Witam Was. Poniżej pragnę przedstawić zbiór "Ba Caerg Darit". Jest on zbiorem pięciu wierszy, napisanych przeze mnie pod koniec lutego 2008.
Kolor wiersza oraz jego kompozycja są zamierzone.
Ba Caerg Darit
Wampir
Czerwone niebo,
Czerwona ziemia,
Gdy spojrzysz nań,
Cię sponiewiera.
Wznieś się ku niebu,
Czerwonemu jak krew,
I poznaj czym jest,
Bezmiaru kres.
Pustka czerwona,
Przepełnia Cię,
Gdy chcesz jej dotknąć,
Odpycha Cię.
Powiedzieć by można,
Że nie chce Cię,
Lecz jest inaczej,
Ty nie chcesz jej.
Przyzywa Cię,
Przyciąga Cię,
Lecz Ty już nigdy,
Nie dotkniesz jej.
Lecz jest nadzieja,
Nikłe światełko,
W postaci Ziemia,
Gdzie człowiek mieszka.
Mały bezbronny,
Ostrzeżeń nie pomny,
W nocy nie zważa,
Na potok wspomnień.
Spragnione usta,
Już są na czele,
By dotknąć szyi,
Życia nasienie.
Lecą wysoko,
Na mysich skrzydłach,
Wydają jęki,
I niosą dźwięki.
Człowiek nie słyszy,
Człowiek nie widzi,
A one lecą,
By z niego szydzić.
Szydzą i szydzą,
I śmieją się z niego,
I siły życiowe,
Mu wysysają.
Ciało doczesne,
W proch się obróci,
By duszę wieczną,
W astral wypuścić.
Dusza wędruje,
Jak wolny ptak,
By wrócić z powrotem,
Na Ziemi świat.
I znów krwawe usta,
Spróbują jej,
By znów doświadczyć,
Otchłani złej.
A świat zawiruje,
Zakręci się,
Gdy wampir jest w drodze,
Na ścieżce swej.
Biblioteka
Wielka i cicha,
Ciemność połyka,
Z otchłani mroku,
Jasność wymyka.
Okna potężne,
Złote i srebrne,
A w każdym z nich,
Strażnik wężowy.
Czekają przez lata,
Eony dekady,
Lecz nikt nie znajduje,
Nikt nie przychodzi.
Jak serce w jej wnętrzu,
Główna komnata,
I księga najświętsza,
Jak diament w kamieniach.
Nikt jej nie czyta,
Nikt jej nie rusza,
Bo strażnik wężysty,
Nikogo nie wpuszcza.
Synowie Kaina,
I Lilith córki,
Szukają szukają,
I umierają.
By żyć znów,
By szukać ponownie,
By oddać cześć,
Rodzicom mrok.
Ojciec Mrok,
Uszedł stąd,
Dawno temu,
W krainę Nod.
Matka Mrok,
Na świecie jest,
Zaspokajając żądze,
Nienasycone swe.
Tron w niej jest pusty,
W sercu jej,
I kurzu całun,
Okrywa go.
Wiedza największa,
Mieści tam się,
Tylko nielicznym,
Dostępna jest.
A jednak warto,
Szukać jej,
Mimo że pusta,
Że nie wpuszczą Cię.
Miliony wampirów,
Podąża ku niej,
By cząstkę odszukać,
Duszy swej.
Wśród półek wysokich,
Wśród tomów opasłych,
W labiryncie sal legendarnych,
Znajdują ją.
Czarną cząstkę duszy swej,
Skąpaną w Mroku,
I w blasku świec,
Ku śmierci umysłu.
Obiad
Cicho i szybko,
Cicho i skrycie,
Jak srebrna strzała,
Przenika przez życie.
Krew już jak lawa,
Po skórze spływa,
Która jak płaszcz,
Mięśnie okrywa.
Czerwona posoka,
Czerwone jęki,
Czerwone serce,
I czerwień udręki.
Szkarłatny kwiat,
Spływa po brodzie,
By znów rozkwitnąć,
Na ziemi zdrowej.
Czerwona ballada,
Czerwona biesiada,
I kawał mięsa,
Na misce się składa.
Biała chusteczka,
Splamiona krwią,
Czerwone usta,
Smakują ją.
A gdy jej dotkną,
Gdy zasmakują,
Kończą swą ucztę,
I odlatują.
Lecz nim odlecą,
Na skrzydłach srebrzystych,
Nasycą się tym,
Napitkiem krwistym.
I nie ma nadziei,
Na śmierć zapomnienie,
Mimo że to jest,
Wampira marzenie.
A przecież tyle,
Się o tym mówi,
Że wampir nas gryzie,
By ból w nas wzbudzić.
Lecz co za kłamstwa,
Plotki i bajdy,
Wampir nie gryzie,
Aby nas zabić.
Gryzie i pije,
Krew nam wysysa,
By się pożywić,
Bo Mrok go wzywa.
A gdy się pożywi,
I skończy swój dzień,
Nadejdzie dla niego,
Czas ścieżki swej.
A gdy ją zakończy,
Odnajdzie Mrok,
Dzień się rozpocznie,
I umrze on.
Więc po obiedzie,
Do krypty powraca,
By się znów spotkać,
Z panami świata.
Zapomnienie
Coś czego szukasz,
Coś co umyka,
Nie można złapać,
Bo nagle znika.
Lecz zniknąć nie może,
Bo nie istnieje,
Każdego wampira,
Skryte marzenie.
Gdy noc nadchodzi,
Czas pory łownej,
Czas pożywienia,
I posiłku pysznego.
Lecz jak tak można,
Zabijać niewinną,
Niczego nie pomną,
Istotę naiwną.
Bo przecież wyrzuty,
Przecież sumienie,
Jedyne czego,
Wampir nie zniesie.
Dlatego marzeniem,
Jest zapomnienie,
By było znowu,
Czyste sumienie.
Ale zapomnieć,
Nie jest tak łatwo,
Gdy znowu ciało,
Odżywić trzeba.
Nie chcemy tego,
Jak ogień wody,
Ale to nasze,
Dziedzictwo Przeklętych.
Od nocy do nocy,
Od pełni do pełni,
Aby żyć,
Musimy pić.
I nikt,
I nic,
Nie może tu pomóc,
Bośmy Przeklęci.
I nocnia czarna,
Jak górska komnata,
Czerwona się staje,
Niczym jedwabny szkarłat.
A my nie chcemy,
My żałujemy,
Że krwią posoką,
Świat okryjemy.
Przekleństwo nasze,
Wieczne jest,
Nie skończy się nigdy,
Nieśmiertelność to jest.
Więc szansa jedna,
Na milion jest,
Na znalezienie,
Duszy swej.
Zawsze i nigdy,
Jesteśmy tu,
By móc żałować,
Dusz ludzkich stu.
Krew
Czerwone złoto,
Jasnością lekką,
Promieniuje nieco,
Uroczyście.
Tryska z aorty,
Z linii życia,
Pulsuje prędko,
Uchodzi na zewnątrz.
By splamić srebrzyście,
By spryskać ogniście,
By siarczyście,
Osiąść.
Usta czerwone,
Grozy spragnione,
I ambrozji czerwonej,
Nadzwyczaj słodkiej.
Tylko,
Aby żyć,
Aby móc,
I dalej pić.
Miód przesłodki,
Dalej wypijać,
Musimy nocą,
Na dwór wychylać.
A przecież to niebezpieczne,
To takie groźne,
I głowę stracić można,
I być spalony słońcem.
Jednak ryzyko popłaca,
Przynosi korzyści,
Usta wypełnia,
Smak metaliczny.
Ale pewien,
Smutek zostaje,
Bo ranimy,
Bo ból zadajemy.
I sumienie nasze,
Ciąży nam,
Gdy niewinne istoty,
Cierpią za nas.
A jednak ten smak,
Przyciąga nas,
I sycimy się nim,
On upaja nas.
I latamy po niebie,
Jak wariaci,
Szepczące szaleństwo,
Zderzamy się.
Spadamy na ziemię,
Trzeźwiejąc w locie,
Ludzki kształt przybierając,
O ziemię uderzamy.
A one wracają,
Wyrzuty sumienie,
Ogarnia znów nas,
Smutek.
I znów pijemy,
I znów uderzamy,
I znów spadamy,
I umieramy.
K. L. O...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz kopiowania, powielania, rozpowszechniania bez mojej wyraźnej zgody.
PS: Zbiór ten dedykuję "Czarnowłosemu Bóstwu Krwi".
Ostatnio zmieniony przez Regis_Osso 13-08-09, 04:35, w całości zmieniany 3 razy
Artheneos, jakbyś nie zuważył to jest pięć wierszy z dość krótkimi wersami, więc mogłbym się spierać kto pisze dłuższe... Ale nie liczy się długość, ale
Po cóż czerwony?
Ciężko się czyta,
Jak uniżony,
Wśród morza żyta.
Specjalnie liczyłem zgłoski w sporej części utworów. I jak dla mnie... Często jest 5, 6, lecz czasem... Po prostu znikąd 3, 4... Nienajlepiej. Rymów zazwyczaj nie ma. Lecz jest ich jednak trochę, więc powiem, że są nawet niezłe, aczkolwiek... Czasem takie... proste, kiepskie... Jak "tu" i "stu". W zasadzie sens jest. Temat... Sam nie wiem, co o nim sądzić... Po prostu wolałbym kilka różnych wierszy, nie tylko takie o wampirach, ale dobrzr. Głębię zdecydowanie muszę pochwalić. Ale te wiersze... Czasem się jakby powielają. Jednen jest przedłużeniem drugiego.... Nie wiem, jak to dokładnie opisać... Po prostu są zbyt podobne do siebie. Różne, ale w zasadzie podobne. Ogólnie... Raczej mi się nie spodobało (niezbyt lubię wiersze, w których rymy czasem są, czasem nie). Ale oceniam za rodzaj, lecz za sens, zgłoski, głębię, tematykę i czy ogólnie mi się podobało.
Tak więc daję 9/10. Za b. dobrą głębię. Czekam na więcej Twoich wierszy.
_________________ "Pro Fide, Rege et Lege" - "Za Wiarę, Króla i Prawo" "Sic transit gloria mundi." - "Tak przemija chwała świata."
No cóż. Sens jest i ta głębia. Pisane na czerwono pogarsza sprawę, bo trochę ciężko się czyta. Musiałem sobie zaznaczyć, aby komfortowo przeczytać. Osobno wiersze krótkie, nawet bardzo, bo wersy są stanowczo za krótkie i dziwnie się to czyta. Wystawiam 8/10.
_________________ Robię jakiś komiks. Życzcie mi powodzenia, po roku ich nie robienia nie pamiętam nawet jak się steruje kamerą
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach