwykłym gdy siedzisz w piwnicy, wiec nie zawracałem sobie tym zbytnio głowy gdy usłyszałem ciche stąpnięcia dochodzące z parteru. Po prostu założyłem że to mój brat, wiec kontynuowałem cokolwiek ja tam robiłem.
Powróciły na kolejne parę minut, co powoli zaczęło mnie denerwować. Zaczęły robić się głośniejsze z każdą sekundą. Westchnąłem zastanawiając się co do cholery mój brat tam robi tak późno w nocy.
Usiadłem wiec, ponieważ niemożliwym było się skupić w tym łoskocie. Brzmiało to jakby jakiś chodziarz krążył po całym parterze.
Siedziałem tam i słuchałem jak stąpnięcia staja się szybsze i dziksze. Nie zatrzymywały się nawet na chwile, zaczęły nawet formować pewien rytm, pieśń.
Zrobiły się jeszcze szybsze i jeszcze dziksze, wydawało się że dochodzą z całego pomieszczenia znajdującego się nade mną.
Zrozumiałem ze cokolwiek to jest, nie jest to człowiek. Nikt nie potrafi się tak poruszać.
"Co jest, kurwa?!" w końcu wrzasnąłem.
Wszystko ucichło. Wszystko jest spokojne, i wtedy usłyszałem łagodne i powolne kroki kierujące się w stronę piwnicznych drzwi.
Drzwi zostały otwarte, i ponownie kroki. Przez następną minute słyszałem tylko mój oddech, potem westchnąłem myśląc że to koniec.
Okazało się że to Coś także nasłuchiwało.
Nagłe usłyszałem "to" zbiegające po schodach, przewróciłem krzesło wstając w pospiechu. Zacząłem biec do najbliższej szafy, kątem oka zauważyłem groteskową, bezwłosą, czteronożną kreaturę, tanecznym krokiem zbliżającą się do mnie, wystukując swymi spuchniętymi stopami upojny rytm.
Zanurkowałem w szafie i zatrzasnąłem drzwi. Nastała cisza...
Na około sekundę.
Po czym usłyszałem ten sam rytm na drzwiach szafy.
To tupanie nie ustępuje, żadnej pauzy, żadnego odpoczynku, żadnej ulgi...
Jet on już tu od godzin, nawet zacząłem wystukiwać palcami rytm wraz z jego "pieśnią".
Naglę skończyło się , szybko, tak jak się zaczęło.
Poczekałem chwilkę, i wyjrzałem z szafy. Nie ma go. Zapaliłem światło i upadłem na krzesło. Jestem bezpieczny.
Zrelaksowałem się i pogrążyłem w myślach na moment. Dostrzegłem ze zacząłem tupać stopą.
Może ta piosenka nie jest taka zła...
Nawet ja polubiłem, wystarczająco by do niej tańczyć.
Więc upadłem na ręce i nogi, i zacząłem...
Cytat:
Baby Doll
W północnej części stanu Illinois pewna firma produkująca zabawki, rozpoczęła sprzedaż "realistycznych" lalek, skierowanych do kobiet w ciąży. Miały one za zadanie zapewnić przyszłym matką pewien rodzaj "treningu". Z całym tym wydarzeniem powiązane są dziwne wydarzenia. Lalki, zaraz po porodzie zaczynały przeraźliwie płakać. W opisie produktu zaznaczona była klauzula że gdy zabawka zacznie płakać to trzeba kołysać ją jak żywe dziecko. Reklamowany sposób jednak nie działał, lalką należało mocno potrząsnąć aby ją uspokoić. Ewentualnie, innym sposobem było "bicie" lalki, jednakże za każdym razem rodzice musieli robić to coraz mocniej i mocniej. Jedyną rzeczą która niszczyła mechanizm sterujący lalka było roztrzaskanie główki zabawki o ścianę.
W tym samym czasie do Policji napływały coraz częstsze zgłoszenia od zatroskanych sąsiadów, którzy zgłaszali przypadki przemocy domowej. Gdy funkcjonariusze przyjeżdżali na miejsce, odnajdywali krwawe szczątki dziecka, rozmazane na ścianie i podłodze. W większości przypadków matka nie potrafiła zrozumieć czemu Policja nachodzi ją, ona przecież tylko "pozbyła się głupiej lalki". W większości przypadków mówiąc to, kołysała i tuliła do siebie małą, uderzająco podobną do dziecka lalkę.
Cytat:
The OPPRESSOR: (dręczyciel)
Często przeglądam 4chan, ale przyznam, że czasem zdarzają się wyjątkowo dziwni ludzie. W zwykły, szary dzień wszedłem tam, w dział random [/b/]. Jedna osoba napisała tam temat o treści podobnej do "szybko, zaraz to usuną!". Zdjęcie natomiast dołączone do obrazka było jak by zrobione z komórki, lecz po obejrzeniu filmu (bardzo długiego zresztą) szybko zrozumiałem, dlaczego.
Zastanawiało mnie, dlaczego niby usuną? No, nieważne, już teraz wiem, ale powiem o tym później. Wszedłem w link. Była tam strona, która otworzyła filmik we flashu. Film już na początku wywołał u mnie niezwykle odrażającą reakcję...
Zaczęło się, gdzie jakaś 'osoba' szła spacerując i nagrywając wszystko, co widzi przed sobą jakąś kamerą, czy komórką (?). Słychać było, jak chrupie śnieg tupając. Szła w kierunku lasu. W międzyczasie widać było, jak była ubrana. Nosiła na sobie czarny, gruby i podarty płaszcz.
Ta osoba rzadko, ale czasami pokazywała swoje ręce, które to wystawały spod płaszcza podczas maszerowania. Gdy pierwszy raz je zobaczyłem, nieźle się przeraziłem. Ręce były granatowobrązowe i zupełnie jak by skóra na kości... Cóż, myślałem, że to fotomontaż, czy coś, ale później przekonałem się, że nie.
Osoba ta szła przez las, aż dotarła do jakiegoś baraku, czy fortu, nie wiem. Wtedy kamera się zatrzymała i była tak zwana kasza. Najprawdopodobniej osoba ta nie chciała, żeby ktoś znalazł dokładną drogę, gdzie mieszka, lub przebywa, więc wyciął ten fragment... Gdy kasza minęła, słychać było spore echo tupania. Niestety, nic nie było widać. Przez minutę tak szedł... Albo wlókł się, tak to nazwę lepiej. Szedł jak by miał niesprawną jedną nogę. Minęła minuta i odskoczyłem na pół metra od monitora uderzając się półką o głowę. Istota ta pokazała swój paluch, który naciska przycisk włączający światło. Widziałem w detalach jego siną łapę. Powiem szczerze, że jemu niewiele brakowało do porównania dłoni z dłonią szkieletu. Dodatkowo coś mu zwisało... To był bandaż.
Zastopowałem, by ochłonąć, po minucie oglądałem dalej. Wlókł się przez korytarz macając po drodze rury, które spowijały cały kompleks. W dali było widać kilka drzwi.
Po chwili oglądania postać otworzyła jedne drzwi, a w środku leżały zwłoki, lub człowiek, który spał, nie wiem. Nie ruszał się, a naokoło była krew. Obracając kamerę zauważyłem drzwi, które w tej samej chwili to coś otworzyło. Tam był człowiek. Nagi. Błagał o litość po angielsku. To coś go zabrało do pokoju obok. Tutaj znowu kasza. Kasza trwała trzy sekundy, czyli znów wycięta treść, a później obraz powrócił. Kamera była położona na jakimś stołku. W rogu było widać, jak COŚ piłuje nogę unieruchomionego człowieka, później następną i ręce. Człowiek nie krwawił. Wyglądało na to, że COŚ zna się dobrze na anatomii i zacisnęło ręce i nogi, by się nie wykrwawił człowiek.
Nie byłem w stanie tego oglądać, ONO się nad nim znęcało... Przewinąłem dalej, nie wiem, co się stało z człowiekiem, ale po przewinięciu przewinąłem jeszcze dalej, gdyż to coś weszło do innego pomieszczenia, w którym była dziewczynka i zaczął się z nią zabawiać. Myślę, że właśnie ze względu na te treści pedofilskie ten film został usunięty.
Przewinąłem dalej. Postać idzie przed siebie, cała we krwi. Weszła do pokoju, coś w rodzaju łazienki. Położyła kamerę, a następnie umyła ręce. Tutaj pierwszy raz zobaczyłem twarz... Ta osoba wydawała się gnić. Była cała koloru rąk, czyli siwobrązowa. Wtedy zdęła płaszcz. Następnie zaczęła zdejmować bandaże. Zauważyłem, że pod nimi ma gnijące mięso. Po chwili podeszła do lustra. Znów potwornie się przestraszyłem, bo zobaczyłem twarz tego czegoś na wprost, patrzącego się w centrum kamery - czyli jakby mi w oczy. Skóra wydawała się gnić, to coś dyszało, nie miało nosa, tylko dwie dziurki. Pewnie nos odpadł... Zrozumiałem, że tej osobie niewiele zostało życia, nie myliłem się. Po chwili on upadł i leżał. Minęło pół godziny filmu - cały czas leżał nieruchomo. Pod koniec filmu słychać było pisk jakby pustej baterii. Po chwili film się skończył.
Ręce mi się trzęsły po obejrzeniu tego filmu, dałem link od razu kilku znajomym, lecz okazało się, że zamiast filmu był napis "This video has been removed. ". Ja sam głupi zamknąłem wcześniej przeglądarkę ze strachu, więc i plik tymczasowy filmu przepadł ze względu na włączoną opcję czyszczenia wszystkiego po zamknięciu przeglądarki. Cóż, legenda głosi, że to, co dostanie się na internet, już z niego nie wychodzi, więc... Kto szuka ten znajdzie. Film nazywał się "The OPPRESSOR" - szyk małych i dużych liter zostawiłem dokładnie taki, jaki był tytuł.
_________________ Twoja sygnatura była nieregulaminowa i została usunięta przez Pumo.
Zapoznaj się z regulaminem.
Niedawno stworzyłem nowy świat w trybie singleplayer w Minecraft. Wszystko było normalne, zacząłem ścinać drzewa, stworzyłem stół warsztatowy. Zauważyłem, że coś poruszyło się w gęstej mgle (mam bardzo wolny komputer, więc muszę grać na bardzo małym polu widzenia). Sądziłem, że to krowa i zacząłem ją ścigać, by zebrać trochę skóry na zbroję.
Jednak to nie była krowa. To inna postać z domyślną skórką gracza, lecz z pustymi oczami. Nie widziałem dymku z nickiem, dwa razy się upewniałem, czy aby na pewno nie jestem w multiplayerze. Nie stał długo, popatrzył się na mnie i uciekł w stronę mgły. Zacząłem go gonić z ciekawości, ale zniknął.
Kontynuowałem grę dalej, nie wiedziałem co myśleć. Odkrywając świat napotykałem rzeczy, które nie mogły być zrobione przez generator map; tunele 2x2 w skale, małe, idealne piramidy z piasku na oceanie, drzewa bez liści. Ciągle wydawało mi się, że widzę innego "gracza" w gęstej mgle, ale nigdy nie byłem w stanie przyjrzeć mu się lepiej. Próbowałem zwiększać odległość rysowania zawsze, kiedy tylko go widziałem, ale to nic nie dawało.
Zapisałem mapę i udałem się na fora sprawdzić, czy ktokolwiek inny spotkał pseudo-gracza. Nic jednak nie znalazłem. Stworzyłem własny temat opowiadając o graczu i pytając się, czy ktoś miał podobne przeżycia. Post został usunięty w niecałe 5 minut. Spróbowałem znowu, jednak kolejny post został usunięty jeszcze szybciej. Dostałem prywatną wiadomość od użytkownika "Herobrine" zawierającą jedno słowo: "Przestań". Kiedy próbowałem wejść na profil tego użytkownika, wyświetlał się błąd 404 (nie znaleziono strony).
Dostałem maila od innego użytkownika. Twierdził, że moderatorzy czytają wiadomości użytkowników i bezpieczniej będzie kontaktować się przez maila. Deklarował, że też widział tajemniczego gracza i jest mała lista innych użytkowników, którzy również go widzieli. Ich światy są zaśmiecone przez budowle tamtego gracza.
Minął miesiąc od czasu, kiedy dostałem tamtą wiadomość. Kilka osób, które napotkały tajemniczego gracza zaczęło szukać informacji o Herobrine i dowiedzieli się, że ta nazwa była często wykorzystywana przez gracza ze Szwecji. Po dalszym gromadzeniu informacji okazało się, że to brat Notch'a, twórcy gry. Osobiście wysłałem do Notcha maila z pytaniem, czy miał brata. W odpowiedzi dostałem krótką odpowiedź:
Miałem, ale nie ma go już z nami.
-Notch
_________________ "Śmierć, Zemsta i Furia to trzy podstawowe składniki Chaosu"
I believe i am pie!
Próbowaliście kiedyś w środku nocy zapalać i szybko gasić światło? Mówię wam, efekt jest bardzo ciekawy, zwłaszcza jak sie patrzy w źródło światła. Taka zabawa raz mnie przyciągnęła na całą minutę. Ciężko trochę wytłumaczyć co się widzi, radzę wam zobaczyć to samemu. Ale właśnie przez to nie mogę sobie wybaczyć jednego błędu. Wszystko się zmieniło przez tą głupią ciekawością akurat w złym miejscu. Całe moje życie odwróciło się do góry nogami i teraz widzę rzeczy których na pewno nikt nie chciałby ujrzeć. Nie mogę wam powiedzieć co zobaczyłem tamtej nocy, bo skończylibyście tak jak ja. Mogę was tylko ostrzec: NIE ZAPALAJ I NIE GAŚ SZYBKO ŚWIATŁA POTRZĄC W LUSTRO.
Moja własnoręcznie wymyślona creepypasta. I na serio - fajnie to wygląda jak szybko zapalasz i gasisz światło.
Przerwa w robieniu komiksu. Jako że z kumplem od pewnego czasu szukamy motywów do filmów przypomniałem sobie o takim democie, który mi się parę dni temu spodobał.
Pamiętam tylko że w pierwszej chwili wpatrywałem się w zakończenie komiksu z tą historią z oczami otwartymi szerzej niż kiedykolwiek wcześniej. Dzisiaj, dzięki temu że dałem temu demotowi "lubię to" na Facebooku obejrzałem go raz jeszcze i tym razem przejrzałem komentarze. Było sporo wpisów o Creepypastach, ludzie wyjaśniali o co chodzi i te pe.
Wtedy też przypomniałem sobie o istnieniu tego tematu. Nieee... Nie wrzucę żadnej creepypasty. Nie teraz. Teraz tylko przeczytałem kilka.
Kurde mol. Od godziny serducho wali mi jak szalone, a spać pójdę dopiero gdy znajdę się na skraju wyczerpania. Ani przez chwilę podczas czytania nie poczułem się choć trochę przestraszony. Fakt że nie wierzę w Boga, pomaga mi również tutaj. Skoro nie wierzę w Boga, nie wierzę w paranormalność. Chędożyć to. Po prostu czuję jakbym zaraz miał zejść na zawał, jakby krew wyciekała mi strumieniem z serca do wnętrza klaty. Już nawet sprawdziłem na forach medycznych czy aby nie dostałem zawału
Te historie nie były jakoś szczególnie straszne. Po prostu instynktownie moje ciało reaguje tak jakbym był w sytuacji ultra stresowej. Staram się to powstrzymać, zrobić jakieś placebo. KU*WA, NIE DZIAŁA.
Następnym razem za Creepy biorę się po zażyciu środków uspokajających. Wracam do komiksu... Chociaż... Po poście Garra strach jest Minecrafta włączyć, kto wie co będzie jak uruchomię Gothica
Miałem napisać artykuł o tajemniczej śmierci siedmiu nastolatków. Zgon stwierdzono w mniej więcej tym samym czasie, poniesiony został przed komputerami, w różnych częściach Polski. Nigdy nie doszliby prawdopodobnie do związku pomiędzy tymi śmierciami, gdyby nie jedna z dziewczyn, która jakimś cudem uniknęła tego losu i zgłosiła całe wydarzenie na policję.
Wiecie, jak się, kurwa, uchroniła?
Wylogowała się, gdy jeszcze był czas.
Szczerze mówiąc, nie jestem specjalnie przekonany do takich "tajemniczych" spraw. Zazwyczaj okazują się dużo mniej tajemnicze niż początkowo zakładam. Na jaw wychodzi idiotyzm dzisiejszej młodzieży, która wręcz lubuje się w popełnianiu samobójstw wraz ze swoimi internetowymi znajomymi. Poważnie, ostatnio miałem taką sprawę. Przerażająca w głupocie. Zwłaszcza, że jedna z osób po drugiej stronie kabla tylko udawała, że zażywa tabletki. Ale nie o tym chciałem.
Dziewczyna była wyjątkowo niedostępna, gdy chodziło o wydobycie z niej jakichkolwiek informacji. Dowiedziałem się tylko, że grupka znajomych, którzy od jakiegoś czasu "obijali się" razem w necie, wchodzili na specyficzny czat. To nie był mIRC, ale coś w tym rodzaju. Rozmawiali o wszystkim, o niczym, znali się od kilku dobrych lat i po prostu lubili swoje towarzystwo. Była ich mniej więcej dziesiątka. Tego dnia kilku z nich nie było akurat na czacie. Dwójka pozostałych nie wchodziła od około miesiąca. Poznali się w necie, potem spotkali w realu i od tego czasu byli sztandarową parą czatową, chodząc ze sobą w realu. Love story rodem z taniej komedii romantycznej, ale nie wnikałem.
Dziewczyna, pseudonim "laleczka", odpowiadała na większość pytań półsłówkami. Ale w końcu jej odpowiedzi stały się zbędne. Z jakiegoś powodu, wydobycie loga z tamtego dnia graniczyło z cudem. Baza danych uparcie twierdziła, że dwudziesty szósty czerwca w ogóle nie istniał. Że nie było godziny dwudziestej trzeciej dwadzieścia cztery, bo o tej dokładnie "framuga" pojawiła się na czacie.
Nie było ich. A potem nie tylko Internet wymazał ich z pamięci.
Odmówiłem napisania artykułu po przeczytaniu tego loga. Szczerze? Mam dość. Chyba rzucę tę robotę. Póki jeszcze mam, kurwa, czas. Póki wiem, że jeszcze mogę.
Czytacie to na własną odpowiedzialność.
I nie, kurwa. Nie mnie obwiniajcie, jeżeli ktoś (coś?) zapuka do drzwi.
Cytat
* framuga has joined #poyeby
<koronna> no tak, jak zawsze zwalasz na mnie trzeba bylo przyjsc a nie teraz narzekasz
<koronna> framuuuuuuś!!!!1 :>:>:>
<papierowysamolocik> dobra, skoncz kora ;p nie moglem i tyle, szkoda
<papierowysamolocik> FRAMUGAAAAa <3
<zatormuzgu> Framuga :o Coś dawno Cię nie było (:
* czlowiek has quit
* czlowiek has joined #poyeby
<czlowiek> kurwa znowu
<czlowiek> framuga :D co tam mała
<koronna> i znow cicho xddd frami co tam, nie bylo cie z miesiac, tlumacz sie hahaha
<zatormuzgu> No właśnie, ja tu sobie włosy z głowy rwałem i chcę wytłumaczenia.
<czlowiek> no i epeja też długo nie było pokłóciliście się misiaki?
<koronna> :[
<papierowysamolocik> fram nas olewa <3
<zatormuzgu> Nie pierwszy raz (:
* alejaroz has quit
<framuga> nie wiem co z epejem.
<czlowiek> jak to?
<koronna> poklociliscie sie, pysiaki? :<<<
<zatormuzgu> Uu, czyżby nasza mała Framużka doznała sercowego zawodu? (:
<czlowiek> i dobrze w końcu może być ze mną <3 mwahahaha
<papierowysamolocik> ale bez zartow. fram co jest?
<koronna> omg czlowiek wez... czlowieku
<framuga> niewidziaaam go od miesiac.a.
<czlowiek> popiło się widzę <3
<koronna> czlowiek kurwa :[ framuś jak to? wyjechal gdzies czy jak?
* alejaroz has joined #poyeby
<alejaroz> jj
<alejaroz> fram <3333333333333
<zatormuzgu> dobra, Fram, bez żartów. O co chodzi? Jaja sobie z nas robicie z epejem, czy jak? :PP Pozdrów go jak siedzi obok pijany.
<papierowysamolocik> nie podoba mi sie to
<czlowiek> mi też nie byłoby fajniej jakby koronka wysłała nam swoje nagie fotki w końcu czy coś ile można prosić
<alejaroz> jak próbowales rozluźnic atmosfere to sie nie udalo
<zatormuzgu> Twoje poczucie humoru, człowieku, jest czasem naprawdę fffkurfiające.
<framuga> .
<koronna> dobra fram, mow o co chodzi bo zaraz lece, a nie zasne przez ciebie teraz :[
<czlowiek> chodź do mnie koronko, ja cię tak zmęcze że zaśniesz od razu :D
<koronna> spadowa :[
<papierowysamolocik> wlasnie spadowa od mojej niuni ;p
<framuga> byliśmy w tuym domuco mwilam ze pojdzie mu.
<koronna> coooooo...
<zatormuzgu> Nie kojarzę nic takiego?
<papierowysamolocik> aaaaa tego opuszczonego?
<framuga> tak
<czlowiek> i co? napadł was szalony ekshibicjonista? <3
<koronna> kurwa czlowiek :[
<zatormuzgu> Powaga, mnie też to już nie bawi
<zatormuzgu> I co, Fram?
<papierowysamolocik> boze, opuszczone domy :| zesralbym sie ze strachu, serio
<papierowysamolocik> po co tam szliscie w ogole
* laleczka has joined #poyeby
<koronna> laleczka <3
<alejaroz> lali <3
<zatormuzgu> Lala (:
<laleczka> siemka : D
<czlowiek> no dobra, co poradzę że macie chujowe poczucie humoru :<
<czlowiek> lala :*
<laleczka> co tam?
<czlowiek> fram coś smędzi, ale nie można się z nią dogadać, bo pijana <3
<laleczka> :o
<czlowiek> ej opowiem wam kawał o żydach
<zatormuzgu> Człowiek, skończ, bo cię wykopię (: I nie żartuję tym razem.
<koronna> brawo zator :D
<czlowiek> UUU RYGOR
<papierowysamolocik> czas najwyzszy
<laleczka> nie wywalajcie człowieczka, to nie jego wina że ma mały móżdżek:(
<koronna> dobra, fram, jestes tam?
<alejaroz> ale z ciebie
<alejaroz> zawodowy raper koronka :D
<koronna> wiadomka, rapuje jak glodna stonka <3
<papierowysamolocik> hahaahhahaah
<zatormuzgu> Framugo, puk puk? Odpowiedz nam. Co z tym domem?
<czlowiek> pewnie poszła siku nie przeszkadzaj jej
<zatormuzgu> Słyszałeś człowieku o takim szalonym wynalazku jak znaki interpunkcyjne ?
<czlowiek> NIE CO TO?
* rydwanik has joined #poyeby
<czlowiek> RYd WANNNNN :D :D :D kolejny zaginiony się odnalazł
<laleczka> ale rydwanika nie było tylko tydzień
<koronna> ryd :* jak tam wyjazd ?
<papierowysamolocik> mocarny rydwaniarz, hahhahaha <3
<zatormuzgu> Witaj, Rydwanik (:
<rydwanik> cze, zaboludy :P
<laleczka> teraz to i ja się wkręciłam. framuś, halo halo? :[
<rydwanik> zajebiscie , ale wiecej nie pije :P
<laleczka> kojarzę coś z tym domem
<papierowysamolocik> no, ja juz tez, mieli tam isc
<czlowiek> uu abstynencie to nie popijesz sobie z fram która jest nową czatową alkoholiczką :D
<zatormuzgu> Głupie zapędy epeja, wiedziałem, że w końcu dojdzie do czegoś głupiego.
<alejaroz> ale nawet nie wiemy co sie stało, nie spekuluj, zator
<framuga> poszlismy mtam wie czore m z latarkqami. nie wie m po co. strasznie chcaoal tam ise aobaczye te n d om. ja je ste m prze cie z strachwliwa w chjuwj no to nie chcialam ale mnie prze konal i poszlusmy we wd wojke . i kurwa, wie cie co sid okazalo. posprzaral te wszystkie gruzy, rozlozyl kocyk, wino, piknik. rany, nie spod zie walam sie te go w igole . skolowal nawe tp prze nosny od twarzae i puscil nam nasza pisoe nke . bajka. bylo cud nie ale szcze golow nie powie m, sami sie d omyslcie . ale to nie je st wazne .
<rydwanik> wrocilem by pozrec wasze dusze XDDDDDDDD
<koronna> awwwwww jaka randka <33
<rydwanik> lol nie wiedzialem ze z epeja taki romantyk
<czlowiek> koronka też zabiorę cię na taką chcesz?
<alejaroz> ojejuuu :< czemu mi nikt tak nie robi
<zatormuzgu> No dobra. To nie jest ważne... to co jest ważne?
<rydwanik> tez tak zrobie mojej lubej :P
<czlowiek> fram nie pij już tyle martwię się o twoją wątrobę :C
<papierowysamolocik> ja o twoj mozg czlowiek <3
<koronna> on juz dawno go nie ma
<alejaroz> nigdy go nie miał i co dalej fram?
<czlowiek> dziki seks alejka zasłoń oczy :C
<koronna> jebne cie kiedys, przysiegam
<rydwanik> ... wszyscy milcza i czekaja w napieciu na druga czesc :P super
<czlowiek> ak w kinie kurwa :D
<framuga> w ogole ... jak ptoe m le ze lismy na tym kocyku to cos pie przne lo na gorze te go d omu. myslalam, ze umre ze sttachu w te j chwili, a ,acie k sie wkurwi. znaczy e pe j. cos migne lo na schod ach ktore wid zie lismy z te hgo wie lkie go salonu, w ktorym sie d zie lismy bo nie bylo nigd zie d rzwi. czyjas twarz. ktos sie zasmial. prawie sie z sikalam w spoid nie , d oslownie . a e oe j wkurwiony ze prze me k wie d zial o tym planie tajne j rand ki i przysze d l tuz kame ra jak to on ze by nagrae jak sie kochamy . i posze d sl na gore . cze kalam chyba z god zine . nie wie m. wyd awalo mi sie ze strasznie strasznie d lugo a jak spojrzalam na ze gare k to bylo 5 minut. slyszalam wszystko, je go kroki na gorze , jak cos mowi jakby z kims faktycznie gad al. ale nie krzyczal a jakby to byl prze me k to by sie d arl albo go pobil czy cos. strasznie mi sie to nie pod obalo ale balam sie ise na gore . balam sie e tz sie d zie e sama w tym pokoju. i nagle je b na d ole .
<papierowysamolocik> bozeeee :< boje sie, nie mow dalej
<czlowiek> ale z ciebie cipa papierku :D
<laleczka> sam byś się zesrał człowiek
<alejaroz> rany boskie O_______O""
<rydwanik> O NIE TO NA PEWNO BYLY DUCHY XDDDDDDDDDD
<koronna> oooooomggggg :o :o :o i co to bylo?
<czlowiek> nieważne co epej napewno by im najebal :D
<zatormuzgu> Cicho, wy dwaj.
<rydwanik> bo co, wykopiesz nas? <3
<czlowiek> nieśmiertelny duet człowieka na rydwanie powrócił :D
<czlowiek> daj się nam nacieszyć
<rydwanik> chyba rydwana na czlowieku :/
<czlowiek> dobra nudzi mi sięęę fram ciśnij dalej bo scenariusz tego porno póki co jest mało porywające
<zatormuzgu> Przysięgam, człowiek.
<czlowiek> na mamusię czy tatusia? <3
<rydwanik> jestes niegrzeczny czlowiek, zator da ci klapsa :P
<czlowiek> zazdrościsz co? :D
<koronna> ej skonczcie juz. fram? i co?
<papierowysamolocik> zw :C
<framuga> w koncu wrocil jakis d ziwny i pwoe id zial tylko 'wypie rd laamny stad '. prze strasosna nie na zarty zapytyalam ocb co tam bylo i wogole . ale nie e nie chcialm mowic. pwoe id zial ze mam sie nie martwie i tyle . i od prowad zil mnie d o d omu, nie p pocwalowal na poze gnanie , a zawsze to robil. byl d ziwny blad y, nie swoj, milczacy i wscie kly. myslalam ze je st zly na mnie i nie wie d zialam d lacze go. to bylo naprawd e straszne , zachowywal sie jak nie o n zuype lnie . nie znalam te go macka. i tak nad obra sprawe to ostatni raz gd y go wid zailam. wrocilam d o d omuy poszlam spac, troche smutna ze tak d ziwnie tocbylo. i od te j pory zniknal. nie wroicl d o d omu na noe je go matka d zwoni d zie hn poznie j i wrze szczy na mnie gd zie on je st. zglisili w koncu ze je st zaginiony. prze szukali te n d omm. i nie tam nie bylo. nie bylo nawe t te gfo kocyka i zarcia ktore tam zostawilismy. nie ma go. zniknal. kurwa. sie d ze i placze od mie siaca. placze i pij. pocie szcie mnie boj uz se rio nie wie m co robic.
<alejaroz> O_____________O
<koronna> boze.....
<zatormuzgu> Ale jak to zniknął? Tak po prostu? Kiedy zgłosiliście zaginięcie?
<alejaroz> ma wyłączony telefon i wszystko?
<rydwanik> kurwa.
<koronna> biedna fram :((((((( <przytul>
<laleczka> boże kochanie, trzymaj się jakoś, wszystko na pewno się ułoży!
<koronna> czlowiek az zaniemowil :|
<rydwanik> no...
<czlowiek> przykro mi fram serio
<alejaroz> :(
<laleczka> straszna sytuacja
<rydwanik> nooooo
<framuga> no. nie wiem. co te raz.
<czlowiek> szukajcie a znajdziecie
<zatormuzgu> Człowiek,kurwa.
<czlowiek> no co
<rydwanik> nie, powaznie, moze ma jakiegos dola czy cos i musial wyjechac zeby przemyslec zycie... ludzie czasem tak robia
<rydwanik> na pewno wszystko sie wyjasni
<papierowysamolocik> jj. teraz nie zasne w nocy. fram wspolczuje mega :C
<framuga> zw telefon
<koronna> booze.
<papierowysamolocik> boze.
<laleczka> no, boże.
<alejaroz> aż nie wiem co powiedzieć
<koronna> i nagle wszystkie moje problemy sa tak kurewsko male
* epej has joined #poyeby
<alejaroz> O__O
<koronna> WTFFF
<rydwanik> EPEJ
<czlowiek> mówiłem że się znajdzie B)
<zatormuzgu> Epej, co to kurwa ma być?
<epej> 10
<rydwanik> lol. co...
<czlowiek> :o
<alejaroz> O_O""""""
<koronna> ok nie podoba mi sie to
<laleczka> EPEJ CHUJU, GDZIE TY BYŁEŚ?
<rydwanik> teraz to nie wiem czy fram mowila na powaznie czy sobie z nas beke kreca :P
<czlowiek> hahahahaha no pewnie że bekę
<koronna> no ta bo z epeja zawsze byl jebany zartownis
<zatormuzgu> No mi to nie wygląda na żart. Chyba, że jakiś chory. Bardzo w twoim stylu, człowiek.
<papierowysamolocik> wlasnie, pewnie wlamal sie na konto epeja :C
<czlowiek> tak bo ze mnie taki zawodowy kurwa haker
<rydwanik> pfff on nie umie :/
<epej> 9
<alejaroz> O_______O
<koronna> CO?
<rydwanik> do czego ty kurwa odliczasz?
<czlowiek> do końca twoich dni <3
<laleczka> epej byś się wytłumaczył :|
<koronna> wtf. wtf. wtf. :o
<papierowysamolocik> fram cho tuuuuuuuuu i powiedz ze macie pojebane poczucie humoru :C
<epej> 8
<koronna> ok nie rozumiem tego ale sie poplakalam
<rydwanik> skonczcie to gowno
<laleczka> koronka ja też :| nie lubię takich sytuacji
<czlowiek> kurwa ludzie to tylko internet
<rydwanik> bez zartow czlowiek, cos tu smierdzi
<czlowiek> no chyba ty
<zatormuzgu> Jezu, dopiero zauważyłem. Epej nie ma numeru IP.
<alejaroz> co O_______O
<zatormuzgu> No jestem opem i widzę IP logujących się na czat.
<zatormuzgu> Epej nie ma jebanego IP.
<papierowysamolocik> ok zaraz i ja sie poplacze :C
<czlowiek> kogo jak kogo ale żeby zatora wkręcili do tej gierki to sztuka :D
<zatormuzgu> Kurwa, człowiek. Nie żartuję.
<epej> 7
<laleczka> idę stąd, przyjdę jutro jak prze staniecie odpierdalać.
* laleczka has quit
<czlowiek> ja zostaję <3
<epej> 6
<framuga> wypierdalajcie stad
<koronna> co?
<papierowysamolocik> jezu... o co chodzi :C
<koronna> fram wez bo ja serio tu rycze
<zatormuzgu> Framuga?
<czlowiek> lubię tak na ostro <3
<alejaroz> ludzie mam dreszcze :(
<framuga> zadzwonil
<framuga> telefon
<framuga> mama
<framuga> epeja
<framuga> on nue zyt
<epej> 5
<framuga> nie zyje
<framuga> nie zyje kurwa
<framuga> nie zyje
<alejaroz> O______________________________O
<czlowiek> ok nawet ja uznaję ten żart za niesmaczny framuga
<czlowiek> a to już bije rekordy chujowości
<zatormuzgu> Co takiego?
<rydwanik> no to kto siedzi na koncie epeja :o
<framuga> nie wiem kurwa i nie chce wiedzie c
<framuga> boze
<framuga> co to jest za gowno
<framuga> boze
<framuga> boze
<koronna> FRAMUGA SPOKOJNIE
<rydwanik> musi byc na to jakies wytlumaczenie, bez jaj
<epej> 4
<czlowiek> no raczej
<alejaroz> blagam was :o :o :o
<koronna> omamo boje sie.
<papierowysamolocik> ja tez :C
<koronna> BOZ. nie moge wylaczyc czata
<zatormuzgu> Ja też nie mogę. Nie chce mnie wylogować.
<papierowysamolocik> mnie tez :C
<alejaroz> boze mnie te z
<czlowiek> JA TEŻ NIE MOGE
<czlowiek> co za gówniany żart kurwa
<czlowiek> skończcie to
<rydwanik> kurwa no
<epej> 3
<koronna> jezu
<czlowiek> weźcie
<zatormuzgu> Nie mogę nawet zrestartować komputera. Nic nie mogę zrobić.
<framuga> hahahahahahaa
<rydwanik> CO CIE KURWA SMIESZY FRAM?
<alejaroz> o__________o"
<koronna> boze, rycze, tez nive nie moge. nicjicnc... ..jezuzuzuz.
<czlowiek> nie napierdalaj w klawisze jak chora kor
<koronna> ale nie moge boje sie
<papierowysamolocik> tez nie moge nic wylaczyc
<alejaroz> chcę stąd iść chcę stąd wyjść
<epej> 2
<koronna> omg
<koronna> ommggggg
<koronna> mogggmgmgmg
<alejaroz> O_O
<czlowiek> rany powysyłali nam wirusy nie srajcie
<rydwanik> nie bawi mnie to
<zatormuzgu> Mnie wyjątkowo to nie bawi.
<papierowysamolocik> :CCCCCCC
<alejaroz> źle się czuję
<koronna> zaraz się zrzygam na monitor czy nie wiem
<rydwanik> j tez
<papierowysamolocik> boze jedyny, trzese sie caly, tez zke iue czuje
<rydwanik> co-t0-mabyc-
<zatormuzgu> Ja tez czuję się jak goiwno.
<framuga> papapapaapapapapaa
<alejaroz> O_O
<koronna> co...
<papierowysamolocik> zsikam sie chyba
<czlowiek> :o
<epej> 1
<koronna> OKURWA CO TO JEST
<czlowiek> zw ktoś wszedł
<rydwanik> matka przyszla kurwa
<rydwanik> anieto ktos inn
<papierowysamolocik> BOZE KTOS W POKOJU
<zatormuzgu> Ja pierdole
<alejaroz> JEZU KRYWA CHRYSE COS
* koronna has quit
* czlowiek has quit
* rydwanik has quit
* papierowysamolocik has quit
* alejaroz has quit
* zatormuzgu has quit
* framuga has quit
Historia podobno zdarzyła się na prawdę,choć ja w to nie wierzę. :3
_________________ Mam swój system oceniania.:foreveralone:
Wiecie co? Tak sobie z nudów czytam te Creepypasty i muszę wam powiedzieć, że mimo wszystko to kompletna bzdura, ale jednocześnie spełniają swoją funkcję. Jak? Już tłumaczę. Kiedy tak sobie to czytam, to jest wszystko normalnie, ot takie historyjki. Ale zawsze te wszystkie opowiadania przypominają mi się, zwłaszcza w nocy. I wtedy człowiek zaczyna się... niepokoić. Jeszcze parę minut temu gdy zszedłem do kuchni zrobić herbatę cały czas miałem wrażenie, że coś się na mnie patrzy. Autentycznie bałem się odwrócić. W dodatku byłem wyczulony na każdy, nawet najdrobniejszy szmer. Może to przez to, że jestem dosyć strachliwy (gdy KzL albo ktoś inny pokazał mi filmik z herobainem nie mogłem zasnąć). Ale spójrzcie na to w ten sposób - może te wszystkie creepypasty powstawały tylko po to, aby wywoływać różne stany lękowe i poczucie zagrożenia. I to by był dopiero temat na creepypastę...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach